Wschód wygrywa z zachodem!
Przygłupy z inteligencją!
Beneficjenci 500+ z płatnikami!
Rolnicy wygrali z robotnikami!
Wioska z miastem!
Życzymy dalszych sukcesów.
To trio, przy silnym wsparciu Nawrockiego, zrobi wszystko, by odebrać władzę Tuskowi.
Choć realnie nie mają wielkich szans, to w ogólnym rozrachunku mogą zdobyć około 6% głosów. Taki wynik może jednak wystarczyć, aby obóz demokratyczny utracił większość, a Polska wpadła w ręce konfederacko-braunowskich orków.
Głosowanie na te partie, to nie tylko zmarnowanie głosów. To w istocie zdrada kraju oraz odbieranie bezpiecznej przyszłości naszym dzieciom i wnukom.
Polityk kupiony za kryptowaluty
Przemysław Wipler, poseł Konfederacji, od lat kreuje się na wielkiego obrońcę wolności w świecie kryptowalut. Mówi o „najgorszej ustawie w UE”, chwali weta prezydenta i grzmi, że rząd chce zniszczyć branżę. Tymczasem twarde fakty pokazują coś znacznie gorszego. Polityk, którego fundacja i powiązana firma inkasowały setki tysięcy euro od upadłej giełdy Zondacrypto – tej samej, która oszukała Polaków na ponad 350 milionów złotych.
W lipcu 2025 roku Wipler wraz ze swoim wieloletnim wspólnikiem Michałem Krzymowskim poleciał do Monako na prywatne spotkanie z prezesem Zondy, Przemysławem Kralem. Pięć dni później poseł wszedł na mównicę sejmową i w ostrych słowach zaatakował rząd za „nielegalne i bezprawne” blokowanie logowania do Zondy przez mObywatel. Dokładnie w tym momencie ruszyła maszynka do robienia pieniędzy.
Od końca lipca 2025 do marca 2026 na konto Fundacji „Dobry Rząd” (której prezesem jest Wipler) wpłynęło 70 tysięcy euro – siedem przelewów po 10 tysięcy. Kolejne 90 tysięcy euro trafiło do firmy Fiverand Krzymowskiego za „usługi PR”. Razem 160 tysięcy euro. Pieniądze zaczęły spływać kilka dni po wizycie w Monako i wystąpieniu w Sejmie. Kral przesyłał Wiplerowi uwagi do projektu ustawy o kryptoaktywach przez komunikator. Poseł później czyścił historię czatu – ale nie do końca skutecznie.
To nie jest „długoletnia, konsekwentna postawa wolnorynkowa”. To klasyczny schemat: wizyta u szefa podejrzanej giełdy, natychmiastowa obrona jej interesów w parlamencie, a potem regularne przelewy na powiązane podmioty. Zondacrypto, dawna BitBay, nie była zwykłą firmą. To podmiot, którego prezes uciekł do Monako, a potem zniknął, a klienci do dziś nie mogą odzyskać środków. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie oszustwa i prania pieniędzy. Premier Tusk publicznie wskazywał na powiązania fundacji Wiplera z Kralem w kontekście sporu o ustawę.
Wipler broni się, że „osobiście nie przyjął żadnych pieniędzy” i że pracuje w fundacji pro publico bono. To żałosna gra słów. Fundacja i firma Krzymowskiego, pod tym samym adresem, z tym samym kręgosłupem personalnym, brały pieniądze od oszustów, a poseł w tym samym czasie bronił ich w Sejmie i otrzymywał od nich materiały do ustawy. To nie jest lobbing. To jest kupno polityka.
Polacy stracili setki milionów na Zondzie. A Wipler i jego otoczenie inkasowali euro za euro, jednocześnie udając strażników wolności kryptowalut. To nie jest obrona rynku. To jest obrona konkretnego oszusta, który płacił.
Czas skończyć z tą hipokryzją. Albo Wipler i jego fundacja natychmiast oddadzą te pieniądze poszkodowanym, albo Prokuratura Generalna i służby powinny dokładnie sprawdzić, za co dokładnie poseł Konfederacji był tak hojnie wynagradzany przez ludzi, którzy okradli Polaków. Bo „polityk kupiony za kryptowaluty” to nie jest już insynuacja. To jest opis faktów.
#InstytutPrawdy
* Obiecał pan też i nie zrealizował: 👇
– anulowanie umowy UE Mercosur? I co?
– obniżenie o 1/3 cen energii? I co?
– złożonie projektu ustawy o obniżeniu VAT, o zerowym podatku PIT dla rodzin
– 185 miliardów z NBP na SAFE 0%, wciąż czekamy!
A o to, co pan zrealizował 👇
– wniósł pan na barku choinkę bożonarodzeniową do Pałacu
– zawetował pan 37 dobrych ustaw dla Polaków
– zainstalował pan siłownie w Pałacu
– skłócił pan Polaków z Ukraińcami, że dochodzi już nawet do napadów na pracujących Ukraińców w Polsce
– zatrudnił pan 500 doradców i kamerdymera do podawania snusów i to z samochodem slużbowym!
- I co to daje Polkom i Polakom? Nic!
* Tylko ślepy by tego nie zauważył, gratululację!😡
Dzień 116. przypominania o tym, że Paweł Kozanecki zabił dwie kobiety, a dzięki kuriozalnemu wyrokowi sędziego Karola Radaszkiewicza jedyną karą, jaką za to poniesie, będzie 1,5 roku pozbawienia wolności.
Łukasz Piebiak i podejrzany testament
Zawieszenie Łukasza Piebiaka w czynnościach służbowych spowodowało także przypomnienie sprawy, w której jest on podejrzewany o posłużenie się sfałszowanym testamentem. Dlatego przypominamy o co chodziło.
"Sytuacja, w której osoba powołana do wymierzania sprawiedliwości sama staje się podmiotem podejrzeń o fałszowanie dokumentów i próbę przejęcia majątku, jest zaprzeczeniem etosu sędziego. Od sędziów wymaga się więcej, bo to oni mają stać na straży prawa, uczciwości procesu i zaufania obywateli do państwa. Nie ma świętych krów" - napisał Minister Waldemar Żurek na X późnym popołudniem w poniedziałek 15 czerwca 2026.
Sprawa dotyczy próby przejęcia przez sędziego Łukasza Piebiaka mieszkania po dalekiej krewnej. Zmarła Nina M. według Prokuratury „nie posiadała rodziny, na pomoc której mogła liczyć, a jedynym jej majątkiem było mieszkanie”. Pracownik socjalny OPS zeznający jako świadek zeznał, że Nina M. nic nie mówiła na temat tego, kto ma zostać spadkobiercą.
Nina M. pochodziła z Rosji, co oczywiście nie ma tu istotnego znaczenia. Chodziło o mieszkanie przy ul. Kochanowskiego na Bielanach w Warszawie. Ma ono ok. 38 m² i wartość ok. 475 tys. zł.
Zmarła pod koniec 2022 lub na początku roku 2023 w bardzo podeszłym wieku, gdy miała ponad 90 lat. Była osobą samotną, bez bliższej rodziny. Przez ok. 10 lat korzystała z pomocy Ośrodka Pomocy Społecznej (OPS) podlegającego miastu stołecznemu Warszawie. Miała niską emeryturę, ale mieszkanie nie było zadłużone. Z zeznań pracownika socjalnego wynika, że rzadko wspominała o rodzinie – tylko raz o bratanku męża Łukaszu Piebiaku. Podobno powiedziała, że można się z nim kontaktować w razie jej zgonu. Piebiak jej nie odwiedzał regularnie, miał w tamtym okresie z nią tylko jeden osobisty kontakt.
W przypadku braku spadkobierców będących bliskimi krewnymi i braku testamentu, nieruchomość przejęłoby miasto stołeczne Warszawa jako spadkobierca ustawowy. W maju 2023 (wniosek z 12 maja) Łukasz Piebiak złożył jednak w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Żoliborza (II Wydział Cywilny) wniosek o otwarcie i ogłoszenie testamentu własnoręcznego Niny M. oraz o stwierdzenie nabycia spadku przez niego.
Przedstawił ręcznie napisany testament datowany na czerwiec 2022 (kilka miesięcy przed śmiercią spadkodawczyni), w którym Nina M. zapisała mu cały majątek, w tym mieszkanie, w którym mieszkała. Testament podpisany był „Ciocia Nina...” (bez pełnego nazwiska w podpisie). Piebiak twierdził, że znalazł go podczas sprzątania mieszkania po śmierci krewnej. Na rozprawie w lipcu 2023 złożył oświadczenie spadkowe, wyjaśniając stopień pokrewieństwa. Wskazał, że Nina M. była żoną nieżyjącego wujka jego ojca (mąż spadkodawczyni był bratem babci Łukasza Piebiaka).
Uczestnikiem postępowania było miasto stołeczne Warszawa, którego pełnomocnik nabrał wątpliwości co do autentyczności dokumentu. Sąd powołał biegłego grafologa, który uznał, że testament nie został napisany, ani podpisany przez Ninę M. Piebiak podważał opinię, ale biegły podtrzymał ją.
Pełnomocnik miasta zażądał udziału prokuratury w postępowaniu, jako strażnika praworządności. W lutym 2025 Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo (art. 286 §1 KK – oszustwo; art. 270 §1 KK – posługiwanie się nieautentycznym dokumentem). Powołano nowego biegłego (innego niż w postępowaniu spadkowym), który potwierdził, że pismo w testamencie nie należy do Niny M. (istotne różnice graficzne), a podpis prawdopodobnie nakreśliła ta sama osoba, co resztę tekstu. Biegły nie wskazał sprawcy, ale zasugerował pobranie próbek pisma od podejrzanego (czyli od Łukasza Piebiaka).
Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego wniosek o uchylenie immunitetu sędziowskiego Łukasza Piebiaka, by postawić mu zarzuty usiłowania oszustwa sądowego na szkodę miasta stołecznego Warszawy. Chodzi o czyn w z góry powziętym zamiarze, celem osiągnięcia korzyści majątkowej, który miał miejsce w okresie maj 2023 – sierpień 2024.
Postępowanie spadkowe w Sądzie Rejonowym zostało zawieszone do czasu rozstrzygnięcia sprawy immunitetu. Sam Piebiak nie komentuje szczegółowo sprawy publicznie np. w mediach. W razie pytań o ten spadek twierdzi, że to jego „prywatna sprawa”, którą media nie powinny się interesować, a nawet czasem grozi odpowiedzialnością za nagłaśnianie tej historii. Podważał opinie biegłych, ale nie wskazywał faktycznych, merytorycznych podstaw kwestionowania ustaleń.
Świadek (pracownik socjalny OPS), który opiekował się Niną M w ostatnich latach jej życia zeznał, że ta kobieta „nigdy w życiu by się nie podpisała jako ciocia Nina” – czyli tak, jak widnieje w testamencie. Zresztą, nikt się tak nie podpisuje pod ważnymi dokumentami. Czy można dziwić się, że Minister Waldemar Żurek zawiesił Łukasza Piebiaka w świetle opisanych okoliczności?
autor: @GasewiczJarek dla @AkademiaPrawdy
źródła: Prokuratura, https://t.co/CXcy02mFg2, OKOpress, X
@GiertychRoman Polski alfons, polskie dziwki,
polskie jabłka, polskie śliwki
polski ćpun i polskie snusy
zarzygane autobusy
w polskim polu, w polskim dole
sprzedawczyki i kibole
Autor: @ZPanzet
Dzień 114. przypominania o tym, że Paweł Kozanecki zabił dwie kobiety, a dzięki kuriozalnemu wyrokowi sędziego Karola Radaszkiewicza jedyną karą, jaką za to poniesie, będzie 1,5 roku pozbawienia wolności.
Dzień 111. przypominania o tym, że Paweł Kozanecki zabił dwie kobiety, a dzięki kuriozalnemu wyrokowi sędziego Karola Radaszkiewicza jedyną karą, jaką za to poniesie, będzie 1,5 roku pozbawienia wolności.
Dzień 109. przypominania o tym, że Paweł Kozanecki zabił dwie kobiety, a dzięki kuriozalnemu wyrokowi sędziego Karola Radaszkiewicza jedyną karą, jaką za to poniesie, będzie 1,5 roku pozbawienia wolności.