...Nie zgodzę się też z kolejnym Pańskim twierdzeniem, że nie można świata sportu w PRL dzielić na z jednej strony uprzywilejowanych i zamożnych, a z drugiej strony na gnębionych i biednych. No cóż - akurat tak właśnie było.
Piłkarze uprzywilejowanej, obiętej patronatem MBW, bogatej pieniędzmi tego resortu Wisły mieli wszystko. Zatrudnieni na fikcyjnych ubeckich etatach nie musieli martwić się o przyszłość, mieli talony do najlepszych restauracji w Krakowie i zawsze nowy sprzęt.
Piłkarze Cracovii, po tym, gdy Prezes Żur w 1948 odmówił w imieniu klubu przystąpienia do pionu gwardyjskiego, nie mieli nawet przydziałów na korki! Tylko szewcy krakowscy musieli im je szyć. Za darmo i w ukryciu. Jako zawodnicy klubu z pionu Ogniwo, czyli komunalnego, ostatniego w hierarchii komunistycznej, musieli zarabiać na życie pracując np. w oczyszczalni ścieków, czy jako motorniczowie. Taki Edward Parpan, kapitan reprezentacji, najpierw został opaski pozbawiony, a potem przestał być całkowicie powoływany do kadry. Skończył pracując na budowie. Zresztą inni zawodnicy Cracovii też przestali być powoływani. Dodatkowo ukarani oni też zostali zakazem transferów do innych klubów. Nie mogli zatem nawet w ten sposób poprawić sobie życia, choć rok wcześniej zdobyli mistrzostwo Polski.
Po odwilży niewiele się zmieniło. Gwardia znów została Wisłą, ale i pieniądze, i opieka resortu pozostały. Sparta-Ogniwo znów została Cracovią, ale ani pieniędzy, ani poteżnych patronów nie było.
To rzeczywiście nie moralitet o dobrych i złych, ani wygodne mity. To fakty.
To historia starsza. O nowszej pisze Pan, że zbudowaliśmy ją na korupcji. Domyślam się, że chodzi Panu o sezon 2003/2004, kiedy awansowaliśmy do ówczesnej I ligi. O tym sezonie, o naszym awansie i o kupionych przez nas meczach napisano wiele. Jeśli Pan na podstawie tego jednego sezonu sugeruje, że nasza najnowsza historia została zbudowana na korupcji, to ja z równą frywolnoscią mogę napisać, że najnowsza historia Wisły jest oparta na narkotykach, którymi handlował Misiek & Co.
Radziłbym jednak nie unosić się w sprawach korupcji tak wielką moralnością. Wie Pan doskonale, jak kluby w latach 60tych, 70tych i 80tych zapewniały sobie przychylność sędziów na meczach domowych i Wisła wcale nie była wyjątkiem. Jak było w latach 90tych proszę zapytać pana Voighta. On już zresztą na ten temat jakiś wywiad gdzieś popełnił, tylko nie chce mi się go szukać.
Na koniec dziękuję za zaproszenie na Derby. I jakkolwiek że względów osobistych nie skorzystam, to zapewniam, że gest doceniam.
Pozdrawiam serdecznie.
Mariusz.
Szanowny Panie Jarosławie Harry.
Doceniam fakt, że zechciał się Pan pochylić. I jakkolwiek sposób w jaki Pan się wyraził Anglicy określają jako "very patronising", to przejdę nad tym do porządku dziennego, rozumiejąc, że rzeczywiście ma Pan dużo obowiązków w Hogwarcie.
Anglicy są też mistrzami ironii, której Pan nie docenił, co muszę ze smutkiem stwierdzić, gdy pisałem o temacie Pańskiej olimpiady historycznej.
Pozwoli Pan, że teraz przejdę do odpowiedzi na Pana wpis.
Pisze Pan, że dużo bardziej Pana interesuje, w jaki sposób budować silne, niezależne kluby sportowe, niż to, który z premierów, czy innych czerwonych kacyków komuś kibicował pół wieku temu.
Bardzo zastanawiające stwierdzenie. Zważywszy zwłaszcza, że ta nasza wymiana argumentów zaczęła się od Pana obszernego wpisu o Cyrankiewiczu, jako kibicu Pasów.
Skoro zaś przy Cyrankiewiczu jesteśmy, to pozwolę sobie na porównanie, za które mam nadzieję, że Pan się nie obrazi.
Otóż jeśli porównam Biuro Polityczne KC PZPR do Wisły, to Cyrankiewicz miał tyle w nim do powiedzenia, co pani sprzątaczka na posiedzeniu zarządu Pańskiego klubu. Z całym szacunkiem dla pań sprzątaczek.
Cyrankiewicz był oportunistą, karierowiczem, kobieciarzem i, chyba najważniejsze, sybarytą.
Jemu nie zależało na niczym, także na Cracovii, prócz tego, by jego panowie pozwalali mu na prowadzenie luksusowego trybu życia.
Dostał się do KC, gdyż na słynnym zjeździe zjednoczeniowym jako jeden z niewielu głównych działaczy PPS głosował za zjednoczeniem z PPR. De facto zgodził się na wchłonięcie swojej partii przez PPR. W nagrodę za to Bierut zrobił go premierem. A późniejsi władcy PRL-u utrzymywali go na czele Rady Ministrów z kilku powodów.
Po pierwsze był użyteczny, jako były prominentny działacz PPS, gdyż mogli twierdzić, że nie tylko komuniści rządzą Polską. Po drugie był wspierany przez Moskwę jako jej lojalny człowiek. Nie jest tajemnicą, że na posiedzeniach KC głównym zmartwieniem Cyrankiewicza było, co powiedzą towarzysze radzieccy. Zwłaszcza dla Gomułki na początku było to wygodne, gdyż ów nie darzył Chruszczowa wielką sympatią, zresztą z wzajemnością. A tu proszę mógł twierdzić, że ma jego człowieka przy boku. Zresztą wątek relacji Gomułki i Cyrankiewicza poruszę poniżej.
Po trzecie był wygodny, gdyż pochodził z rodziny inteligenckiej. Wszak dzięki temu nikt nie mógł towarzyszom zarzucić, że dyskryminują jakąkolwiek klasę społeczną.
Po czwarte i według mnie najważniejsze, nigdy niczemu nie sprzeciwiał się, na wszystko się godził i niczego nie żądał. Oprócz oczywiście zgody na życie w luksusach.
Chciał Ochab pozostać w cieniu przy pacyfikacji poznańskiego Czerwca? Proszę bardzo. Cyrankiewicz był pierwszy, by strzelanie do robotników swoim nazwiskiem firmować. Coś nawet w radiu bredził o odcinaniu rąk.
Chciał Gomułka stłumić strajki na Wybrzeżu? Ależ oczywiście - Józef był od razu na miejscu w Gdańsku.
A właśnie. Gomułka i Cyrankiewicz. Kiedy Ochab, po uwolnieniu Gomułki z więzienia, wysłał do niego Cyrankiewicza z misją, by na nadchodzącym plenum partii poparł go jako pierwszego sekretarza, w zamian proponując stanowisko premiera, to Cyrankiewicz, czując skąd wiatr wiać zaczyna, tak oto tę misję spełnił: "Słuchaj Wiesław" - powiedział - "poprę cię na pierwszego sekretarza, tylko zostaw mnie premierem i nie czepiaj się mojego życia prywatnego".
No i tak się stało. Potem go jeszcze Gierek na krótko zrobił przewodniczącym Rady Państwa.
To był taki człowiek. Który "był najbliżej władzy" i, jak Pan zechciał się wyrazić, objął Cracovię "patronatem". Przedstawia Pan Cyrankiewicza jako wszechmocnego czerwonego kacyka i oddanego kibica, a jednocześnie sugeruje Pan, że stadion Cracovii podpalili sami Pasiacy, bo nie było pieniędzy na remont. Ciekawa logika.
Zatem nie zgodzę się z Pańskim określeniem tego człowieka jako "najpotężniejszego kibica w historii krakowskiego sportu". Tak na marginesie, według mnie to miano jest zarezerwowane dla Jana Pawła II...
@KamilloLce@wlodar85 W Filipiaku siedzą dwa wilki - skąpstwo i pycha xd mam nadzieję że wygra ten drugi i że ze względu na podeszły wiek naszego Profesora będzie chciał grać o coś więcej i Kaka zostanie, bo jego sprzedaż to po raz kolejny budowa trzonu drużyny od zera
Ja mam po tym meczu Pany jednak dalej malkontenckie uwagi bo różnie ten mecz się mógł skończyć. Światełko w tunelu widzę w tym że wreszcie widziałem DRUŻYNĘ, a nie przypadkowych piłkarzy.
Oby było lepiej, chciałbym skupić się na tym co dobre ale wiecie rozumiecie...
Cracovia Pany
@ukasz16015488 No cóż, nie wiem jak Wy Pany ale trzeba też oddać cesarzowi co cesarskie. Bez Filipiaka nie wiadomo jak by to wyglądało dzisiaj. Mamy mega zaplecze,pytanie co będzie po profesorze, czy Cracovia nie była tylko kaprysem który miał podbudować jego ego.
Autentycznie, gdzieś zagubiłem emocje związane z oglądaniem meczów Cracovii. Może powodem tego jest brak możliwości oglądania meczy na żywo, a może fatalny styl gry naszego zespołu. Nie wiem czy też tak macie, ale to co kiedyś było dla mnie wyczekiwanym przez tydzień wydarzeniem
@BoniekZibi Boli mnie ta sprawa interpunkcji... w tle nie ma troski o polszczyznę, szacunek do języka ludzi którzy to czytają czy samego siebie. W tle jest tylko atencją🙃🙃🙃...