From the perspective of a brother to a severely mentally retarded sister, it’s just not worth it. Nothing against her. But the reality is more horrifying than most people understand. In our particular case, she can’t feed, dress, wash herself. Can’t walk, or speak and needs 24/7 supervision. Not to mention the incredibly disruptive violent screaming tantrums. One just has to weather them out and try not to lose patience, whether they happen in public, or at Christmas dinner. You don’t bring friends or girlfriends home to that. You can’t even speak to each other across the table when that happens. Our lives were dominated by providing care in a hughly stressful environment. Late night trips to A&E. Endless treatments and medical consultations. My mother’s life is still dominated by it. Most people in these situations simply don’t have the resources, and live forever in subdued desperation. Actual life needs to take priority. I would not do that again, if I had a wife and other children, I would not put them through what I grew up with under any curcumstances. I would terminate the child’s life if they showed sighs of such disability. Jail would not deter me in putting first the needs of wife and children.
Dubaj – miasto marzeń autkowych Mariuszy i krypto-coachy. Dlaczego architektura chciwości nie ma duszy?
Dubaj został zaprojektowany przez i dla ludzi, którzy uważają, że podatki to kradzie��. To globalna stolica mentalu nuworysza, samochodozy, egoizmu, krótkowzroczności i narcystycznego skupienia na statusie majątkowym.
Widać to w architekturze i urbanistyce. Dubaj nie powstał po to, żeby dobrze się w nim żyło. Powstał po to, żeby dobrze wyglądać na zdjęciach z drona i z perspektywy 120 km/h na autostradzie.
Tamtejsze budynki – od gigantycznych wieżowców po prywatne wille – nie posiadają ani grama humanizmu. Nie projektowano ich z myślą o skali człowieka, o jego dobrostanie psychicznym czy integracji społecznej. Projektowano je jako trójwymiarowe tablice reklamowe dla statusu majątkowego.
Miasto dla jednostek, nie dla społeczności. W tym urbanistycznym modelu nie ma miejsca na tkankę społeczną, przestrzeń wspólną czy bezinteresowne interakcje. Wszystko jest sprywatyzowane, ogrodzone i podpięte pod transakcję finansową. Nie wyjdziesz tam na tradycyjny spacer, bo ulica nie służy do chodzenia – służy do tego, by pokazać w niej swój drogi samochód.
Dubaj to absolutna mekka dla „autkowych Mariuszy”, których szczytem życiowych ambicji jest ryk wydechu na jałowym biegu i bezcelowe krążenie od jednego luksusowego szlabanu do drugiego.
Dubaj to gigantyczna, przeskalowana (i mega zakorkowana) sieć autostrad, do której bez ładu i składu, jak klocki Lego, doczepiono losowe wieżowce - niczym nowy gracz Sim City. Przestrzeń między budynkami nie służy do życia, do interakcji czy do spaceru – ona służy wyłącznie do tego, by przetoczyć przez nią dwutonową maszynę z klimatyzowanego garażu podziemnego w punkcie A do klimatyzowanego centrum handlowego w punkcie B. Komunikacja miejska jest dla biedoty pracującej na budowie, albo turystów z Europy.
Próba wyjścia tam na zwykły, pieszy spacer kończy się natychmiastowym zderzeniem ze ścianą. Zostajesz uwięziony między ekranami akustycznymi, wielopoziomowymi estakadami a czternastoma pasami rozgrzanego asfaltu. Człowiek bez samochodu jest traktowany jak intruz albo świr.
Jedyna prawdziwa tkanka miejska, gdzie toczy się realne życie to dzielnice imigrantów z Indii, Pakistanu, Filipin, Indonezji itd. Oraz starsza część Dubaju, która jako jedyna przypomina prawdziwe miasto. Zdjęcia w komentarzu poniżej.
@marek_2k22@tomo9000p@tomszl Bez szans - znam wielu ludzi, którzy jakiś czas dojeżdzali, ale dość szybko rezygnuja, zostają najwytrwalsi, reszta po prostu przenosi sie do Wawy. Sam dojezdzałem na studia, krótki czas. Nigdy Kurwa Więcej.