O bandytach z LWP, co utopili Poznań we krwi mówić nie wolno, bo kult wciąż trwa i ma się dobrze! W końcu szefem Muzeum Wojska Polskiego jest jegomość z WSW!
„Nawet spółdzielnie mieszkaniowe w Warszawie padają ofiarą polityków Koalicji Obywatelskiej, którzy weszli w każdą szczelinę życia stolicy” – dr Jan Śpiewa, socjolog i działacz społeczny @JanSpiewak 👇🏻
https://t.co/rNSQ7cSXvn
"Przez lata przyzwyczajano nas, że gdy ktoś z Zachodu albo z niemieckiego obiegu naukowego mówi o polskiej winie, kolaboracji czy współudziale, to najlepiej spuścić głowę i udawać dojrzałość. Zaprotestujesz? Jesteś nacjonalistą. Zapytasz o źródła? Bronisz białej legendy. Domagasz się proporcji? Nie chcesz rozmawiać o trudnej historii.
Ten szantaż właśnie przestaje działać".
I nie wszystko można już ukryć "za parawanem wniosku naukowego".
Fenomenalny, pogłębiony tekst Pana Red. @chudkiewicz o wyroku sądu ws. wywiadu Rossolińskiego-Liebe dla https://t.co/IKqK7DSZC9 (@PAPinformacje). Całość w komentarzu👇
Najpierw Dania, teraz Niemcy w kolejce Francja i Szwajcaria... a Polska mówi jednoznacznie, że nie będzie ścigać ludzi którzy pracują i płacą u nas podatki. Cóż, politycy z Bankowej będą mieli teraz problem jak sprzedać to Ukraińcom by pokazać, że Polska jest zła.
Panu @MichalSzczerba nie śmierdzi obsadzanie partyjniakami wszystkich możliwych instytucji miejskich.
Nie śmierdzi mu kolesiostwo, saloniki VIP i partyjny podział łupów w Warszawie.
Śmierdzi mu dopiero obywatelski sprzeciw wobec tej patologii. Zero zaskoczenia.
Premier Tusk znów zmieni zdanie w sprawie kultu UPA na Ukrainie w poniedziałek czy dopiero we wtorek, jak dotrą wyniki sondaży, co Polacy myślą o decyzjach Zełenskiego?
Polska potrzebuje państwowej strategii wobec zbrodni wołyńskiej i polityki historycznej władz Ukrainy.
Tak jak od lat dzięki @pisorgpl i @ipngovpl prowadzimy konsekwentne działania na rzecz uznania odpowiedzialności Niemiec za zbrodnie II wojny światowej, reparacji, zwrotu dóbr kultury i zachowania pamięci historycznej, tak samo potrzebna jest długofalowa strategia wobec nierozliczonych zbrodni UPA.
Nie wystarczą pojedyncze protesty. Potrzebna jest spójna polityka obejmująca dyplomację, edukację, badania naukowe, ekshumacje, upamiętnienie ofiar oraz konsekwentne reagowanie na każdą próbę gloryfikacji sprawców. Tylko w ten sposób można budować relacje oparte na prawdzie i wzajemnym szacunku.
Pierwsza w dziejach III RP sprawa o szpiegostwo dla Ukrainy zaczęła się od przemytu złomu miedzianego. Głównymi osobami dramatu byli bezrobotny Polak z żoną i dzieckiem na utrzymaniu i oficer SBU, który przybył do Polski szukać ratunku dla ciężko chorego syna. #OTD 33 lata temu, 28 czerwca 1993 r. o godz. 19:15 funkcjonariusze delegatury Urzędu Ochrony Państwa (UOP) w Rzeszowie zatrzymali 22-letniego obywatela RP Janusza Bojarskiego, o którym ze źródeł osobowych uzyskano wiarygodną informację, że od końca 1992 r. wyjeżdżając często na Ukrainę w celach handlowych nawiązał współpracę z oficerem wywiadu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) mjr. Anatolijem G. Łysenką.
W zamian za korzyści osobiste w postaci tolerowania przez ukraińskie służby graniczne przemytu oraz ułatwienia w szybkim przekraczaniu granicy dzięki przepustkom wystawianym z rekomendacji mjr. Łysenki przez milicję w Mościskach miał on udzielać funkcjonariuszowi SBU żądanych przez niego informacji na temat osób i zdarzeń na terytorium Polski.
Osoba udzielająca kontrwywiadowi UOP informacji doniosła, że w godzinach porannych 28 czerwca 1993 r. Janusz Bojarski po raz kolejny udał się na Ukrainę, żeby w Mościskach spotkać się z mjr. Anatolijem Łysenką. Źródło UOP zaznaczyło, że wracając do kraju Bojarski może posiadać przy sobie lub w samochodzie materiały związane ze współpracą o charakterze wywiadowczym z SBU.
Przeszukanie przeprowadzone w godzinach wieczornych również w mieszkaniu teściów zatrzymanego pod Jarosławiem dostarczyło w ocenie UOP dowodów na kontakty Janusza Bojarskiego z SBU, https://t.co/eg9tP7C6oM. w postaci przepustek ułatwiających przekroczenie granicy z RP. W samochodzie Bojarskiego wyposażonym w specjalną skrytkę znajdowały się artykuły przeznaczone na handel w Polsce: papierosy bez akcyzy, koniak, wódka, spirytus „Royal” i miedziany złom (pręty, kształtka). To właśnie przez miedź, której wywóz z Ukrainy był zabroniony, bezrobotny technik budowlany i energetyk utrzymujący się z drobnego przemytu towarów z Ukrainy wpadł w tarapaty i stał się bohaterem afery szpiegowskiej.
Na początku lutego 1993 r. wracając samochodem z jednej z wypraw do Mościsk na Ukrainie Janusz Bojarski został poddany ścisłej kontroli przez ukraińskich celników na przejściu granicznym w Szeginiach. Po tym, jak w trakcie przeszukania auta celnicy odkryli miedziany złom, Bojarskiego zaprowadzono do pomieszczeń służbowych, gdzie w pewnym momencie znalazł się sam na sam z osobnikiem w cywilnym ubraniu, który wyjaśnił Bojarskiemu, że został zatrzymany na jego polecenie, ponieważ wcześniej widział go Mościskach, gdy ważył tam złom miedziany przeznaczony na przemyt do Polski. Następnie przedstawił się jako mjr Łysenko, funkcjonariusz SBU, który wcześniej służył w KGB. Przekazał on polskiemu przemytnikowi swój domowy numer telefonu w Mościskach zobowiązując go, by za każdym razem podczas pobytu na Ukrainie meldował się u niego tą drogą. Wytłumaczył mu, że jeśli podejmie z nim współpracę, uniknie kłopotów w związku z wyjazdami na Ukrainę. W przeciwnym razie może zapomnieć o wjeździe do tego kraju i utraci źródło dochodu.
W ramach współpracy oficer SBU miał – jak wynika z ustaleń UOP – zlecić Polakowi ustalenie miejsca zamieszkania trzech kleryków ukraińskich z seminarium duchownego w Przemyślu, a także zebranie informacji o przebiegu zjazdu katolików ukraińskich w Warszawie. Ponieważ jednak Bojarski nie był w stanie ustalić niczego o tym wydarzeniu, postanowił zawieźć Łysence polską prasę katolicką i regionalną wychodząc najwyraźniej z założenia, że mogła ona opublikować interesujące SBU informacje.
Kolejnym zadaniem od wywiadu ukraińskiego miało być ustalenie nazwisk czterech biskupów rzymskokatolickich diecezji przemyskiej. Funkcjonariusz SBU wypytywał też swego informatora z Polski o nastroje społeczne w naszym kraju w związku z podwyżkami cen i zmianami zachodzącymi od 1989 r.
Podczas jednego z wyjazdów na Ukrainę Janusz Bojarski przywiózł dla mjr. Anatolija Łysenki bojler przeznaczony do jego mieszkania prywatnego. Za pieniądze otrzymane od Ukraińca kupił mu też w Polsce aparat telefoniczny, głośniki samochodowe, zegarek i owoce cytrusowe.
Owocna dla obu stron współpraca pomiędzy oficerem SBU a drobnym przemytnikiem, który od listopada 1992 r. przeszmuglował do Polski wg własnych szacunków ok. 1,5 tony złomu miedzianego, została przerwana przez UOP w następstwie zatrzymania Janusza Bojarskiego w związku z podejrzeniem szpiegostwa dla wywiadu Ukrainy.
Na tym jednak dramat szpiegowski się nie zakończył. Kolejnym jego aktem było zatrzymanie przez UOP mjr. Anatolija Łysenki, które miało miejsce 23 sierpnia 1993 r. na przejściu granicznym w Medyce podczas jego prywatnej podróży do Polski samochodem wraz z żoną i dwojgiem dzieci.
Celem wizyty Anatolija Łysenki w Polsce był szpital wojskowy w Przemyślu, w którym chciał on poprzez znajomego Polaka załatwić leczenie dla swego syna cierpiącego na ciężkie schorzenie nerek. Cztery operacje przeprowadzone na Ukrainie nie przyniosły bowiem oczekiwanych skutków.
Przesłuchany w charakterze podejrzanego po przewiezieniu do delegatury UOP w Rzeszowie Anatolij Łysenko nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu zwerbowania Janusza Bojarskiego do współpracy z wywiadem Ukrainy w celu uzyskania wiadomości mających istotne znaczenie dla RP. Zaprzeczył, jakoby zlecał Januszowi Bojarskiemu zadania o charakterze szpiegowskim. Składając wyjaśnienia oświadczył, że interesowało go jedynie ustalenie nazwisk obywateli Ukrainy, którzy sprzedawali złom miedziany polskim przemytnikom, oraz skorumpowanych celników ukraińskich przepuszczających przez granicę samochody z kontrabandą w zamian za łapówki.
Ani UOP, prokurator wojskowy nie dali jednak wiary wyjaśnieniom zatrzymanego etatowego pracownika SBU, który został tymczasowo aresztowany, podobnie jak wcześniej Janusz Bojarski. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego (WOW) przedłużył obu podejrzanym okres tymczasowego aresztowania.
Śledztwo, które nadzorowała Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Rzeszowie zostało zamknięte 4 grudnia 1993 r., kiedy do sądu został skierowany akt oskarżenia o szpiegostwo przeciwko Januszowi Bojarskiemu i Anatolijowi Łysence.
Bojarski został oskarżony o to, że działając na rzecz obcego wywiadu od stycznia 1993 r. do 28 czerwca 1993 r. w Mościskach na terenie Ukrainy udzielał mu wiadomości poprzez przekazywanie publikacji prasowych, informacji o siedzibie Seminarium Duchownego w Przemyślu, adresów kleryków narodowości ukraińskiej oraz o nastrojach społecznych (mieszkańców Przemyśla) po podwyżkach cen, kursach walut.
Łysenkę natomiast oskarżono o to, że w okresie od stycznia 1993 r. do 28 czerwca 1993 r. w Mościskach na terenie Ukrainy jako pracownik SBU zwerbował do współpracy z wywiadem Bojarskiego, a następnie kierował jego działalnością przeciwko RP poprzez żądanie od niego publikacji prasowych oraz gromadzenie informacji co do siedziby Seminarium Duchownego w Przemyślu, adresów kleryków narodowości ukraińskiej oraz o nastrojach społecznych po podwyżkach cen, kursach walut.
Ich proces, który toczył się przed Sądem WOW w Warszawie był nietypowy jak na sprawy szpiegowskie, ponieważ na wstępie 19 stycznia 1994 r. nie została wyłączona jawność i dlatego na sali rozpraw zawsze obecni byli dziennikarze relacjonujący przebieg postępowania (zob. zdjęcie nr 1).
W trakcie procesu doszło do nietypowego zdarzenia. Do sądu bowiem za pośrednictwem obrońcy Anatolija Łysenki trafił list szefa SBU Jewhena Marczuka. Ten weteran sowieckich organów bezpieczeństwa, który od 1963 r. służył w KGB, przekonywał polskie władze, że do obowiązków Anatolija Łysenki nigdy nie należała jakakolwiek działalność wywiadowcza i żadnych zadań ani specjalnych poleceń o charakterze wywiadowczym odnośnie do Polski i jej obywateli podczas prywatnej podróży do Przemyśla nie wykonywał.
Wg zapewnień z listu gen. Marczuka, datowanego 20 stycznia 1994 r., mjr Łysenko był szeregowym pracownikiem SBU (w aktach śledztwa znajduje się informacja UOP o tym, że pełnił funkcję zastępcy szefa placówki SBU w Mościskach), który zajmował się sprawami rehabilitacji osób represjonowanych w czasach sowieckich oraz zwalczaniem przemytu i innego rodzaju przestępczości w strefie przygranicznej.
Ostatecznie 5 marca 1994 r. stosując nadzwyczajne złagodzenie kary sąd WOW uznał oskarżonych Bojarskiego i Łysenkę za winnych zarzucanego im czynu i skazał ich na karę 2 lat pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 3 lata. Sąd uznał przy tym, że Janusz Bojarski miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem i rozpoznania znaczenia czynu.
Tuż po ogłoszeniu przez Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego wyroku w ambasadzie Ukrainy w Warszawie odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli ambasador Hennadij Udowenko i przybyły specjalnie z Kijowa doradca szefa SBU ds. prawnych gen. mjr Wołodymyr Prystajko (od 1971 r. funkcjonariusz sowieckiego KGB i prywatnie ojciec szefa MSZ Ukrainy w latach 2019-2020 Wadyma Prystajki).
Ambasador Udowenko, który w 1959 r. rozpoczął służbę w sowieckiej dyplomacji, nie przebierał w słowach i nazwał proces w Warszawie prowokacją. Z kolei uczestniczący w konferencji zwolniony z aresztu mjr Anatolij Łysenko oskarżył polskie służby specjalne o próbę werbunku (zob. zdjęcie nr 2).
Czytając po latach relację z tego wydarzenia w warszawskim przedstawicielstwie Ukrainy trudno nie ulec wrażeniu jej podobieństwa do konferencji z 2 stycznia 1996 r. w siedzibie agencji prasowej Interfax w Moskwie, podczas której oficer wywiadu KGB i SWR płk Władimir Ałganow oświadczył, jakoby z premierem Józefem Oleksym nie łączyło go nic poza przyjaźnią. Stwierdził też wówczas, że w latach 80.nie mógł zwerbować Oleksego do współpracy z sowieckim wywiadem, gdyż – jak zapewnił - obowiązywał wtedy zakaz werbunku Polaków.
Wyrok sądu pierwszej instancji został zaskarżony na niekorzyść oskarżonych przez prokuraturę, która domagała się kary 3 lat więzienia i 5 lat pozbawienia praw publicznych dla Janusza Bojarskiego oraz 5 lat więzienia dla Anatolija Łysenki. Z kolei obrońcy obu oskarżonych wnieśli rewizję na ich korzyść. W rezultacie 2 sierpnia 1994 r. Sąd Najwyższy Izba Wojskowa, pełniący też rolę sądu apelacyjnego w ówczesnym sądownictwie wojskowym RP, zaskarżony wyrok uchylił i przekazał sprawę prokuraturze w celu uzupełnienia postępowania przygotowawczego.
Śledztwo zostało podjęte przez prokuraturę WOW 17 października 1994 r. Jednak zawieszono jej 20 stycznia 1995 r. w związku z brakiem możliwości powtórnego przesłuchania i zapoznania z aktami śledztwa Anatolija Łysenki, który wyjechał na Ukrainę i mimo przekazania przez władze RP za pośrednictwem konsula generalnego Ukrainy w Warszawie deklaracji gotowości wystawienia listu żelaznego gwarantującego pozostawienie go na wolności aż do prawomocnego zakończenia postępowania, nie pofatygował się do Polski.
Zawieszono postępowanie ponownie podjęto 30 grudnia 1998 r. i przekazano ówczesnej Prokuraturze Wojewódzkiej w Rzeszowie, która w związku z wejściem w życie nowego kodeksu karnego uzyskała uprawnienie do prowadzenia śledztw w sprawach szpiegostwa zastrzeżonych wcześniej wyłącznie dla prokuratury wojskowej.
Kolejnym ruchem było przekazanie 17 stycznia 1999 r. śledztwa Prokuraturze Okręgowej w Przemyślu, gdzie 22 lutego 1999 r. zostało ono ostatecznie umorzone wobec niestwierdzenia przestępstwa z art. 130 § 2 kk.
Tymczasem Janusza Bojarskiego i mjr. Anatolija Łysenkę oskarżono wcześniej o czyn z art. 124 kk z 1969 r., zwanego kodeksem Andrejewa (Igora) od nazwiska jego twórcy. Nie precyzował on jakiego rodzaju wiadomości muszą być przekazywane obcemu wywiadowi, żeby można było mówić o szpiegostwie. Mogły one być błahe i banalne z punktu widzenia przeciętnego obywatela.
History Lives Through People - Including You
Without personal stories, our picture of the past will always be incomplete. Family memories, private documents, and personal recollections allow us to see history as it truly was - through the eyes of the people who lived it.
The Archive Full of Remembrance project was created to uncover and preserve these stories. You can donate your materials or simply make them available for digitisation, ensuring they remain safe while becoming accessible to others.
This is not about giving away your family treasures - it is about giving them a new life. Thanks to you, they can become a valuable resource for researchers, journalists, and young people seeking to build their understanding of the past on authentic, personal stories.
Your decision matters - for memory, for future generations, for Poland. Help Save History!
Save history. Preserve, don’t profit. Remembrance is priceless.
🔍Learn more about the project, donation guidelines, and ways to collaborate:
👉https://t.co/kHNFjwzLHc
Find out how you can easily contribute to building our shared memory. Save History.
@OskWars Ale, że wy naprawdę koniecznie chcecie bronić morderców Polaków i Żydów, to jednak trudne do zrozumienia. Tacy antyfaszyści, a jak przychodzi co do czego, to nie ma kwestii i można sobie czcić kogo się chce. Obrzydliwe.
https://t.co/84wSUU5Ygf
Dubois oczekuje, że będziemy wierzyć, że #Kacprzyk był na SOR szpitala Południowego jak George Clooney w SERIALU ER? 😂 Chyba tylko pod względem ZAROBKÓW aktora 🤑 Tu i tam około 2 miliony... za rok. Karkołomna strategia procesowa.
Trwa gaszenie pożaru wizerunkowego w KO.
"The longer Germany delays dealing with the Polish victims of Nazism, the greater the shame will become," writes @dbroessler in an op-ed for @SZ
https://t.co/jnPLzp0WL0
Süddeutsche Zeitung (@SZ) reports on how the German government continues to delay implementation of plans to pay compensation to Polish victims of Nazi persecution.
While they discuss the details, over 1,000 survivors die each month
🧵
https://t.co/bmOQqUOvSp
🗓 38 lat temu, w nocy z 29 na 30 czerwca 1988 r., w Warszawie został brutalnie pobity Jan Strzelecki, uczestnik Powstania Warszawskiego, socjolog, działacz opozycji demokratycznej w PRL.
➡️ Był doradcą Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, w czasie stanu wojennego internowany. W 1987 r. współinicjator odrodzenia Polskiej Partii Socjalistycznej.
🏴 Zmarł 11 lipca 1988 r., w wyniku odniesionych obrażeń. Okoliczności napadu nigdy nie zostały wyjaśnione.
🎖 Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
🔎 Dowiedz się więcej➡️ https://t.co/rxdTvsAIex
Ukraina nie zdaje sobie sprawy a tego, że szybko traci kapitał moralny, a to jest w Polsce, ale i całej Europie bardzo istotny czynnik wpływający na wsparcie dla Kijowa.
Szanowna Pani,
Państwo w swoim budynku o charakterze publiczno-edukacyjnym umożliwiacie działalności firmy komercyjnej ProLegalization
1) Na jakiej podstawie prawnej? Prosze podać fundament prawny
2) Kiedy odbył się przetarg na usługi tego typu u Państwa? Prosze podać przebieg przetargu
3) Jaki vel ma zzangażowanie tej formy w bundynku UEP?
4) Jaką kwote miesieczna placi ta firma za mozlieosc korzystania z lokalu i infrastruktury naszej publiczneh uczelni?
5) Czy wyklucza Pani wszelkie aspekty ewentualnej sprzecznosci interesów i powiązan pracowników UEP z te firmą ?
Z poważaniem
Aleksandra Fedorska
zanowna Pani,
w odpowiedzi na poniższą korespondencję mailową przekazuję odpowiedzi na Pani pytania:
Ad. 1
Firma korzysta z pomieszczenia na podstawie umowy najmu.
Ad. 2
Uczelnia nie prowadzi usług tego typu i nie było takiego przetargu.
Ad. 3
Bardzo proszę o sprecyzowanie pytania.
Ad. 4
Pomieszczenie zostało wynajęte za łączną kwotę 1.185,62 zł brutto miesięcznie.
Ad. 5
Nie wykluczam.
Z poważaniem
Starszy referent, Sekretariat Kanclerza
Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
@OdpowPoznan , @ROGranic