Sprawca ataku na dziewczynkę w autobusie w Bielsku Białej został zatrzymany przez @PolskaPolicja
Każda forma agresji spotka się ze zdecydowaną reakcją Państwa. Niech to będzie przestroga dla każdego hejtera - nie będziecie bezkarni.
To wy gnoje pisowsko-konfiarskie doprowadziliście do tego, że ścierwa człekokształtne atakują dzieci. To wy rozzuchwaliliście takie bydło i to wy będziecie mieć krew na rękach jak dojdzie do tragedii.
@wlodekczarzasty proszę zaprosić tą dziewczynkę i jej rodzinę i jej kolegów ze szkoły do Sejmu. Warto aby posłowie Konfederacji, PiSu i Korony mieli okazję spojrzeć hejtowanemu dziecku prosto w oczy. Ciś dobrego w jej życiu powinno się wydarzyć.
Kancelaria Prezydenta napisała do X prośbę o usunięcie tego materiału z całej platformy.
Na filmie widać wicepremiera Sikorskiego w centrum wydarzeń, któremu sekretarz stanu Marco Rubio dziękuje za doskonałą współpracę.
Dodaj go do zakładek i podaj dalej, zanim zniknie z X.
Panie @LeskiewiczRafa, upały upałami, ale działać trzeba. Wiem, że w pocie czoła pracujecie nad nowymi aferkami, to pozwolę sobie podpowiedzieć kilka chwytliwych:
❌Afera herbaty z cytryną - rząd wpływa na temperaturę napojów w Pałacu, aby destabilizować samopoczucie Karola
❌Afera krzywego żyrandola - podsłuchy w pałacowych żyrandolach
❌Afera klimatyzacyjna - urządzenia techniczne w Pałacu działają podejrzanie wolno, co może wskazywać na sabotaż koalicji
❌Afera kanapkowa - catering miał zawierać za mało nieświeże wędliny i ślady europejskiego spisku.
❌Afera czerwonego dywanu - dywan był za krótki, co ma symbolicznie ograniczać majestat Karola
❌Afera przeciągu w korytarzu - wiatry w Pałacu dmuchają z kierunku Brukseli.
❌Afera podejrzanej ciszy - skoro Tusk milczy, Pałac uznaje ciszę za dowód szykowanego spisku
❌Afera zegarka - ktoś cofnął wszystkie zegary w Pałacu o godzinę
Im mniej realnych faktów, tym większa produkcja serialowa. Możecie jeszcze wymyślić wszystko, od zamachu na ekspres do kawy, po międzynarodowy spisek stojący za źle ułożoną poszetką 🤪
@okiemtomkaw@LeskiewiczRafa Dodam jeszcze jedną. Afera papieru toaletowego. Jest za cienki i robią się dziury. Nie napiszę gdzie finalnie trafia palec głowy państwa, który później trzyma pióro służące do podpisywania i wetowania ustaw.
Krzysztof Stanowski – hipokryta z kontaktami do szefa mafii piłkarskiej.
W polskim życiu publicznym mało kto tak chętnie i głośno oskarża innych o „mafijne państwo”, układy i korupcję jak Krzysztof Stanowski. Jego komentarze brzmią twardo, moralizująco i bezkompromisowo. Jednak gdy zestawimy je z faktami z jego własnej biografii, cała ta postawa rozpada się jak domek z kart.
W 2022 roku Wirtualna Polska ujawniła na podstawie billingów z procesu mafii piłkarskiej, że Krzysztof Stanowski kontaktował się z Ryszardem „Fryzjerem” Forbrichem, jednym z liderów tego przestępczego środowiska. Co więcej, korzystał z jego pomocy przy rozwiązywaniu konfliktów w środowisku. Nie były to przypadkowe esemesy czy luźne znajomości. To były relacje, które sam Stanowski publicznie potwierdził, przyznając się do znajomości i współpracy zawodowej z tamtego okresu.
Dziś ten sam Stanowski nie waha się ferować wyroków na temat afery w Szpitalu Południowym, bez żadn5ch dowodów. Na podstawie zeznań byłego ordynatora o fatalnym zarządzaniu, błędach i zagrożeniu bezpieczeństwa pacjentów nazywa to „obrazem mafijnego państwa”. Sugeruje systemową zgniliznę, układy i kompletny brak odpowiedzialności.
Jak można traktować poważnie takie oskarżenia z ust osoby, która sama miała bezpośrednie kontakty z szefem mafii piłkarskiej i korzystała z jego „pomocy”? Człowiek, który w przeszłości sięgał po wsparcie przestępcy do załatwiania spraw, dziś występuje w roli niezłomnego krytyka wszelkich mafijnych praktyk. To nie jest rzetelna publicystyka. To klasyczna, bezczelna hipokryzja.
Stanowski nie rozliczył się ze swoją przeszłością. Nie wyjaśnił, na czym dokładnie polegała jego współpraca z Forbrichem ani dlaczego uznał za stosowne korzystać z pomocy lidera przestępczego gangu. Zamiast tego wybiórczo atakuje bieżące sprawy, budując na nich swój wizerunek „strażnika moralności”. Kiedy pasuje mu narracja o „mafijnym państwie” – mówi głośno, ale kiedy chodzi o jego własne powiązania – zapada cisza.
Społeczeństwo ma prawo wymagać spójności od kogoś, kto aspiruje do roli autorytetu, startował przecież na prezydenta. Jeśli Stanowski naprawdę walczy z układami i korupcją, niech zacznie od siebie. Niech wyjaśni, dlaczego kontaktował się z „Fryzjerem” i dlaczego uznał jego pomoc za przydatną. Dopóki tego nie zrobi, jego komentarze o Szpitalu Południowym i „mafijnym państwie” pozostają tylko cyniczną grą obliczoną na emocje odbiorców.
Fakty są twarde. Billingi nie kłamią. Potwierdzenie samego Stanowskiego zamyka temat. Człowiek z takimi powiązaniami nie ma moralnego prawa pouczać innych o standardach etycznych i walce z mafijnymi układami. Na razie jest po prostu hipokrytą, który sam ma sporo do wyjaśnienia, zanim będzie ferował kolejne wyroki.
Na koniec pytanie, p. @K_Stanowski czy pokażesz pan w końcu tę listę VIP-ów z saloniku VIP, którą kilka dni temu straszyłeś polityków, czy dokupisz kolejną farmę 5 tys, trolli aby lajkowali każdy twój denny wpis, żałosną ripostę, i udawali poparcie, tylko po to abyś poczuł, że wygrywasz?
To nie poparcie Stanowski, to klaki za które płacisz, durniu.
Wszystko dobre co się dobrze kończy, zorganizowana akcja dezinformacyjna nie wypaliła polskiej "prawicy".
Przypomnijmy co się stało:
Faza 1: Atak techniczny — masowe zgłoszenia i wywołanie blokad
Krok 1.1 — Inicjacja skoordynowanych zgłoszeń
W wybranym momencie (noc z 21 na 22 czerwca 2026 r.) agresor uruchamia falę zgłoszeń przeciwko zidentyfikowanym wcześniej celom. Każde konto docelowe zostaje zgłoszone przez wiele różnych kont jednocześnie, z wykorzystaniem różnych kategorii naruszeń:
„fałszywe zachowania" (inauthentic behaviors),
„spam",
„manipulacja platformą",
„nadużycie".
Zgłoszenia wskazują na rzekome naruszenia, które dla algorytmu wyglądają wiarygodnie — np. wskazują na dużą liczbę postów w krótkim czasie, użycie określonych słów kluczowych, wysoką interakcję.
Krok 1.2 — Aktywacja automatycznych systemów bezpieczeństwa
Lawinowa liczba zgłoszeń w krótkim czasie uruchamia automatyczne flagi ryzyka w systemie X. Algorytm, kierując się wytrenowanymi wzorcami, uznaje, że konta o wysokiej liczbie zgłoszeń stanowią zagrożenie. Kluczowe jest to, co wykazał eksperyment z Grokiem: system nie analizuje kontekstu, treści merytorycznej ani faktycznej winy — reaguje na „czerwone flagi" (masowe zgłoszenia, słowa kluczowe, wzorce aktywności).
W tym momencie dochodzi do zasadniczego błędu systemu: dla algorytmu moderacyjnego lawinowo zgłoszony, merytoryczny wpis eksperta jest nieodróżnialny od rzeczywistego nadużycia. System nie „czyta" postów — system zlicza flagi.
Krok 1.3 — Automatyczne zawieszenia
Po przekroczeniu krytycznego progu zgłoszeń, automatyczny system bezpieczeństwa X podejmuje decyzję o zawieszeniu kont. Konta zostają przeniesione do trwałego trybu odczytu (permanent read-only mode). Użytkownicy otrzymują standardowy, nieprecyzyjny komunikat o naruszeniu zasad.
Krok 1.4 — Skuteczne wyciszenie
W ciągu kilkudziesięciu minut znaczna część krytycznych kont analitycznych w polskojęzycznym segmencie X przestaje funkcjonować. W przestrzeni informacyjnej powstaje próżnia — brakuje wiarygodnych źródeł zdolnych do szybkiej weryfikacji faktów.
Krok 1.5 — Blokada ścieżki odwoławczej
Gdy poszkodowani użytkownicy składają odwołania, napotykają na systemową dysfunkcję. Support X, działający prawdopodobnie półautomatycznie, generuje wewnętrznie sprzeczną odpowiedź: stwierdza brak naruszenia („We did not find a violation of our rules, specifically: our rules against inauthentic behaviors"), ale jednocześnie utrzymuje blokadę. Użytkownik grzęźnie w „martwym polu biurokracji algorytmicznej" — formalnie ma rację, ale praktycznie nie odzyskuje konta.
Dlaczego tak się dzieje? Jak wykazała analiza strukturalna, różne moduły systemu nie są zsynchronizowane. Moduł odwoławczy może stwierdzić brak naruszenia, ale flaga blokady nadana przez nadrzędny system bezpieczeństwa pozostaje aktywna. Nie ma człowieka, który mógłby to skorygować — polski moderator (jeśli w ogóle istnieje) jest poza zasięgiem, a globalny support nie rozumie kontekstu.
Faza 2: Atak informacyjny — budowa narracji politycznej
Krok 2.1 — Inicjacja narracji przez „źródło eksperckie"
Niemal natychmiast po zawieszeniach, agresor uruchamia przygotowaną wcześniej matrycę narracyjną. Pierwszym elementem jest odpowiedź wygenerowana przez Groka (AI zintegrowaną z X), która „analizuje" przyczyny zawieszeń i wskazuje na nowy, rzekomy algorytm platformy wymierzony w „spam polityczny" i „działania multiplikacyjne".
Ta odpowiedź zostaje następnie przedstawiona jako „eksperckie" źródło w portalu Polityka w Sieci (Res Futura Data House). Wpis łączy zawieszenia konkretnych kont z hashtagami #SNAW i #SilniRazem, tworząc fałszywą korelację.
Krok 2.2 — Pierwsza warstwa medialna
Portal https://t.co/SuEOtHZk11 publikuje materiał powołujący się na wpis Polityki w Sieci jako na fakt. Dodaje kolejną warstwę: zawieszone konta zostają powiązane z „zapleczem koalicji rządzącej" i „farmą trolli".
Pojawia się stwierdzenie, że „administracja platformy należącej do Elona Muska dokonała likwidacji kont związanych z ruchem SilniRazem i SnaW" — mimo że X nigdy nie wydał takiego komunikatu.
Krok 2.3 — Eskalacja w mediach głównego nurtu
Kulminacją jest materiał w prawicowej telewizji. Prowadząca stwierdza: „Internetowi hejterzy siejąc rosyjską dezinformację na celowniku Elona Muska. Właściciel portalu X uruchomił algorytm, który automatycznie zawiesza konta zawierające korzystny dla Kremla przekaz polityczny, hejt i spam."
Na ekranie wyświetlane są zawieszone konta (Akademia Prawdy, Tommy Shelby, Piotr von Pritzwald).
W tym momencie narracja jest już domknięta:
Zawieszone konta = hejterzy i rosyjscy propagandyści.
Platforma X = egzekutor sprawiedliwości walczący z dezinformacją.
Mechanizm blokady = nowy algorytm Muska (a nie mass reporting).
Krok 2.4 — Wykorzystanie próżni informacyjnej
Kluczowe znaczenie ma fakt, że X nie zajął w tej sprawie żadnego stanowiska. Nie wydał komunikatu, nie wyjaśnił przyczyn zawieszeń, nie potwierdził ani nie zaprzeczył istnieniu nowego algorytmu. Ta próżnia informacyjna zostaje wypełniona przez przygotowaną narrację agresora.
Krok 2.5 — Brak korekty ze strony innych mediów
Inne media — w tym stacje deklarujące walkę o „wolne media" — nie podejmują tematu, nie weryfikują faktów, nie demaskują fałszywej narracji. Ta cisza jest elementem domykającym operację — potwierdza, że osiągnęła ona nie tylko cel techniczny (wyciszenie kont), ale i psychologiczno-polityczny (zastraszenie innych redakcji i utrwalenie fałszywego przekazu).
Do brzegu:
Może wreszcie #PociągPrawych zrozumie jak bardzo jest manipulowany przez "niezależne media?
Do demokratów: możecie udostępniać ten wpis pod każdym kłamliwym tekstem tego mafijnego środowiska!
Jak ordynator szpitala, Kaczyńskiemu kule ortopedyczne do domu przywiózł.
W poniedziałek 30 kwietnia 2018 roku przed domem Jarosława Kaczyńskiego na warszawskim Żoliborzu zatrzymał się samochód. Wysiadł z niego generał Grzegorz Gielerak, ówczesny dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego, razem z pielęgniarką. Wnieśli do środka kule ortopedyczne. Nie przez recepcję, nie przez oddział, nie przez kolejkę pacjentów czekających na przydział sprzętu. Bezpośrednio do prywatnego domu najpotężniejszego człowieka w Polsce.
Ordynator, a właściwie szef całego wojskowego szpitala, generał, profesor, osobiście dostarczył sprzęt rehabilitacyjny liderowi partii rządzącej. Nie czekał na zlecenie z NFZ, nie wypełniał papierologii, nie stał w kolejce jak zwykły obywatel, który po złamaniu czy operacji kolana musi sam zorganizować sobie kule, wózek czy rehabilitację. Dla Kaczyńskiego system zadziałał błyskawicznie i po królewsku.
W tym samym czasie w Sejmie trwał protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Ludzie na wózkach, z ciężkimi schorzeniami, domagali się godnego wsparcia, wyższych świadczeń, realnej pomocy państwa. PiS, partia „dobra zmiany” i „solidarności”, która obiecywała Polskę dla zwykłych ludzi, miała wtedy pełnię władzy. Premier, ministrowie, marszałkowie Sejmu, wszyscy pod kontrolą Kaczyńskiego. A zamiast realnej pomocy dla najsłabszych, mieliśmy spektakl: generał w mundurze wnosi kule do willi na Żoliborzu.
To była codzienność rządów PiS. Kiedy zwykły Polak czekał miesiącami na rezonans, endoprotezę czy wizytę u specjalisty, dla „swoich” działał przyspieszony tor. Szpitale wojskowe, kliniki pod specjalnym nadzorem, osobiste kontakty z dyrektorami i generałami. Kaczyński od miesięcy jeździł do tego samego instytutu na zabiegi, generał Gielerak osobiście nadzorował kurację. A kiedy kolano odmówiło posłuszeństwa, sprzęt przyjechał pod drzwi prezesa. Nie był potrzebny VIP - room.
PiS przez lata budował system, w którym lojalność wobec partii i jej szefa była przepustką do lepszej opieki. Publiczna służba zdrowia dla mas, prywatny albo „wojskowy” tor dla elity władzy.
Kaczyński i jego otoczenie nigdy nie przeprosili za ten obrazek. Nie wytłumaczyli, dlaczego szef szpitala zamiast zarządzać placówką i walczyć o jakość leczenia dla żołnierzy i cywilnych pacjentów, jeździ z kulami do prywatnego domu polityka. Bo w ich świecie to było normalne. Normalne, że prezes partii jest traktowany jak monarcha. Normalne, że ordynator staje się posłańcem. Normalne, że państwo istnieje po to, żeby służyć tym, którzy je kontrolują
Kule przywiezione osobiście przez ordynatora szpitala do domu Jarosława Kaczyńskiego to nie anegdota. To esencja rządów, w których jeden człowiek był ważniejszy niż tysiące pacjentów czekających w kolejkach. I dowód, że „dobra zmiana” dla jednych oznaczała bardzo dobrą, VIP-owską zmianę. Dla reszty – zwykłą, polską kolejkę i czekanie.
#InstytutPrawdy
Wczoraj Matecki przez sześć godzin czytał maile o kleszczach, żeby ukryć, jak wyłudzał 16,5 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości. 6 godzin to już więcej niż realnie przepracowany czas w Lasach Państwowych.
W szczecińskim sądzie rozpoczął proces, który po raz kolejny obnaża skalę bezkarności i cynizmu złodziei z pis. Na ławie oskarżonych zasiada poseł Matecki, który według prokuratury nie tylko wyłudził ponad 16,5 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości, ale jeszcze miał czelność symulować pracę w Lasach Państwowych, żeby legalizować pieniądze za hejt z Ministerstwa Sprawiedliwości za czasów Zbigniewa Ziobry.
Zamiast odpowiadać na konkretne zarzuty, Matecki postanowił urządzić na sali sądowej stand-up o kleszczach, suszy w lesie i swoich postach na fejsie.
Przez blisko sześć godzin czytał na głos maile i artykuły, które, jego zdaniem, miały udowodnić, że „naprawdę pracował” w państwowej instytucji. Sąd nie pozwolił nawet nagrywać tych zeznań. Matecki był rozczarowany. Matecki, który miałby wyjaśniać, jak wyprowadził miliony złotych przeznaczone dla ofiar przestępstw, wolał zajmować czas sądu opowieściami o owadach i weryfikacji profili na Facebooku.
Prokuratura nie ma wątpliwości, że Matecki korzystając ze parasola Ministerstwa Sprawiedliwości, promował i de facto zarządzał dwoma szczecińskimi stowarzyszeniami, Fidei Defensor oraz Towarzystwem Przyjaciół Zdrowia. To on decydował o zatrudnieniu ludzi, o tym, kto dostaje pieniądze i jak wyglądają oferty. Spotkania w tej sprawie odbywały się nawet w domu Ziobry w Jeruzalu. Tam Matecki przedstawiał koncepcje, jak za publiczne pieniądze promować motłoch z Solidarnej Polski.
Pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, funduszu, który miał pomagać ofiarom przestępstw, trafiały do ludzi z najbliższego otoczenia Mateckiego. Część z nich wystawiała fałszywe faktury za prace, których nigdy nie wykonali. Pieniądze wracały do Adama S., prezesa Fidei Defensor, człowieka, który był bezrobotny i pobierał zasiłek, a potem został „koordynatorem ds. chrystianofobii” w Ordo Iuris z pensją 6,8 tys. zł netto miesięcznie. Cztery osoby z rodziny Adama S. już przyznały się do winy i zostały skazane za wystawianie lewych faktur. Ich zeznania obciążają Mateckiego.
Na ławie oskarżonych obok Mateckiego siedzi m. in. jego była dyrektor biura poselskiego Patrycja Szapiel, której prokuratura zarzuca zlecanie wystawiania fałszywych faktur. Siedział też były wicewojewoda zachodniopomorski Mateusz W. wraz z synem. To zorganizowana grupa, która, według śledczych, systematycznie kradła państwowe pieniądze.
Matecki na sali sądowej nie krył arogancji. Zamiast się bronić merytorycznie, stwierdził, że dostał zarzuty „tylko dlatego, że jestem Dariuszem Mateckim”, i zapowiedział, że będzie mówił o Funduszu Sprawiedliwości „tygodniami”. Najwyraźniej liczy, że przedłużając proces i zalewając sąd makulaturą, zdoła zbagatelizować skalę przestępstwa.
Tymczasem faktów jest coraz więcej. Już zapadły cztery wyroki skazujące w tej sprawie. Ludzie powiązani z Mateckim przyznawali się do fałszowania dokumentów i wyprowadzania pieniędzy. A Matecki nadal udaje, że wszystko jest w porządku i że to on jest ofiarą.
Matecki nie jest żadnym męczennikiem. Jest złodziejem, który wykorzystał stanowisko, kontakty i ochronę Ziobry, żeby bezczelnie kraść.
Wczoraj, w żałosny sposób Matecki próbował zalać sąd opowieściami o kleszczach, licząc, że opinia publiczna zapomni, o co tak naprawdę chodzi.
Kaczyński przez lata powtarzał, że „kradną inni”, a jego partia, jako lepszy sort, jest jedyną uczciwą. Proces złodzieja Mateckiego jest kolejnym dowodem, że kradli, i to na potęgę.
Jak zamknięto oddział szpitalny w Lublinie, bo Jarosław Kaczyński miał tam rutynowe badania.
Luty 2025 roku. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego przy al. Kraśnickiej w Lublinie. Na oddziale kardiologii nagle robi się cicho. Pacjenci, którzy czekali na badania, zabiegi czy po prostu na miejsce w przepełnionym publicznym szpitalu, zostają odsunięci, bo przyjechał „pacjent NN” – Jarosław Kaczyński. Prezes PiS, człowiek, dla którego w państwie „dobrej zmiany” zawsze znajdował się specjalny tryb.
Został przyjęty jako osoba o nieustalonej tożsamości. Nie Kaczyński, nie poseł, nie były premier , po prostu „NN”. Jednoosobowa sala, ochrona na korytarzu, a według relacji świadków i doniesień Onetu – zamknięto dla niego pół oddziału. Marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski z PiS oraz dyrektor szpitala Piotr Matej mieli witać go kwiatami. Cyrk jak u Barei w wydaniu partyjnym.
W tym samym szpitalu zwykli Lubelszczanie czekają miesiącami na kardiologię. Kolejki do specjalistycznych badań, brak miejsc, przeciążony personel. A tu nagle pół oddziału „wyłączone” na potrzeby jednego człowieka. NFZ musiał interweniować i żądać wyjaśnień. Dyrektor szpitala później zaprzeczał, że coś zamknięto, ale obrazek pozostał: państwo PiS działa na dwa tory. Dla zwykłego Kowalskiego, kolejka i czekanie. Dla Kaczyńskiego, zamknięty oddział, anonimowość w systemie i osobista opieka.
Nie było VIP-roomu, cały oddział był dla prezesa VIP-roomem.
To nie był pierwszy raz. Pamiętamy kule ortopedyczne przywiezione osobiście przez generała Grzegorza Gieleraka do domu na Żoliborzu. Pamiętamy operacje kolana w wojskowych i klinicznych placówkach, gdzie system przyspieszał, a dyrektorzy stawali na baczność. PiS przez osiem lat budował mechanizm, w którym lojalność wobec partii i jej szefa gwarantowała przywileje. Szpitale marszałkowskie, wojskowe, kliniki pod specjalnym nadzorem, wszystko na skinienie prezesa.
Władza PiS zdeprawowała nie tylko sądy, media i prokuraturę. Zdeprawowała też służbę zdrowia. Instytucje publiczne stały się narzędziem w rękach jednej partii i jednego człowieka. Szpital w Lublinie to symbol, pół oddziału zamknięte, bo Kaczyński miał „rutynowe badania” albo zabieg. Pacjent NN ważniejszy niż dziesiątki pacjentów z prawdziwymi problemami kardiologicznymi.
Dziś, gdy PiS krzyczy o patologiach u przeciwników, warto przypomnieć ten obrazek z Lublina. Kwiaty, zamknięty oddział, pacjent bez nazwiska. To nie była opieka medyczna. To był hołd systemu wobec władzy. Dowód, że w państwie Kaczyńskiego najważniejsze nie jest zdrowie Polaków, tylko zdrowie prezesa – za wszelką cenę, nawet jeśli trzeba zamknąć pół szpitala.
Ilu jeszcze takich „pacjentów NN” było w ciągu tych lat? Ile razy zwykli ludzie musieli ustąpić miejsca partii kłamców, hipokrytów i złodziei? PiS nigdy nie wyjaśnił tych przywilejów. Bo w ich świecie to nie jest patologia. To jest norma. Norma, w której jeden człowiek jest wart więcej niż cały system służby zdrowia.
Emeryci z bólem serca czekający na koronarografię. Matki z chorymi dziećmi odsyłane z kwitkiem. Ludzie umierający w kolejkach, o których PiS tak chętnie opowiadał w opozycji, a potem sam stworzył system kastowy. „Solidarność” okazała się solidarnością z własnym prezesem. Reszta mogła czekać.
#InstytutPrawdy