Od lat próbuje się nam narzucić politykę wstydu. Wmawia się Polakom, że nasza historia to przede wszystkim pasmo win, błędów i powodów do przepraszania. Ale właściwie za co?
1.Wycieńczeni wieloletnią wojną zawarliśmy w 1921 roku pokój z bolszewikami. Nie wywalczyliśmy Ukrainie niepodległości mamy się wstydzić.
2.W latach 1919–1920 Litwini, współpracując z bolszewikami, walczyli z Polską o Wilno. Gdy je odzyskaliśmy, też mieliśmy się wstydzić. Broniliśmy również polskiego Lwowa w latach 1918–1919 i to również ma być powód do wstydu.
3.W 1919 roku Czesi zajęli Zaolzie, wykorzystując moment, gdy Polska walczyła o przetrwanie. Gdy w 1938 roku odzyskaliśmy te ziemie, znów usłyszeliśmy, że powinniśmy się wstydzić.
4.Przez całe dwudziestolecie międzywojenne Polska próbowała porozumieć się z ukraińską mniejszością. W odpowiedzi przyszły zamachy i terror UPA oraz OUN. W 1930 roku przeprowadzono pacyfikację Małopolski Wschodniej. O polskim państwie mówi się do dziś, o terrorze, który ją poprzedził znacznie rzadziej.
5.W latach 1932–1933 miliony ludzi zginęły podczas Hołodomoru. Polska nie była w stanie temu zapobiec. To także ma być nasza wina.
6.Dmowski wstyd. Korfanty Pilsudski wstyd. O polskich bohaterach coraz częściej mówi się wyłącznie przez pryzmat ich wad.
7.W zaledwie dwadzieścia lat, od 1918 do 1939 roku, z trzech zaborów zbudowaliśmy niepodległe państwo, stworzyliśmy armię, własną walutę, port w Gdyni, Centralny Okręg Przemysłowy i nowoczesną administrację. Zamiast dumy słyszymy, że to wciąż za mało.
8.We wrześniu 1939 roku stanęliśmy samotnie przeciwko III Rzeszy i Związkowi Sowieckiemu. Przegraliśmy z dwiema potęgami militarnymi – i za to również mamy się wstydzić.
9.W latach 1943–1944 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zamordowano dziesiątki tysięcy Polaków. Gdy upominamy się o pamięć dla ofiar, również spotykamy się z zarzutami.
10. Powstanie Warszawskie wstyd. Żołnierze Wyklęci wstyd. Domaganie się reparacji od Niemiec za miliony ofiar i zniszczony kraj też wstyd.
Naród, który wstydzi się własnej historii, bardzo łatwo może utracić swoją przyszłość.
Czy to jest jeszcze Polska? Cudze flagi, cudze święta, polskie miasta
👉Warszawa, Wrocław, Lublin, Gdańsk, Łódź, Poznań, kolejne polskie miasta włączają się w obchody Dnia Niepodległości Ukrainy. W Warszawie wielkie wydarzenie na Placu Zamkowym odbywa się nawet pod patronatem prezydenta miasta.
👉Dlaczego polskie miasta nie obchodzą z takim rozmachem Dnia Jedności Niemiec, niepodległości USA, święta narodowego Francji, Czech, Węgier czy Litwy? Dlaczego akurat święto państwowe Ukrainy otrzymuje w Polsce tak szczególne miejsce?
👉Czy aż tak duże są już wpływy licznej społeczności ukraińskiej na polskie życie publiczne i samorządy?
👉Ukraińska polityka historyczna i wciąż obecny kult Bandery oraz tradycji OUN-UPA. Jeżeli podczas obchodów pojawią się czerwono-czarne flagi czy symbole gloryfikujące ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach czy ktoś zareaguje? Kto poniesie koszty tych manifestacji? Policja, służby, utrudnienia w ruchu.
Pomoc Ukrainie nie oznacza obowiązku przejmowania jej świąt, symboli ani polityki historycznej.
Czy Polacy będą bronić Polski?
Najnowszy sondaż wskazuje, że tylko 27% Polaków deklaruje gotowość do osobistej obrony kraju. 58,1% nie deklaruje takiej gotowości, a 14,9% nie ma zdania. Wśród mężczyzn gotowych do obrony jest 42%, wśród kobiet 14%.
Jeszcze mocniej wyglądają badania dotyczące młodych. W jednym z wcześniejszych sondaży aż 69% osób w wieku 18–29 lat deklarowało, że nie stawiłoby się do obrony Polski.
To już nie tylko sondaże. To pytanie o to, co stało się z naszym społeczeństwem i czy w chwili próby rzeczywiście będziemy zdolni obronić własny kraj.
„Nie będę umierał za polityków”
Wystarczy wsłuchać się w głosy młodych ludzi. Argumenty powtarzają się niemal bez końca:
„Państwo nic dla mnie nie zrobiło”.
„Nie mam za co walczyć”.
„Mam jedno życie i rodzinę”.
„Wyjadę za granicę”.
„Niech walczą synowie polityków”.
„Nie jestem żołnierzem, nie mam wyszkolenia”.
„Od walki jest zawodowa armia”.
„Nie ja wywołałem tej wojny”.
„Patriotyzm nie oznacza obowiązku umierania”.
Każdy z tych argumentów można rozpatrywać osobno. Tylko razem prowadzą do jednego pytania:
jeżeli wszyscy znajdziemy powód, żeby nie walczyć, to kto właściwie ma bronić Polski?
Amerykanie? Niemcy? Francuzi?
„Jak będzie wojna, to wyjadę”
Tylko czy rzeczywiście?
Co stanie się na drogach i granicach, kiedy setki tysięcy ludzi jednocześnie postanowią wyjechać? Co z mobilizacją i obowiązkami wobec państwa? I przede wszystkim — kto zostanie?
Całe pokolenie dorosło bez powszechnego przeszkolenia wojskowego. Obrona cywilna przez lata była zaniedbywana. NIK wykazała, że miejsca w schronach i ukryciach wystarczały dla niespełna 4% mieszkańców Polski, a 68% skontrolowanych schronów nie spełniało wymaganych warunków technicznych.
Ale problem jest jeszcze głębszy.
Wojskowy Instytut Medyczny alarmuje o pogarszającej się kondycji młodych. Ponad 80% młodzieży w wieku 11–15 lat nie osiąga zalecanego poziomu aktywności fizycznej. Do tego dochodzą narastające problemy zdrowotne i psychiczne.
Może więc zacząć brakować nie tylko ludzi chętnych do walki, ale również zdolnych ją podjąć.
Państwo ma obowiązek przygotować obywatela do obrony. Ale obywatel również musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w chwili próby jest gotów bronić własnego kraju.
Bo jeżeli 58,1% odpowiada „nie”, problemu nie rozwiąże kolejny budżet MON.
Jeżeli nie my — to kto ma bronić Polski?
A Ty? Gdyby Polska została zaatakowana — zostałbyś i walczył, czy zabrał rodzinę i próbował wyjechać?
@magdazwarmii Jak bardzo trzeba być zgorzkniałym, żeby caly czas pisać takie teksty i sączyć trujące słowa. Zamiast usiąść wieczorem z ulubioną telewizją TVN i z rodziną rozkoszować się sukcesami rządu, ile ukradli, kogo ,zatrudnili
Co ty mantyczysz. Nawet niewielki przedsiębiorca, który kupuje napoje dla klientów, generuje setki czy tysiące pustych opakowań. Trzeba je magazynować, sortować i wozić do punktów zwrotu. Przy większej skali koszt czasu, transportu i całej logistyki może być zwyczajnie wyższy niż odzyskana kaucja.
A problem śmieci nie znika, bo nadal pozostaje mnóstwo opakowań nieobjętych systemem, choćby jednorazowe szkło.
Co więcej, z gminnego systemu odpadów wyciągnięto najbardziej wartościowe surowce PET i aluminium, których sprzedaż wcześniej obniżała koszty gospodarki odpadami. Te przychody znikają, a koszty odbioru pozostają. Efekt już widać w części gmin w postaci wyższych opłat.
Płacimy więc za obsługę systemu, ponosimy koszty magazynowania, transportu i odzyskania kaucji, a dodatkowo możemy więcej zapłacić za wywóz śmieci. To są ogromne koszty. Proszę wskazać mi tutaj realne zyski i korzyści, które je równoważą.
@MSzurstor Jak by wymordowali cywili, nabijali dzieci na sztachety i kobiety przybijali do drzwi a 80 lat później mówili,że to było ok. To tak, sypał bym głowę popiołem i popierał tubylców.