Puk-puk… to #GROTowisko26! 🎯
27–28 czerwca widzimy się w Zegrzu podczas wydarzenia poświęconego karabinkowi MSBS GROT.
Przed nami wymiana doświadczeń, praktyka i strzelecka rywalizacja.
Do zobaczenia w Zegrzu! 🇵🇱
#WOT#GROT#Terytorialsi
ROSYJKI GŁOS W NASZYCH SERIALACH O SZPIEGACH
Rzadko wypowiadam się w tak mocnych słowach, bo uważam, że oficer - nawet już były - powinien ważyć każde zdanie i trzymać emocje na krótkiej smyczy.
Zwykle wybieram chłodną analizę zamiast publicystycznych „wrzutek”. Ale w tym przypadku honor oficera i lojalność wobec służby wymagają jednoznacznej reakcji. Jako były oficer SWW i absolwent Starych Kiejkut nie mogę udawać, że „Wojna zastępcza” to tylko nieszkodliwa fikcja. To, co pokazano w tym serialu, jest w mojej ocenie klasyczną dezinformacją i potwarzą wobec polskich służb – za państwowe pieniądze, w mediach publicznych.
Rażących przykładów jest aż nadto i Pan ppłk Marcin Faliński bardzo dobrze to punktuje w wywiadzie.
Serial ośmiesza polskie służby, sprowadzając funkcjonariuszy do poziomu niepoważnych, pogubionych chłopaczków - skaczących po hotelowych łóżkach, kradnących szampony i zachowujących się jak grupa wycieczkowa, a nie ludzie odpowiedzialni za operacje na styku wielkiej polityki i bezpieczeństwa państwa.
Wizerunek polskich oficerów jako niekompetentnych, tchórzliwych, łatwo manipulowanych i egoistycznych to nie jest „dowcip”, tylko wprost spełnienie marzeń rosyjskiej propagandy.
Z kolei Rosjanie są pokazani jako uporządkowani, profesjonalni, eleganccy, a nawet moralnie „głębszi” – z wątkiem „szlachetnej” rosyjskiej oficer, z którą Polak się emocjonalnie wiąże. To już nie jest przypadkowa konwencja fabularna, tylko bardzo czytelne ustawienie sympatii widza po stronie obcej służby.
Jako absolwent Starych Kiejkut mam szczególny problem z tym, jak pokazano ośrodek szkoleniowy.
W serialu przypomina on parodię: selekcja i szkolenie wyglądają jak połączenie kiepskiego reality show z komedią obyczajową. Kandydaci zachowują się jak banda nieodpowiedzialnych nastolatków, procedury są karykaturalne, a cały klimat ma ośmieszyć, a nie oddać powagę i ciężar tej formacji.
Dla kogoś, kto naprawdę przez Kiejkuty przeszedł, to nie jest „wizja artystyczna”, tylko zwykłe zakłamanie i plucie w twarz tym, którzy tam pracowali i szkolili się latami, często kosztem zdrowia, rodzin i osobistego życia.
Do tego dochodzą wątki fabularne, które są nie tylko nierealne, ale szkodliwe.
Rozdmuchane historie o głowicach jądrowych krążących po Europie Środkowej jak rekwizyty w serialu sensacyjnym, sugestie, że polskie służby były niepoważnym, skorumpowanym tłem dla rzekomo odpowiedzialnych Rosjan, czy pokazanie współpracy z nimi jako czegoś naturalnego, prawie romantycznego – to wszystko składa się na obraz, który idealnie wpisuje się w rosyjską narrację: Polacy to chaos, bałagan i prowizorka, Rosja to porządek i profesjonalizm. Tego typu „rozrywka” w czasie pełnoskalowej wojny informacyjnej nie jest neutralna.
W efekcie dostajemy produkt, który nie buduje dojrzałego, krytycznego, ale jednak opartego na faktach obrazu polskich służb, tylko brutalnie podcina zaufanie do własnych instytucji bezpieczeństwa. Z punktu widzenia przeciwnika to wymarzony prezent: opinia publiczna karmi się karykaturą własnych służb, a jednocześnie przyswaja narrację o profesjonalnych, „ludzkich” rosyjskich oficerach.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że ktoś albo kompletnie nie rozumie realiów wojny informacyjnej, albo świadomie wchodzi w rolę pożytecznego idioty.
Dlatego w tym konkretnym przypadku mówię jasno: w pełni zgadzam się z oceną Pana ppłk. Marcina Falińskiego.
Ten serial jest prorosyjski, antypolski i szkodliwy zarówno dla wizerunku, jak i faktycznej odporności polskich służb.
Nie atakuje „abstrakcyjnych struktur”, tylko ludzi, którzy naprawdę wykonywali swoją pracę w warunkach, o których scenarzystom nie śniło się nawet w najśmielszych fabułach.
Honor oficera i szacunek do środowiska wymagają, by na takie rzeczy reagować.
Murem za polskim mundurem – także za tym niewidocznym, bez dystynkcji na ramieniu i kamer skierowanych w twarz.
Pozdrawiam i dziękuję.
https://t.co/k6qOgVUeYz
W sumie ciekawe pytanie: czy na oligopolistycznym rynku zdominowanym przez kilka firm sztuczne inteligencje dorobią się odpowiednika wargi habsburskiej?
POLEMIKA - komentarz
Szanowni Panowie...
Punktem wyjścia w tej dyskusji nie jest temperament polemistów, lecz pytanie, które zadają - i na które udzielają dwóch skrajnie różnych odpowiedzi. Pytanie brzmi: jaką cenę Polska jest gotowa zapłacić za utrzymanie wiary w cudzy parasol, w świecie, w którym Rosja wprost planuje ograniczoną wojnę nuklearną na naszym teatrze działań, a Stany Zjednoczone w równie otwarty sposób porządkują swoje priorytety gdzie indziej.
Szanowny Panie Doktorze, Szanowny Panie Albercie - spór między Panami nie rozgrywa się o to, czy mamy „lubić” Amerykę, ani o to, czy atom jest tematem eleganckim przy kawiarnianym stoliku. W istocie spierają się Panowie o to, czy Polska ma pozostać państwem, które biernie akceptuje architekturę bezpieczeństwa zaprojektowaną przez innych, czy też państwem, które- jak kiedyś Bonn, a dziś Seul - wchodzi w kategorię średniego mocarstwa i świadomie buduje dźwignię wobec własnych sojuszników.
Pan Sławomir Dębski prezentuje stanowisko, które można określić jako konsekwentny minimalizm strategiczny. Z jego wywodu przebija przekonanie, że fundamentem naszego bezpieczeństwa jest amerykańskie odstraszanie jądrowe w ramach NATO, a wszelkie ruchy, które podważają monopol USA w tej sferze - czy w formie nuclear sharing rozszerzonego na nowych członków, czy w formie narodowego hedgingu - są z definicji nierealistyczne i groźne.
W tej logice polska racja stanu sprowadza się do wzmacniania obecnej architektury: inwestycji w konwencjonalne zdolności uderzeniowe, krokowej walki o modyfikację Aktu NATO–Rosja, cierpliwego zabiegania o większą obecność amerykańską w regionie.
To jest ujęcie spójne, ale jego osią jest założenie, że sam fakt istnienia kilku tysięcy głowic USA i pamięć o zimnej wojnie wystarczą, aby Rosja nigdy nie zdecydowała się na „teatr ograniczony”, a Waszyngton – by w razie próby nie zatrzymał się przed progiem eskalacji, którego konsekwencją byłoby realne ryzyko „Waszyngton za Białystok”.
Pan Albert Świdziński patrzy na tę samą mapę inaczej. W jego narracji rosyjska koncepcja ograniczonego użycia broni jądrowej w Europie nie jest egzotycznym aneksem do doktryny, lecz rdzeniem realnego zagrożenia: uderzenia kalibrowane tak, by maksymalizować presję na państwa frontowe i minimalizować pokusę amerykańskiej eskalacji strategicznej.
To prowadzi go do wniosku, że wiarygodność amerykańskiego parasola nad Polską nie jest dana raz na zawsze samą liczbą głowic, lecz zależy od struktury ryzyka po stronie Waszyngtonu - a ta, wraz z oficjalnym przesunięciem priorytetu ku Indo‑Pacyfikowi, zmienia się na naszą niekorzyść.
Stąd postulaty: przełamanie tabu wokół własnego programu nuklearnego, wejście na ścieżkę hedgingu, odbudowa zdolności intelektualnych państwa do myślenia o atomie nie jako o „fantazji”, ale jako o jednym z narzędzi polityki.
W tle obu stanowisk stoi coś, co Pan Marek Budzisz trafnie nazwał pytaniem o źródła polskiej prowincjonalności. Nie chodzi przy tym wyłącznie o prowincjonalność sprzętową czy finansową, lecz o prowincjonalność wyobraźni.
W mojej ocenie przez trzy dekady polskie elity przyzwyczaiły się do myśli, że najwyższym stopniem cnoty jest nie zadawać trudnych pytań - szczególnie sojusznikowi - i nie podważać dogmatów, dostarczanych w formie gotowych pakietów na kolejnych konferencjach.
Odruch, który każe reagować alergicznie na samo słowo „bomba” w polskim kontekście, jest w dużej mierze dziedzictwem tej kultury – kultury, w której polska podmiotowość była utożsamiana z poprawnym odtwarzaniem cudzych doktryn, nie z ich współtworzeniem lub tworzeniem własnych.
W tym sensie nie mam wątpliwości, że rację ma Pan Marek Budzisz, pisząc o zapowiedzi generacyjnej zmiany.
Proszę mnie dobrze zrozumieć - nie w tym prostym, publicystycznym sensie, w którym PESEL staje się wyrokiem. Problem nie polega na tym, że Szanowni Panowie (obu cenie za ich przenikliwość i wiedzę) Dębski i Budzisz mają za dużo lat, lecz na tym, że część formacji politycznej, do której należą, zamknęła się w paradygmacie, w którym odwaga kwestionowania status quo mylona jest z brakiem odpowiedzialności. Tymczasem doświadczenia RFN z lat 50. i 60., współczesnych Korei Południowej, Japonii czy Turcji pokazują, że państwa średnie, które traktują własne bezpieczeństwo jako kwestię egzystencjalną, nie boją się używać tematu atomu jako narzędzia dźwigni – wobec przeciwnika i wobec sojusznika.
Nie sposób w tym miejscu nie odnieść się do tonu samej polemiki. Ubolewam, że w tak ważnym temacie funkcjonują u Panów, których poglądy i pracę publiczną szanuję, występują personalne wycieczki
Należy tu zauwazyć fakt, że Pan Sławomir Dębski uczciwie opisuje kolejne polskie próby „wyproszenia” od USA dodatkowych gwarancji - od Tomahawków, przez nuclear sharing, po zmianę Aktu NATO–Rosja – i równie uczciwie przyznaje ich nieskuteczność.
Pan Albert z kolei bezceremonialnie nazywa ten styl uprawiania polityki „petenckim”.
Moim zdaniem istota problemu leży gdzie indziej: w podziale ról, który Polska przyjęła jako naturalny.
Rolą Warszawy stało się od lat przyjmowanie do wiadomości, dlaczego czegoś „nie można”, rolą Waszyngtonu – definiowanie, co jest „stabilnością strategiczną”, a co już nie. Dopóki tego nie zakwestionujemy, spór o to, czy polski minister ma wyższy czy niższy poziom asertywności, pozostanie kosmetyką.
Szanując dorobek i wędzę Pana Dębskiego i doceniając wagę ostrzeżeń i odwagę Pana Świdzińskiego, stawiałbym sprawę tak: jeśli rosyjska koncepcja ograniczonego konfliktu nuklearnego w Europie jest faktem (a jest), a amerykańska strategia wprost mówi o hierarchii priorytetów, w której Europa jest teatrem czwartorzędnym, to kontynuacja obecnego kursu bez zbudowania własnej dźwigni nuklearnej - choćby w formie hedgingu - jest decyzją o świadomym życiu z dziurą w sklepieniu własnego domu.
Możemy tę dziurę zaklinać językiem lojalności i sojuszniczej jedności, ale fizyki i sprawczości politycznej to nie zmienia.
Dlatego zamiast sprowadzać polemikę do pytania „czy Polska to Dębski”, proponowałbym inną oś: czy Polska zasługuje na elity, które potrafią wyjść poza rolę „grzecznego ucznia Zachodu” i podjąć na serio odważną debatę o samodzielnych instrumentach zwiększania własnego bezpieczeństwa - także nuklearnych - w kalkulacjach Waszyngtonu i Rosji.
To jest sedno sporu między Szanownymi Panami. I tak myślę, że to jest początek, nie koniec, generacyjnej zmiany, o której pisał Pan Marek Budzisz.
Pozdrawiam i dziękuję.
He's not just defending AI energy use. He is smuggling in a whole anthropology where humans are basically inefficient meat computers that you have to pour food and years into before they become useful. And once you accept that, the next move is obvious. If people are just costly biological training runs, then burning mountains of electricity to build synthetic intelligence starts to feel not only equal, but superior, even if it negatively impacts actual humans.
That is the dystopian. It makes human development sound like a bug in the system, and it makes sacrificing human and creational flourishing for more computational power sound logical. To him, the grid gets strained, prices go up, ecosystems get hit, but hey, humans eat too, so what's the difference?
The difference is that humans aren't an inefficient line item. They're the point. If your worldview can look at a child growing into an adult and describe it as energy spent to train intelligence, you haven't said something profound. You've revealed a horrifically rotten worldview.
Znalazłem ten tekst na FB. Pięknie wyjaśnione, nawet dla tych co ledwo ogarniają dwie czynności na raz:
JAK DZIAŁA PROPAGANDA W POLSCE
Na przykład: MLEKO
Mleczarze:
"Nie da się zrobić mleka, które by nie zawierało śladowych ilości bakterii kałowych.
Fizjologia krowy jest taka, jaka jest".
Naukowcy:
"Nie uda się zaprojektować takiego procesu technologicznego, który w nie-UHT-ym mleku zabiłby wszystkie bakterie.
Niestety, dotyczy to również pałeczek okrężnicy".
Unia Europejska:
"Określmy w takim takim razie, ile może być dopuszczalnie pałeczek okrężnicy w mleku".
Kreml:
- Pasłuszajcie tawariszcze, nieskolka liet nazad Ewropejskij Sojuz wydumał skolko możjet byc fekalnych bakterij w karowym małakie.
- Kakaich bakterij?
- Nie kakaich, tolka dupnych.
Kremlowska propaganda:
"Unia Europejska postanowiła właśnie po cichu wprowadzić prawo, zezwalające na dodawanie krowich odchodów do mleka".
Polski internet:
"Przez nierobów z Brukseli będziemy teraz pić maślankę z odchodami i żreć gówno z twarogiem".
Polski prawicowy internet:
"Tylko Polexit może zatrzymać próbę zatruwania nas i naszych dzieci kałem".
Polski ultraprawicowy internet:
"Po robieniu mac z krwi katolickich niemowląt, przyszedł czas na karmienie naszych polskich krów chanukowymi odchodami, celem depopulacji naszego narodu.
Śmierć wrogom ojczyzny".
Pani Irenka do pani Jadwigi:
"Ja już tej całej polityki mam dość i na nikogo nie będę głosować.
A już na pewno nie za tą Unią. Słyszała pani, że zmuszać nas będą do jedzenia krowich placków?
Pani to sobie wyobraża?".
Autor tekstu: Tomasz Borowski
#ShelbyFactSquad #satyrapolityczna
@donaldtusk
Panie Premierze,
Apelujemy by niezwłocznie pojechał Pan w szumnie rozgłaszane tournee do Helsinek, Sztokholmu, Kijowa i Ankary i ustalił tam funkcjonalne współdziałanie wojskowe tych państw (połączonych tym, że są żywotnie zainteresowane by Rosja nie wygrała i nie miała na nie wpływu) po to by stworzyć Rosji poważne dylematy strategiczne i operacyjne (i eskalacyjne) oraz znacznie utrudnić Amerykanom poświęcanie interesów regionu; by natychmiast podjął Pan decyzję o przeglądzie zakupów zbrojeniowych oraz zakomunikował Pan to Amerykanom prosto w twarz zamiast pisać te epistoły na X, które budzą u Amerykanów pogardę i pogłębienie braku liczenia się z Rzeczpospolitą i jej interesami.
Najważniejsze decyzje, które historia postawiła przed Panem to: systemy dowodzenia i łączności niezależne od Amerykanów; targeting bez Amerykanów, poszukiwanie własnej kontroli eskalacji bez wpływu Amerykanów, przekonanie Szwedów, by rotowali batalion/brygadę na przesmyk suwalski, a my nasze jednostki na Gotlandię w tym lotnictwo na lotniska szwedzkie - gdyby taka zaszła potrzeba; dyslokacja polskich systemów rakietowych i dronowych na Hiume i Saareme w Zatoce Ryskiej by grozić ruchowi rosyjskiemu w Zatoce Fińskiej; zbudowanie (masowych i tanich) zdolności konwencjonalnych uderzeń na duże odległości bez pomocy Amerykanów - za to przy współpracy z Ukrainą, Turcją i Szwecją; porozumienie z Turcją na korzystanie z poligonów rakietowych i dronowych w Turcji oraz współpraca ofensywna z wywiadem tureckim na Kaukazie i południu Rosji; wymiana systemów dronowych z Ukrainą w celu możliwości operacji fałszywej flagi; rozpoczęcie planowania blokady morskiej, powietrznej i lądowej obwodu królewieckiego; natychmiastowe i publicznie ogłoszone zwiększenie potężne wynagrodzeń badaczy w Świerku pod Warszawą oraz wielkiej chemii (tą, którą jeszcze mamy); powołanie jednostki (batalionu) eksperymentalnej w Wojsku Polskim kryptonim Kmicic-Babinicz z charyzmatycznym dowódcą na kształt rosyjskiego Rubikonu z dużą dozą autonomii szkoleniowej i zakupowej; natychmiastowa deregulacja (i odczepienie od nich służb specjalnych z ich zgodami, opiniami itp) robotyki i zdolności dronowych oraz technologii podwójnego przeznaczenia oraz wpuszczenie tam prywatnego polskiego kapitału/biznesu by nasz biznes segment ten postawił wreszcie na nogi w miejsce niewydolnego w tym zakresie państwa polskiego; rozpoczęcie przygotowań do aktywnej obrony i własnej ofensywy hybrydowej; rozpoczęcie na poważnie debaty o powszechnej służbie wojskowej w RP, ale na nowych zasadach, które zmieni diametralnie Wojsko Polskie z jego „betonoza” ustanowi nowy stosunek obywatel-państwo, tym razem oparte na prawdzie i uczciwości oraz nowoczesności, w której działa polskie społeczeństwo po 35 latach transformacji, ale nie działa niestety Wojsko Polskie, o czym Pan dobrze wie.
Grozi nam niebawem szantaż przemocy, na który nie będziemy mieli odpowiedzi. Również grozi nam wojna, do której nie jesteśmy gotowi, nie ma czasu do stracenia.
Wczorajszy materiał na temat #CPK w programie 19:30 był gorzej niż SKANDALICZNY
Biada nam jeżeli to ma być ta zapowiadana "rzetelna, profesjonalna i uczciwa informacja" oraz "fotografia świata i dnia"
Zapraszam na przegląd manipulacji zawartych w materiale
1/14
Korzystając z okazji, chciałbym zatem zaprosić pana premiera @donaldtusk na wywiad nt. polityki energetycznej jego rządu.
Pytałbym m. in. o projekt jądrowy, sprawę SMR-ów, plany transformacji energetycznej i działania Polski na poziomie UE.
@Piotr_Maciazek Będę pamiętać, ale najpierw chcę zobaczyć źródło tej informacji @Piotr_Maciazek. Google czy DuckDuckGo nic o tym nie słyszały oczywiście.
W ramach motywowania PGZu do prac nad wzornictwem przemysłowym dzisiaj mała propozycja. Mój pracownik - Paweł Balcer, przygotował czysto artystyczną koncepcję jak mogłaby wyglądać ujednolicona stylistycznie nowa generacja Mustanga, Jelcza i Warana. Mam nadzieję, że się podoba :)
Konferencja- Sprawna Polska i przekaz tak ważny że zasługuje na teaser. Udział w konferencji wzięli między innymi @BartosiakJacek@KomornickiLeon@SMajman@krzysztofbosak
Całość tutaj: https://t.co/zyyqG50OK2
Organizator: @SEA_org_pl & Instytut Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ