Dzień dobry Panie Premierze @donaldtusk .Chyba czas, żeby gaming w Polsce w końcu miał swój głos.
Kiedy dochodzi do tragedii, bardzo szybko zaczynamy szukać winnych. Coraz częściej w debacie publicznej pojawiają się gry komputerowe. Uważam, że o tak poważnych sprawach musimy rozmawiać odpowiedzialnie, na podstawie faktów, a nie uproszczeń i od razu winić GRY, bo to bardziej złożone niż może się wydawać.
Jestem graczem od ponad 20 lat, wielokrotnym mistrzem świata w Counter-Strike’u i człowiekiem, który doskonale zna ten świat od środka. Co więcej jestem ojcem od 12 lat i organizatorem obozów gamingowo sportowych dla młodzieży i dorosłych, a to daje mi ogromne doświadczenie i szerszy obraz zachowań ludzi. I niestety z przykrością muszę stwierdzić, że najczęściej winni są rodzice, którzy nie poświęcają swoim dzieciom czasu. Po tak wielu rozmowach z młodymi widać ich tęsknotę za rozmową, zrozumieniem, uwagą.
Wiem, że gry uczą współpracy, komunikacji, strategicznego myślenia, podejmowania decyzji i radzenia sobie z presją. Wiem też, że dzieci potrzebują mądrego wsparcia dorosłych, odpowiednich granic i edukacji. A to właśnie tu brakuje najczęściej mądrego przewodnika.
Nie twierdzę, że gaming nie ma żadnych problemów. Twierdzę, że nie możemy automatycznie obarczać gier odpowiedzialnością za każdą tragedię, bez rzetelnego zbadania jej przyczyn.
Dlatego coraz poważniej zastanawiam się, czy nie powinniśmy stworzyć w Polsce organizacji lub ruchu, który będzie reprezentował środowisko gamingowe i esportowe.
Miejsca, w którym przy jednym stole usiądą gracze, rodzice, nauczyciele, psychologowie, przedstawiciele branży i politycy.
Chciałbym, żebyśmy rozmawiali o faktach, edukacji, bezpieczeństwie dzieci i odpowiedzialnym korzystaniu z technologii. Żeby gaming nie był tematem, o którym mówi się wyłącznie wtedy, kiedy wydarzy się coś złego.
Bo gaming to nie tylko rozrywka. To ogromna społeczność, kultura, edukacja i esport. I uważam, że zasługuje na rzetelną debatę 💪
@WaldekRosik@Domuru_@Stop_Cham Rozumiem opłacisz to z własnej kieszeni tak? Bo podatki są już wystarczająco wysokie, a ktoś tej policji ,,wszędzie i o każdej porze dnia i nocy” musi płacić
Nie ma to jak dzielnica dbająca o dzieci w szkołach.
W SP340 na Lokajskiego, na Ursynowie, mamy dziki cyrk z żarciem dla dzieci od początku roku.
Dwa lata temu dzieciaki były zadowolone z jedzenia, więc oczywiście zmieniono dostawcę na tańszego, nie może być za dobrze.
W zeszłym roku nowy dostawca był solidny, zwłaszcza jak na cenę za jaką były sprzedawane posiłki. Jakość trochę gorsza niż rok wcześniej, ale jak na 10.77 zł za obiad złożony z zupy, drugiego dania, deseru i kompotu, trudno było jakoś poważnie narzekać.
Jednak latem rozpisano nowy przetarg, pilotowany przez @ursynowpl i, choć dotychczasowy dostawca jeszcze obniżył cenę... wybrano innego.
Takiego, który co prawda wyleciał już z kilku szkół na Ursynowie i wszędzie został po nim smród, ale chociaż nakłamał w dokumentach przetargowych, że wszyscy pracownicy są na umowie o pracę co dało dodatkowe punkty i ostatecznie zwycięstwo w przetargu.
Rada Rodziców od razu zgłosiła zastrzeżenia, że to jest słaba firma i bardzo zły pomysł. Zastrzeżenia zostały zignorowane.
No i w tym roku się zaczęło.
Cena za zestaw: Zupa + drugie danie + deser + napój -> 8.99 zł.
Od razu widać, gdzie są te oszczędności. Na deser zamiast jabłka -> ćwiartki jabłka. Których starczało tylko na pierwszą zmianę dzieci na stołówce. Reszta dzieciaków bez jabłek / deseru.
Napój - zamiast kompotu wcześniej, kranówa w plastikowych kubkach.
Jedzenie - zimne, zupa śmierdząca, drugie danie zimne i tłuste, twarde i niejadalne.
Dzieciaki, które ładnie wszystko do tej pory jadły, nagle wychodziły ze stołówki głodne.
Jak miał być na obiad pampuch (taka klucha na parze) w sosie truskawkowym, to się te kluchy od razu skończyły i reszta dzieciaków dostała kajzerkę w sosie truskawkowym.
Jak się Rada Rodziców zainteresowała tematem, to się okazało, że Urząd Dzielnicy umywa ręce, że niby tylko był ciałem doradczym i wszystko zwala na Bogu ducha winną dyrektorkę naszej szkoły. Ona sama od razu zaczęła walczyć o zmianę ajenta i wezwała sanepid do własnej szkoły.
Kontrola sanepidu wykazała całą masę uchybień ze strony dostawcy posiłków, włącznie z podawaniem żarcia w brudnych ubraniach, bez rękawiczek i orzeczeń do celów sanitarno-epidemiologicznych u części personelu. Oczywiście, duża część pracowników ajenta na śmieciówkach, a nie umowach o pracę.
Bezradna dyrekcja, która bez decyzji Urzędu nie mogła nic zrobić poza już podjętymi krokami, zaczęła zachęcać rodziców do bojkotu obiadów. W sumie dzieci i tak już nawet przestały chodzić na stołówkę, więc po co płacić za żarcie, którego nawet pracownicy dostawcy nie chcą jeść.
Na 1200 dzieciaków w szkole, liczba zamawianych obiadów dziennie spadła poniżej 300.
Burmistrz Ursynowa, Robert Kempa na spotkaniu z mieszkańcami oznajmił radośnie rodzicom z naszej szkoły, że problem chyba sam się rozwiązał, bo odkąd spadła ilość wydawanych posiłków, poprawiła się ich jakość.
To była znakomita wiadomość dla rodziców tych ponad 900 dzieciaków, którzy bojkotowali obiady, żeby zmusić ajenta do wycofania się.
Dopiero po próbie nakarmienia Burmistrza Ursynowa niejadalną zupą selerową, nagłośnieniu sprawy, która wylądowała między innymi na @KobietaWp, @TVP, @haloursynowpl i w paru innych miejscach w sieci, na kolejnym spotkaniu między Radą Rodziców, urzędnikami, Dyrekcją i ajentem, udało się ustalić, że rozmowa zostanie rozwiązana, w trybie pilnym wejdzie ajent zastępczy oraz zostanie rozpisany nowy przetarg.
Jednak teraz wygląda na to, że Urząd się mści na szkole i rodzicach za robienie afery.
Ajent zastępczy prawdopodobnie nie wejdzie.
Dokumenty przetargowe zostały zrzucone na Dyrekcję szkoły. Tymczasem nasza Dyrektorka, z przyczyn zdrowotnych (i podejrzewamy tutaj olbrzymi stres wywołany tą sprawą), jest na urlopie. Strasznie mi jej szkoda.
Nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle uda się doprowadzić do przejęcia stoiska przez ajenta zastępczego.
Nie wiadomo, kiedy znowu dzieci zaczną dostawać obiady, ani kiedy ruszy przetarg na nowego ajenta.
Po tym, jak mimo teoretycznych obiadów w szkole, spędziliśmy pół września jako rodzice na gotowaniu dzieciom rano obiadów do termosów, teraz szykuje się taki sam październik.
Do zmiany ajenta, nikt na pewno nowych obiadów nie zamówi, bo kontrola rodzicielska na stołówce, wykazała spleśniałe posiłki / jedzenie w kuchni. Znowu wezwano sanepid.
Tymczasem Urząd i Robert Kempa zadowoleni, wsparcie polityczne dalej mają i skoro afera w Szpitalu Południowym, gdzie Burmistrz był Przewodniczącym Rady Nadzorczej go nie ruszyła, to i kompletne zaniedbywanie szkół na Ursynowie pewnie ujdzie mu płazem.
I tylko głodnych dzieci szkoda.
CC @SzJadczak@MiastoJestNasze@JanMencwel
PS. Na zdjęciach obiady jakie dostają dzieciaki. Oczywiście - zimne. Tak, ten po prawej to dosłownie wszystko co jednego dnia było na drugie danie.
@Piwartglxd@thepolandnews_ chuja wiesz i się wypowiesz pozdro, pokazują córkę ale nie robią tego w mocnej skali i nie widziałem ani razu żeby na tym zarabiali po aferach.
@deZeZed Po 1 bardzo źle sformułowałeś post. Po 2 zajebiście rozumiem że chcecie to naprostować, ale dosłownie teraz zamiast skupić się na osobie która nie żyje, cała uwaga jest na innej zupełnie personie (Nie z jej winy).