Mili Państwo, parę słów o sytuacji, która jest dla mnie bardzo ważna.
Kilka tygodni temu wyjechałem do USA na zaproszenie Departamentu Stanu w ramach International Visitor Leadership Program (IVLP). Tuż przed oficjalnym startem programu dowiedziałem się, że moje zaproszenie zostało nagle cofnięte. Z nieoficjalnych źródeł wiem, że decyzja ta została wyproszona u Amerykanów przez pewne polskie grono polityczne.
Mówiąc krótko: Polacy zwrócili się do amerykańskiej administracji, by uniemożliwić polskiemu dziennikarzowi wzięcie udziału w programie.
Przypomnę, że w IVLP to rząd USA typuje zapraszanych gości. Po nominacji do programu przeszedłem trwający kilka tygodni proces aplikacyjny, uczestniczyłem w spotkaniach, otrzymałem też specjalną wizę. I kiedy już byłem w USA, to zaproszenie cofnięto - po tym, jak pewne grono z Polski zaczęło prosić o to amerykański Departament Stanu.
Oficjalnie powody decyzji nie zostały mi przedstawione - co jest zrozumiałe w dyplomacji. Natomiast z nieoficjalnych ustaleń wynika, że cała interwencja była motywowana względami politycznymi. Miała ona charakter odwetu koterii za moją działalność dziennikarską i jest odpryskiem pewnego konfliktu wewnątrz jednego ze środowisk polskiego życia publicznego. W efekcie Polska nie ma obecnie reprezentacji w IVLP dotyczącym energetyki. Za to nasi najważniejsi sojusznicy mają bardzo ciekawą perspektywę na sytuację wewnętrzną nad Wisłą.
Wiem z grubsza, jakie moje poglądy i działania zostały przez tych ludzi uznane za „nieprawomyślne”. Nie zamierzam się ani z nich tłumaczyć, ani wycofać, ani się ich wstydzić. Jako dziennikarz zawsze pracuję z otwartą przyłbicą. Tego wymagają zasady zawodu. Jeśli komuś się to nie podoba - cóż, tak bywa, to nieodzowny element tej roboty. Ale jeśli ktoś wykorzystuje to do takich zagrywek, to wypada tylko pogratulować kultywowania pamięci o patriotach takiego sortu jak Adam Poniński.
Na koniec pragnę podziękować - i mówię to bez cienia ironii - personelowi dyplomatycznemu USA, który w tej wyjątkowej sytuacji wykazał się profesjonalizmem, życzliwością i zrozumieniem, a który był równie zaskoczony i zakłopotany jak ja. Chciałbym podziękować także wszystkim osobom, które pomogły mi zorientować się w sytuacji - zwłaszcza ludziom ze światopoglądowego sąsiedztwa owej koterii, z którymi rozmawiałem, a którzy rozumieją, że kraj, w którym dzieją się takie rzeczy prędzej czy później pokona się sam.
I have been working on my dissertation a lot lately and have also been listening to Taylor Swift’s Midnights (3am Edition) to match the mood. Though it's getting really close to the deadline, so it’s probably time to switch to Midnights (The Til Dawn Edition).
I have been working on my dissertation a lot lately and have also been listening to Taylor Swift’s Midnights (3am Edition) to match the mood. Though it's getting really close to the deadline, so it’s probably time to switch to Midnights (The Til Dawn Edition).
Having “rules” for you magic system is fine, but if you don’t also have a scene where your protagonist breaks the rules in half with the power of friendship what are we even doing here?