Pamiętam jak po przejęciu władzy przez Koalicję Obywatelską w roku 2023 roku rozmawiałem z moim bardzo bliskim znajomym, równie blisko obecnym na politycznej scenie, który przedstawił mi swoją ocenę tego tego co się stało. Otóż w czasie gdy wszyscy chodziliśmy ze spuszczony nosem i chlipaliśmy nad naszym nieszczęściem, znajomy mój powiedział mi, że owa porażka nadeszła w ostatnim korzystnym dla nas momencie. Z tego co on miał okazję obserwować prze minione cztery lata z naprawdę bliska wynikało niezbicie, że gdyby PiS wygrał kolejną kadencję, to ludzie by ich tak znienawidzili, że Polska patriotyczna prawica, mogłaby się zwyczajnie rozwiązać i zająć jakimiś drobnymi buznesami. Ze swoich obserwacji, on nie mógł nie dojść do wniosku, że po tych czterech lata ciągłych sukcesów, większość polityków PiS-u się tak moralnie skorumpowala, że - jak mówię - kolejnych lat ich wyborcy by nie przeżyli.
A więc ta porażka nadeszła w samą porę.
Dziś oczywiście nie jesteśmy w stanie skutecznie sprawdzić, czy gdyby nie Donald Tusk i obłęd w jaki on popadł, Karol Nawrocki zostałby prezydentem i pozwolił PiS-owi odzyskać sily. Podobnie już tylko kwestia wiary pozostaje to, jak do tego, że to się jeszcze jakoś kręci, przyczyniło się wstawiennictwo św. Andrzeja Boboli. Jedno natomiast wiemy na pewno, refleksja na jaką mogliśmy jeszcze w roku 2023 liczyć nie nadeszła. I nie chodzi mi już tylko o Prawo i Sprawiedliwość w terenie, ani nawet o tego nieszczęsnego Sasina i Bocheńskiego, ale również o towarzystwo skupione wokół premiera Morawieckiego, z Waldemarem Budą na czele.
I już mi się dalej nie chce, może tylko, jeśli ktoś mnie spyta, o co mi chodzi z tym Budą, polecam zajrzeć na jego Instagrama i zwrócić uwagę na konta, które on obserwuje.
A teraz idę się wyrzygać.
Jeśli ktoś zdecydował się polubić ten wpis, zachęcam do zretweetowania go i obserwowania mojego profilu. Równocześnie polecam swój blog pod adresem https://t.co/X9BIGpfEEs, gdzie przez minione niemal 20 lat tworzyłem kronikę mijajacyc miesięcy i lat.