@Kafir_PL Przyparty do muru przegrywający walkę wręcz może wyciągnąć nóż. Tym nożem może być taktyczny ładunek nuklearny. Będą chcieli zachować twarz oraz pokażą swoją kacapską maksymę - ...jak nie będą się ciebie bać, to będą się śmiać. Przygotujemy się na to. Pozdrawiam
@MichaFiszer Na wschodzie musi być papier, pieczątka, łapówka i produkt finalny w tym kontekście oplka, która latawca nie zestrzelili. Wszyscy zarobili, popili i charaszo. Gawno jak było to i będzie.
RuSSkim trolom na rękę takie prowokacje. Typowa akcja służb rosyjskich w celu destabilizacji naszego kraju, a może operacja na zamówienie? Z tego co widzę cała psychoprawica korzysta z tego zdarzenia.
Atak na Prezydenta!
Pod nieobecność domowników służby wyważyły drzwi i weszły do mieszkania państwa Nawrockich w Gdańsku. To nie polityczna pokazówka to perfidny atak na Prezydenta RP-Donald Tusk i jego bandyci już się nie hamują rozpoczęli wojnę z Polską-czas ukazać ich miejsce.
WSI NIE ROZWIĄZANO. WSI ROZPRUTO POLITYCZNĄ SIEKIERĄ NA WZÓR BOLSZEWICKI, A POTEM ZBAWCY WŁASNEJ DUPY UDAWALI, ŻE TO BYŁA REFORMA PAŃSTWA
Będzie kurwa długo, ale do bólu rzetelnie. Jak krowie na rowie, żeby tępe macierewiczowe zastępy może nie zrozumiały wszystkiego, ale przynajmniej wiedziały, jak Macierewicz robi je w chuja traktując jak stado tępych baranów i chyba ma trochę racji, że ich tak traktuje
Bo ta historia nie zaczyna się od raportu, konferencji prasowej ani patriotycznego pierdolamento o rozbijaniu układu. Ta historia zaczyna się dużo wcześniej, od państwa, które weszło do NATO, od wojska, które trzeba było przestawić na zachodnie procedury, od dokumentów, certyfikatów, poświadczeń, klauzul, dowództw międzynarodowych, misji, kontaktów i tysięcy nudnych, żmudnych czynności, bez których Polska w sojuszu wyglądałaby jak chłop w gumofilcach na balu oficerskim. I tę robotę robiły WSI, a nie Macierewicz z bandą politycznych zbawców własnej dupy. Kontrwywiad wojskowy odpowiadał za ochronę informacji niejawnych w wojsku, weryfikację osób z dostępem do tajemnic oraz certyfikowanie pomieszczeń i urządzeń do przetwarzania tych informacji. To nie była zabawa w pieczątki, tylko kręgosłup bezpieczeństwa państwa.
WSI nie były klubem emerytowanych ubeków z opowieści dla prawicowych półgłówków. To była służba resortowa podległa MON, realizująca zadania dotyczące obronności, wojska i na rzecz wojska. Pion kontrwywiadowczy był dopasowany do struktury sił zbrojnych, do wojsk lądowych, lotniczych, marynarki, instytucji centralnych, a pion wywiadowczy do realnych kierunków zagrożeń, Rosji, wschodu, Bliskiego Wschodu i innych obszarów zainteresowania. W dniu rozwiązania WSI zatrudniały niecałe dwa tysiące osób, w tym około 1200 oficerów, z czego realnie operacyjnych było znacznie mniej, bo służba to także szyfry, kartoteki, logistyka, zabezpieczenie i finanse. Jak na armię, która liczyła około stu tysięcy żołnierzy i wykonywała zadania na misjach zagranicznych, to nie była żadna armia cieni, tylko szczupły aparat osłony wojska.
Oficer WSI nie siedział w piwnicy i nie knuł nad mapą Polski jak czarny charakter z tandetnego serialu TVP pod nadzorem PiS czy ogłupiającego RESETU dwóch cywili z doradcą w osobie ochraniarza z marketu, swoja drogą jakim trzeba być zerem wojskowym, żeby łykać bajki ochraniarza. Oficer WSI miał ochraniane jednostki, często rozrzucone po kilku garnizonach, musiał znać ich zadania, ćwiczenia, gotowość bojową, strukturę, uzbrojenie i kluczowy personel. Utrzymywał kontakt ze służbami dyżurnymi, Żandarmerią Wojskową, Policją i innymi służbami, prowadził sprawy operacyjne, robił notatki, jeździł na poligony, uczestniczył w systemie mobilizacyjnym i w razie wyższych stanów gotowości szedł z jednostką do rejonu alarmowego. To jest kontrwywiad wojskowy. Brudna, nudna, precyzyjna robota, a nie piana z mównicy.
I teraz na to wszystko wchodzi PiS ze swoją bolszewicką siekierą i wrzuca wiązkę granatów do magazynu amunicji. Najpierw trzeba było zrobić z WSI potwora. Więc zaczęto grzać opowieści o ruskich mackach, aferach gospodarczych, mafii paliwowej, inwigilowaniu partii i wielkim układzie. Jak nie masz argumentów, to produkujesz emocje. Jak nie masz dowodów, to produkujesz atmosferę. Jak nie masz fachowców, to bierzesz krzykaczy. Dokumenty opisują to wprost, na długo przed powstaniem SKW rozpoczęto nagonkę na byłych oficerów WSI, a PiS musiał wiedzieć, że likwidacja WSI, uznanego partnera służb państw NATO, może wywołać niezadowolenie i reakcje dyplomatyczne. Mimo to jechali dalej, bo tu nie chodziło o bezpieczeństwo. Chodziło o władzę nad informacją.
Macierewicz i jego akolici nie byli ludźmi od wojskowej roboty NATO-wskiej. Nie byli ludźmi od procedur, dowództw międzynarodowych, specjalistycznego języka wojskowego, (oni nawet angielskiego nie ogarniali by ręcznik w hotelu wymienić i nie ogarniają takie niemoty) ochrony misji i codziennej współpracy sojuszniczej. Mówienie, że oni coś realnie „załatwiali na Zachodzie” w tym obszarze, to zwykłe pierdolenie głupot dla ludzi, którzy NATO widzieli na znaczku, a wojsko w defiladzie. Dokumenty pokazują coś przeciwnego. Oficerowie WSI przechodzili szkolenia specjalistyczne, uczyli się języków obcych, część kończyła studia podyplomowe, a oficer młodszy, żeby awansować, musiał legitymować się znajomością języka obcego na poziomie komunikatywnym. To oni mieli rzemiosło, kontakt z wojskiem i procedurami. Nie polityczne papugi od zbawiania własnej dupy. A jak ta ekipa weszła do środka, to szybko wyszło, co jest grane. Komisją Likwidacyjną kierowali Cenckiewicz i Woyciechowski, a Macierewicz do Komisji Weryfikacyjnej dobrał własnych ludzi. Do komisji likwidacyjnej włączono byłych żołnierzy WSI, bo ktoś musiał się znać na rzeczy. I nawet to nie wystarczyło, bo zadanie przerosło ludzi Macierewicza i musieli prosić o wsparcie byłych żołnierzy WSI od logistyki. Czyli najpierw opluli służbę jako zagrożenie dla państwa, a potem bez tej samej służby nie umieli ogarnąć podstaw. To jest ten ich wielki kontrwywiadowczy geniusz. Bolszewik w Pałacu Zimowym też myślał, że jak znalazł szampana i nocnik, to został arystokratą. Najbardziej żałosne było to, że ci herosi od rozbijania układu bali się oficerów WSI jak dzieci ciemnej piwnicy. Komisja Weryfikacyjna miała pierwszą siedzibę w obiektach BOR, bo Macierewicz i jego ludzie obawiali się działań ludzi związanych z WSI. Paranoja była taka, że członkowie komisji nie przedstawiali się nawet osobom wysłuchiwanym. Z mównicy stalowe szczęki, w praktyce mokre plecy i strach przed ludźmi, którym wcześniej przyklejono mordę zbrodniczej organizacji. A kiedy zaczęli przesłuchiwać, wyszła cała bieda tej rewolucji. Oficer opisuje, że używał języka właściwego dla wojska i służb specjalnych, a członkowie komisji nie mieli o tym pojęcia. Niemal każde pojęcie trzeba było wyjaśniać, a kolejne pytania odsłaniały indolencję. Ich nie interesowały sukcesy, interesowały ich porażki, donosy i sensacje pasujące do z góry napisanej tezy. Szukali mafii paliwowej nawet tam, gdzie człowiek nigdy się tym nie zajmował. To nie była weryfikacja. To był żenujący spektakl ludzi, którzy weszli do świata operacyjnego z polityczną pałką i pustą głową.
Raport Macierewicza nie był żadnym oczyszczeniem państwa. To była publiczna demolka wywiadu i kontrwywiadu wojskowego demokratycznego państwa. W dokumentach pada wprost, że nie była to likwidacja organów bezpieczeństwa totalitarnego państwa i budowanie nowych, tylko kompletna demolka służby wywiadowczej i kontrwywiadowczej demokratycznego państwa, cios zadany państwu przez organ tego państwa. W raporcie ujawniono zainteresowania wywiadu i kontrwywiadu wojskowego oraz aktywa operacyjne. To był precedens, w którym urzędnicy państwowi w majestacie prawa ujawnili najlepiej strzeżone tajemnice państwa demokratycznego. I jeszcze ten smród propagandowy. Raport, według dokumentów, był pisany tendencyjnie, w imię konkretnej potrzeby politycznej, bez dbałości o obiektywizm i z pominięciem podstawowych zasad analitycznych obowiązujących w służbach specjalnych i pracy eksperckiej. Każdy fachowiec z branży operacyjnej miał widzieć, że raportu nie pisali ludzie znający to rzemiosło. Bo nie wystarczy umieć czytać litery. Trzeba rozumieć dokument operacyjny, odróżniać fakt od przypuszczenia, notatkę od oceny, hipotezę od dowodu. Oni tego nie rozumieli, ale za to mieli polityczną potrzebę i medialne megafony.
A potem zaczęły się przecieki, sensacje, nazwiska, sugestie i medialne karmienie gawiedzi. Ludzie, którzy pierdolili o tajemnicy państwowej, sami stworzyli warunki do ujawniania działań operacyjnych, tajemnic i informacji wykorzystywanych politycznie. Dokumenty opisują, że politycy głoszą zasadę milczenia o służbach, a jednocześnie sami tworzą warunki do przecieków i ujawniania tajemnic we własnym interesie. To jest właśnie polska szkoła bezpieczeństwa. Na ustach państwo. W rękach łom. W głowie partia.
Żeby była jasność, WSI nie były święte. Żadna służba nie jest święta. Każdą służbę trzeba kontrolować, czyścić, rozliczać i trzymać za mordę, kiedy łamie prawo. Ale kontrola to nie jest publiczne rozprucie własnych oczu i uszu. Reforma to nie jest wpuszczenie przypadkowych ludzi do pełnego spektrum tajemnic wywiadowczych i kontrwywiadowczych. Reforma to nie jest zrobienie z oficerów politycznego mięsa armatniego. W dokumentach pada ostrzeżenie, że przypadkowi ludzie o wątpliwych kwalifikacjach dostali dostęp do informacji, których ujawnienie nawet w części może decydować o czyimś życiu lub zdrowiu.
A teraz druga strona tej samej kloaki. Platforma Obywatelska też nie ma czystych rąk. W 2006 roku większość sejmowa zagłosowała za rozwiązaniem WSI, a decyzję poparła również Platforma Obywatelska. Później, kiedy był czas na realne rozliczenie Macierewicza, wyjaśnienie ujawnienia agentów, oficerów i operacji, wniosek o komisję śledczą grzązł tak długo, że przyszła kolejna zmiana władzy i PiS wrócił do gry. Czyli najpierw Platforma przyłożyła rękę do rozwałki, bo bała się łatki obrońców układu, a potem przykryła syf łopatą jak grób po służbie, bo ważniejszy był święty spokój niż twarda odbudowa państwa. To jest tchórzostwo Platformy w całej okazałości. PiS zrobił rewolucję na paranoi, ideologii i żądzy przejęcia informacji, a Platforma potem zrobiła ciepłą wodę w kranie, a w dywan zawinęła trupa i udawała, że jak się nie mówi o smrodzie, to nie śmierdzi. Nie odbudowano kręgosłupa. Nie nazwano wszystkiego po imieniu. Nie rozliczono winnych. Nie wyrwano paździerzowych przygłupów z systemu. Nie powiedziano obywatelom, że państwo zostało rozprute przez własnych polityków, bo zbawcy własnej dupy bali się politycznego kosztu prawdy.
I dlatego dzisiaj Koalicja Obywatelska ma to, co ma. Nie stalowy kontrwywiad z zębami, tylko politycznie połatany mechanizm, który przez lata uczono, że najważniejsze nie jest gryźć wroga, tylko nie ugryźć właściciela. Gówno, nie służby. Instytucje po przejściach, raz gwałcone przez pisowską paranoję, potem usypiane przez platformerskie tchórzostwo, a na końcu sprzedawane obywatelom jako normalne państwo. To nie jest normalne państwo. To jest państwo, które pozwoliło politykom zrobić z wojskowych służb specjalnych pole bitwy o własną dupę. Bo Macierewicz i jego banda kontrwywiadowczych zer zrobili rzecz bez precedensu. To jest fakt. Rozwalili służbę, która ochraniała wojsko, misje, dokumenty, ludzi, tajemnice i proces wejścia w zachodni system bezpieczeństwa. To jest fakt. Bez starej kadry WSI ta cała rewolucyjna ferajna mogłaby co najwyżej popierdolić z mównicy, zrobić konferencję i pić szampana z nocnika jak bolszewicy po zdobyciu Pałacu Zimowego. To też jest fakt. A drugim faktem jest to, że Platforma najpierw przyłożyła rękę do rozwiązania WSI, a potem nie miała odwagi, żeby ten burdel naprawdę rozliczyć i naprawić. I niech teraz żaden polityczny zbawca własnej dupy nie wychodzi do ludzi z pierdoleniem o bezpieczeństwie państwa, NATO, sojuszach, odporności i odpowiedzialności. Kto niszczy własny kontrwywiad, kto opluwa własnych oficerów, kto robi z tajemnic państwa paliwo do partyjnej jatki, kto pozwala przypadkowym ludziom grzebać w najwrażliwszych dokumentach, a potem przez lata udaje, że nic się nie stało, ten nie buduje bezpiecznej Polski. Ten kopie dół pod państwem. A potem wszyscy stoją nad tą dziurą, udają zaskoczonych i pytają, dlaczego znowu śmierdzi zdradą, strachem i politycznym gównem. Chcecie wiedzieć więcej przeczytajcie książkę, jest w Empik i nie tylko. "WSI ŻOŁNIERZE PRZEKLĘCI" Kafir&Wolf
Russian media increasingly in a panic, with economist Vyacheslav Shiryaev citing that "Putin is backed into a corner" and that "Russia will be brought to its knees" as "Ukraine will win sooner than everyone thinks" as Moscow can no longer supply the occupied territories.
Finland reports #GNSS jamming now disrupting cellular networks near the Russian border — daytime disruptions increasing in 2026. Finland mandates 2 weeks of GNSS-independent sync for mobile networks. A global standard?
🔗 https://t.co/lEcqPTfON2
#PNT#Jamming#Russia
Konto Signal marszałkini Bundestagu przejął rosyjski wywiad (SVR). J. Klöckner, sprawująca drugi najważniejszy urząd w Niemczech należała do grupy Signal zarządu partii rządzącej CDU. Tej samej, na której pisał kanclerz Friedrich Merz. Nie wiadomo, czy Rosja czytała te te rozmowy i jak długo. Kontrwywiad zbadał telefon Merza - czysty. Telefon Klöckner - no nie. Atak jest wręcz bulwersująco prosty. Fałszywy kontakt od "Signal Support" prosi ofiarę po prostu o podanie PINu. Wielu europejskich polityków dało się nabrać. I tyle.
Nie ma obecnie publicznych informacji o nazwiskach innych ofiar, np. w Polsce.
Niespodzianka w Wiedniu! Na dachu rosyjskiej ambasady odkryto coś cenniejszego dla Moskwy niż antena szpiegowska. Aktywną stację nadawczą przekazującą komunikację wojskową do Korpusu Afrykańskiego, następcy Grupy Wagnera, operującego w Mali, Nigrze i Burkina Faso. Nadajnik celuje w satelitę Express AM8 na pozycji 14° zachód, którego zasięg w pasmach C i Ku pokrywa dokładnie kraje, w których stacjonują rosyjscy doradcy wojskowi. Tuż za nim kryje się antena SIGINT, monitorująca nieszyfrowany ruch internetowy przez Eutelsat 7A. Razem tworzą dwukierunkowy przekaźnik aktywnej operacji wojskowej, działający otwarcie z budynku dyplomatycznego w sercu europejskiej stolicy. Austria zaostrza przepisy antyszpiegowskie, rozszerzając je na organizacje międzynarodowe. Wiele z tego nie wyniknie. Ambasada ma status eksterytorialny - policja nie ma wstępu, choćby przepisy formalnie obowiązywały. Szefowa MSZ deklaruje wolę działania. Działać nie może. Konwencja wiedeńska stanowi, że ambasady zajmują się sprawami ambasadowymi. Przekazywanie sygnałów wojskowych dla najemnej armii operującej w Afryce to najwyraźniej szara strefa.
@Kafir_PL Tak to się odbywa w kraju cywilizowanym. Gdyby złapać na robocie takiego szpiona i nie dało by się go odwrócić i po drutach lub po chemii nie nawrócił się, to zamiast na wikt i opierunek na 8 lat zdjęcie wstawić, że miał wypadek przy wierceniu kółka na żyrandol...