Zawsze mam bekę, że heterycy mogą sobie zawierać takie małżeństwa albo jak w Ślubie od pierwszego wejrzenia, ale jak osoby homoseksualne, które są ze sobą w związku od lat chcieliby to samo, to już obraza majestatu i kpienie z instytucji małżeństwa.
Masz być inkubatorem na żądanie, darmową wycieraczką do butów i workiem na męskie frustracje. Twoje „ja” nie istnieje, bo jesteś tylko otworem, macicą i parą rąk do sprzątania ich brudu. A kiedy pękasz? Kiedy trauma wyrywa ci flaki? Jesteś błędem systemu i wtedy stajesz się padliną dla internetowych hien. Twoje gwałty, twoje łzy, twoje zniszczone życie to dla nich tylko „content” do nabijania lajków w tych ich żałosnych wojenkach płci. Jesteś amunicją, którą wystrzeliwują w siebie nawzajem, depcząc przy tym twoją resztkę godności. Społeczeństwo to pasożyt, który żywi się kobiecą krwią. Masz zadowalać ich wzrok, uśmierzać ich lęki i znosić ich agresję, a na koniec podziękować za „przywilej” bycia ich sługą. Jesteśmy winne wszystkiemu, począwszy od ich samotności, ich niemocy do upadkowi świata. Każdy błąd mężczyzny to „wina matki” lub „wina prowokacji”. Jesteśmy uniwersalnym kozłem ofiarnym. Ten system został tak zaprojektowany, żebyś zawsze czuła ten but na gardle, żebyś zawsze przepraszała za to, że zajmujesz miejsce. Jesteśmy tylko zasobem, który wyżyna się do ostatniej kropli, a potem zastępuje młodszym modelem. Ten świat nie potrzebuje twojej walki, on potrzebuje twojej martwoty. I to jest najbardziej przerażające, że dla nich jesteś idealna dopiero wtedy, gdy przestajesz stawiać opór.
Rozgość się i poczytaj komentarze. Zaraz zleci się chmara tych, o których mowa, tych z ustami pełnymi obelg, wyparcia i kpin. Zrobią dokładnie to, co opisałam... spróbują mnie uciszyć, wyśmiać, sprowadzić do parteru. Dla nich ten ból to tylko „bajka sfrustrowanej, brzydkiej baby”, bo prawda jest zbyt niewygodna, by na nią patrzeć bez mrużenia oczu. System, który sami zbudowali, chroni ich przed widokiem krwi na ich własnych rękach.
Przez 1 rok streamowania zakładałam bluzy i swetry żeby nie wpaść w stereotyp „dekoltu dla subów”
Przez 2 lata streamowania wyłączałam kamerkę gdy wstawałam z fotela żeby uniknąć stereotypu widzów „oglądania dla „takich” momentów”
Przez 5 lat streamowania grałam soloQ, żeby nie wpaść w stereotyp „boosted egirla”
Po 8 latach streamowania polecam każdemu mieć to w dupie - kto chce i tak się przywali - dowodem niech będzie ten post sugerujący „pokazywanie dupy” gdzie dosłownie jej nie widać.
Na streamach wiele lat bałam się być sobą, moje zboczone poczucie humoru mogło być zinterpretowane jako baitowanie widza, moje codzienne stroje mogły być w oczach innych ubierane celowo aby zachęcić do subowania - szczyt był wtedy gdy usłyszałam że specjalnie nie noszę skarpetek dla widzów - gdzie od dziecka ich nie lubię nosić. Mieszkałam z bratem - mówiono że to mój chłopak którego ukrywam żeby mieć więcej subów. Nie przeklinam - nie dlatego że tak zostałam wychowana, a dlatego żeby mieć wizerunek słodkiej dziewczynki aby dostawać więcej donejtów i współprac (najlepsze jest to że to nie słowa widzów/hejterów, a innych twórców).
Po 8 latach streamowania wiedziałam że zbudowałam swoje community i dałam się poznać ludziom z właściwych powodów - teraz wiem że nieważne ile lat streamujesz w swetrach, ludzie i tak będą pchać narrację która ma za zadanie umniejszyć ci, za rzeczy które męscy influencerzy robią na co dzień.
Gdy facet zeruje na drunk streamie - sigma, gdy robi to kobieta - menelica
Gdy facet przeklina - to śmieszne, gdy robi to kobieta - patuska
Gdy facet streamuje w gaciach - to normalne, gdy kobieta to ma leginsy to baitowanie widza
Dlatego dla każdej obecnej i przyszłej streamerki/ytberki/tiktokerki/influencerki wiadomość: ubieraj co chcesz, mów co chcesz i rób co chcesz - we wszystkim da się doszukać problemów, a im bardziej próbujemy przeciwdziałać - tym więcej takich postów jak to, przeróbek AI i screenów na reddicie, serwerów na discordzie.
Have fun 🤍
Wonyoung says that with the rise of AI, it feels like "nothing is special" these days:
"I don't often use the slang of Gen Z. I often prefer the analog, print-only style of interviews. One thing I sometimes think is, "I want to live in the pager era!" I think that era was the most exciting. These days, I feel like there's something "nothing special." Unlike today, where AI is a given, I miss the thrill of those days, when we could fully savor the excitement of new technologies. I think it would be a shame if everything became digital and print interviews disappeared."