Po dzisiejszej rozmowie z @ZelenskyyUa jestem absolutnie pewien, że nikt i nic nie złamie Ukrainy i jej Prezydenta w ich walce przeciwko rosyjskiej agresji. Zapewniłem go, że może liczyć na pełną solidarność Polski i Europy z narodem ukraińskim.
Może sobie wkręcam, ale serio mam wrażenie, że dziś w komentarzach jakoś tak mniej szlamu publikowanego przez konta typu „AndrzejPolak2345” bez awatara, założone najdalej w 2022 roku.
Tak, ruch 🇷🇺 rosyjskich botów spadł dramatycznie po 3 zbombardowaniu serwerowni Yandex. Ale to ❌ nie są boty-konta-na-twitterze, takie jak @Mariusz092727 piszący głupoty.
Ten spadek ruchu to boty-crawlery albo jak pisze sam cloudflare: znane automaty do spamu / bruteforce po http.
Niewykluczone, że w DC Yandex hostowane były jakieś konta do prowadzenia operacji wpływu w SM, ale musimy Was rozczarować, na 🇷🇺 "działania hybrydowe" te bombardowania będą miały niewielki jeśli nie zerowy wpływ.
Natomiast jak widać na załączonym obrazku, rakiety uderzające w DC są skuteczniejsze niż systemy antyspamowe.
GRA CIENI - Rybar w Risanie
Co zatrzymanie Zwinczuka mówi o tym, kto w Rosji naprawdę chroni, a kto tylko płaci oraz jakie są wnioski z tej całej historii i dlaczego zacząłem cenić czarnogórską ABN...
Fakty, co się stało
Rankiem 9 października czarnogórska policja razem z Agencją Bezpieczeństwa Narodowego (ABN) weszła do hotelu w Risanie nad Zatoką Kotorską i zatrzymała Michaiła Zwinczuka, twórcę projektu „Rybar”, jego żonę Walerię oraz trzy osoby z ekipy. Zabrano drony, kamery, telefony.
Po ośmiu godzinach zapadła decyzja o wydaleniu całej piątki jako zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa. Wieczorem Zwinczuk nagrywał już wideo z drogi powrotnej do Rosji, skarżąc się, że sprzętu nie oddano.
Z zewnątrz wygląda to na epizod. Objęty unijnym zakazem wjazdu człowiek przyjeżdża do kraju kandydującego do Unii, zostaje odesłany, koniec historii.
Ciekawsze jest to, co stało się w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej w ciągu tych ośmiu godzin, kiedy nikt jeszcze nie wiedział, czy skończy się na deportacji, czy na przekazaniu człowieka i tu uwaga - za którego Departament Stanu oferuje do 10 mln dolarów!
Ale to dopiero początek...
W tym oknie jeden z kanałów bliskich środowisku siłowemu napisał, że sprawa powinna „otrzeźwić plejadę pracowników Zarządu ds. Projektów Społecznych”, że „dach Administracji Prezydenta dawno przecieka, a wycieku trzeba szukać na Starej Płoszczadi”, że „ani Kirijenko, ani tym bardziej Nowikow nie pomogą”, i że tylko wyśmiewany „Iwan Durak” w postaci wywiadu zagranicznego może spróbować wyciągnąć zatrzymanych z jurysdykcji państwa NATO.
Ten tekst warto rozłożyć na nuty, bo grają w nim więcej o samej Rosji niż akcja w czarnogórskim Risanie.
Zarząd ds. Projektów Społecznych to komórka Administracji Prezydenta odpowiadająca za media, „wychowanie patriotyczne”, politykę młodzieżową i kontakt z lojalnymi organizacjami. Kieruje nią od 2017 roku Siergiej Nowikow, człowiek, który za Siergiejem Kirijenką przeszedł drogę od aparatu pełnomocnika w Niżnym Nowogrodzie, przez Rosatom, po Kreml. Nowikow zasiada w radzie Instytutu Rozwoju Internetu, czyli instytucji rozdzielającej państwowe pieniądze na treści patriotyczne, w tym na projekty wojenkorów.
Dodam, że brytyjskie uzasadnienie sankcji wobec Rybara mówi wprost o częściowej koordynacji sieci przez Administrację Prezydenta, o pieniądzach Rostiechu i o współpracy ze służbami.
Cytowany powyżej rosyjski autor wpisu uznaje więc za oczywiste, że patronem Rybara jest cywilny blok polityczny Kremla, a nie Ministerstwo Obrony, z którego pionu informacyjnego Zwinczuk się wywodzi i właśnie w ten blok uderza.
„Krysza protiekła” to rosyjska gra słów. Krysza (dach) w rosyjskim żargonie oznacza ochronę, więc zdanie mówi, że ochrona Kremla przestała działać.
Jednocześnie czasownik otwiera drugi sens, czyli przeciek, a „sliw na Starej Płoszczadi” to zarazem odpływ i wyciek informacji spod adresu Administracji Prezydenta.
Sugestia jest czytelna. Ktoś z otoczenia kremlowskich kuratorów miał zdradzić trasę ekipy, albo szerzej, kontakt z tą strukturą stał się dla jej podopiecznych obciążeniem.
Jak to czytać na nasze?
Czyli jak teza rosyjskiego autora nie ma oparcia w faktach, ale jak z tego wysnuć wnioski.
Ekipa Rybara przez kilka dni jeździła po Serbii i Bośni, kręcąc serial o relacjach Rosji z Bałkanami, a potem sama złożyła w Czarnogórze oficjalny wniosek o zdjęcia w monasterze w Cetynii.
Człowiek z unijnej listy sankcyjnej, który podpisuje się pod wnioskiem o zgodę na filmowanie, nie potrzebuje zdrajcy w Moskwie, żeby zostać znalezionym. Ale funkcją tego wpisu nie była prognoza ani ustalenie prawdy. Była nią wskazanie winnego wewnątrz systemu.
To wskazuje, że w rosyjskich komentarzach zatrzymania Rubara, przywoływany przykład bajki „Iwana Duraka” jest kluczem do reszty interpelacji, którą poniżej przytoczę.
W rosyjskiej bajce to wyśmiewany przez braci najmłodszy (Iwan), który okazał się w finale jako jedyny potrafi rozwiązać skomplikowany problem - czyli nie był - Durakiem (Durniem).
Rosyjscy autorzy obsadzają roli owego Iwana - własny wywiad zagraniczny, czyli w praktyce SWR, od lat najczęściej ośmieszaną ze służb pośród innych. W sumie w mojej ocenie to trochę się im należy, chodź na początku wojny w 2022 roku byli w opozycji do optymistycznych raportów dotyczących Ukrainy autorstwa wywiadu FSB, to o ostatnich latach meldowali sporo wpadek, o których pisałem w Grze Cieni.
W tym przypadku przekaz w rosyjskiej wewnętrznej wojnie informacyjnej brzmi, że polittechnolodzy z Kremla mają budżety, granty i wpływ na krajowe media, ale za granicą nie mają nic.
Kiedy ich podopieczny wpada w ręce państwa Sojuszu, jedyny realny instrument pozostaje w rękach ludzi, których ten sam Kreml latami lekceważył (czyli SWR).
W mojej ocenie deportacja zamiast ekstradycji sprawiła, że dramaturgia opisywanego wpisu nie potwierdziła się- ja jako żebrak wiedzy - żadną informacją nie gardzę, stąd jej treść jest dla mnie bardzo użytecznym wskaźnikiem.
Co on mi daje..
Otóż rosyjski segment wojenkorów przestał być zbiorem niezależnych komentatorów i stał się półpaństwowym zasobem, o którego kontrolę toczy się spór między blokiem cywilnym a siłowikami.
Każdy incydent za granicą będzie w Moskwie rozgrywany w tym sporze, a nie jako problem bezpieczeństwa operacyjnego własnych kadr. Tu podkreślę jest to bardzo ciekawy faktor z wywiadowczego operacyjnego punktu widzenia - jak to mówi stare rosyjskie przysłowie - wilka karmią w domu, a on w las patrzy :)
Dla nas ważne są dwie rzeczy.
Pierwsza dotyczy Czarnogóry.
Małe państwo NATO, bez spektakularnego procesu i bez ryzyka wieloletniego sporu o ekstradycję z dużym mocarstwem lub mocarstwami (wyjaśnię to później), w jeden dzień użyło zwykłych narzędzi administracyjnych, zatrzymało nośniki danych do ekspertyzy i odesłało szczęśliwą grupę frustratów do domu.
Z punktu widzenia kontrwywiadu - to cukiereczek -zdobyczą nie jest Zwinczuk, tylko telefony, karty pamięci i kontakty ekipy, która przez tydzień poruszała się po Bałkanach. To jest wywiad przez drze „W” w praktyce, bo każdy z tych fragmentów osobno znaczy niewiele, a złożone razem pokazują sieć - jak to mówią amerykanie - „juicy, juicy”, a biorąc pod uwagę pewne globalne rosyjsko-amerykańskie wczorajsze wydarzenie, zakładam, że koledzy z Waszyngtonu też tam 5 groszy dołożyli, by sprawę zamknięto w ramach dogadania o Deal-u , co tym bardziej doceniam sprawczość czarnogórski ABN, że - umie we wywiad :)
Druga dotyczy nas samych.
W Polsce też działają ludzie, którzy jeżdżą, filmują, piszą i mają za sobą państwo, które w razie wpadki nie wyśle po nich nikogo poza konsulem. Ich słabością nie jest brak profesjonalizmu, tylko przekonanie, że ochrona z Moskwy sięga poza granicę Rosji.
Czarnogóra właśnie pokazała, że nie sięga.
Warto, żeby ta lekcja była czytana także nad Wisłą!
Zdolność państwa do działania nie zaczyna się od ilości pieniędzy wydanych na Służbę. Zaczyna się tam, gdzie ktoś potrafi w ciągu ośmiu godzin podjąć odważną decyzję i ją wykonać.
Pozdrawiam i dziękuję.
Zdjęcie - szczęśliwa, wydalona ekipa Rybara - oczywiście bez sprzętu - zródło Rybar.
Powiem więcej - my, mając do dyspozycji krajowe silniki odrzutowe dla bezzałogowców uderzeniowych, jak choćby ETJ-61 od TKH, możemy opracować nie tylko odpowiednik JDAMa-ER ale też wersji LR, a więc de facto pocisk manewrujący.
No i jak tam po wczoraj?
Słuchać już skandowanie: DONALD-TRUMP-DONALD-TRUMP? Ciekawe czy Polscy apologeci Trumpa którzy bezrefleksyjnie afirmowali każde jego posunięcie względem Europy mają obecnie jakiś moment refleksji...
Natomiast niestety ale Amerykanie mają jeden wielki środek nacisku na UA: Stralinka. I o ile Ukraińcy od dwóch lat robią co mogą żeby istniejącą klasyczną sieć (sieci) łączności rozszerzyć to niestety nie da się na UA zbudować zamiennika Stralinka. A Europejska bieda-alternatywa to pieśń przyszłości.
Pytanie brzmi: czy i na ile Elon Musk ugnie się wobec żądań Trumpa co do szantażowania Kijowa. Bo Amerykanie nie mogą zabrać czegoś czego i tak już nie dają Kijowowi. Natomiast kwestia Starlinka jest niestety krytyczna - jego wyłączenie przetrąciłoby kręgosłup większości oddziału SZU.
ps. Amerykańskie firmy wojskowe / wojskowe software powiązane z syndykatem wokół Trumpa które próbują poprzez polityczną stopę w drzwiach wejść do MONu powinny dostać czarną polewkę. Pytanie tylko ilu wojskowym wystarczy odwagi zaraportować że w warstwie technologicznej sprzedawana jest ściema a w warstwie technicznej - czasami prymitywne rozwiązania na poziomie np FirePoints (które de facto nie działają w warunkach silnej WRE) lub pierwszego lepszego europejskiego ogarniętego software house.
Swoją drogą - forsowanie opierania się o amerykańskie rozwiązania w dziedzinie dowodzenia (HMS/BMS) może już otwarcie umieszczać na skali od monstrualnej głupoty po zdradę stanu.
Terminal paliwowy w Rostowie w Rosji może mieć problem z dostawą diesla obiecanego Trumpowi bo akurat tej nocy tak go niedopałek.
3S: spokój, sankcje, solidarność.
Przy okazji słów Grzegorza Brauna o Nord Stream warto przypomnieć jedną rzecz, która - dziwnym trafem - zdaje się już niknąć w zbiorowej pamięci:
rosyjskie surowce energetyczne wcale nie są tanie. Wręcz przeciwnie, okazały się ekstremalnie drogie.
Osoby nawołujące do wznowienia szerokiego handlu energetycznego z Rosją zapominają, że to właśnie Rosjanie w 2021 r. zaczęli wywoływać w Europie kryzys energetyczny, ograniczając stopniowo dostawy gazu. W II połowie 2021 r., a więc jeszcze przed pełnoformatową agresją na Ukrainę, strona rosyjska przestała sprzedawać Europejczykom gaz w kontraktach innych niż długoterminowe, podnosząc ceny błękitnego paliwa.
Później, już po 24 lutego 2022 r., Rosjanie zażądali od swoich europejskich kontrahentów zmiany formuły rozliczeń za gaz, oczywiście w sposób pozaumowny. Kraje, które nie zgodziły się na rosyjskie ultimatum (czyli np. Polska) zostały pozbawione dostaw gazu, co stanowiło dość spektakularny przypadek łamania przez rosyjskie spółki postanowień umów długoterminowych, które Moskwa reklamowała jako żelazne gwarancje zaopatrzenia w surowiec.
Ale na tym się nie skończyło: kraje, które poszły na rękę Rosji (czyli np. Niemcy) też zostały pozbawione dostaw gazu, tylko później. W przypadku RFN mowa o naprawdę upokarzającym procesie stopniowego odcinania przesyłu z wykorzystaniem gazociągu Nord Stream, którego orędownikiem został Grzegorz Braun. Rosjanie w połowie 2022 r. wstrzymali przesył gazu tym gazociągiem do Niemiec tłumacząc się problemem z turbinami umożliwiającymi pracę połączenia. Jedna z turbin była akurat remontowana w Kanadzie, która nie chciała wysłać jej z powrotem ze względu na nałożone na Rosję sankcje technologiczne. Do akcji wkroczył jednak Berlin i kanałami dyplomatycznymi przekonała Kanadyjczyków, by ci przekazali turbinę. Kiedy trafiła ona do Niemiec okazało się, że... Rosjanie nie chcą jej odebrać i zamontować w gazociągu, bo brakuje jej dokumentów celnych. Oczywiście ta wymówka była farsą mającą na celu upokorzenie Niemców, którzy w międzyczasie zostali bez działającego Nord Stream (a więc bez 55 mld metrów sześciennych gazu rocznie). I kiedy 26 września 2022 r. magistrale Nord Stream zostały wysadzone, to żadna z nich nie tłoczyła gazu do Niemiec.
Rok 2022 był katalizatorem rosyjskiej agresji energetycznej, w ramach której Moskwa wykorzystywała gaz jako broń polityczną. Kosztowało to - i wciąż kosztuje - Europejczyków setki miliardów euro, które trzeba było wydać na stabilizowanie sytuacji. Dlatego każdy, kto namawia do powrotu do szerokiego handlu energetycznego z Rosją jest po prostu szkodnikiem.
Rosjanie mają takie przysłowie że jeżeli coś chodzi jak kaczka, pływa po wodzie jak kaczka i kwacze jak kaczka to jest to klaczka.
No to jeżeli jakaś partia zachowuje się jak V kolumna Rosji, jej działacze robią biznesy z Rosjanami, a jej wierchuszka głosi postulaty 100% zbieżne z interesem Rosji to rozkład jazdy powinien być znany:
ps. spokojnie drodzy wyborcy owej partii - jej szefostwo już planuje ściągnięcie Hindusów na Wasze miejsce.
Szczęść Wisznu!