🇸🇦Mohammed bin Salman: "President Trump, please launch strikes against the Yemeni Houthis."
🇺🇸President Trump: "Get lost. We are not your servant."
This is the gift each country gets after bootlicking Donald Trump.
Goście w sandałach
upokorzyli
najlepiej wyposażoną armię
Przez lata Rijad ładował je w amerykańskie uzbrojenie i tak zwane strategiczne partnerstwo z USA.
Arabia Saudyjska zbudowała ogromną flotę F-15, kupowała systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, a w przyszłości ma dostać też F-35.
Sens był dość prosty: płacimy fortunę, ale kiedy naprawdę zrobi się gorąco, za nami stoi najpotężniejsze wojsko świata.
No i właśnie zrobiło się gorąco.
Arabia Saudyjska poprosiła Stany Zjednoczone o bezpośrednią pomoc w walce z Huti.
Amerykanie mają w regionie bazy, lotnictwo, satelity, rozpoznanie i praktycznie cały katalog sprzętu, którym Pentagon lubi chwalić się na pokazach.
W praktyce odpowiedź miała jednak brzmieć mniej więcej tak: możemy wam powiedzieć, gdzie jest przeciwnik, ale strzelać musicie sami.
Czyli sprzęt premium, rachunek premium, ale gwarancja bezpieczeństwa najwyraźniej w wersji demo.
Sytuacja jest tym poważniejsza, że po atakach zamknięto rurociąg Wschód–Zachód, którym transportowano około 4–5 mln baryłek ropy dziennie.
Przy poważnych problemach w rejonie Cieśniny Ormuz i jednoczesnym zagrożeniu szlaku przez Morze Czerwone Arabia Saudyjska znalazła się w wyjątkowo niewygodnej sytuacji: może mieć ropę, może mieć klientów, ale coraz trudniej znaleźć bezpieczną drogę, żeby jedno połączyć z drugim.
Jeśli ten rurociąg szybko nie ruszy, światowy rynek ropy może dostać kolejnego mocnego wstrząsu.
A Rijad właśnie przekonuje się, że amerykański sojusz wygląda świetnie na umowach, konferencjach i fakturach za uzbrojenie.
Kiedy jednak zaczynają spadać rakiety, ta stalowa gwarancja bezpieczeństwa robi się podejrzanie papierowa.