Ile realnie kosztuje Cię proces, który akurat chcesz zautomatyzować?
Większość firm nawet nie zna tej liczby, a mimo to kupuje kolejne narzędzie AI, bo konkurencja już je ma, zarząd oczekuje wdrożenia AI albo ktoś pokazał efektowne demo.
Tyle że zakup narzędzia nie rozwiązuje problemu, jeśli wcześniej nie wiemy, gdzie ten problem naprawdę leży.
Zanim wydasz złotówkę na AI, warto zadać kilka prostych pytań… Co dzisiaj boli nas najbardziej, ile ten proces trwa, ile kosztuje, gdzie pojawiają się błędy, ile pracy manualnej wymaga i co konkretnie musi się poprawić, żebyśmy mogli powiedzieć, że wdrożenie zakończyło się sukcesem?
Może się okazać, że model pozwoli skrócić część pracy o połowę. Może przejąć analizę danych, przygotowanie pierwszej wersji dokumentu, kwalifikację informacji albo wykonanie powtarzalnego fragmentu procesu, ale równie dobrze może się okazać, że problemem nie jest brak AI, tylko źle zaprojektowany proces, rozproszone dane albo brak jasno określonej odpowiedzialności.
Najpierw proces. Potem dane i mierniki.
Dopiero na końcu technologia.
Właśnie takie podejście ćwiczymy na Akademii AI w Textilimpex. Zaczynamy od procesów, problemów i miejsc, w których AI może rzeczywiście stworzyć wartość biznesową.
Zapisy na najbliższą edycję są otwarte.
25 sierpnia wybieram się na Powiatowe Targi Przedsiębiorców PKB314 w powiecie legionowskim.
Będzie to dobra okazja, żeby się spotkać, poznać i po prostu porozmawiać. Chętnie pogadam o AI, automatyzacji i procesach wdrożeniowych, ale też szerzej o biznesie - szczególnie o startupach i ekosystemie który buduję. Poznajmy się.
Jeśli też będziecie na miejscu, koniecznie dajcie znać albo po prostu znajdźmy się na miejscu. Do zobaczenia! 👋
Najem krótkoterminowy w Polsce może się właśnie skończyć tak, jak kończy się większość prostych rzeczy... ustawą.
Rząd przyjął projekt regulacji Airbnb, Bookingu i podobnych usług (SWAPP).
Ma być rejestr, numery lokali, obowiązki dla właścicieli, większa kontrola i możliwość nakładania kar. I wiele ciekawych poprawek jeszcze przed nami.
A nad projektem pracuje między innymi wiceminister Ireneusz Raś. I tutaj robi się ciekawie...
Media przypomniały, że kilka lat temu kupił trzy mikrokawalerki w Łodzi, każda po około 13 m². Sam Raś podkreśla, że były wynajmowane długoterminowo i nie widzi tu konfliktu interesów.
I być może go nie ma,
ale trudno odmówić tej historii pewnego uroku.
Bo skoro państwo chce regulować rynek mieszkań na wynajem, to dobrze mieć przy stole kogoś, kto zna go… od środka... Bardzo, bardzo małego środka. 🤫
Udanego piąteczku... 😆
Czy da się oszukać sen?
Dwa eksperymenty i zupełnie różny finał.
201 godzin bez snu ze stymulantami. 264 godziny bez farmakologicznego wspomagania. Dwa skrajne eksperymenty, dwa różne finały.
W 1959 roku Peter Tripp nie spał przez 201 godzin. Gdy był bliski załamania, lekarze podali mu metylofenidat. Po piątym dniu zaczął śnić na jawie. Widział zwierzęta, podejrzewał lekarzy o próbę otrucia i spisek. Niedługo później Tripp stracił pracę. Przez lata powtarzano, że eksperyment trwale zmienił jego osobowość i zniszczył karierę.
Kilka lat później 17-letni Randy Gardner wytrzymał 264 godziny, czyli 11 dni. Bez farmakologicznych stymulantów. Pomagały mu ruch, zimne prysznice i ludzie obok. Też miał halucynacje, problemy z pamięcią i zaburzenia mowy. Po zakończeniu próby przespał niemal 15 godzin, a późniejsze obserwacje nie wykazały trwałych zaburzeń.
Dwa przypadki nie wystarczą, żeby udowodnić, że o różnicy zdecydował sposób podtrzymywania czuwania. Różniło ich niemal wszystko. Wiek, zdrowie, warunki, opieka i użyte środki.
W biznesie skala jest inna, ale koszt niewyspania równie realny. Kawa może uratować jedno popołudnie. Deadline może zmobilizować zespół na finiszu. Jednak gdy projekt przeciąga się tygodniami, potrzebujesz zmiany tempa, rotacji i normalnego snu. Inaczej płacisz za każdą dodatkową godzinę coraz gorszymi decyzjami.
Sam przez dłuższy czas próbowałem snu polifazowego, trwało to ponad rok i przez ten czas wydawało mi się, że jestem gigantycznie efektywny, ale ostatecznie mój organizm za to przepłacił... Powrót do "życia" po tej próbie trwał niezwykle długo.
Ciekawostka: Tę metodę bardzo dobrze można połączyć z AI. Zamiast pytać model: Co sądzi o tym pomyśle lepiej poprosić go o analizę w sześciu krokach:
◻️ Biały – przedstaw wyłącznie fakty i dane, których potrzebuję.
🟥 Czerwony – jakie emocje lub intuicje mogą mieć klienci i zespół?
⬛ Czarny – wskaż największe ryzyka, słabe strony i zagrożenia.
🟨 Żółty – pokaż potencjalne korzyści i szanse.
🟩 Zielony – zaproponuj niestandardowe rozwiązania i alternatywy.
🟦 Niebieski – podsumuj całość, wskaż czego jeszcze brakuje do podjęcia decyzji i zaproponuj plan działania.
Efekt jest zupełnie inny niż przy jednym ogólnym promptcie. Zamiast pojedynczej odpowiedzi otrzymujemy uporządkowaną analizę, która często staje się gotowym materiałem do spotkania, dokumentu decyzyjnego, backlogu zadań czy planu wdrożenia.
Najdroższe decyzje w firmach rzadko wynikają z braku wiedzy, a znacznie częściej są efektem chaosu.
Ktoś analizuje liczby. Ktoś inny mówi o ryzyku. Ktoś kieruje się intuicją, a ktoś chce jak najszybciej zakończyć spotkanie.
Wszyscy rozmawiają o tym samym, ale każdy prowadzi inną rozmowę.
Dlatego od lat wracam do metody Sześciu Kapeluszy Myślowych Edwarda de Bono. Pomaga uporządkować myślenie i spojrzeć na problem z kilku stron, ale z jednej perspektywy naraz.
Najpierw fakty. Później emocje, ryzyka, korzyści i nowe pomysły. Bez mieszania wszystkiego w jednej dyskusji. Ta prosta zasada potrafi skrócić spotkania, ograniczyć niepotrzebne spory i ułatwić podjęcie decyzji.
Metoda dobrze sprawdza się też w pracy z AI. Model można przeprowadzić przez kolejne sposoby myślenia, zamiast oczekiwać wartościowej odpowiedzi na jedno ogólne pytanie.
Znaliście wcześniej metodę Sześciu Kapeluszy Myślowych?
Bartłomiej Kubkowski dopłynął. Karolina Szczepaniak nie. A jednak oboje wystartowali niemal równocześnie, by przepłynąć Bałtyk i nagłośnić zbiórki. On pokonał ok. 170 km, ona ok. 115 km. Razem zebrali ponad 1,16 mln zł. Czy o sukcesie naprawdę decyduje tylko meta?
Kiedy prawie dekadę temu Marshall Goldsmith postanowił nauczyć 15 osób wszystkiego, co wie o coachingu i przywództwie, postawił jeden warunek:
Nie mieli mu się odwdzięczać.
Mieli przekazać tę wiedzę dalej.
To ciekawa ekonomia wdzięczności. Nie spłacasz długu temu, kto Ci pomógł. Pomagasz komuś, kto być może nigdy go nie pozna.
Tak staram się podchodzić do wiedzy którą się dzielę.
Nie chcę budować swojej pozycji na tym, że wiem coś, czego inni jeszcze nie wiedzą. Technologie zmieniają się zbyt szybko, żeby przez lata pilnować swoich sekretów. Dlatego podczas warsztatów dzielę się również błędami, nieudanymi próbami i skrótami, których sam szukałem przez wiele miesięcy.
Nie zależy mi, żeby ludzie wychodzili pod wrażeniem tego, ile wiem. Chcę, żeby wychodzili z przekonaniem, że sami potrafią zacząć działać.
Wiedza spełnia swoje zadanie dopiero wtedy, gdy ktoś zrobi z niej użytek, a jeśli później pokaże tę drogę kolejnej osobie, wydarzy się coś jeszcze ważniejszego:
Ta wiedza przestanie być tylko moja.
Zacznie pracować w miejscach, do których sam nigdy bym nie dotarł.
Fot: Dariusz Oleszczak
Nie rozumiem ludzi, którzy wolą miesiącami czekać na stanowisko „godne ich ambicji”, niż podjąć prostszą pracę.
Dziś roznoszę ulotki swojego startupu SWAPP.
Bo żadna uczciwa praca nie hańbi. Hańbi przekonanie, że coś jest poniżej nas.
Nie pamiętam większości prezentów, które dostałem w życiu. Pamiętam za to ludzi, którzy sprawili, że nie były mi potrzebne…
Miałem ostatnio moment, który uświadomił mi coś znacznie ważniejszego.
Tego dnia prowadziłem warsztaty. Były rozmowy, wymiana doświadczeń i ogrom energii, a później pojawiła się niespodzianka, której kompletnie się nie spodziewałem.
I wtedy do mnie dotarło, że największym prezentem nigdy nie są prezenty.
Są nimi ludzie.
Ludzie, którzy poświęcają swój czas, którzy pamiętają, którzy potrafią szczerze cieszyć się z Twojej obecności, którzy sprawiają, że zwykły dzień zmienia się w doświadczenie, które zostaje z Tobą na lata.
Coraz bardziej wierzę, że to nie osiągnięcia są miarą życia. Tylko relacje, które zostają, kiedy opadną emocje, skończą się projekty i zamilkną brawa.
Za to jestem dziś najbardziej wdzięczny.
Fot: Dariusz Oleszczak
To już nie jest clickbait.
To jest igranie z ludzkimi emocjami.
W dniu, w którym Polacy z niepokojem śledzą informacje o naruszeniu naszej przestrzeni powietrznej i upadku niezidentyfikowanego obiektu na Lubelszczyźnie, wykorzystywanie haseł PILNE! i nadciągające zagrożenie do promowania artykułu o upałach jest zwyczajnie nieetyczne.
Rozumiem, że media walczą o zasięgi i kliknięcia. Ale są granice.
Komunikaty, które wyglądają jak ostrzeżenie przed wojną, atakiem czy katastrofą, nie powinny służyć do nabijania odsłon.
Moim zdaniem takie praktyki powinny być oceniane nie tylko przez czytelników, ale również przez organy odpowiedzialne za standardy komunikacji i ochronę konsumentów.
Jeśli w organizacji panuje bałagan, wdrożenie AI wygeneruje Ci 10x większy chaos. Jeśli jednak posiadasz poukładane procesy i sprawdzony system, zyskasz 10x lepsze wyniki. Kluczem nie jest sama technologia, ale to, czy potrafisz mądrze skalować dobre decyzje.
Krótko i na temat o tym mechanizmie:
🔗 https://t.co/bExrsce3HA
W najbliższym czasie będę publikować więcej materiałów. Zachęcam do subskrypcji kanału, żeby być na bieżąco! 🔔
Po czterdziestce miało być łatwiej. Nie jest... Więcej na głowie, choć włosów mniej. Więcej odpowiedzialności, choć czasu mniej. Dziś mam kolejne urodziny i wiem jedno. Nie warto czekać, aż będzie łatwiej. Warto zrobić pierwszy krok i nie tracić czasu na to, co niczego dobrego nie wnosi.
Dzieci nie zapamiętają, ile gwiazdek miał hotel. Zapamiętają, czy rodzice mieli dla nich czas. 👇
Wakacje coraz częściej przypominają konkurs.
Kto poleciał dalej.
Kto wybrał droższy hotel.
Kto pokazał piękniejsze zdjęcia.
Kto zapewnił dziecku więcej atrakcji.
Rodzice pracują przez cały rok, żeby przez tydzień lub dwa stworzyć dzieciom niezapomniane wakacje. Wydają pieniądze, planują każdy dzień i próbują dopilnować, żeby wszystko było idealne.
Tylko czy właśnie tego potrzebują dzieci?
Dziecięca radość rzadko zależy od ceny wyjazdu. Czasami więcej emocji daje karmienie rybek w stawie, budowanie tamy w strumieniu, wspólna jazda rowerem albo gofry jedzone wieczorem na ławce niż kolejna droga atrakcja wpisana w napięty harmonogram.
Dzieci nie potrzebują nieustannego zapewniania rozrywki.
Potrzebują rodziców, którzy naprawdę są obok.
Bez ciągłego patrzenia w telefon.
Bez odpowiadania na służbowe wiadomości.
Bez pośpiechu i nerwowego pilnowania planu.
Bez oczekiwania, że każde wspólne zdjęcie musi wyglądać idealnie.
Wakacje nie muszą być spektakularne, żeby stały się ważnym wspomnieniem.
Można dać dziecku coś znacznie cenniejszego niż zagraniczny wyjazd:
✔ swobodę i czas na nudę,
✔ poczucie, że jest zauważone,
✔ wspólne przygody bez scenariusza,
✔ rozmowy, na które przez cały rok brakuje czasu,
✔ obecność rodzica, który nie jest tylko ciałem obok.
Oczywiście warto podróżować, poznawać świat i pokazywać nowe miejsca. Problem zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy mierzyć jakość dzieciństwa liczbą wyjazdów, zdjęć i kupionych atrakcji.
Dobre wakacje nie zawsze kosztują dużo. Czasami wymagają jedynie odłożenia telefonu, zwolnienia tempa i przypomnienia sobie, że dla dziecka największą atrakcją nadal możemy być my. Pamiętajmy o tym...