Gadałem dzisiaj z kurierem Uber Eats.
Wyciąga ponad 500 tysięcy złotych rocznie na rozwożeniu jedzenia. Kosmos. Zapytałem go, jak on to robi (bo kwota wydawała się grubo przesadzona).
Robi około 15 dostaw dziennie. Średnio wpada mu jakieś 15 złotych za kurs. To daje około 70 tysięcy rocznie. Do tego jeździ na rowerze, więc koszty ma zerowe.
Skąd więc wzięła się reszta kasy?
W zeszłym miesiącu potrąciła go ciężarówka i dostał 430 tysięcy złotych odszkodowania z ubezpieczenia.
Uwielbiam takie patenty na dodatkowy zarobek.
Chyba sam zacznę jeździć na Uberze.