Tak się cieszyłam że założyłam kartę biblioteczna i znalazłam fajne książki, a tej nie skończyłam i jeszcze jej nie oddałam, mam 15 zł długu w wypożyczalni i o tym też codziennie myślę ale nie pójdę do biblioteki, bo nie wiem kurwa
I oto jestem, w wieku 22 lat leżę na podłodze kawalerki wynajmowanej za 2/3 mojej nędznej wypłaty, bo już mam dość tego łóżka na którym nie mogłam zasnąć trzy noce, myślę i myślę i myślę i pije wygazowane siki i wiem że jutro będę mieć przejebane i pojutrze też
I niczego nie mogę obejrzeć, niczego nie mogę przeczytać, nie jestem w stanie skupić się na jakiejkolwiek rzeczy (dosłownie, ostatnio na urodzinach Wojtka wszyscy grali w planszówki a ja dwa razy się upokorzyłam niewiedzą podstawowych rzeczy i przestalam uczestniczyć xd)
I w domu było mi chujowo, a teraz jak mieszkam te dwa lata sama to jest jeszcze gorzej, bo nie mam po co utrzymywać pozorów i jest, no kurwa powiedzmy sobie, tragedia ze mną
dosłownie o każdej jednej osobie, o randomowej Ani z którą raz w życiu, kiedy miałam 14 lat rozmawiałyśmy o zachódzie słońca w moim starym mieszkaniu, a lata później chodziliśmy do jednego liceum i chociaż się do siebie przez trzy lata nie odezwałyśmy słowem, to nadal o tym myślę
Nie spałam wcale w ten weekend (dosłownie, nie w przenośni, nawet oczu nie mogłam zamknąć) i jestem tym taka zmęczona, teraz też nie mogę zasnąć a za 4 w wstaje do pracy