Kafir Afgan jak zawsze👆 idealnie wyjaśnił Zondę i cały ten rolercoster wokół 👏
Masz chwilkę? Puść dalej ✌️
"ZONDACRYPTO. TRUP W SZAFIE JUŻ NIE ŚMIERDZI. ON KURWA WSTAJE I SZUKA BUTÓW
Już wcześniej pisałem, że Zondacrypto śmierdzi jak trup zamknięty w jednej szafie z polską polityką, biznesem, mediami i różnymi cwaniakami, którzy najwyraźniej uznali, że jak przekręt nazwie się „projektem kryptowalutowym”, dorzuci garnitur, konferencję i kilka zdjęć z ważnymi ludźmi, to nagle robi się z tego nowoczesny biznes. No i ten trup właśnie zaczyna się ruszać. Najpierw coś zaszurało w szafie, potem wystawiło łapę, a teraz wygląda na to, że zaraz wyjdzie na spacer i zacznie po kolei pukać do drzwi ludzi, którzy jeszcze niedawno zapewniali, że właściwie nikogo nie znają, niczego nie wiedzą i oczywiście znaleźli się w pobliżu tych pieniędzy zupełnie przypadkiem.
W kilka dni poszły zarzuty dla prezesa PKOl Radosława Piesiewicza, prokuratura grzebie przy fundacjach polityków, Republice, CPAC, procesie tworzenia prawa, Marcinie Romanowskim i różnych przepływach pieniędzy, a operator Zondacrypto w Estonii ogłosił w upadłości (kurwa przypadek) a było tu kilku mądrych inaczej i mi wytykało Estonie i co panowie kto tu pieprzył farmazony?
I tutaj naprawdę nie trzeba kończyć Harvardu, żeby zrozumieć, jak działa świat cwaniaków.
Zwykły Kowalski wpłaca pieniądze i wierzy, że są bezpieczne. Kiedy chce je wypłacić, zaczyna się odbijanie od ściany, telefony milczą, procedury trwają, system czegoś nie może, a człowiek może sobie najwyżej poczytać regulamin i popłakać nad ekranem.
Za to kiedy jesteś kimś ważnym, znasz odpowiednich ludzi, masz numery telefonów, wejścia do polityków i potrafisz usiąść przy właściwym stole, świat nagle zaczyna działać dużo sprawniej.
Według prokuratury Piesiewicz miał odzyskać wszystkie swoje pieniądze w sytuacji, gdy inni wierzyciele mieli problemy. Do tego dochodzi historia zegarka Patek Philippe wartego około czterdziestu tysięcy euro, który miał kupić Przemysław Kral. Oczywiście zegarek może sobie kosztować nawet milion. Każdy może też kupować zegarki za gotówkę, spotykać biznesmenów na Ibizie, rozmawiać z politykami, sponsorować konferencje, płacić ogromne pieniądze mediom i interesować się ustawami.
Tylko kiedy tych przypadków robi się dwadzieścia naraz, to człowiek zaczyna podejrzewać, że Pan Przypadek ma w tej firmie własny gabinet, sekretarkę i samochód służbowy. Do tego dochodzi Telewizja Republika, rozmowy o wejściu Zondacrypto do niej kapitałowo, wielkie pieniądze wydawane na reklamy i cała ta zabawna historia, w której ludzie bardzo chętnie brali kasę od firmy, ale kiedy wokół firmy zrobiło się gorąco, nagle wszyscy zaczęli przypominać dziewicę w burdelu podczas kontroli skarbowej.
Nikt niczego nie wiedział, nikt nikogo dobrze nie znał, rozmowy były nieważne, spotkania przypadkowe, pieniądze normalne, a wszelkie podobieństwo do układu jest oczywiście zbiegiem okoliczności.
Mamy też polityków zajmujących się ustawami dotyczącymi kryptowalut, spotkania z ludźmi Zondacrypto i poprawki korzystne dla branży. Nie twierdzę, że ktoś sprzedał ustawę za kopertę, zegarek albo wakacje, bo od takich ustaleń jest prokuratura, ale chyba nawet człowiek po lobotomii rozumie, że trzeba sprawdzić każdy telefon, każdy przelew i każde spotkanie.
A teraz dochodzimy do prezydenta Karola Nawrockiego, bo tutaj również nie ma sensu udawać, że słonia w pokoju nie widać.
Zondacrypto była sponsorem CPAC Polska, na którym występował Nawrocki, jeszcze jako kandydat. Później prezydent trzykrotnie wetował ustawy dotyczące rynku kryptoaktywów.
Czy mam dowód, że zrobił to dla Zondacrypto? Nie mam i nie będę pieprzył, że mam. Mam za to bardzo proste pytanie.
Kto z ludźmi prezydenta rozmawiał o tych ustawach, kto przedstawiał im argumenty, kto pisał rozwiązania, kto konsultował projekty i czy w tych rozmowach pojawiali się ludzie związani z Zondacrypto albo ich pośrednicy?
Tutaj nie potrzeba filozofii ani konferencji prasowej, podczas której rzecznik przez pół godziny pierdoli, żeby nie odpowiedzieć na jedno pytanie.
Wystarczy powiedzieć jasno, kto z kim się spotkał, kiedy się spotkał, o czym rozmawiał i czy ktokolwiek związany z tym biznesem miał wpływ na stanowisko Pałacu. Bo coraz bardziej wygląda na to, że kryptowaluty były tylko szyldem.
Prawdziwym towarem mogły być kontakty, dostęp, wpływy i możliwość załatwiania spraw, a to jest w Polsce branża starsza od kapitalizmu i bardziej odporna niż karaluch po wybuchu atomowym. Dlatego zarzuty dla Piesiewicza specjalnie nie zaskoczyły.
Dużo bardziej zdziwiłoby mnie, gdyby okazało się, że po przejrzeniu setek terabajtów danych, telefonów, maili, komunikatorów, przelewów i list kontaktów śledczy powiedzą na końcu: „Panowie, jednak wszystko było w porządku, rozejść się”.
Nie wierzę też, że Piesiewicz będzie ostatnim nazwiskiem, które z tej historii wypadnie. Ten trup dopiero wychodzi z szafy, a sądząc po smrodzie, który już niesie się po polskiej polityce, w środku może nie leżeć jeden nieboszczyk.
Tam może być, kurwa, cała szatnia, a paru lokatorów dopiero zaczyna sobie przypominać, że przecież nigdy nie mieli do niej klucza.."
Kiedy kończą się argumenty, zaczyna się polowanie na mimikę. To ostateczny akt merytorycznej kapitulacji. Uderzanie w to, jak ktoś wygląda lub mówi, kiedy brakuje ci wiedzy, żeby odbić piłeczkę to publiczne przyznanie się do intelektualnej bezradności. Jeśli jedyne, co potrafisz wyciągnąć z półtoragodzinnej debaty o miliardach na obronność, to kolaż głupich min, to znaczy, że debata publiczna zwyczajnie Cie przerasta i interesuje Cie jedynie potwierdzanie własnych uprzedzeń.
The best of tej debaty:
Protekcjonalny falstart
Michał Dworczyk, widząc dwie kobiety w studiu, zadeklarował, że jako "polityk konserwatywny" musi wręczyć im "merytoryczny prezent" w postaci wydrukowanego raportu, bo nie do końca wie, jak się zachować. To klasyczny mansplaining i tania próba ustawienia hierarchii na dzień dobry - pokazanie, kto tu przyniósł "wiedzę". Problem w tym, że chwilę później trzeba było zderzyć się z twardymi danymi.
Fikasy na własnych minach
Kiedy Magdalena Sobkowiak zaczęła rzucać konkretami o mechanizmie SAFE (120 mld zł zakontraktowanych w Polsce, 94% środków zostaje w polskim przemyśle) i rozkładać na czynniki pierwsze warstwy obrony przeciwlotniczej (Pilica, Narew, Wisła, San), zabrakło argumentów. Szczytem komedii był moment, w którym Dworczyk próbował zrównać z ziemią zasadność zakupu wozów minowania Baobab za "miliard trzysta". Chwilę później na wizji wjechał brutalny fact-checking od wydawcy: właściwą umowę na ten sprzęt zawarł rząd PiS w czerwcu 2023 roku. Skrytykować własne, wielomilionowe zakupy sprzętowe i nawet nie zająknąć się przy sprostowaniu - to wymaga specyficznego talentu.
Łzy telewidza
Apogeum bezradności usłyszeliśmy pod koniec, w telefonie od "Jana z Warszawy". Zero pytań o Tarcze Wschód, drony czy offset. Za to głęboki żal o "śmiechy, wzdychanie, oczy wyniesione" wiceminister i prostackie pytanie, czy nie wolałaby sprzedawać używanych aut. Brawa dla @magdasobkowiak za zachowanie zimnej krwi. Nie jestem pewien czy mnie by się udało.
To, co wylało się na X, jest po prostu graficzną kontynuacją telefonu pana Jana. Kiedy oponent wbija cię w ziemię danymi i nie daje sobie wejść na głowę przerywaniem, wycinasz klatki z dziwnymi minami i krzyczysz, że "nie da się jej słuchać". Bańka nie potrafi przetrawić faktu, że kompetentna kobieta nie dała się sprowadzić do roli potakującej paprotki. Klejenie tych kolaży to publiczny, głośny płacz nad własną merytoryczną impotencją.
Dla wszystkich którzy nie oglądają @KremlinkaShow
Rosjanie są w głębokiej dupie paliwowej.
🛑Rafineria Jarosław dziś, wcześniej Kstów.
🛑Obecnie ponad 40% mocy wytwórczych benzyny w Rosji nie istnieje.
🛑Strategiczne rezerwy są spuszczane, może starczy do wyborów.
🛑Jakość benzyny spadła do Euro-3/Euro-2. Zawartość siary, ulepszaczy masowo niszczy samochody produkowane od 2015 roku.
🛑Braki i kolejki wracają po kolei do wszystkich regionów Rosji.
🛑Import zagraniczny pokrywa zaledwie ułamek potrzeb.
🛑 Wszystkie duże rafinerie Łukoila nie działają obecnie.
Właśnie takie informacje nie przebijają się u nas dlatego warto codziennie wpadać o 9.00 na Codzienny Ekonomiczny Przegląd na @KremlinkaShow
Podaj dalej aby się niosło - a już o 9.00 najnowsza ewidencja pożarów i infografiki od @PawelJezowski
Żona zatrzymanego Radosława Piesiewicza, Agnieszka "pracowała "na fikcyjnym etacie, po jej pracy nie ma śladu.
Gdy służby zatrzymały prezesa PKOl Radosława Piesiewicza w sprawie Zondacrypto, powrócił stary, zapomniany ale bardzo niewygodny dla PiS wątek. Żona Piesiewicza Agnieszka, ekspedientka w sklepie papierniczym, przez kilka miesięcy była doradcą zarządu państwowego banku Pekao SA, za co zainkasowała 1,15 mln zł.
Nie mam nic do pań sprzedających zeszyty i kredki, to miłe i potrzebna praca, ale mam coś do fikcyjnych etatów otrzymywanych po znajomości. Bo niby w czym pani Katarzyna mogła doradzać finansistom, jaki cyrkiel dobrać do ołówka, i który najlepszy 100 karkowy w kratkę?
W Banku Pekao SA zatrudniono ją we wrześniu 2022 r., gdy ministrem aktywów państwowych był @SasinJacek, wieloletni kolega Piesiewicza, któremu ten wcześniej pożyczał pieniądze. Bankiem kierował Leszek Skiba, aparatczyk związany z partią kłamców i złodziei czyli pis. W umowie nie było konkretnych obowiązków, tylko ogólniki, takie jak, „wspieranie koncepcyjne działu marketingu” i „opiniowanie komunikacji marketingowej”.
W Pekao nie znaleziono efektów pracy Agnieszki Piesiewicz, żadnych analiz, raportów, wniosków, żadnego śladu „opiniowania komunikacji marketingowej”, albo „wspierania koncepcyjnego działu marketingu”. Nic.
Pensja: około 164 tys. zł miesięcznie.
Po zmianie władz banku, nowy prezes uznał, że część etatów doradców z czasów pis miała „znamiona fikcyjności” i zażądał zwrotu pieniędzy. Wśród wymienionych jest Agnieszka Piesiewicz.
Typowy układ, tak często poszukiwany przez @OficjalnyJK - protekcja Sasina, spółki Skarbu Państwa, rodzina Piesiewicza i publiczne pieniądze.
#InstytutPrawdy
Do motłochu - wyborców pis.
Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał we wtorek w mocy umorzenie tzw. polskiego wątku sprawy byłego ministra transportu Sławomira Nowaka. Wyrok jest prawomocny.
Z pewnością setki razy czytaliście i sami tysiące razy bezmyślnie powtórzyliście bajkę o 5 milionach złotych odnalezionych w nodze od stołu, w domu Sławomira Nowaka. Przypomniał o tym nawet wasz idol, szeryf z pistolecikiem w slipkach i żołądkiem na płucu, ta tchórzliwa cipa @ZiobroPL zeznając pod przysięgą, przed Komisją śledczą ds. Pegasusa, zanim uciekł na Węgry.
Tylko czego wam Ziobro nie powiedział?
No to skupcie się teraz tumany, ja wam powiem co Zbyszek przed wami ukrywał.
Jedynym świadkiem w sprawie, oskarżającym Sławomira Nowaka jest jego wieloletni znajomy Jacek P., który zeznawał jako tzw. mały świadek koronny, licząc na znaczące złagodzenie mu kary. I to złagodzenie kary, otrzymał. To właśnie w dwóch mieszkaniach Jacka P., agenci CBA znaleźli ukryte w meblach 4,6 miliona złotych, a nie w mieszkaniu Sławomira Nowaka.
Prokuratura nigdy nie znalazła dowodu, że z tymi pieniędzmi był powiązany Sławomir Nowak, choć każdy banknot sprawdzano robiąc testy DNA.
Dlatego nigdy nie oskarżono Nowaka o to, że te pieniądze należały do niego, w żadnej ze spraw, mimo że Ziobro i jego podwładni publicznie rzucali fałszywe oskarżenia, kłamali o skrytkach, schowkach pełnych gotówki, manipulując opinią publiczną i wykorzystując CBA do politycznej zemsty. To wszystko było kłamstwem i prymitywną manipulacją. To był pokaz niebywałej podłości i skurwysyństwa i za to Ziobro, Święczkowski, Kamiński i Wąsik powinni gnić w więzieniu, a cały pis powinien być zdelegalizowany jako zorganizowana grupa przestępcza!
Kaczyński z pisowską bandą, Ziobro i reszta przygłupów z Suwierennej Polszy, przez lata oszustwami, fałszywymi oskarżeniami, kłamliwą narracją, manipulując dowodami, do pełna wypełniali wasze puste łby gównem i farmazonem.
Bo wy durni jesteście, a durnym motłochem łatwo manipulować. Oni o tym wiedzą - Kaczyński, Ziobro, Nawrocki, i bezkarnie wami kręcą, jak gównem w wiadrze.
Dlaczego? Bo mogą, bo wiedzą, że jesteście bezmyślną tłuszczą. Nie sprawdzicie, nie zapytacie, uwierzycie kłamcom. I będziecie się cieszyć, klaskać, wiwatować, kręcąc się w tym wiaderku, okłamując samych siebie, że to fajna karuzela.
Teraz już wiemy, dlaczego z uporem maniaka @NawrockiKn i PiS blokowali ustawę o kryptowalutach. Kasa na zegarki za 40 tysięcy euro, na media, wyborcze imprezy, fundacje prawicowych polityków. A przecież serial „Zonda” dopiero się rozkręca…
Afery KO. No są. Karkonoska na przykład z funduszami dla powodzian. Albo z tym wypracowaniem AI. Gdyby je wszystkie zebrać do kupy, to będzie może 1% tego, co PiS przepierdolił tylko w Ostrołęce. Pozdrawiam serdecznie.
Dosyć mam już tych pięknoduchów, oderwanych od politycznej rzeczywistości ostatnich 10 lat i wymagających etycznych działań od wszystkich, tylko nie od PiS.Żyjemy już w innej rzeczywistości i albo się dostosujemy, albo nas będą ogrywać jak dzieci. Czas się obudzić.
Można lubić lub nie lubić Giertycha, ale nie ma żadnego argumentu by się z nim nie zgodzić:
• Nie zapomnę braku zaprzysiężenia prawdziwych sędziów TK.
• Nie zapomnę lewej nominacji Przyłębskiej.
• Nie zapomnę koni z Janowa Podlaskiego ( na krzywdę koni jestem szczególnie wrażliwy :)).
• Nie zapomnę przejęcia KRS i mianowania przez Piebiaka rzekomych sędziów do neoKRS.
• Nie zapomnę jak przejęli najważniejsze izby SN.
• Nie zapomnę jak lżyli I prezes SN.
• Nie zapomnę jak okradali PCK.
• Nie zapomnę Igora Stachowiaka skatowanego na komisariacie.
• Nie zapomnę jak wrobili kierowcę seicento.
• Nie zapomnę zwykłego człowieka, który się spalił za Polskę.
• Nie zapomnę Kuchcińskiego za lotniczą taksówką.
• Nie zapomnę jak im się nagrody należały.
• Nie zapomnę jak traktowali niepełnosprawnych.
• Nie zapomnę jak szef KNF Marek CH. żądał łapówki od Czarneckiego.
• Nie zapomnę jak L. Czarneckiego chcieli wsadzić do aresztu za to że nagrał Marka Ch.
• Nie zapomnę jak Kaczyński brał kopertę.
• Nie zapomnę jak popełnili „samobójstwo” na Cyganie.
• Nie zapomnę jak Tuska za nic ciągali po prokuraturach.
• Nie zapomnę jak fałszowali wybory w 2019.
• Nie zapomnę jak wyrok TK wydali upokarzając kobiety.
• Nie zapomnę jak Policja je biła, aby przestały protestować.
• Nie zapomnę dziewczyny, której złamali rękę. (Tak, tak ja „talib” takiemu Policjantowi to bym zafundował wiele lat odsiadki za to).
• Nie zapomnę Dudy, który ułaskawił pedofila.
• Nie zapomnę jak ich ból był większy niż mój.
• Nie zapomnę respiratorów.
• Nie zapomnę działek Morawieckiego.
• Nie zapomnę dwóch wież.
• Nie zapomnę jak koperty na wybory drukowali.
• Nie zapomnę wielkiego samolotu Antonov z wieloma fałszywymi maseczkami.
• Nie zapomnę im Pegasusa.
• Nie zapomnę obrażania Unii.
• Nie zapomnę przyjaźni z Orbanem i Le Pen.
• Nie zapomnę jak długo czekali, aby uznać wiktorię Bidena.
• Nie zapomnę afery mailowej.
• Nie zapomnę Mejzy i jego uzdrowień.
• Nie zapomnę jak chronili pedofilię w Kościele.
• Nie zapomnę miliardów dla Rydzyka.
• Nie zapomnę kilometrówek Czarneckiego.
• Nie zapomnę, oj nie, TVP Kurskiego.
• Nie zapomnę im przeorania do spodu prokuratury.
• Nie zapomnę im złodziejstwa, chamstwa, buractwa, zorganizowanej przestępczości.
• Nie zapomnę im tego, że próbowali de facto wprowadzić zamach stanu.
• Nie zapomnę okradania spółek Skarbu Państwa.
• Nie zapomnę nepotyzmu, kolesiostwa i fałszywych dyplomów.
• Nie zapomnę wywożenia lasów do Chin.
• Nie zapomnę wilii plus.
• Nie zapomnę afery wizowej.
• Nie zapomnę okradania Funduszu Sprawiedliwości.
• Nie zapomnę, że ukradli pieniądze na sport.
• Nie zapomnę im Suwarta i korupcji mediów.
• Nie zapomnę syna Magdy Filiks. Nigdy.
Ten, którego wybrał amerykański motłoch, tak jak naszego dostał odpowiedź z Australii.
Ta Hameryka nie jest taka miodna i taka dream. Odruch wymiotny.
Odpowiedź tego Australijczyka na tyradę Trumpa, że „NATO nic nie robi dla Ameryki”, jest absolutnie druzgocąca:
„Stary. Rządzisz krajem, w którym dziś w nocy 600 000 bezdomnych ludzi będzie spać na ulicach.
Krajem, w którym 40% dorosłych nie jest w stanie pokryć nagłego wydatku w wysokości 400 dolarów bez pożyczania pieniędzy.
Krajem, w którym insulina kosztuje więcej niż rata za samochód, a ludzie dzielą ją na porcje, żeby tylko przeżyć.
Krajem, w którym zadłużenie medyczne jest główną przyczyną bankructw.
Krajem, w którym kobiety umierają na parkingach przed szpitalami, bo lekarze boją się za bardzo ustaw o aborcji, żeby leczyć poronienia.
Uwięziliście więcej swoich obywateli niż jakikolwiek inny kraj na Ziemi.
Więcej niż Chiny. Więcej niż Rosja. Więcej niż Korea Północna.
W krainie wolnych, 2 miliony ludzi siedzi w klatkach, a jedna czwarta z nich nawet nie została skazana za nic.
Są po prostu za biedni, żeby zapłacić kaucję.
Średnia długość życia w twoim kraju spada. Jesteście jedynym rozwiniętym narodem, gdzie to się dzieje.
Współczynnik śmiertelności niemowląt jest u was gorszy niż na Kubie.
Twoje dzieci ćwiczą ewakuację przed strzelaniną między lekcjami matmy i angielskiego, podczas gdy ty sprzedajesz akcje zbrojeniowe swoim kumplom.
Minimalna płaca w twoim kraju nie zmieniła się od 15 lat.
Twoi nauczyciele pracują na dwa etaty, twoi weterani śpią pod mostami, a ty właśnie wydałeś bilion dolarów na zrównanie z ziemią kraju, który nigdy cię nie zaatakował.
A teraz skazany przestępca — uznany winnym napaści seksualnej, broniący pedofila, sypiający z gwiazdą porno i prowadzący największą katastrofalną kampanię od czasów talibów — dziękuje ci za kolejną katastrofę.
I ty nazywasz Grenlandię źle zarządzaną?
Grenlandia ma powszechną opiekę zdrowotną. Darmową edukację. Jeden z najniższych wskaźników uwięzienia na świecie.
Nikt tam nie bankrutuje, bo zachorował. Nikt nie umiera w poczekalni, bo ubezpieczyciel odmówił leczenia.
„NATO nie było tam, kiedy ich potrzebowaliśmy”.
Kiedy dokładnie, mistrzu?
11 września?
Bo NATO po raz pierwszy i jedyny w historii wezwało Artykuł 5 DLA CIEBIE.
Żołnierze z dziesiątek krajów zostali wysłani, walczyli, krwawili i ginęli w Afganistanie DLA CIEBIE.
Australia nawet nie jest w NATO, a i tak się stawiliśmy. Na dwadzieścia lat.
A potem ty wyszedłeś o 2 w nocy, nie mówiąc nikomu, i zostawiłeś wszystkich innych, żeby sprzątali bałagan.
Nie obchodzi cię, że wielki naród jest terroryzowany przez twojego kumpla, i nie okazałeś mu ani okruchy sympatii.
Więc może zanim nazwiesz inne kraje źle zarządzanymi, rzuć okiem na własne podwórko, ty sprzedawco aluminiowych elewacji z natryskową opalenizną.
Jedyną źle zarządzaną rzeczą na tym obrazku są twoje cholerne usta.
I ty jeszcze śmiesz pouczać resztę świata?”
The Barbershop Joke.
Trump and Obama end up in the same barbershop and get a shave from two different barbers in total silence.
The barbers are too nervous to speak, worried any topic might turn into a political argument.
When the shave is finished, Trump's barber reaches for the aftershave.
Trump stops him quickly and says, "No thanks. My wife, Melania, will smell that and think I've been in a brothel."
The second barber turns to Obama and asks, "How about you, Mr. Obama?"
Obama replies, "Go right ahead, my wife Michelle doesn't know what the inside of a brothel smells like."
Justyn Piskorski – sędzia-dubler, którego 9-letnia kadencja w Trybunale Konstytucyjnym kończy się 18 września 2026 roku – przygotowuje się do przejścia w stan spoczynku z dożywotnią pensją sięgającą ponad 30 tysięcy złotych miesięcznie.
Państwo polskie stoi przed pytaniem, czy człowiek wybrany 15 września 2017 roku na miejsce już prawidłowo obsadzone przez prof. Krzysztofa Ślebzaka ma bezkarnie pobierać dożywotnie uposażenie i odprawę za udział w demontażu praworządności.
Mit o apolityczności Justyna Piskorskiego rozpada się w zderzeniu z faktami z jego życiorysu. Zanim trafił do TK, ten wywodzący się z UAM w Poznaniu specjalista od prawa karnego był ścisłe związany z Instytutem Sobieskiego – prawicowym think tankiem założonym https://t.co/22DfjrZmKa. przez Pawła Szałamachę. Instytut ten funkcjonował jako bezpośrednie zaplecze eksperckie i programowe Prawa i Sprawiedliwości, stanowiąc kuźnię kadr dla przyszłego rządu. Działalność i analitycy tej fundacji byli wprost opłacani ze środków partyjnych – w tym z funduszu eksperckiego PiS, z którego na konto Instytutu Sobieskiego przelewano regularnie ponad 22 tysiące złotych miesięcznie. Piskorski brał czynny udział w tworzeniu projektów prawnych i opinii na zlecenie PiS, by następnie bezrefleksyjnie przesiąść się w fotel sędziowski.
Co najbardziej bulwersujące, jako sędzia-dubler Piskorski wielokrotnie zasiadał w składach orzekających oceniających flagowe reformy i ustawy autorstwa środowiska politycznego, dla którego wcześniej pracował. Zamiast złożyć wniosek o wyłączenie z mocy prawa z powodu ewidentnego konfliktu interesów (iudex inhabilis), współdecydował o sprawach, które sam kształtował jako eksperckie zaplecze władzy.
Pytanie brzmi: jak legalnie pozbawić go przywilejów i zmusić do odpowiedzialności bez czekania na zmiany ustawowe i bez głosu Prezydenta Karola Nawrockiego?
Rozwiązanie jest proste i leży w rękach nowo wybranych sędziów TK. Zgodnie z Ustawą z dnia 30 listopada 2016 r. o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wystarczy wniosek jednego sędziego TK, by uruchomić procedurę dyscyplinarną za delikty popełnione w trakcie kadencji:
Świadome objęcie funkcji na miejscu obsadzonym (złożenie ślubowania na miejsce prof. Ślebzaka) – udział w paraliżu i podważaniu legitymacji TK.
Naruszenie zasady bezstronności (iudex inhabilis) – brak samo wyłączenia się od orzekania w sprawach ustaw przygotowywanych we współpracy z Instytutem Sobieskiego i środowiskiem PiS.
Ujma godności urzędu – udział w wydawaniu rozstrzygnięć sprzecznych z Europejską Konwencją Praw Człowieka (co wielokrotnie potwierdzał ETPCz, uznając składy z udziałem dublerów za nieutworzone na podstawie prawa).
Oskarżenie przed wewnątrztrybunalskim Sądem Dyscyplinarnym (którego składy wyłaniane są autonomicznie w drodze losowania) grozi najsurowszą karą: pozbawieniem statusu sędziego w stanie spoczynku. Prawomocny wyrok oznacza natychmiastowe wstrzymanie dożywotniego uposażenia, pozbawienie prawa do odprawy i sprowadzenie Piskorskiego do powszechnego systemu emerytalnego ZUS. Co więcej, prawomocne stwierdzenie nielegalności sprawowania funkcji otwiera prokuraturze i Prokuratorii Generalnej drogę do wytoczenia powództwa cywilnego o zwrot nienależnie pobranego uposażenia za całe 9 lat bezprawnego zajmowania stanowiska w TK – mówimy tu o kwotach rzędu milionów złotych.
Przez 9 lat demokratyczni sędziowie i środowiska prawnicze punktowały nielegalność statusu Muszyńskiego i Piskorskiego. Dziś nowo wybrani sędziowie TK mają w rękach wszystkie gotowe narzędzia proceduralne. Czekanie, aż Piskorski spokojnie spakuje się 18 września i odejdzie z milionową odprawą i dożywotnią pensją, jest bezczynnością, na którą nikt nie powinien się godzić. Postępowania dyscyplinarne można i należy wszcząć już teraz.
Z poważaniem,
redaktor AtuśMi®
Bibliografia i źródła informacji
Ustawa z dnia 30 listopada 2016 r. o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego (Dz.U. 2018 poz. 1422 t.j.) – art. 27, art. 29 (Kary dyscyplinarne, w tym pozbawienie statusu sędziego w stanie spoczynku).
Ustawa z dnia 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym (Dz.U. 2019 poz. 2393 t.j.) – art. 39 (Wyłączenie sędziego).
Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 7 maja 2021 r. w sprawie Xero Flor sp. z o.o. przeciwko Polsce (skarga nr 4907/18) – kwestia statusu sędziów wybranych na miejsca obsadzone.
Odpowiedź Profesorowi Marcinowi Matczakowi, część I
Szanowny Panie Profesorze
Z ciekawością, ale i rosnącą przykrością (z powodów wyłożonych poniżej) wysłuchałem Pańskiej i mec. Bogusława Leśnodorskiego rozmowy na mój temat w Kanale Zero (16.08.2026). Na wstępie, bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa i komplementy, jakimi Pan mnie obdarował na samym początku. Chociaż okazały się niezasłużone, jak wynikło z dalszego ciągu programu, to jednak bardzo doceniam ten miły gest.
Druga wstępna uwaga jest taka, że wielokrotnie w ciągu rozmowy używali Panowie zwrotów typu: „Dlaczego właściwie Sadurski powiedział to...”, „Ciekawe, dlaczego Sadurski to zaproponował...?” „Czy Sadurski nie widzi, że...” itp. Najprostszą metodą zaspokojenia tej ciekawości byłoby po prostu zapytanie mnie, np. przez zaproszenie mnie do programu (oczywiście z prawem Panów do ostatniego słowa – ale już w oparciu o moje odpowiedzi). Zna Pan mój adres i nr telefonu, łączą nas ciepłe, koleżeńskie więzy, spotykamy się regularnie w Warszawie, co ogromnie sobie cenię – nic prostszego. Ze względu na moją wielką sympatię do Pana, przezwyciężyłbym swoją niechęć do medium, w którym ta rozmowa się odbyła i chętnie bym się połączył zdalnie. Teraz to już nie będzie możliwe, po napotkaniu tylu przekłamań moich poglądów ze strony obu Panów, a także, niestety, niegrzeczności i pogardy ze strony Pana Leśnodorskiego („To już jest tak głupie…”, mówi w pewnym momencie), bez żadnej reakcji z Pana strony, a wręcz przeciwnie, ze stałym przez Pana wspieraniu Pana rozmówcy (który, nota bene, po 40 minutach rozmowy zauważył, że mój projekt w ogóle nie nadaje się do rozważania).
Przechodzę do meritum.
1. Określenie „Trybunał Konstytucyjny na uchodźstwie”, które pojawia się już w tytule programu, a którego z lubością obaj Panowie używacie, jest głęboko mylące i pogardliwe. Co prawda w polszczyźnie „na uchodźstwie” ma konotacje piękne i szlachetne, choć tragiczne, to jednak w odniesieniu do kontekstu mojego projektu znamionuje ono intencję prześmiewczą, lekceważącą. Właściwie ukonstytuowany Trybunał w moim projekcie nie jest na żadnym „uchodźstwie”, tylko wyjątkowo spotyka się w innym miejscu niż zazwyczaj, ze względu na siłę wyższą uniemożliwiającą akurat spotkanie się w pałacyku na Szucha – czego przecież żaden przepis nie wymaga. Proponuję ćwiczenie z wyobraźni: czy gdyby w budynku na Al. Szucha miał odbywać się długi remont, to też uznałby Pan, że Trybunał spotyka się na uchodźstwie? A może przez ten czas w ogóle nie powinien się spotykać? Tymczasem blokada wejścia na salę obrad czy do gabinetów ze strony pana Święczkowskiego jest właśnie taką „vis maior”, zmuszającą Sędziów do znalezienia innego pomieszczenia.
(W nastepnym wpisie, c.d. odpowiedzi)
Mam wrażenie, że problem jest jeszcze szerszy.
Konstytucję tworzono przy założeniu, że polityk jednak ponosi realny koszt kompromitacji. Nie chodzi mi o to, że wtedy wszyscy byli krystalicznie uczciwi, tylko dlatego, że istniały jeszcze granice, po przekroczeniu których kończyła się kariera, a nie zaczynał nowy etap budowania zasięgów.
Dzisiaj część polityki działa już według zupełnie innej logiki. Skandal daje rozpoznawalność, konflikt buduje markę, zarzut można sprzedać jako prześladowanie, a własną odpowiedzialność zamienić w mobilizację elektoratu.
I naprawdę trudno mieć pretensje do twórców Konstytucji, że tego nie przewidzieli. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zakładał przecież, że po latach część przedstawicieli Narodu zacznie funkcjonować bardziej jak influencerzy niż osoby sprawujące mandat publiczny 🤷♂️
I tu właśnie zaczyna się problem.
Bo prawo projektowane dla polityków znacznie gorzej działa wobec ludzi, dla których kompromitacja nie jest już kosztem a jest narzędziem.
Panie Bogucki, mam wrażenie, że z każdym kolejnym sondażem podnosi Pan sobie poprzeczkę w manipulowaniu własnymi odbiorcami. Bo tutaj problem nie polega na tym, że podał Pan fałszywe liczby. Liczby są prawdziwe. Ten problem polega na tym, że używa Pan ich w taki sposób, żeby czytelnik wyciągnął zupełnie inny wniosek niż ten, który rzeczywiście wynika z badania 🤦♂️
58 proc. badanych negatywnie ocenia rząd Donalda Tuska. Tak, to prawda. 35,9 proc. ocenia go pozytywnie. To też prawda. Ale Pan tego już tak nie pokazuje.
Przy Karolu Nawrockim bierze Pan 33 proc. ocen "zdecydowanie pozytywnych", dodaje 23 proc. "raczej pozytywnych" i otrzymuje 56 proc. Prawidłowo.
Przy rządzie nagle przestaje Pan dodawać. Zostaje tylko 3,5 proc. "zdecydowanie pozytywnie", które natychmiast zamienia Pan w marne 3,5 proc. A 32,4 proc. "raczej pozytywnie" po prostu znika 🫣
Czyli kiedy wynik jest korzystny dla Nawrockiego, sumujemy wszystkie odpowiedzi pozytywne. Kiedy wynik dotyczy Tuska, wybieramy tylko najmniejszą kategorię. To już nie jest interpretacja danych. To jest dobieranie sposobu liczenia do politycznej tezy🤫
Jeszcze ciekawiej robi się dalej. Pisze Pan o gigantycznej różnicy poparcia, tyle że te badania w ogóle nie mierzą poparcia wyborczego! Mierzą ocenę działalności.
Nawrocki został w swoim badaniu oceniony lepiej niż rząd Tuska i ja nie mam najmniejszego problemu, żeby to uczciwie napisać. Ale 56 proc. pozytywnych ocen działalności nie oznacza 56 proc. poparcia dla Nawrockiego. Tak samo 35,9 proc. pozytywnych ocen rządu nie oznacza 35,9 proc. poparcia dla koalicji.
Pan jednak po raz kolejny zamienia ocenę działalności w poparcie, bo tak lepiej wygląda we wpisie.
A później robi Pan rzecz już naprawdę osobliwą. Z tych 3,5 proc. "zdecydowanie pozytywnie" wyprowadza Pan "z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością", że są to działacze KO, ludzie zatrudnieni w spółkach Skarbu Państwa, znajomi, silniczki Giertycha itd 🤦♂️
Przepraszam, ale gdzie dokładnie w badaniu znajduje się taka informacja? Bo ja jej nie znalazłem. Nie znalazłem też pytania o zatrudnienie w spółkach Skarbu Państwa, znajomość z politykami ani przynależność do jakichkolwiek silniczków.
To nie jest wniosek z sondażu. To jest Pańska fantazja dopisana do sondażu 🤷♂️
I jeszcze Starmer. Tak, zrezygnował. Nie, nie dlatego, że w sondażu zobaczył niekorzystny procent i w dojrzałej demokracji premier ma wtedy obowiązek podać się do dymisji. Jego odejscie było skutkiem kryzysu politycznego i utraty poparcia we własnym zapleczu.
Nie istnieje żadna demokratyczna zasada, zgodnie z którą premier mający 58 proc. ocen negatywnych w jednym badaniu opinii publicznej powinien automatycznie ustąpić. Premier w systemie parlamentarnym posiada mandat do rządzenia tak długo, jak długo posiada większość parlamentarną.
Sondaż może być dla rządu fatalny, może być ostrzeżeniem i może świadczyć o bardzo poważnym problemie politycznym. Ale nie jest głosowaniem nad wotum zaufania 🤷♂️
Więc podsumujmy. 58 proc. negatywnych ocen rządu - prawda. 56 proc. pozytywnych ocen Nawrockiego - prawda.
A potem zaczyna się Pańska obróbka tych danych: 56 proc. ocen staje się poparciem, 35,9 proc. pozytywnych ocen rządu kurczy się do 3,5 proc., 3,5 proc. respondentów dostaje od Pana zawody, poglądy i polityczne znajomości, których badanie nie ustala, a na końcu przypadek brytyjskiego premiera zostaje przedstawiony jako dowód na istnienie reguły, której nie ma.
I dlatego naprawdę nie trzeba podważać tego sondażu. On jest dla rządu Tuska zły. Bardzo zły.
Tylko że Pan najwyraźniej uznał, że to jeszcze za mało i trzeba go trochę ... poprawić.
Najzabawniejsze jest to, że tym razem sam Pan wkleił grafikę, na której widać, gdzie kończą się dane, a zaczyna Pańska narracja 😂
Trzeba tylko przeczytać wszystkie liczby, a nie wyłącznie te, które pasują do wpisu, Panie Bogucki.
Od jakiegosczasu dostaję pytania, czy istnieje realna prawna droga do zalwestionowania objęcia urzędu przez Karola N. I tak – istnieją poważne podstawy, oparte na Konstytucji i uchwałach SN.
Najpierw fundamenty.
Art. 129 ust. 1 Konstytucji: "Ważność wyboru Prezydenta RP stwierdza Sąd Najwyższy."To warunek konieczny – dopiero prawidłowa uchwała SN zamyka wybory.
Art. 130: "Prezydent obejmuje urząd po złożeniu przysięgi przed Zgromadzeniem Narodowym." Czyli: 1) wybór-> 2) ważność wyboru ->3) prawidłowe ZN ->4) dopiero wtedy mandat. Jeśli któryś etap jest wadliwy, mandat nie powstaje.
Problem: "uchwalę"o ważności wyboru wydała IKNiSP. Tymczasem legalny SN (uchwała III PZP 1/25, zasada prawna) uznał, że orzeczenia składów z neo-sędziami są niebyłe (sententia non existens), bo izba nie spełnia standardów sądu z art. 6 EKPC i art. 19 TUE.
A skoro coś jest niebyłe, to nie istnieje w obrocie.
Logiczna konsekwencja:
1. Jeśli uchwała o ważności wyboru jest niebyła,
2. marszałek nie miał podstawy prawnej do zwołania ZN,
3. ZN działało ultra vires,
4. przysięga nie spełnia art. 130,
5. więc nie doszło do objęcia urzędu.
To klasyczna konstrukcja "usurpacji urzędu".
Drogi prawne istnieją:
- Kontrola rozproszona: sądy mogą badać skuteczność podpisów osoby, której mandat powstał wadliwie (obowiązek stosowania art. 6 EKPC).
- SN (legalny skład): może ocenić "uchwałe"IKNiSP i stwierdzić jej niebyłość, co otwiera drogę do uznania, że mandat nigdy nie powstał.
- ETPCz: jeśli ważność wyborów badał organ niebędący sądem, państwo musi zapewnić nową procedurę – w tym ponowne, legalne badanie ważności wyboru (art. 6 EKPC + Prot. 1 art 3).
- Odpowiedzialność konstytucyjna Marszałka: zwołanie ZN bez podstawy prawnej może być deliktem konstytucyjnym.
- Możliwa konstrukcja „sede vacante”, jeśli mandat w ogóle nie powstał.
Czy to stanie się jutro? Oczywiście nie.
Ale twierdzenie, że nie ma żadnej drogi prawnej, jest po prostu sprzeczne z Konstytucją, art. 6 EKPC i uchwałą III PZP 1/25.
Kluczowe pytanie:
Czy państwo prawa może zaakceptować sytuację, w której ważność wyborów prezydenckich stwierdziła izba uznana przez SN za nie-sąd, a ZN zwołano bez podstawy konstytucyjnej?
Bo jeśli Konstytucja coś jeszcze znaczy, odpowiedź jest jasna.
Pierwszy rok prezydentury @NawrockiKn. Przed pałacem prezydenckim trwa z tej okazji fiesta-i słusznie.
Nasz pan prezydent lubi się bawić, szczególnie Konstytucją. Ma prawo weta? Ma. To wetuje jak oszalały. Ma prawo łaski? Ma. No to ułaskawi sobie kibola - i co mu kto zrobi? Ma prawo wnioskowania o referendum? Ma. To wnioskuje, nawet już dwa razy. Drugi wniosek jeszcze bardziej bezsensowny od pierwszego, ale co tam! Zabawa trwa, śmiechom i żartom nie ma końca. I byłoby naprawdę bardzo wesoło, gdyby nie pewien problem: po pierwsze - szkoda Polski, po pierwsze - szkoda Polaków!
@Wetoman
@SzkodliweWeto