20 лет я за ВВП. НИКОГДА меня не разочаровал, ни как Президент, ни как ЧЕЛОВЕК. И я знаю что если он принимает тяжёлое и не популярное решение, значит это решение самое лёгкое из тысячи еще более тяжелых.
La Rusia del gran malo Vladimir Putin durante la Copa del Mundo 2018:
- entrada gratuita sin visa para todos los aficionados
- trenes gratuitos para desplazarse entre las 11 ciudades anfitrionas
- transportes locales gratuitos (autobuses, metro, lanzaderas)
- sin precios dinámicos para las entradas
- controles administrativos simplificados
- ninguna prohibición de estancia discriminatoria
- ningún asiento destinado a los aficionados suprimido
- sin registros humillantes a la llegada de los jugadores como si fueran criminales.
To jest ten Afrykańczyk, który wydłubał oczy i próbował odciąć głowę człowiekowi w Belfaście.
Nazywa się Hadi Alodid. Pochodzi z Sudanu i do Irlandii przyleciał samolotem. Z automatu otrzymał azyl i zgodę na pobyt na terenie Wielkiej Brytanii.
Wszyscy się oburzają na ten straszny czyn. I słusznie.
Ale mnie nurtuje jedno zasadnicze pytanie: Po co?
Każde ludzkie działanie musi mieć przecież jakiś sens.
Dlaczego ktoś uznał, że wpuszczenie Hadiego Alodiego do Europy to dobry pomysł?
Jaką rolę przewidziano dla niego w brytyjskim społeczeństwie?
Co miał dać swojej nowej ojczyźnie? Jakie miał zdolności, talenty?
Jak wyobrażano sobie jego asymilację w Wielkiej Brytanii skoro pochodził z kraju o tak odmiennej kulturze?
Innymi słowy: do czego on był właściwie Brytyjczykom potrzebny?
Jaka logika stoi za tym, że wpuszczono go na ulice europejskiego miasta?
Obowiązkiem każdego rządu jest ochrona bezpieczeństwa własnych obywateli.
Tymczasem rząd Wielkiej Brytanii z pełną świadomością - wpuszczając Alodiego i dziesiątki tysięcy mu podobnych - naraził swoich obywateli na śmiertelne niebezpieczeństwo.
Co ciekawe wszystkich tych ludzi z Afryki i Azji wpuszczono do Wielkiej Brytanii wbrew woli własnych obywateli.
Nikt Brytyjczyków nie pytał o zdanie czy chcą żeby ich ojczyzna została poddana tak drastycznemu eksperymentowi inżynierii społecznej.
Eksperymentowi, który - dla każdego kto potrafił trzeźwo myśleć - musiał się skończyć katastrofą.
A więc - po co?
Czy stała za tym naiwna, utopijna ideologia?
Czy decydująca była chciwość, chęć sprowadzenia taniej siły roboczej?
Ciekawe czy ktokolwiek potrafi to wszystko logicznie wytłumaczyć.
Myślę, że historycy przyszłości będą łamać sobie nad tym głowy.
"Zwolniłam się wczoraj.
Bez wypowiedzenia, bez planu przejściowego, bez rozmów i wyjaśnień.
Po prostu odłożyłam nóż do tortu, wzięłam torebkę i wyszłam z domu mojej córki.
Mój pracodawca? Moja córka Anna.
Przez siedem lat wierzyłam, że moją „pensją” są miłość i wdzięczność.
Wczoraj zrozumiałam, że w ich wizji rodziny oddanie znaczy mniej niż nowy tablet.
Mam na imię Helena. Mam 66 lat. Jestem emerytowaną nauczycielką i żyję z niewielkiej emerytury.
Dla świata jestem babcią.
Dla nich byłam kucharką, sprzątaczką, kierowcą, nianią, pomocą w lekcjach, pielęgniarką i oficjalnym „zapasowym rozwiązaniem na wszystko”.
Byłam „babcią zawsze”.
Jak wiele takich „babć zawsze”, byłam samotną kobietą funkcjonującą na kawie i tabletkach przeciwbólowych.
Kiedy urodził się mały Kuba, Anna błagała mnie:
— Mamo, nie możemy zostawić dziecka z obcymi. Ty jesteś jedyną osobą, której naprawdę ufamy.
I byłam.
Stałam się filarem ich codzienności.
Moje dni zaczynały się o szóstej rano.
Przychodziłam do nich, przygotowywałam dokładnie to, co Kuba je, ubierałam go, odprowadzałam do szkoły.
Potem pranie, prasowanie, zakupy, gotowanie.
Gdy wracali z pracy, dzieci były zaopiekowane, dom czysty, wszystko na swoim miejscu.
Jest jeszcze Krystyna — matka mojego zięcia.
Mieszka w apartamencie, przyjeżdża dwa razy w roku, cała w perfumach i biżuterii.
Nie wie nawet, że Zosia boi się ciemności, a Kuba nie znosi zupy.
Ona jest „babcią od zabawy”.
Wczoraj Kuba skończył 10 lat.
Przez wiele miesięcy własnoręcznie robiłam na drutach wełniany koc, bo wiem, że ma problemy z zasypianiem. Chciałam, żeby czuł się bezpiecznie.
Upiekłam też sama tort — trzy piętra, krem i czekolada.
Przyszłam wcześniej, żeby wszystko przygotować.
O szesnastej pojawiła się Krystyna.
Nie przyniosła nic zrobionego własnoręcznie.
Przyniosła dwa tablety najnowszej generacji.
— Nie wiedziałam, co kupić — zaśmiała się. — Ale to topowy model. I dziś bez zasad! Obowiązuje prawo babci Krystyny!
Dzieci zniknęły z tabletami.
Anna i jej mąż byli zachwyceni.
— Krystyno, wspaniale! — mówili, nalewając jej wino, które kupiłam ja.
A ja stałam tam z kocem w rękach.
Kiedy podałam go Kubie, nawet na mnie nie spojrzał.
— Później, babciu. To jest tysiąc razy lepsze niż koc. Czemu zawsze przynosisz takie nudne rzeczy?
Spojrzałam na Annę.
Czekałam, aż zareaguje.
Nie zrobiła nic.
— Mamo, nie bądź przewrażliwiona. Ty jesteś babcią na co dzień. A Krystyna jest od niespodzianek. To po prostu różne role.
Babcia na co dzień.
Jak miotła w schowku — potrzebna, cicha, niewidzialna.
Złożyłam koc i położyłam go na blacie.
— Nie — powiedziałam, gdy poprosili mnie o krojenie tortu. — Wystarczy.
Zdjęłam fartuch i zostawiłam go na krześle.
— Skończyłam być niewidzialnym tłem waszej wygody, podczas gdy ktoś inny zbiera uśmiechy.
Skoro jestem tylko babcią na co dzień, to dziś usługa jest zawieszona.
Krystyna zaśmiała się:
— No daj spokój, nie rób dramatu!
— A ja mam do załatwienia sprawę szacunku — odpowiedziałam. —
Jestem pewna, że poradzicie sobie z bałaganem po przyjęciu, stertą prania i wieczornymi humorkami.
I wyszłam.
Anna dogoniła mnie przy samochodzie.
— Mamo, ale kto jutro odprowadzi dzieci do szkoły? Ja mam rano spotkania. Nie możesz tak po prostu odejść!
— Nie wiem — powiedziałam. —
Może babcia od zabawy poradzi sobie też z porannym ruchem ulicznym.
Albo wreszcie zapłacicie za pomoc, którą przez siedem lat mieliście za darmo.
Mój telefon dzwonił cały dzień.
A ja obudziłam się o wpół do dziewiątej.
Piłam herbatę na balkonie.
Ten dzień po raz pierwszy od lat był mój.
Pomyliłyśmy miłość z poświęceniem aż do całkowitego wymazania siebie.
Zamieniłyśmy rodzinę w darmową siłę roboczą.
Kocham moje wnuki.
Zawsze będę je chronić.
Ale nie będę już domowym sprzętem w cudzym domu.
Jeśli naprawdę będą mnie chcieli,
muszą nauczyć się mnie szanować.
A do tego czasu…
zapisuję się na pilates."
za Kawa z mlekiem
@marsetac В чем заключается ваша «свобода» ???? В том чтобы ходить голыми в парадах? Или быть гомиками ????? Или развращать детей ??? Нам такая свобода не нужна ! А в остальном Русские намного свободней вас. Вы просто не знаете что такое быть по настоящему свободным.
Um homem de 25 anos mandou mensagem para uma menina de 13 anos.
"Oi, gatinha." "Meu sonho é ficar com você." "Seria uma honra tirar a virgindade dela."
O que ele não sabia: era a mãe quem respondia.
A mãe perguntou diretamente: "Isso não é pedofilia?"
Ele deu risada. E marcou o encontro.
Chegou lá — e encontrou a mãe.
Sete dias sem dormir. Conhecia o homem há 20 anos. Viu a filha crescer.
Ela bateu nele. Depois acionou a polícia, fez o boletim e entregou o celular como prova.
Ele foi à delegacia, prestou depoimento.
E foi embora. Não ficou preso.
Uma mãe passou 7 dias em colapso, montou uma operação, colheu as provas, entregou tudo — e o Estado soltou o homem na mesma noite.
Ela fez o trabalho da polícia, do MP e do judiciário.
E mesmo assim, não foi suficiente para mantê-lo atrás das grades.