Papierówki. Bajka o Skurzybucie, który rozmawiał z jabłkami
Za stodołą kiedyś był sad.
Nie taki z katalogu, gdzie każde drzewo ma tabliczkę, numer, odmianę i opis zapisany ładnym drukiem, żeby człowiek, zanim zje owoc, wiedział już, co właściwie ma myśleć o jego smaku. To był sad zwyczajny. Wiejski. Trochę zaniedbany. Taki, który nie potrzebował nazwy, bo wszyscy wiedzieli, że jest za stodołą, a skoro jest za stodołą, to po co jeszcze dokładać do niego słowa.
Zostały po nim dwa rzędy jabłoni.
W pierwszym rosły papierówki, zielone, jasne, kruche, z tą swoją przedwczesną gotowością do spadania. W drugim stały późnojesienne, których odmian nikt już nie pamiętał. Skurzybut nazwał je kiedyś czerwonymi promieniami, bo gdy dojrzewały, ich skórka barwiła się promieniście, jakby w każdym jabłku zatrzymał się mały zachód słońca. Nazwa się nie przyjęła. Ludzie nie lubią nazw nadawanych bez urzędu. Mówili więc po prostu: „te drugie”.
Teraz między drzewami pasły się krowy.
[...]
PRZECZYTAJ CAŁĄ BAJKE O SKURZYBUCIE https://t.co/OBbyHvchvp