#Mirbud ma rekordowy portfel zamówień w historii firmy, blisko 8,9 mld złotych, i najgorszy kurs wśród dużych spółek budowlanych na GPW. Minus 22% od stycznia. Pytanie, które wraca pod każdym wpisem o tej spółce, brzmi: gdzie tu logika.
Logika jest, tylko nie w zyskach. Zyski Mirbudu są nudno stabilne. 128 milionów, 119, 135, 121, 112. Pięć lat w tym samym przedziale, w firmie, która przez ten czas potroiła przychody. Gdyby rynek wyceniał zysk, nie byłoby o czym rozmawiać.
Rynek wycenia coś innego. To, czy zysk zamienia się w pieniądze.
I tu jest cały problem. Do 2023 roku przepływy operacyjne Mirbudu były dodatnie i wyższe od zysku: 248 milionów, 205, 133, 148. Potem linia się łamie. 2024: minus 48. 2025: minus 58. Pierwszy kwartał tego roku: minus 266. Gotówka w bilansie spadła z 508 milionów na koniec 2022 do 273 milionów na koniec 2025. Naliczone należności z kontraktów poszły w drugą stronę, z 337 do 705 milionów.
Mówiąc po ludzku: firma robiła robotę, księgowała i nie dostawała za nią przelewu.
To nie jest kreatywna księgowość, tylko sposób rozliczania długich kontraktów. Przychód idzie za postępem robót, nie za fakturami, a różnica osiada w pozycji o nazwie aktywa z tytułu kontraktów. Ładna nazwa na pieniądze, które ci się należą i których nie masz.
Tu wchodzi waloryzacja kontraktów drogowych, o której teraz sporo się mówi. Warto zobaczyć, czego dokładnie dotyczy. Rządowa lista objęła u Mirbudu kontrakty wykonane w 95, 96 i 99%, czyli roboty praktycznie zamknięte, których koszt przeszedł już przez rachunek wyników. Przy takim zaawansowaniu najpewniejsza część tego rozliczenia idzie dokładnie tam, gdzie tę spółkę uwiera najbardziej. W gotówkę.
Ile z tego zobaczymy dodatkowo w samym zysku, to osobne pytanie i mniej oczywiste, niż zwykle się je stawia. Trigon pokrywający spółkę szacuje, że w najbliższym czasie może wpłynąć 120 do 150 milionów, a kolejne 250 do 300 po finalnym rozliczeniu Obwodnicy Trójmiasta. Sam zarząd na majowej konferencji mówił krótko: pozycja gotówkowa poprawi się do końca roku, a dług spadnie w miarę rozliczania kontraktów. Dla spółki wartej 1,26 mld to nie jest kosmetyka.
Kurs odbił 15 procent od majowego dna, ale wciąż siedzi 9% pod średnią z 200 sesji, a wskaźniki trendu pokazują konsolidację, nie wybicie. Dług netto do EBITDA skoczył z 0,9 na 2,3, w dużej mierze przez zakup gruntu w Poznaniu za 421 milionów. Nationale-Nederlanden zeszło w lipcu poniżej progu 10%. Insiderzy nie kupili ani jednej akcji od września. A zarząd na majowej konferencji wynikowej powiedział wprost, że nie zatrzymał żadnego z procesów akwizycyjnych i celuje w przejęcie dużej spółki kolejowej. Zakup tej wielkości potrafi wchłonąć całą gotówkę z rozliczeń, zanim ta zdąży w ogóle zobaczyć bilans.
Ale sedno się nie zmienia. Przez trzy lata Mirbud finansował z własnej kieszeni państwowe inwestycje drogowe, czekając na rozliczenie. Teraz to rozliczenie wreszcie przychodzi, dokładnie w momencie, w którym stary, drogi portfel schodzi ze sceny.
Raport za pierwsze półrocze wychodzi 27 sierpnia. Nagłówki pójdą po zysku, jak zwykle. Ja tym razem otworzę od razu rachunek przepływów, bo to tam jest cała ta historia.