Jeśli Karol Nawrocki myślał, że tym wywiadem w Kanale Zero ociepli sobie wizerunek, to chyba tylko wśród najwierniejszych wyborców PiS i botów z YouTube. Dla wszystkich poza bańką był to raczej pokaz arogancji.
Najgorzej brzmiały jego teksty sugerujące, że wszyscy mają grzecznie czekać, aż prezydent łaskawie po roku czy dwóch zaprzysięgnie dyplomatów, wojskowych czy sędziów. To była demonstracja lekceważenia państwa, procedur i zwykłej odpowiedzialności.
Do tego doszło zaprzeczanie samemu sobie, kompletny brak umiejętności przyznania się do błędu i ten fałszywy uśmieszek, który tylko pogarszał odbiór. Zamiast powagi wyszła bufonada. A wpadka ze snusem była już tylko symboliczną kropką nad i.