Nieustająco polecam moją książkę "Psy na ruskich. Polacy walczący z Rosją w Ukrainie". Oparta jest wyłącznie na bezpośrednich relacjach z frontu, w myśl wygłoszonej przez jednego z bohaterów książki maksymy: "Nie zobaczysz - nie opiniuj".
https://t.co/ykcXtUzDyn
DKWS jako organizator święta zawiodło na całej linii, pokazując twarze osób podlegających ochronie, a było ich na zdjeciach sporo. Odpowiedzialność spada też na BBN – tam procedury również leżały. To dowód na to, że w wojsku PR jest ważniejszy niż bezpieczeństwo żołnierzy.
Dla bezpieczeństwa Polek i Polaków lepiej by było, gdyby urzędnicy @BBN_PL zamiast wojenkami politycznymi i wszczynaniem kłótni z @MON_GOV_PL poważnie traktowali obowiązki i nie publikowali wizerunków komandosów jednostek specjalnych. Bez względu na okoliczności, to działanie niedopuszczalne.
No to daliśmy piękny prezencik obcym wywiadom. Kilka dni temu BBN opublikowało na portalu X zdjęcie ze święta Wojsk Specjalnych, na których widać wiele twarzy specjalsów, które powinny być zamazane. Na zdjęciach na X z tej samej imprezy Sztab Generalny publikuje już zamazane twarze. Kiedy pytamy o to BBN, biuro odpowiada, że w takiej formie dostało zdjęcia z dowództwa Wojsk Specjalnych.
Polecam nasz z @Edytazemla artykuł o tym, jak doszło do wycieku wizerunków specjalsów i jak teraz instytucje przerzucają się między sobą odpowiedzialnością.
https://t.co/fMC1fg4P94
MGŁA WOJNY - NA HORYZONCIE GAMBIT NUKLEARNY
Spojrzenie na rosyjską projekcję przyszłości, w której broń nuklearna przestaje być ostatecznością
(Uwaga ! Analiza szczegółowa - długa)
Na Petersburskim Forum Ekonomicznym Małofiejew i Dugin zaprezentowali raport o przyszłości Rosji do 2050 roku. W jego pierwotnej wersji użycie broni jądrowej znalazło się w scenariuszu „dobrym". Następnie Małofiejew publicznie oskarżył współautorów, że bez jego wiedzy przenieśli ten element do scenariusza „inercyjnego".
To nie jest anegdota. To jest diagnoza.
W rosyjskim myśleniu strategicznym nie toczy się dziś debata o tym, czy użyć broni jądrowej. Toczy się debata o tym, do której kategorii scenariuszowej ją przypisać.
I właśnie dlatego spór między współautorami raportu jest ważniejszy niż sam raport. Bo gambit to nie akt desperacji ani szaleństwa - to chłodna, wyrachowana kalkulacja. Czyli - poświęcam materiał, przejmuję inicjatywę, zmuszam przeciwnika do błędu. Rosja nie rozważa broni nuklearnej jako ostateczności. Rozważa ją jako ruch otwierający.
Raport, który nie jest publicystyką
Trzeciego czerwca, podczas PMEF-2026, w panelu zatytułowanym „Główne zagrożenia dla Rosji w drugiej ćwiartce XXI wieku", Konstantin Małofiejew - ortodoksyjny oligarcha i twórca imperium medialnego Cargrad - zaprezentował raport prognostyczny współautorstwa Aleksandra Dugina. Ten ostatni dodał na końcu kluczową informację. Materiał był prezentowany w Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.
To zmienia wszystko.
Akademia Sztabu Generalnego to nie jest zwykła uczelnia wojskowa. To ośrodek, w którym od niemal dwudziestu lat rodzą się koncepcje, które Rosja potem realizuje w praktyce operacyjnej, na żywych organizmach suwerennych państw.
Kiedy więc raport trafia pod ten dach, przestaje być opinią i staje się elementem zamkniętego obiegu instytucjonalnego. Materiał przeszedł wcześniej przez seminarium na platformie RANChiGS - Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Służby Publicznej przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej, głównej kuźni kadr aparatu państwowego - i dopiero stamtąd trafił przed audytorium instytucji kształcącej najwyższą kadrę dowódczą armii. To nie jest publicystyka. To jest produkt systemu.
Pozór analizy, istota mobilizacji
Raport przyjął formę klasycznego produktu analitycznego, tj. piętnaście zagrożeń, podzielonych na pięć obszarów - geopolitykę, ideologię, demografię, ekonomię i technologie.
Dla każdego z tych zagrożeń autorzy śledzili ewolucję od roku 2000, przez 2014, po perspektywę 2036 i 2050. Każdemu wariantowi przypisano jeden z trzech scenariuszy: „dobry", „zły" i „inercyjny".
Metodologia jest banalna. Znaczenie ma treść.
Scenariusz „dobry" na rok 2036 zakłada użycie broni jądrowej, przyłączenie Kijowa, Odessy, Charkowa i dalszych terytoriów ukraińskich, rozpad Unii Europejskiej, kryzys amerykocentryzmu oraz zwycięstwo w wojnie ideologicznej.
Na rok 2050 ten sam scenariusz przewiduje rosyjskie przywództwo w globalnym bezpieczeństwie, pełną wielobiegunowość, własny makroregion eurazjatycki i realizację doktryny trójjedynego narodu rosyjskiego, czyli doktrynalnego zjednoczenia Rosjan, Ukraińców i Białorusinów w jeden organizm narodowy.
Scenariusz „zły" to przegrana w wojnie z Ukrainą i Zachodem, wejście Ukrainy do NATO, utrata przestrzeni postsowieckiej, odżycie zamrożonych ognisk i - na horyzoncie 2050 roku - „kolonizacja Rosji" przez mocarstwa zachodnie, podział stref wpływów i całkowita utrata suwerenności.
Scenariusz „inercyjny" to hegemonia Waszyngtonu lub Pekinu, zamrożony konflikt ukraiński i regionalnie ograniczona Rosja, która zachowuje pozory podmiotowości, ale traci zdolność kształtowania porządku globalnego.
Warto zatrzymać się przy tym, czego w tym raporcie nie ma.
Nie ma scenariusza umiarkowanego. Nie ma wariantu, w którym Rosja nie anektuje połowy Ukrainy, nie używa broni jądrowej, a mimo to osiąga jakiś akceptowalny dla siebie porządek.
Ta zero-jedynkowość jest celowa i ona właśnie ujawnia prawdziwą funkcję dokumentu. To nie jest analiza - to jest rama mobilizacyjna.
Albo totalne zwycięstwo z rozbiciem porządku europejskiego, albo upadek i kolonizacja. Szara strefa została usunięta, bo jej istnienie podważałoby sens dalszej eskalacji i dawałoby elitom argumenty za kompromisem.
Spór o bombę - symptom ważniejszy niż incydent
Po prezentacji Małofiejew publicznie oskarżył współautorów o manipulację przy treści. Twierdził, że użycie broni jądrowej miało figurować w scenariuszu „dobrym", a ktoś bez jego zgody przeniósł ten element do „inercyjnego". Był wściekły - i właśnie ten moment jest najważniejszy w całej historii.
Obserwuję, że Małofiejew od miesięcy buduje swój wizerunek człowieka, który otwarcie i bez ogródek domaga się uderzenia taktycznego.
W kwietniu wprost wzywał do użycia ładunku o mocy 20-25 knt na zachodnią Ukrainę, z 72-godzinnym ostrzeżeniem dla ludności cywilnej.
Jak widać na PMEF-2026 chciał mieć to wpisane czarno na białym jako optymalny wybór strategiczny - narzędzie sukcesu, a nie skutek uboczny.
Reszta panelu, w tym najprawdopodobniej sam Dugin, uznała to za taktycznie nierozsądne i przesunęła użycie broni jądrowej do scenariusza „inercyjnego". Intencja była czytelna: bomba atomowa to coś, co „może się zdarzyć, jeśli nic się nie zmieni" - a nie świadoma, racjonalna decyzja.
Różnica jest subtelna, ale fundamentalna. W scenariuszu „dobrym" użycie broni jądrowej byłoby instrumentem sukcesu - gambitem otwierającym, ruchem po inicjatywę. W „inercyjnym" staje się efektem dryfu, nieuchronną konsekwencją bezwładności systemu.
Małofiejew chciał narracji o „racjonalności" uderzenia, bo to wpisuje się w jego publiczne pozycjonowanie. Reszta wolała wersję łatwiejszą do obrony politycznej.
Ale oceniam, że obie wersje zakładają jedno: broń jądrowa zostanie użyta. Spór na Kremlu dotyczył wyłącznie kategorii, w której to opisać - nie tego, czy jest to dopuszczalne.
Ta wymiana zdań między współautorami mówi więcej niż sam raport.
Pokazuje, że wewnątrz rosyjskiego obozu konserwatywnego normalizacja opcji jądrowej jest faktem dokonanym. Debata nie toczy się o dopuszczalność. Toczy się o to, jak ją sprzedać.
I właśnie to powinno niepokoić zarówno w Waszyngtonie, jak i w europejskich stolicach.
Legalizacja autokracji i logika zachodniej słabości
Osobną kwestią jest lista rekomendacji, którą Małofiejew przedstawił jako ranking środków reagowania.
Na pierwszym miejscu znalazła się ideologia i dewesternizacja. Na drugim nacjonalizacja elit, rozumiana jako systemowe odcięcie rosyjskich elit od Zachodu. Na trzecim autokracja.
Dugin, zabierając głos na końcu, stwierdził wprost, że autokracja w Rosji już istnieje, lecz „jej legalizacja idzie powoli".
To zdanie jest samo w sobie diagnozą. System nie ukrywa już tego, czym jest - jedynym problemem w oczach jego ideologów jest zbyt wolne tempo formalizowania tego stanu.
Wśród „działań przeciwników" (czyli nas) Małofiejew wymienił demonizację i demilitaryzację Rosji, domniemany układ Zachodu z Chinami przeciwko Rosji, wojnę informacyjno-psychologiczną i - co szczególnie warte uwagi - pacyfizm Zachodu.
W rosyjskiej optyce zachodnia niechęć do eskalacji nie jest szansą na pokój, lecz narzędziem osłabiania woli oporu.
To jest dokładnie ta logika, w której każde zachodnie wahanie jest interpretowane jako słabość, a każda gotowość do kompromisu jako zaproszenie do kolejnego kroku naprzód. Ktokolwiek sądzi, że powściągliwość Zachodu może zostać potraktowana przez Kreml jako gest dobrej woli, ten nie czyta tych samych dokumentów.
Akademia Sztabu Generalnego jako instytucja ciągłości
Zrozumienie, dlaczego Akademia Sztabu Generalnego jest kluczem do interpretacji tego raportu, wymaga krótkiego cofnięcia się w czasie.
Po wojnie z Gruzją w 2008 roku, która bezlitośnie obnażyła systemowe słabości rosyjskich sił zbrojnych, w środowisku Centrum Badań Wojskowo-Strategicznych Sztabu Generalnego podjęto prace nad nową koncepcją prowadzenia działań wojennych.
W zachodniej literaturze nazwano ją „wojną hybrydową" lub „wojną nowego pokolenia". W rosyjskiej terminologii funkcjonowała jako „wojna nieliniowa" lub „wojna nowego typu".
Ja od lat określam ją mianem Wojny Zrównoważonej - bo jej istotą jest przemyślana proporcja, a nie chaos. Zrównoważenie środków, faz i płaszczyzn oddziaływania jest jej rdzeniem, nie hybryda i nie nieregularność (opisałem ją na łamach @EFI_IWF ).
Fundamentalne teksty powstawały od 2010 roku, publikowane w „Военной мысли" przede wszystkim przez Siergieja Czekinowa i Siergieja Bogdanowa.
Gierasimow w 2013 roku nadał tym pracom publiczne oblicze swoim słynnym artykułem, ale intelektualny rdzeń koncepcji powstał wcześniej i gdzie indziej - w murach tej samej Akademii Sztabu Generalnego, do której Dugin teraz zanosi raport o scenariuszach jądrowych.
Za praktyczną stronę koncepcji, za jej operacyjne wdrożenie, odpowiadali ludzie z GRU. Generał Igor Siergun - ówczesny szef Głównego Zarządu Sztabu Generalnego (dawniej GRU) - bezpośrednio planował i nadzorował operację aneksji Krymu w 2014 roku. Aleksiej Diumin - twórca Sił Specjalnych Operacji (SSO) w ich obecnym kształcie - w lutym 2014 roku, jako zastępca szefa GZ SG SZ FR i dowódca SSO, osobiście kierował „zielonymi ludzikami" na półwyspie.
Operacja przebiegła podręcznikowo. Zabezpieczenie Rady Najwyższej, opanowanie węzłów łączności, neutralizacja baz ukraińskich sił zbrojnych - wszystko bez jednego strzału. Była laboratoryjnie czystą demonstracją Wojny Zrównoważonej w praktyce.
SSO, których formowanie zapoczątkowano w 2009 roku na bazie elitarnego 322. centrum GRU w Sienieży, a oficjalnie ogłoszono w 2013 roku, stały się fizycznym narzędziem koncepcji, która dojrzewała w gabinetach Akademii Sztabu Generalnego.
Diumin - architekt w cieniu
Siergun nie dożył pełnej realizacji swoich planów. Zmarł w styczniu 2016 roku w okolicznościach, które do dziś nie zostały wyjaśnione w sposób satysfakcjonujący.
Diumin po Krymie wyraźnie poszedł w górę - jednak szybko zderzył się z realiami kremlowskich intryg. W grudniu 2015 roku mianowano go zastępcą ministra obrony Szojgu, lecz zamiast kuratorstwa nad operacjami bojowymi i siłami specjalnymi, co wydawałoby się naturalne dla człowieka z jego dorobkiem, Szojgu przydzielił mu nadzór nad departamentem budowlanym, medycyną wojskową i zarządzaniem majątkiem wojskowym.
Dla Bohatera Rosji, który kilkanaście miesięcy wcześniej przeprowadził jedną z najbardziej skutecznych operacji specjalnych w historii armii rosyjskiej, było to upokorzenie.
Po zaledwie pięciu tygodniach, w lutym 2016 roku, Diumin został przeniesiony na stanowisko pełniącego obowiązki gubernatora obwodu tulskiego.
Co bardzo ciekawe oficjalnie kandydaturę zgłosił Szojgu - co wielu obserwatorów odczytało jako wyrafinowany sposób pozbycia się zbyt ambitnego podwładnego.
Ale zesłanie okazało się pozorne - wmieszał się w to sam Prezydent FR.
Obwód tulski leży niecałe dwieście kilometrów od Moskwy, w zasięgu ręki dla Putina, który potrzebował swojego człowieka blisko, nie daleko. Przez osiem lat gubernatorstwa Diumin otrzymywał wsparcie, o jakim żaden inny gubernator nie mógł marzyć (bycie gubernatorem w FR to ryzkowne zajęcie).
Ministerstwo obrony budowało mu infrastrukturę, rząd Moskwy rekonstruował nabrzeża rzek, państwowe korporacje i prywatny kapitał inwestowały na skalę nieadekwatną do statusu regionu.
W 2024 roku Putin przywrócił go do centrum, mianując swoim pomocnikiem do spraw kompleksu obronno-przemysłowego i sekretarzem Rady Państwowej, a we wrześniu tego samego roku włączył do Rady Bezpieczeństwa.
Kolejny to generał Kim - nieoficjalny współautor koncepcji Wojny Zrównoważonej, weteran Afganistanu, Tadżykistanu i drugiej wojny czeczeńskiej, a później szef Centrum Pojednania Stron w Syrii - dowodzi dziś na froncie ukraińskim jako zastępca Gierasimowa.
Istota Wojny Zrównoważonej
Koncepcja, o której mówię, opierała się na kilku założeniach, które po dziś dzień definiują rosyjskie podejście do konfliktu.
Granica między wojną a pokojem jest w niej celowo rozmywana - działania zaczerpnięte z arsenału wojskowo-politycznego rozpoczynają się na długo przed pierwszym wystrzałem, w sferze informacyjnej, psychologicznej, ekonomicznej i dyplomatycznej.
Proporcja środków niewojskowych do wojskowych miała wynosić cztery do jednego - nie dlatego, że siła militarna jest nieistotna, lecz dlatego, że celem było takie osłabienie przeciwnika jeszcze przed fazą kinetyczną, by sam konflikt zbrojny stał się krótki, ograniczony i rozstrzygający.
Sformułowano osiem faz eskalacji: od tworzenia korzystnego tła politycznego, przez operacje specjalne, dezinformację i werbowanie urzędników oraz oficerów wroga, rozbudzanie niezadowolenia społecznego, aż po bezpośrednie uderzenie wojskowe z użyciem broni precyzyjnej, desantów i sił specjalnych.
Całość była pomyślana jako system, a nie zestaw osobnych narzędzi. Stąd właśnie „zrównoważona" — bo żaden z elementów nie działa w oderwaniu od pozostałych, a siła tej koncepcji tkwi w dyscyplinie równoważenia presji na wielu płaszczyznach jednocześnie.
Sieć powiązań - kto naprawdę stoi za raportem
Pozostaje pytanie, na ile poważnie należy traktować materiał sygnowany przez Małofiejewa i Dugina, skoro obaj formalnie nie zajmują żadnych stanowisk państwowych.
W mojej ocenie odpowiedź tkwi nie w ich nazwiskach, lecz w sieci powiązań, która za nimi stoi.
Małofiejew od lat nie funkcjonuje w próżni. Cargrad nie jest po prostu telewizją propagandową - to węzeł łączący środowiska ultrakonserwatywne z konkretnymi frakcjami siłowymi.
Małofiejew wielokrotnie był łączony ze środowiskami Federalnej Służby Ochrony (FSO), z której wywodzi się właśnie Diumin.
Diumin rozpoczynał karierę w Głównym Zarządzie Ochrony - poprzedniku FSO - w 1995 roku, a w 2012 roku pełnił funkcję zastępcy szefa Służby Bezpieczeństwa Prezydenta.
To jest ten sam krąg ludzi, którzy fizycznie chronią Putina, a jednocześnie realizują jego najbardziej delikatne operacje. Na przykład to Diumin osobiście ewakuował Janukowycza z Ukrainy do Rosji w nocy z 22 na 23 lutego 2014 roku.
Kiedy Cargrad od lat promuje Diumina jako potencjalnego następcę Putina, nie robi tego z dziennikarskiej fantazji, lecz dlatego, że Małofiejew i Diumin poruszają się w tych samych kręgach siłowo-oligarchicznych.
Dugin natomiast, choć formalnie funkcjonuje jako filozof, od lat utrzymuje rozległe kontakty w Akademii Sztabu Generalnego i sam przyznał, że omawiany materiał był tam prezentowany.
Kiedy więc patrzę na ten raport, nie widzę dwóch publicystów marzących na głos. Widzę produkt, za którym stoi zaplecze w FSO, w GZ, w Akademii Sztabu Generalnego i w RANChiGS - i sam on - Putin.
To nie jest opinia - to jest projekcja strategiczna środowisk, które mają realne instrumenty do jej realizacji, bo część z nich te instrumenty osobiście budowała.
Ciągłość instytucjonalna - od teorii do frontu
To, co widzimy na slajdach Małofiejewa i Dugina, nie jest przypadkowym ćwiczeniem intelektualnym. To jest kontynuacja tradycji koncepcyjnej tej samej instytucji, która osiemnaście lat temu wypracowała narzędzia Wojny Zrównoważonej, z pomocą których Rosja rozbiła Gruzję, zaanektowała Krym i destabilizowała Donbas.
Ludzie, którzy ją tworzyli, są dziś zastępcami Gierasimowa, pomocnikami Putina i sekretarzami Rady Państwowej. Różnica polega na tym, że w 2008 roku koncepcja dotyczyła sposobu prowadzenia wojny. Teraz dotyczy jej celu strategicznego i horyzontu czasowego.
Środek i cel spotykają się w tym samym budynku, w tej samej Akademii, przed tym samym audytorium.
To mnie bardzo zainteresowało!
Ktokolwiek jest przekonany, że Małofiejew i Dugin mówią wyłącznie we własnym imieniu, powinien pamiętać, że koncepcja Wojny Zrównoważonej też zaczęła się od artykułów w branżowym piśmie które dwie dekady temu czytałem będąc oficerem SWW- a potem obserwowałem jak skończyła operacją na żywym organizmie suwerennego państwa.
To jest straszne ale i niesamowite...
Co to oznacza dla wschodniej flanki NATO
Dla tych, którzy obserwują tę sytuację z perspektywy wschodniej flanki, ten materiał ma co najmniej cztery wymiary praktyczne, których nie można zbagatelizować.
Pierwszy wymiar dotyczy geografii ambicji. Mamy do czynienia z dokumentem, w którym scenariusz uznawany za „dobry" wprost zakłada rozpad Unii Europejskiej i aneksję kolejnych terytoriów ukraińskich. To jednak nie kończy się na Ukrainie.
W poprzednich wersjach tego rodzaju projekcji, krążących w rosyjskiej przestrzeni eksperckiej, pojawiały się wprost koncepcje tworzenia buforowego, podporządkowanego państwa na terytorium Ukrainy i Polski lub nowego tworu wschodniosłowiańskiego.
Nawet jeśli na slajdach z PMEF-2026 Polska nie została wymieniona z nazwy, logika scenariusza „dobrego" jest jednoznaczna.
Rosyjski makroregion eurazjatycki, rozpad UE i kryzys amerykocentryzmu wymagają neutralizacji wschodniej flanki NATO - a wschodnia flanka to przede wszystkim Polska, państwa bałtyckie i Rumunia.
Drugi wymiar dotyczy wewnętrznej dynamiki Kremla. Scenariusz „zły" jest skonstruowany tak, by trwale zamknąć przestrzeń dla dyskursu kompromisowego wewnątrz rosyjskich elit.
Każde ustępstwo jest w nim równoznaczne z drogą do kolonizacji. To jest narracja skierowana bezpośrednio do rosyjskich elit biznesowych i politycznych, mająca konsolidować poparcie dla kontynuacji i eskalacji.
Ale ma też drugie dno - jeśli te rosyjskie elity rzeczywiście wchodzą w tę logikę, żadne zawieszenie broni ani żaden „deal" nie będzie dla nich celem samym w sobie.
Zamrożenie konfliktu to w tej narracji scenariusz „inercyjny", czyli nieakceptowalny, prowadzący do hegemonii amerykańsko-chińskiej i marginalizacji Rosji.
To fundamentalnie podważa zachodnie nadzieje na stabilizację przez kompromis - Kreml traktuje kompromis wyłącznie jako etap, nie jako cel.
Trzeci wymiar, i w mojej ocenie najważniejszy, dotyczy logiki odstraszania. Normalizacja opcji nuklearnej w rosyjskim dyskursie strategicznym ma bezpośrednie przełożenie na kalkulacje na wschodniej flance.
Jeśli rosyjski mainstream konserwatywny - firmowany przez środowiska z zapleczem w FSO i GRU - traktuje użycie broni jądrowej jako element scenariusza „dobrego" lub co najmniej „inercyjnego", europejska odpowiedź musi uwzględniać ten wymiar.
Budowanie zdolności konwencjonalnych jest konieczne, ale niewystarczające. Trzeba budować wiarygodność odstraszania nuklearnego na poziomie, który sprawi, że rosyjskie kalkulacje przestaną traktować opcję atomową jako racjonalny gambit.
A nie sądzę byśmy to mogli zrobić siłami europejskimi
Czwarty wymiar to wartość dokumentacyjna. Dla Polski ten materiał jest dowodem, którego nie sposób przecenić. To dokument samoprzyznaniowy, w którym rosyjskie środowiska bliskie centrum władzy wprost opisują świat, w którym warunkiem sukcesu jest rozmontowanie porządku europejskiego, użycie broni masowego rażenia i tworzenie nowych faktów dokonanych na terytorium suwerennych państw.
Taki materiał powinien być cytowany w każdej debacie o dostawach broni dla Ukrainy, o sankcjach, o budżetach obronnych i o architekturze odstraszania.
Powinien trafiać na stoły w Waszyngtonie, Berlinie i Paryżu nie jako kolejna rosyjska propaganda, lecz jako dowód intencji środowisk, które mają instytucjonalne zaplecze do realizacji - bo część z nich tę infrastrukturę osobiście tworzyła.
Pozdrawiam i dziękuję.
PS:
Analiza powstała na podstawie materiałów z sesji PMEF-2026 „Основные угрозы России во второй четверти XXI века" (3 czerwca 2026), relacji https://t.co/x0xQooS9y1, Agentstwa, Moika78, ukraińskiego serwisu Telegraf oraz rosyjskojęzycznych źródeł dotyczących koncepcji Wojny Zrównoważonej i biografii kluczowych postaci.
Są pierwsze akty oskarżenia w opisywanej przez nas z @Edytazemla aferze narkotyczno-seksualnej w 6 Brygadzie Powietrznodesantowej z Krakowa. Jacek K. przekonywał nas, że nic wielkiego nie zrobił. Po czym przyznał się do obrotu dużymi ilościami narkotyków. W wojsku pozostaje za to druga z negatywnych bohaterek naszego artykułu...
👇
Płonie terminal naftowy w Sankt Petersburgu. Atakowanie zasobów "stacji benzynowej", jaką jest Rosja, to najlepsze, co może zrobić dziś Ukraina dla osłabienia agresora.
Od początku 2026 r. Ukraina dokonała co najmniej 16 uderzeń w rosyjskie instalajce naftowe. Najdalej Ukraińcy uderzali na 1,5 tys. km w głąb rosyjskiego terytorium. Jak podaje Reuters, ataki wyłączyły ok. 700 tys. baryłek/dzień mocy przerobowej w okresie styczeń–maj - to dwa razy więcej niż w 2025 r.
"Dron nie jest już dodatkiem do klasycznych działań. Stał się podstawowym narzędziem rażenia, rozpoznania, presji psychologicznej, paraliżowania logistyki i wymuszania zmian w taktyce" - polecam uważnie przeczytać cały wpis @DarmolinskiT!
Ukraińskie i zachodnie źródła wskazują, że maj 2026 r. był rekordowym miesiącem wojny dronowej. Według analizy AFP opartej na dziennych komunikatach ukraińskich Sił Powietrznych, Rosja użyła przeciwko Ukrainie około 8150 dalekiego zasięgu dronów uderzeniowych, głównie rodziny Shahed/Geran i ich wariantów.
Równolegle, według zsumowanych komunikatów rosyjskiego Ministerstwa Obrony, Rosja miała w maju zgłosić przechwycenie 8973 ukraińskich dronów dalekiego zasięgu. Tę liczbę należy traktować ostrożnie, bo pochodzi z rosyjskich deklaracji, ale sam trend jest czytelny: Ukraina również znacząco zwiększyła skalę uderzeń w rosyjskie zaplecze.
W praktyce oznacza to, że wojna weszła w fazę przemysłowego użycia BSP. Dron nie jest już dodatkiem do klasycznych działań. Stał się podstawowym narzędziem rażenia, rozpoznania, presji psychologicznej, paraliżowania logistyki i wymuszania zmian w taktyce.
Największa ironia polega na tym, że rosyjska „demilitaryzacja Ukrainy” doprowadziła do czegoś odwrotnego. Ukraina zbudowała jeden z najbardziej dynamicznych ekosystemów dronowych na świecie, od produkcji, przez szkolenie operatorów, po masowe użycie bojowe i szybkie wdrażanie poprawek z frontu.
Rosja chciała zniszczyć potencjał obronny Ukrainy, a w praktyce przyspieszyła jego ewolucję. I to w tempie, którego klasyczne armie często nie są w stanie nawet poprawnie opisać w swoich regulaminach.
Gdyby ktoś nie wiedział kim jest funkcjonariusz ze zdjęcia, to polecamy się z @Wyrwal Popełniliśmy kiedyś na jego temat dość obszerny tekst ➡️ https://t.co/KTdsM4Xrn4
Nominacja gen. Ireneusza Nowaka na dowódcę operacyjnego uruchomiła roszadę na kolejnym kluczowym stanowisku w armii. Jak ustaliliśmy z @Wyrwal nowym zastępcą dowódcy generalnego odpowiedzialnym za Siły Powietrzne zostanie gen. dyw. pil. Ireneusz Starzyński. LINK @onetpl
Nowym dowódcą operacyjnym zostanie gen. dyw. Ireneusz Nowak, dotychczasowy zastępca dowódcy generalnego i inspektor sił powietrznych. Zastąpi gen. Macieja Klisza, który — zgodnie z naszymi z @Wyrwal wcześniejszymi ustaleniami — obejmie funkcję szefa sztabu w dowództwie NATO.
Wojsko kupiło dla żołnierzy 10 tys. zimowych kurtek. W efekcie wojsko nie ma pieniędzy, a żołnierze kurtek.
Brzmiałoby nawet zabawnie, gdyby nie chodziło o żołnierzy, pieniądze podatników, a sprawa z kurtkami nie jest jedyną. W podobny sposób od lat gniją w magazynach setki tysięcy kompletów bielizny dla wojska.
Piszemy o tym z @Edytazemla.
👇
Rosja formalizuje podstawowe kompetencje BSP na poziomie szkolnym. Pilotaż małych dronów ma zostać włączony do norm GTO, czyli państwowego systemu sprawnościowo-obronnego. Według zapowiedzi ministra sportu Michaiła Diegtiariowa test zostanie uruchomiony pilotażowo jeszcze w 2026 r., a od 2027 r. ma być dostępny w całej Federacji Rosyjskiej. Mowa o sterowaniu niewielkim BSP klasy około 75 mm. Znaczenie tego ruchu nie leży w samym mikrodronie, tylko w instytucjonalizacji kompetencji bezzałogowych. Umiejętność obsługi drona ma stać się elementem masowego systemu edukacyjno-obronnego i może dawać uczniom dodatkowe punkty rekrutacyjne przy wejściu na uczelnie, w ramach mechanizmu indywidualnych osiągnięć GTO. To kolejny sygnał, że Rosja traktuje BSP nie jako niszową technologię wojskową, ale jako kompetencję powszechną, budowaną od poziomu szkoły
Pogrążona w wojnie Ukraina właśnie zrobiła bardzo wiele decyzją swojego prezydenta Zełenskiego o nadaniu ważnej wojskowej jednostce imienia bohaterów UPA, żeby zrazić do siebie dobrego sojusznika, jakim jest Polska. Jakie to jest głupie!
❓Czy nie chcę "tak jak Tusk" silnej armii?
❓Czy nie lubię wojsk USA w Polsce?
❓Kiedy Polska ogłosi opuszczenie Unii Europejskiej?
❓Dlaczego napisałem artykuł "Ukraina przegrywa tę wojnę?
❓Dlaczego gen. Kukuła jeszcze jest na swoim stanowisku?
❓Czy uważam, że państwo ma prawo "wysyłać ludzi na śmierć" w ramach obowiązkowej służby wojskowej?
❓Po co Rosja miałaby napadać na Polskę?
❓Czy Ukraina doprowadzi do zakończenia wojny?
❓Czy 43-latek może zostać powołady do wojska w przypadku konfliktu?
Na te i parę innych pytań Czytelników Onetu odpowiedziałem w Q&A.
Zapraszam 👇