Nie będzie już więcej duetu, już nikt nie napisze, że stary, i nie wie nic o tenisie, że opowiada swoje dykteryjki, odszedł nad ranem z tego świata mój największy PRZYJACIEL, już nigdy nie usłyszymy jego słynnej chrypki. Karol Stopa, już nigdy nie zapowie meczu! Żegnaj Karolku!
To fragment tekstu KAFIRA AFGANA z FB
Nie mój, tylko jego, ale jego, ale celny do bólu. Bez znieczulenia. Ale jest prawdziwy.
"Więc nie, Ukraina nie zatrzymała Rosji dlatego, że była silniejsza na papierze. Zatrzymała ją dlatego, że miała wolę walki, zachodnie wsparcie, adaptację, drony, rozpoznanie, dowódców uczących się szybciej niż rosyjski beton i naród, który nie chciał iść pod moskiewski but.
Rosja nie jest groźna dlatego, że jest mądra. Rosja jest groźna dlatego, że jest wielka, brutalna, tania w ludzkim życiu, głęboka magazynowo, ustawiona budżetowo na wojnę i uzbrojona w atom. To jest nieokrzesany sąsiad z łomem, kałachem, magazynem trupów, przemysłem przestawionym na zabijanie i bombą jądrową w piwnicy.
Ukraina jest państwem wyniszczonym wojną, zależnym od Zachodu, broniącym własnego terytorium i walczącym o przetrwanie. Ma armię doświadczoną, twardą i groźną, ale nie ma potencjału, żeby zagrozić Polsce w takim sensie, w jakim zagraża Rosja.
Ukraina może być trudna, niewdzięczna, politycznie irytująca, historycznie ciężka i czasem dyplomatycznie nieokrzesana. Można się z nią kłócić. Trzeba jej stawiać warunki. Trzeba pilnować polskiego interesu. Trzeba mówić o Wołyniu, ekshumacjach, pamięci, gospodarce, rolnictwie, transporcie, konkurencji i przyszłych kontraktach. Przyjaźń narodów bez prawdy kończy się zwykle mordą w błocie. Ale to nadal nie jest wróg strategiczny Polski.
Wróg strategiczny siedzi w Moskwie.
Rosja ma interes w tym, żeby Polska była słaba, skłócona, samotna, odklejona od Unii, podejrzliwa wobec Ukrainy, obrażona na Niemcy, nieufna wobec NATO i zajęta własnym szczekaniem do lustra. Rosja nie musi od razu wjeżdżać czołgami pod Białystok. Rosja robi to, co umie najlepiej. Podpala głowy. Karmi kompleksy. Rozgrywa pamięć historyczną. Wpuszcza smród w internet. Szuka pożytecznych idiotów, którzy za darmo robią robotę, za którą kiedyś trzeba było płacić agenturze.
Ukraina może nam robić problemy. Rosja chce nam złamać kręgosłup.
I tu jest różnica, której wielu nie ogarnia, bo im się mapa pomyliła z emocjonalną sraczką po komentarzach na Facebooku. Z Ukrainą trzeba rozmawiać twardo. Bez klękania. Bez amnezji. Bez głaskania po głowie. Ale to rozmowa z sąsiadem, który bywa nieokrzesany, czasem bezczelny, czasem głupi politycznie, lecz dziś zatrzymuje rosyjskie mięso armatnie daleko od naszych granic.
Z Rosją nie rozmawia się jak z sąsiadem. Z Rosją rozmawia się przez siłę, kontrwywiad, wojsko, przemysł, amunicję, sojusze, odporność państwa i zimną świadomość, że dla Kremla Polska nie jest partnerem. Polska jest przeszkodą. Korkiem w gardle imperium. Krajem, który ma siedzieć cicho albo zostać złamany.
Na froncie Rosja dalej próbuje przesuwać linię walk, nawet jeśli płaci za to potworną cenę. Małe postępy, infiltracje, mielone oddziały, kolejne szturmy, kolejne trupy, kolejne metry błota. To nie jest państwo, które odpuściło. To jest państwo, które nauczyło się przegrywać po kawałku i dalej iść po trupach.
Ukraina z kolei uderza w rosyjską infrastrukturę energetyczną i wojskową, bo nie ma luksusu eleganckiej wojny w białych rękawiczkach. Kijów próbuje przenieść koszt wojny głębiej w rosyjskie zaplecze, bo inaczej Rosja będzie spokojnie mielić ludzi, miasta i czas.
Więc odpowiedź jest prosta. Kto Polsce bardziej zagraża? Rosja. Dlaczego?
Bo ma potencjał, intencję, historię, doktrynę, aparat państwa, służby, atom i imperialny interes, żeby Polskę osłabić albo podporządkować.
Kim jest Ukraina?
Nie świętą krową. Nie aniołem. Nie bratem z obrazka. Tylko trudnym sąsiadem w wojnie, z którym trzeba robić interesy twardo, bez klękania i bez amnezji.
Ale sąsiad, nawet nieokrzesany, to nie to samo co wróg. A w Polsce jakimś dziwnym trafem zaczyna się przewijać przekaz, że ludzie powinni bać się Ukrainy. No kurwa, ubawiłem się serdecznie. Potomkowie husarii trzęsą portkami przed Ukrainą, jakby ktoś celowo odwracał im uwagę.
I pewnie nie wiecie kto.
No bo skąd.
Rosja właśnie na to gra. Żeby Polak zamiast patrzeć na Kreml, warczał na Ukraińca. Żeby zamiast rozróżniać interes od emocji, dostał do łba łopatą ruską propagandę i jeszcze myślał, że to zdrowy rozsądek.
Rosja to wróg. Ukraina to trudny sąsiad. Kto tego nie rozróżnia, ten nie analizuje. Ten tylko klepie propagandą, nawet jeśli robi przy tym minę wielkiego stratega z komentarzy pod postem."
Ważny tekst, z którego wynika, że prorosyjska prawica zagraża niepodległości 🇵🇱. Potrzebna jest mobilizacja europejskiej części społeczeństwa, co może okazać się trudne przy braku efektów działań służb i prokuratury.
Jeśli jest zdrada, trzeba ją obnażać
https://t.co/SM4JNkSDUZ
Jestem potomkinią tych, którzy na Wołyniu mieszkali, pracowali, dobrze żyli z sąsiadami. I tych, których członkowie rodziny (w tym mojej) zostali zamordowani podczas tzw. Rzezi Wołyńskiej. Znam realia z przekazów mojej babci. Jestem za pamięcią, ale też za pojednaniem. Rozdrapywanie strupów nic dobrego nie przynosi. To tylko wsparcie dla Rosji. Nasze dwa narody - polski i ukraiński - mają wspólną historię, na wielu kartach bardo trudną. Historia nie jest czarno-biała, ma wiele odcieni szarości. I my, Polacy, też powinniśmy się za wiele rzeczy wstydzić.
Nawrocki zrobił to, co dla niego jest dobre i bardzo miałkie. Nie poddawajmy się temu. Dalej wspólnie z Ukrainą pilnujmy naszego bezpieczeństwa.
Uwielbiam jak naziole pouczają mnie o honorze oficerskim.
Nie moi drodzy. Nikt nie ma prawa tego robić. Z nielicznymi wyjątkami: sąd na przykład.
Honor to nie jest darcie ryja "tu jest Polska", obnoszenie się z symbolami, z wielkim orłem wytatuowanym na dupie i krzyżem na czole.
Honor nie polega na tym by skuć mordę każdemu obcokrajowcowi bo tu jest Polska. Nie polega na opluwaniu i szczuciu. Nie polega na chamstwie, homofobii, przemocy, poniżaniu, kopaniu, wylewaniu napalmu by nie odrosło, itd.
Honor to dotrzymywanie danego słowa. Uczciwość i duma, ale z dobrego, wstyd za złe. To umiejętność przyznania się do błędów.
Honor to codzienna ciężka praca dla siebie, rodziny, rodaków, dla kraju. Uczciwa praca, każda uczciwa praca nie hańbi. Mam wielki szacunek dla śmieciarza, a nie mam za grosz dla złodzieja.
Honor to życzliwość, pomoc słabszym, zrozumienie, tolerancja odmienności. Otwarty umysł. Rzeczowa dyskusja na argumenty, nie inwektywy.
Patriotyzm zaś polega na gotowości do obrony kraju, na uczciwej pracy dla niego, na godnym jego reprezentowaniu (nie wzbudza we mnie sympatii Niemiec który by kopał Francuza za jego narodowość), pokazywaniu rozsądku, wyważenia, spokoju, poprawnego zachowania się. I na pomocy słabszym w miarę możliwości.
To jest mniej więcej moja hierarchia wartości. Jeśli ma ktoś mi coś do zarzucenia na tym polu, to proszę bardzo.
Ale jeśli chcecie rzucać hasłami nazistowskimi i jeszcze mieszać w to honor oficerski, to blok z prędkością naddźwiękową.
Cała istota tzw. kłamstwa smoleńskiego polega na tym, że pierwszy błąd (nie merytoryczny lecz polityczny) popełniła polska komisja Jerzego Millera, kierowana faktycznie przez płka Mirosława Grochowskiego, nie wiedzieć czemu zwana przez PiS Komisją Laska, choć Maciek był tylko jej członkiem, ważnym (ma międzynarodowe uprawnienia do badań wypadków lotniczych), ale jednak nią nie kierował. Ten błąd polegał na tym, że od momentu kiedy samolot zaczął ścinać drzewa, co dla każdego pilota jest oczywiste, że to już koniec pieśni, dalszy tor lotu z obrotem na plecy został zbadany, ale nie wyeksponowany.
Na to się właśnie rzucili dziennikarze. I właśnie to stało się pożywką dla poszukiwaczy tajnego bunkra rządu światowego złożonego z reptilian (jaszczurki pod postacią ludzi) wyznania mojżeszowego w rejonie Swornych Gaci pod Charzykowami.
A sprawa wygląda tak. Lotnisko było zapuszczone i zarosły je drzewa. Co prawda opuszczono je pół roku wcześniej, a 103. Gwardyjski Krasnosielski Pułk Lotnictwa Transportowego na Ił-76 który został tu rozformowany. Ale już od kilku lat nikt o to lotnisko nie dbał, nie inwestowano w nie i pozwolono na wyrośnięcie drzew po bokach osi pasa, w odległości od około 500 m od jego progu. Utrzymywano w czystości tylko szeroki na ok. 200 m pas podejścia od dalszej do pasa. To lotnisko nie było już lotniskiem lecz lądowiskiem i planowanie lotu na nie stało w sprzeczności z przepisami HEAD - loty VIP na lądowiska wolno wykonywać wyłącznie śmigłowcami.
Załoga popełniła (jeden z wielu) głupi błąd. Do systemy Flight Management Systems amerykańskiej firmy Universal Avionics Systems Corporation (UASC) z Arizony wprowadziła zdjęte z rosyjskiej mapy współrzędne SK-42, z mapy z odwzorowaniem wg geoidy Krasulskiego a nie z mapy o współrzędnych WGS-84 z mapy z odzworowaniem wg siatki Mercatora, jakie bierze FMS/GPS.
W przypadku lotniska Smoleńsk-Północny (XUBS) różnica między SK-42 a WGS-84 wynosiła około 116 metrów w kierunku południowym. Samolot szedł niemal idealnie - ok. 120 ma na południe od osi pasa. Akurat nad samym skrajem pasa drzew od południowej strony, bo wyczyszczone było niecałe 100 m na południe i północ od osi pasa.
Z przyczyn dobrze opisanych w raporcie POLSKIEJ komisji Tu-154M zniżył się na wysokość ok. 6-9 m nad terenem (6 m - dół podwozia, 9 m mniej więcej krawędź natarcia skrzydła), na zapisie jest te kilka metrów.
I zaczął ścinać drzewa (TAK ŚCINAŁ KILKANAŚCIE DRZEW, A NIE JEDNĄ BRZOZĘ), a dokładniej ich czubki - coraz niżej. Te drzewa zostały pofotografowane i pomierzone przez polską komisję. Ich "przycinka" odpowiada torowi lotu na zapisie z CZTERECH rejestratorów (o rejestratorach będzie oddzielny wpis), dwóch typowych rejestratorach oraz pamięci systemów FMS i TAWS.
Brzoza była starsza, rosła wcześniej, była wyższa i w miejscu ścięcia miała ok. 30-40 cm średnicy pnia. Całkiem sporo. Brzoza rozpruła pokrycie kesonu skrzydła i przedniej jego części do dźwigara, po czym sama się złamała. BRZOZA NIE ODŁAMAŁA SKRZYDŁA.
Pokrycie jest pracujące - usztywnia skrzydło. To konstrukcja półskorupowa. Brzoza weszła między żebra, rozpruła blachę duralumuniową o relatywnie niewielkiej grubości (samolot to nie czołg, jest filigranowy, bo musi być lekki) i została ścięta dźwigarem.
Skrzydło ze sprutym w 1/3 pokryciem straciło sztywność. Przy wzroście siły nośnej i przednim położeniu środka parcia na dużych kątach natarcia zaczęło się skręcać. Aż się ukręciło całkiem na wysokości ok. 30 m. Dźwigar pękł w miejscu, gdzie był skręcany, puściło mocowanie jego pasów tworzące skrzynkę i sam kompletnie stracił sztywność, pękając z trzaskiem. Na wysokości ok. 30 m, po przejściu na wznoszenie. Samolot po utracie 1/3 skrzydła na niewielkiej prędkości, obrócił się na plecy i w toku tej "balii" zmienił kierunek o ok. 30 stopni. Każdy, kto robił beczkę na ściągniętym drążku to wie, jak samolot tańczy po niebie. Dlatego szczątki rozsypały się nie w osi, ale w rozszerzający się trójkątny pas dość długi, a wąski (w myśl fizyki). Oś była odchylona o 30 stopni bo samolot w półeczce zmienił kierunek (co normalne na dużych kątach natarcia, beczka typu "balia").
Na rejestratorze VCR (głosu) są trzaski łamanych drzew a po kilku sekundach, już na wznoszeniu - trzask łamanego (ukręcanego) skrzydła.
Z rozprutego skrzydła wyciekała szerokim strumieniem nafta (paliwo), zapalona rozerwanymi kablami elektrycznymi przechodzącymi w przedniej części skrzydła. Na skrzydle są ślady opalenia. NIE MA ŚLADÓW WYBUCHU. Polska komisja Millera/Grochowskiego miała stały dostęp do wraku na miejscu. Zrobili oględziny, dokumentacje, pobrali próbki do analiz. Wybuchu nie było.
Czy to przekona nieprzekonanych? Na pewno nie, nadal będzie obecna religia smoleńska i bajdurzenia o pancernych brzozach. Choć mam ochotę każdego kto tak mówi wsadzić w samochód, rozpędzić do 270 km/h i niech sobie trzaśnie w brzozę z pniem o średnicy 30-40 cm. Może być zwykła, niepancerna.
Kabina polskiego Tu-154M
Fot. Michał Fiszer
Jeśli podobają Ci się moje wpisy postaw mi kawkę
https://t.co/F3nzvboJLE
chyba mamy problem - Akademia Sztuki Wojennej ma cały czas podpisaną umowę z uczelnią Orbana, a tam nie tylko szła korupcja, ale działy się rzeczy, które wyglądają na działalność wywiadowczą - o czym mówię w programie https://t.co/MOU3H6mj7M
halo @MON_GOV_PL@KosiniakKamysz
Zondakrypto to zapewne największa afera w historii RP‼️
Rosyjskie służby wpływały bezpośrednio na wybory w Polsce i brały udział w promocji prawicowych partii i polityków‼️
Powtarzam: rosyjskie służby finansowały kampanie wyborcze polskiej prawicy‼️
👉Dodatkowo OKRADZIONO tysiące Polaków na kwotę setek milionów złotych a może i ponad miliarda złotych. Czyli Rosjanie wpływali na naszą politykę, za pieniądze okradzionych Polaków.
Nawrocki, PiS i Konfederacja - te trzy ośrodki wpływu, korzystały na tych funduszach i jak się okazuje, byli wspierani w kampanii przez Rosję 🇷🇺.
Pułkownik Andrzej Derlatka-b.oficer wywiadu, ambasador RP w Korei Południowej:
Od wielu lat mamy poszlaki,że w kierownictwie PiS ulokowana jest agentura rosyjska(..)
To co wyczynia Kaczyński jest zdradą
No patrzcie Państwo. "Ojciec-założyciel PiS" Jarosław Kaczyński @OficjalnyJK - miał romans z płk KGB (1989-90) Anatolijem Wasinem (spotkania dokomeantował wywiad jako SB i od maja 1990 jako UOP). Dlaczego te dokumenty są tajne @donaldtusk, @TomaszSiemoniak?
Litewska firma ZEN w której radzie nadzorczej zasiada były prezydent-Andrzej Duda,umożliwia płacenie za nielegalny w Polsce hazard internetowy. Działa jako bramka płatnicza dla zakazanych u nas serwisów.
https://t.co/HRcEj3ZHn0
PROŚBA: Cycu III @Cenckiewicz będzie maglowany przez rożne tajne teraz, więc dajmy mu wsparcie. Niech wie, że pamiętamy: WKLEJAJCIE ZAŁĄCZONY TWEET, NA KTORYM WYSTĘPUJE Z KGB-SHARKOV pod jego wszystkimi postami, na ktorych pdoli te swoje kocopoły. Ja nie moge, bo mnie zablokowal