To będzie długa analiza w odcinkach. Tytuł „Jak skutecznie przegrać wybory - kubeł zimniej wody”
Obserwuję nastroje na X od dłuższego czasu.
Opcja lewicowa w elektoracie Tuska, bije w dzwony - Prawa Człowieka, rozliczenia - nie ma?
Czy Tusk ma rozliczać, czy sądy?
1/12
P. @CzarnekP a może wytłumaczysz pan Polakom, tę hojność z kieszeni polskich nauczycieli.
Tuż po przegranych wyborach parlamentarnych w 2023 r. Przemysław Czarnek, jeszcze jako urzędujący minister edukacji i nauki, błyskawicznie przepchnął wielomilionową dotację dla Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, swojej macierzystej uczelni i miejsca, z którym jest związany od dekad.
Środki przeznaczono formalnie na „badania naukowe”, a konkretnie na projekt realizowany przez zespół, w którego skład wchodzi… dr Katarzyna Czarnek, żona obecnego kandydata pis na premiera, z ryjem wiejskiego furmana.
Cała operacja wygląda więc klasycznie dla pis, minister rozdaje publiczne pieniądze, pieniądze trafiają do instytucji, z którą jest osobiście związany, w zespole badawczym, który dostał grant, pracuje najbliższa rodzina ministra, a decyzja zapada w okresie politycznego międzylądowania, gdy wiadomo już, że za chwilę straci stanowisko i realną władzę nad resortem.
W normalnym państwie taki proceder nazywa się nepotyzmem połączonym z rozkradaniem publicznych pieniędzy. W polskim wydaniu III RP często nazywa się to po prostu „wsparciem środowiska naukowego”, a w pis, partii kłamców i złodziei, nazywa się to "normą".
Poproszę RT
PiS krzyczy, że sprawy dotyczące bezpieczeństwa narodowego nie powinny być ukrywane przed Polakami.
Dlaczego w takim razie ukrywaliście fakt, że w grudniu 2022 do Polski wleciał rosyjski pocisk manewrujący i gdzieś sobie spadł?
@mblaszczak@CzarnekP
Coś ci "usiądło" na łbie?
To jest wprowadzające w błąd uproszczenie – opiera się na realnym projekcie regulacji UE, ale mocno przekręca jego sens, robisz to bo jesteś prymitywnym ignorantem czy wykonujesz czyjeś polecenia?
Co faktycznie planuje UE
Chodzi o rozporządzenie PPWR (Packaging and Packaging Waste Regulation), które jest nadal w trakcie wdrażania/uzgadniania (stan na 2026). Jego cel to ograniczenie nadmiarowych opakowań, zwłaszcza plastikowych.
W projekcie pojawia się https://t.co/aGwfT7m7f5. ograniczenie:
- jednorazowych plastikowych opakowań zbiorczych (np. folii typu shrink wrap) używanych do łączenia produktów (jak zgrzewki),
- tam, gdzie nie są one konieczne i istnieją alternatywy.
Co jest kluczowe (i manipulowane w tym wpisie)
- ❌ Nie ma zakazu sprzedaży zgrzewek jako takich
- ❌ Nie ma obowiązku kupowania pojedynczych butelek
- ❌ Nie ma przepisu, który każe klientowi „nosić luzem” produkty
Zamiast tego:
- ✅ producenci będą musieli zmienić sposób pakowania, np.:
- kartonowe opakowania zbiorcze,
- uchwyty wielorazowe,
- systemy zwrotne,
- inne rozwiązania bez folii jednorazowej
- ✅ celem jest redukcja plastiku, nie utrudnianie zakupów
Co z datą 2030?
- Rok 2030 faktycznie pojawia się w PPWR jako horyzont wdrażania części przepisów,
- ale nie oznacza „nagłego zakazu zgrzewek od tej daty”– to raczej etap osiągania celów redukcji opakowań.
- twierdzenie, że „nikt poza jednym koncernem nie ma technologii” jest przesadzone,
- alternatywne formy pakowania już istnieją i są stosowane w wielu krajach.
Do brzegu
Narracja „UE zakazuje zgrzewek i każe nosić butelki luzem” to fake / manipulacja oparta na:
- wyjęciu fragmentu regulacji z kontekstu,
- pominięciu alternatyw,
- dodaniu emocjonalnych scenariuszy (senior, matka, chaos w sklepie).
Cel twojego wpisu najbardziej chciałbym poznać?
Przed czym ostrzegają Amerykanie?
Ostrzegają przed kolejną prowokacją Rosjan, ale teraz pójdzie grubo.
Szczerze mówiąc, pisałem o tym w Polityce już we wrześniu 2025 r. A teraz to samo przekazują (wg doniesień) amerykańskie służby wywiadowcze. Oczywiście to tzw. przeciek kontrolowany, bo całe społeczeństwo ma się dowiedzieć o tych ostrzeżeniach, co oczywiście ma konkretny cel.
Wlot rosyjskich nieuzbrojonych dronów we wrześniu 2025 r. miał być rozpoznaniem. Sprawdzeniem reakcji i sprawdzeniem działania ich wojny informacyjnej.
Jak wiadomo, obrona powietrzna Polski i natowskich sojuszników zadziałała prawidłowo. Oczywiście rosyjska agentura w Polsce już po czasie zaczęła krytykować użycie drogich rakiet do zestrzeliwania tanich dronów (by the way - to akurat Holendrzy je odpalili, a nie Polacy, ale to szczegół), choć dyskusja ta mocno przygasła, kiedy się okazało że niezwyciężone wojska amerykańskie w ciągu dwóch miesięcy wystrzeliły w rejonie Zatoki Perskiej zapas z kilkuletniej produkcji rakiet Patriot wartych miliardy dolarów do tanich irańskich dronów, które i tak narobiły całkiem sporo szkód w państwach sojuszniczych (Kuwejt, Katar, Emiraty).
Wojna informacyjna ruszyła natychmiast. Ale towarzysze z GRU mocno przeholowali. Pierwsze i dość liczne wpisy na kontach społecznościowych o ukraińskiej prowokacji wobec Polski pojawiły się ZANIM drony w ogóle wleciały do Polski. No to była wpadka na całego, ale GRU się nie przejęła, bo nie zostało to dostatecznie nagłośnione. Algorytmy nie kochają prawdy, algorytmy kochają emocje, skrajności, wrzaski.
Potem okazało się, że przeważały komentarze, świadczące o tym że to był ukraińska prowokacja. Ale to były lewe komentarze, walone przez boty, a w najlepszym razie przez płatne farmy troli. Kiedy bowiem zrobiono badania opinii publicznej, to przekonanych do tej wersji było jakieś trzy razy mniej od ilości komentarzy.
Oczywiście nie mogła to być prowokacja ukierunkowana na wciągnięcie do wojny, bo była poniżej progu wciągnięcia do wojny. Nikt rozsądny nie rozważał żadnych militarnych akcji odwetowych przeciwko Rosji i to było oczywiste. Po co więc organizować grubymi nićmi szytą prowokacje mającą na celu wciągnąć do wojny, która nie ma szans wciągnąć do wojny? Bo jest po prostu poniżej progu militarnego odwetu?
Grunt jednak został przygotowany. Poziom emocji został nakręcony przez inne działania, w czym niestety pomógł też ukraiński prezydent. Ale jak powiedziałem - w politykę nie wchodzą. Jedźmy dalej z militarnym possible COA (Course of Action) development wg metodyki analizy sieciowej ONA (Operational Net Assessment).
Teraz to się odbędzie tak.
Któregoś dnia w czasie zmasowanego ataku na Ukrainę, część dronów poleci dalej. Może część z nich poleci wzdłuż białorusko-ukraińskiej granicy, może nawet naruszą przestrzeń powietrzną Białorusi. Chodzi o to, by nie zostały one zestrzelone przez ukraińską obronę.
Te, które wlecą do Polski polecą na jakiś ważny obiekt, elektrownie albo stacje kolejową, może jakieś ważne zakłady, na przykład Mielec albo Świdnik, albo zakłady amunicyjne w Nowej Dębie czy w Skarżysku Kamiennej, lub w Pionkach. Chodzi o to, by straty były dotkliwe, by wykonały wielkie poruszenie, by wydania specjalne w telewizjach i na portalach internetowych trwały nie jedną dobę, ale nawet tydzień. By o niczym innym nie mówiono.
Wśród dronów które przylecą, dwa-trzy nie trafią w cele. Spadną gdzieś na pole, ale tak by ludzie je natychmiast znaleźli. By je sfotografowali i wrzucili do internetu. I by te zdjęcia miały miliony wyświetleń. By musiały je pokazać różne telewizje, wydrukować gazety. A to będą kopie znanych ukraińskich dronów, najlepiej słynnego, bardzo rozpoznawalnego, dwukadłubowego drona „Liutij”. Będą miały nieudolnie zamalowane, prześwitujące ukraińskie znaki rozpoznawcze. I może część napisów po ukraińsku.
Będą miały ładunek wybuchowy, ale nie wybuchną. Muszą zostać relatywnie całe, żeby można je było sfotografować, a zdjęcia rozpowszechnić. A mnóstwo ludzi pokaże filmiki z ich przelotu, charakterystycznej sylwetki nie da się z niczym pomylić.
I natychmiast ruszy nawała rosyjskich trolli, rosyjskich botów i rosyjskiej agentury w Polsce: „to był atak ukraiński!” „Na co czekacie?” „Co zamierzacie z tym zrobić?” A pewien nieoswojony instruktor będzie swoim zwyczajem zadawał odpowiednie pytania, sugerujące „właściwą” odpowiedź. I będzie miał miliony wyświetleń…
Wszystko to po to, by społeczeństwo ruszyło na rząd: zatrzymać pomoc dla Ukrainy, tak naszą, jak i tranzyt!
A jak to nie wystarczy, to będą kolejne akcje. Ale te opiszę innym razem.
Uwaga: ilustracja wygenerowana przez AI, celowo.
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. https://t.co/3NOiJ9zNa8
ZABORY W GŁOWIE, WIFI W ŁAPIE, PROCH DO OBRONY Z IMPORTU
Będąc w Afganistanie, miałem czasem wrażenie, że patrzę na społeczeństwo mentalnie utknięte kilka wieków za współczesnością. Nie dlatego, że ludzie rodzą się gorsi, tylko dlatego, że religijny terror, analfabetyzm sięgający dramatycznych poziomów, klanowość, bieda, wojna, brak państwa i lokalni watażkowie potrafią zamienić człowieka w zakładnika świata, gdzie strach znaczy więcej niż prawo, a honor rodu więcej niż rozum.
Wtedy myślałem, że Polacy, mając darmowy dostęp do wiedzy, Internet, uniwersytety, technologię i cały XXI wiek pod ręką, są już od tego o niebo dalej. No i patrzę dziś na część naszego społeczeństwa i zaczynam się zastanawiać, czy ja tego wcześniej nie widziałem, czy my naprawdę cofamy się mentalnie do czasów zaborów. Niby czytać umiemy, ale czytanie ze zrozumieniem w wielu przypadkach poległo gdzieś między paskiem w telewizji, komentarzem na Facebooku i kazaniem politycznego kuglarza. Edukacja w Polsce leży, nauka ścisła leży, myślenie państwowe leży, ale za to dalej żyje przekonanie, że wojny wygrywa się cudami z Częstochowy, husarią z mema i patriotycznym darciem mordy. Może dlatego tylu polityków tam jeździ. Nie znają innego sposobu niż cud, bo wiedza, przemysł, chemia, fizyka i matematyka to już dla nich teren skażony rozumem. Ten sam zapach stęchlizny, tylko flaga inna, smartfon nowszy i hasła bardziej napompowane.
Nieufność wobec własnego państwa. Wiara w obcego cara, byle tylko dokopał sąsiadowi. Pogarda dla elit, ale miłość do krzykacza wymachującego biało-czerwonym cepem. Nienawiść do Zachodu, z którego bierze się pieniądze, technologię, bezpieczeństwo, rynek i wygodne życie. Suwerenność rozumiana jako darcie mordy na Unię przy jednoczesnym klękaniu przed każdym, kto obieca, że pogłaszcze nas po głowie i powie, że jesteśmy wielcy. Jedni chcą klęczeć przed Ameryką. Drudzy puszczają oko do Moskwy. Kolejni bredzą o Międzymorzu bez przemysłu, bez prochu, bez atomu i bez zdolności do długiej wojny. Następni myślą, że jak nazwą Unię okupantem, to Polska nagle stanie się mocarstwem, choć bez europejskiego rynku, pieniędzy, technologii i bezpieczeństwa zostanie nam co najwyżej romantyczne umieranie za własną głupotę. Państwo frontowe nie może być skansenem z biało-czerwoną chorągiewką, cepem na kiju, memem o husarii i magazynem pustym jak głowa partyjnego patrioty po trzecim występie w telewizji.
Nacjonalizm i faszyzm nie są odpowiedzią na XXI wiek. To stare, spleśniałe trumny polityczne, które raz już zalały Europę krwią, a dziś wracają w wersji dla ludzi z internetem, kompleksem niższości i potrzebą znalezienia wroga prostszego niż własna głupota. To nie jest siła. To jest bezradność ubrana w mundur z wypożyczalni. To jest lęk przebrany za dumę. To jest intelektualna bieda z orłem w awatarze i biało-czerwonym cepem w ręku. Świat idzie w stronę bloków technologicznych, przemysłowych, wojskowych, energetycznych i informacyjnych. Liczy się produkcja, nauka, cyber, sztuczna inteligencja, satelity, drony, amunicja, energetyka, demografia, logistyka, kontrwywiad i zdolność państwa do przetrwania uderzenia. A u nas część ludzi dalej siedzi mentalnie pod zaborami i kombinuje, któremu panu warto się pokłonić, żeby drugi dostał po mordzie. Ja nie chcę Polski plemiennej, zaborowej i rozwrzeszczanej. Chcę Polski europejskiej, twardej, nowoczesnej, uzbrojonej, prawnej i odpornej. Nie miękkiej kolonii cudzych interesów. Nie petenta w holu Białego Domu. Nie narodowego cyrku z pochodniami. Nie domku z kartonu przy granicy z bandycką Rosją. XXI wiek nie będzie czekał, aż polski internet skończy debatę, czy lepszy jest car, wujek z Ameryki, cud z Częstochowy, czy husaria z mema. Świat się zmienił. Kto tego nie widzi, nie broni tradycji. On tylko urządza sobie wygodny grób z widokiem na przeszłość.
PS. Tak dla waszej wiadomości, Polska nie ma dziś takiej produkcji prochu, która wystarczałaby na zabezpieczenie własnej armii w razie długiej wojny. Pionki są potrzebne, ale za małe wobec skali zagrożenia. My nadal nie mamy pełnej krajowej produkcji takich komponentów jak nitroceluloza, bez której można sobie co najwyżej podłubać w nosie, a wydłubana materia, podpowiadam, do prochu się nie nadaje. Nitrocelulozę dla polskiego przemysłu sprowadzamy z kierunków azjatyckich i europejskich, między innymi z Indii, Chin, Niemiec, Czech oraz innych państw UE i spoza UE. O dziwo, wielki amerykański wujek jakoś nie rozwiązał nam tego problemu. Więc może zanim kolejny historyk z ambicjami do rządzenia zacznie opowiadać o mocarstwowej Polsce, zacznijmy kształcić więcej chemików, matematyków, fizyków i inżynierów. Bo wojny nie wygra się pielgrzymką, konferencją prasową i biało-czerwonym cepem. Potrzebujemy prochu, atomu, amunicji, przemysłu, technologii i ludzi, którzy rozumieją coś więcej niż własną minę na tle sztandaru. A doktorzy od politycznych mitów w tym temacie raczej cienko pierdzą.
NA ZIMNO, OKIEM OFICERA SŁUŻB. TO NIE PĘKNIE. TO PIERDOLNIE.
Na zimno powiem tak. Tej eskalacji przemocy może się już nie dać zatrzymać zwykłym apelem o rozsądek. Nie na tym etapie. Nie po takim pompowaniu emocji. Nie wtedy, gdy prawica walczy o słupki, własną widownię i chwilowy aplauz ludzi, którym od miesięcy wlewa się do głów gniew. Oni nie będą słuchać. A Ruscy zrobią wszystko, żeby ten ogień nie zgasł za szybko.
Piszę to jako były oficer służb specjalnych. Nie jako facet po lekturze kilku wpisów w internecie. Ja wiem, jak to się robi. Wiem, jak się grzeje tłum. Wiem, jak się wybiera punkt bólu. Wiem, jak się buduje atmosferę, w której pierwszy śmieć uznaje, że ma misję. Wiem też, jak potem wszyscy robią zdziwione mordy, że przecież nikt nie chciał, że emocje, że prowokacja, że incydent, że trzeba zachować spokój.
Spokój trzeba było zachować wcześniej.
Zanim ze zwykłych cywilnych Ukraińców zrobiono polityczną tarczę strzelniczą. Zanim każdy medialny pajac uznał, że może sobie szczuć, rechotać, pluć i jeszcze udawać obrońcę Polski. Zanim głowa państwa zaczęła biegać po scenie publicznej jak wariat z brzytwą i drzeć ryja razem z tłumem. Bo jak lata tic tac po pustej paczce, to jest zabawa. Jak lata głowa państwa i rozdaje emocjonalne przyzwolenie, to może się skończyć krwią. I żeby było jasne. Zełenski zrobił źle. Bardzo kurwa źle. W wielu sprawach można mu zarzucić głupotę, arogancję i kompletny brak wyczucia wobec Polski. Można mieć do Kijowa pretensje. Można mówić o Wołyniu, ekshumacjach, orderach, interesach, politycznej bezczelności i tym wszystkim, co przez lata zamiatano pod dywan. Tylko że jedna rzecz to spór z władzami Ukrainy, a druga rzecz to podpalanie nienawiści do ludzi, którzy tu mieszkają, pracują, uciekli przed wojną albo zwyczajnie próbują żyć.
Ja tu nie bronię Ukraińców. Ja wam piszę, jak bym to rozegrał, gdybym siedział w Moskwie i chciał podpalić Polskę od środka. Bo te kurwy znam. Znam ich sposób myślenia. Znam ich zimną cierpliwość. Znam ich pogardę dla ludzkiego życia. A wy będziecie mieli wątpliwą przyjemność niedługo ich poznać, jeśli dalej będziecie uważać, że wojna hybrydowa to mem, troll i paru idiotów w komentarzach. Polska jest państwem przyfrontowym. Nie kabaretem pod remizą. Za wschodnią granicą idzie wojna, a my siedzimy na beczce prochu. W kraju mieszka i pracuje ogromna ukraińska społeczność. Rosja to widzi. Rosyjskie służby to widzą. Ich agentura to widzi. Trolle to widzą. Każdy, kto ma choć trochę mózgu, widzi, że to gotowy detonator.
Najpierw miesiącami grzeje się nienawiść. Ukraińcy źli. Ukraińcy winni. Ukraińcy roszczeniowi. Ukraińcy uprzywilejowani. Ukraińcy zabierają. Ukraińcy obrażają. Ukraińcy zagrażają. Potem w sieci robi się syf. Potem w autobusie ktoś kogoś opluje. Potem wybita szyba. Potem pobicie. Potem politycy udają, że nic się nie dzieje, bo sondaże jeszcze się zgadzają. A potem ktoś ginie.
Ukraińska rodzina. Ojciec na froncie. Matka z trójką dzieci w Polsce, bo tutaj miało być bezpiecznie. Bo tu miały przeczekać rosyjskie rakiety, alarmy, piwnice, strach i śmierć. Bo Polska miała być dla nich chwilowym schronem, nie kolejnym miejscem, gdzie dosięgnie ich wojna. I nagle giną. Matka i dzieci. Albo dzieci. Albo jedno dziecko, bo to wystarczy. Wystarczy jeden mały trup, żeby rozpalić kontynent politycznego gówna.
I co dalej, kurwa?
Co wtedy powiecie ojcu, który wróci z frontu i zobaczy trumny własnych dzieci w kraju, który miał je ochronić? Że emocje wymknęły się spod kontroli? Że to był incydent? Że trzeba poczekać na ustalenia prokuratury? Że nie można ulegać prowokacji? Że ktoś źle zrozumiał patriotyczny przekaz? No kurwa nie. Tego się już nie przykryje komunikatem.
I nie musi to być żaden samotny oszołom z piwnicy, który za dużo naczytał się ścieku w internecie. To może być też ktoś przywieziony tylko po to, żeby zrobić jedną akcję i zniknąć. Zawodowiec. Człowiek bez historii w Polsce, bez emocjonalnych więzi, bez lokalnego ciężaru, bez potrzeby tłumaczenia się komukolwiek. Ktoś, kto nie przychodzi tu dyskutować, tylko wykonać zadanie, zostawić trupa, uruchomić lawinę i wyparować z mapy, zanim nasze bezradne państwo zdąży zorganizować kolejną konferencję z poważnymi minami.
Takie warianty też istnieją. I tylko naiwny dureń uważa, że Rosja ich nie rozważa.
Bo ruskie służby nawet nie muszą już miesiącami budować człowieka albo grupy. Morderców w Rosji nie brakuje. Wręcz taśmowo ich przybywa. Wojna, więzienia, najemnicy, kryminał, ideologia, pieniądze, szantaż, frustracja i całe zaplecze państwa, które nie ma moralności, tylko cel. Oni nie potrzebują armii geniuszy. Potrzebują kilku ludzi bez sumienia i kraju, który sam przygotował scenę.
A z tym krajem mamy problem. Bo polskie służby od lat wyglądają, jakby ktoś im wyjął zęby, połamał kręgosłup, założył partyjną smycz i kazał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Papier się zgadza, procedury się zgadzają, konferencje się zgadzają, tylko rzeczywistość ma to w dupie. Bezradność państwa przyfrontowego nie zaczyna się w chwili wybuchu. Ona zaczyna się wtedy, gdy politycy traktują służby jak łup, etat, przechowalnię lojalnych i straszak na przeciwników.
Tak, Ruscy mają realny wpływ w naszym państwie. Nie tylko przez pojedynczych agentów wpływu, szemrane konta i internetowy ściek. Coraz bardziej wygląda to tak, jakby potrafili wchodzić głębiej, w całe środowiska, partie, bańki ideologiczne i ludzi, którzy często nawet nie muszą wiedzieć, czyją robotę odwalają. Bo tak to działa. Nie zawsze trzeba prowadzić kogoś za rękę. Czasem wystarczy podsunąć mu wroga, nakarmić jego ego, dać mu poczucie misji, dolać benzyny do jego własnej frustracji i pozwolić, żeby zrobił resztę sam.
I myślę, że na Ukrainie jest podobnie. Tam też rosyjska agentura nie śpi. Tam też potrafi schować się pod samą latarnią. Wśród najgłośniejszych, najtwardszych, najbardziej radykalnych środowisk, które krzyczą o ojczyźnie, honorze i krwi, a potem dziwnym trafem robią dokładnie to, co Moskwie pasuje. Agentura nie zawsze wygląda jak facet w płaszczu z walizką pieniędzy. Czasem wygląda jak patriota z pianą na pysku, któremu wydaje się, że walczy o swój kraj, a naprawdę niesie cudzy zapalnik.
Najpierw Zełenski wykonał durnowaty ruch. Bardzo durnowaty. Politycznie ślepy, arogancki i szkodliwy. A potem poszło. Jedni podali ogień, drudzy benzynę, trzeci kamerę, czwarty mikrofon, a rosyjski troll tylko dopilnował, żeby płomień nie zgasł.
A prawica w Polsce właśnie daje Ruskim prezent, o jakim nawet nie marzyli. Gotowy konflikt wewnętrzny. Gotową nienawiść. Gotowe hasła. Gotowych pożytecznych idiotów. Gotową widownię. Gotowy tłum, któremu wystarczy pokazać palcem wroga, a on już sam zacznie szukać kamienia, noża albo kanistra.
I to wszystko jest rozbuchane po to, żeby walczyć o słupki sondażowe. O kilka punktów więcej. O kilka procent gniewu więcej. O trochę większy krzyk pod własnym filmikiem. O brawa od ludzi, których karmiono latami opowieścią, że Polska jest oblężoną twierdzą, ale dziwnym trafem wróg zawsze stoi tam, gdzie akurat opłaca się postawić kamerę. Przecież Czarnek z Kowalskim już szukają Ukraińców po urzędach
Może się okazać, że hasło „po trupach do celu” niedługo wcale nie będzie odrealnioną metaforą. Może przestanie być brzydkim powiedzeniem o cynicznej polityce, a stanie się opisem realnej drogi do władzy. Bo kiedy raz pozwolisz, żeby polityczny zysk liczono na cudzym strachu, potem bardzo łatwo ktoś zacznie liczyć go na cudzej krwi.
I ja jestem niemal pewien, że Rosja ten prezent wykorzysta. Nie dlatego, że jestem pesymistą. Dlatego, że wiem, jak działają służby. Szczególnie służby państw, które prowadzą wojnę i dla których trup dziecka może być tylko narzędziem operacyjnym. Tyle. Zimna kalkulacja. Zero sumienia. Zero łez. Zero moralności.
I co wtedy zrobi Nawrocki? I reszta politycznych pseudo strategów? Oby nie to co myśl i o co ich podejrzewam…
Wyjdzie na mównicę, zrobi groźną minę i powie, żeby przestać? Poprosi o spokój? Zaapeluje do rozsądku? No kurwa nie. Tego syfu już wtedy nie zatrzyma. Nie zatrzyma go pałacowy komunikat, konferencja, order, mina męża stanu ani patriotyczna gadka pisana przez doradcę od wizerunku.
Nienawiść puszczona w tłum nie wraca grzecznie do pudełka, bo polityk nagle zrozumiał, że przegiął.
Bo jak głowa państwa drze ryja razem z tłumem, to tłum uznaje, że dostał pozwolenie. A kiedy tłum dostaje pozwolenie, zawsze znajdzie się ktoś, kto pójdzie krok dalej. Zawsze. Tak działa ulica. Tak działa gniew. Tak działa propaganda. Tak działa wojna hybrydowa, kiedy wejdzie ludziom do głów, klatek schodowych, szkół, sklepów i autobusów.
A najgorsze jest to, że to się wcale nie musi skończyć na jednym ataku. Bo pierwszy trup otwiera nowe drzwi. Jedni będą chcieli odwetu. Drudzy zemsty za odwet. Trzeci będą krzyczeć, że państwo nie panuje nad sytuacją. Czwarty rosyjski kanał już będzie miał gotowy pasek, że Polska płonie, Ukraińcy są zagrożeni, a Zachód się rozpada. I potem wszyscy będą pytać, jak do tego doszło.
Doszło normalnie. Krok po kroku. Szczucie po szczuciu. Post po poście. Konferencja po konferencji. Uśmieszek po uśmieszku. Milczenie po milczeniu. Bo tu nie chodzi o to, że ktoś za ostro powiedział w telewizji. Tu chodzi o to, że w kraju na celowniku Rosji kilku wariatów z brzytwą biega po scenie publicznej i tnie wszystko, co jeszcze trzyma społeczeństwo w jednym kawałku.
A Rosja patrzy. I czeka. A może już nawet nie czeka. Doświadczenie zawodowe podpowiada mi że nie czeka i oby nasze służby były szybsze...
NAWROCKI DAŁ ZEŁENSKIEMU KSIĄŻKĘ O WOŁYNIU NA PIERWSZYM SPOTKANIU. NO KURWA, STRATEG
Patrząc na zimno, jakbym stał z boku i analizował cudzy kraj, cudze błędy, cudze polityczne samobójstwo rozpisane na konferencje prasowe, wpisy w internecie i symboliczne gesty pod własną publikę, wychodzi mi prosty, ponury obraz. Część polskiej prawicy nie prowadzi polityki zagranicznej. Ona prowadzi plemienną terapię grupową dla własnego elektoratu, tylko że rachunek za tę terapię może zapłacić całe państwo.
Bo Polska nie leży na oceanie. Polska nie jest samotną wyspą, która może obrażać sąsiadów, palić mosty i potem udawać, że wystarczy stanąć na brzegu z plastikowymi husarskimi skrzydłami, żeby odstraszyć Kreml. Polska jest państwem frontowym. Mamy Rosję za ścianą, wojnę za granicą, Białoruś jako rosyjską przybudówkę i Moskwę, która od lat robi wszystko, żeby skłócić Polaków z Ukraińcami. I właśnie w takim momencie część prawicy uznała, że świetnym pomysłem będzie robienie z relacji z Kijowem partyjnej ustawki.
To jest polityka głupia w sposób strategiczny. Nie przypadkiem, nie przez potknięcie, nie przez jeden niefortunny gest. Ona konsekwentnie robi rzeczy korzystne dla Rosji. Osłabia zaufanie między Polską a Ukrainą. Wpycha Wołyń w bieżącą młockę wyborczą. Uczy ludzi, że sąsiad walczący z naszym wspólnym wrogiem jest problemem większym niż Moskwa. A potem ci sami ludzie wychodzą przed kamery i mówią o racji stanu. No tak, racja stanu zrobiona z lajków, fochów i historycznej pałki. Kreml może tylko bić brawo, bo część roboty dostaje za darmo i tu się trzeba zastanowić czy tylko przez głupotę czy dzięki ruskiej agenturze wpływu bo wszystko na to wskazuje…
Dać Zełenskiemu książkę o Wołyniu na pierwszym spotkaniu? To nie jest twarda dyplomacja. Tak robi tylko dyplomatoł albo człowiek prący do konfliktu celowo. Jeśli ktoś chce rozmawiać o ekshumacjach, pamięci, prawdzie i odpowiedzialności, powinien robić to jak państwowiec, a nie jak człowiek, który pomylił gabinet z parkingiem po meczu. Można być twardym. Trzeba być twardym. Ale twardość mierzy się skutkiem, nie tym, czy własna publiczność zaklaszcze, bo ktoś komuś symbolicznie przywalił przy powitaniu.
Nawrocki, Bogucki i cała reszta moralnych windykatorów nagle mówią „my pomagaliśmy Ukrainie”. Wy? Naprawdę qrwa wy? Odpieprzcie się od Polaków, przynajmniej od tej części, która nie dała wam prawa mówić w jej imieniu. Pomagali zwykli ludzie. Pomagały rodziny, samorządy, wolontariusze, lekarze, kierowcy, funkcjonariusze, żołnierze, organizacje i tysiące anonimowych osób. Państwo pomagało za pieniądze obywateli. Polska pomagała, bo rozumiała, że Rosja jest wrogiem, a Ukraina zatrzymuje rosyjską armię daleko od naszej granicy. To nie była jałmużna. To był ludzki odruch i strategiczny interes.
A wy próbujecie dziś zrobić z tej pomocy rachunek wystawiony Kijowowi i medal przypięty sobie do partyjnej marynarki. To jest małe, podłe i politycznie tępe. Żerujecie na czymś, co było większe od waszych interesów. Na solidarności ludzi, którzy przyjmowali uchodźców, wozili paczki, zbierali sprzęt, pomagali dzieciom, rannym, rodzinom, żołnierzom. I teraz wychodzi partyjny urzędnik i mówi tonem właściciela narodu, jakby to on osobiście nosił tę pomoc na plecach.
Szybko wam zeszło z Katynia. Szybko wam przeszło z „pamiętamy”, „Rosja nigdy nie była naszym przyjacielem”, „honor”, „ofiara”, „krew” i całą patriotyczną liturgią od święta. Wystarczyło, że politycznie wygodniej stało się walić w Ukrainę, a już część przekazu zaczęła pachnieć Moskwą. Żołnierze Wyklęci, którymi tak chętnie wycieracie sobie gęby, walczyli z Sowietami i ich onucami. Walczyli z systemem narzuconym Polsce przez Kreml. A dzisiaj ktoś pod biało-czerwoną flagą robi dokładnie to, czego Kreml potrzebuje. Skłóca Polaków z Ukraińcami, rozbija zaufanie, hoduje podejrzliwość i nazywa to patriotyzmem.
Teraz czarny scenariusz. Bez krzyku, bez histerii, bez emocjonalnej piany. Krok po kroku.
Najpierw niszczymy relacje z Ukrainą, bo trzeba było nakarmić elektorat historycznym mięsem. Potem polskie firmy wypadają z części rozmów o odbudowie, bo nikt poważny nie lubi partnerów, którzy jednego dnia chcą kontraktów, a drugiego robią dyplomatyczne policzki. Kijów zaczyna szukać silniejszych gwarancji gdzie indziej. Berlin, Paryż, Londyn, Ankara, Waszyngton. Cokolwiek, byle nie Warszawa, która z każdej rozmowy potrafi zrobić akademię obrażania.
Potem Polska zaczyna być postrzegana jako kraj głośny, nerwowy, obrażony i trudny. Taki, który zawsze ma rację, tylko coraz rzadziej ma wpływ. Sojusznicy uśmiechają się dyplomatycznie, klepią nas po plecach, chwalą historię, położenie i poświęcenie, a później decyzje podejmują bez nas. Bo z państwem, które myli politykę zagraniczną z plemienną awanturą, nie robi się poważnych rzeczy. Takie państwo odsuwa się od stołu, żeby nie wylało zupy na mapę.
Potem Rosja robi swoje. Nie musi od razu jechać czołgami. Wystarczy chaos. Migranci, prowokacje, cyberataki, sabotaż, fałszywe konta, dziwne podpalenia, „spontaniczne” protesty, bojówki, ustawki, przecieki, nagłe awarie, plotki o Ukraińcach, plotki o Polakach, filmiki bez źródła, zdjęcia bez kontekstu. Społeczeństwo zaczyna się gotować. Jedni chcą wyrzucać Ukraińców. Drudzy mają dość nacjonalistycznej piany. Trzeci odpowiadają tym samym językiem. Państwo udaje, że panuje nad sytuacją, a w praktyce biegnie za wydarzeniami z wiadrem, w którym zamiast wody jest benzyna.
Potem może polecieć krew. Nie dlatego, że rozsądni ludzie jej chcą. Tylko dlatego, że przez lata karmiono półgłówków opowieścią, że przeciwnik polityczny nie jest obywatelem, tylko wrogiem. A kiedy zrobi się naprawdę brzydko, wyjdą ci sami moralni podpalacze i będą mówić do kamer, że trzeba spokoju, rozwagi i narodowej zgody. Oczywiście po tym, jak sami przez lata kroili ten naród tępą propagandową piłą.
Potem przychodzi wojna pełzająca. Brudna, hybrydowa, rozciągnięta na granicę, kolej, energetykę, paliwa, łączność, porty, magazyny, lotniska i systemy ratownicze. Rzeszów, Małaszewicze, Warszawa, Trójmiasto. Nie trzeba zdobywać Warszawy, żeby sparaliżować państwo. Wystarczy uderzyć w kilka punktów bólu. Wystarczy strach. Wystarczy wrażenie, że nikt nad niczym nie panuje. I wtedy okaże się, że plastikowa husaria z internetu nie zatrzyma dronów, a darcie mordy w studiu telewizyjnym nie jest obroną powietrzną.
Na końcu zostajemy sami z własną głupotą. Ukraina ostrożna i nieufna. Zachód zmęczony naszymi fochami. Unia zirytowana. Ameryka zajęta sobą. Rosja zadowolona. A polska prawica dalej tłumaczy, że to wina Tuska, Brukseli, Berlina, Kijowa, migrantów, lewaków, mediów i złej pogody. Wszyscy winni, tylko nie ci, którzy przez lata palili mosty i nazywali to suwerennością.
To jest ten genialny plan. Pozbawić Polskę sojuszników, skłócić ją z Ukrainą, osłabić pozycję w Europie, podgrzać ulice, nakarmić radykałów, a potem zdziwić się, że państwo frontowe zaczyna trzeszczeć. Strategia ludzi, którzy naprawdę wierzą, że polityka zagraniczna polega na obrażeniu sąsiada i zebraniu braw od własnych kibiców.
Widzę to prosto. Kto dziś w Polsce rozwala relacje z Ukrainą dla interesu własnej partii, ten świadomie albo z głupoty pracuje na korzyść Rosji. Kto podsyca antyukraińską histerię, robi robotę Kremlowi. Kto udaje, że wróg jest w Kijowie, a nie w Moskwie, powinien trzymać się z dala od spraw państwa. Bo wróg siedzi na Kremlu. Nie wśród uchodźców. Nie wśród żołnierzy ginących na wschodzie. Nie wśród ludzi, którzy zatrzymują rosyjskie ścierwo, zanim podejdzie bliżej naszej granicy.
Jeśli przyjdzie wojna, Polska będzie musiała walczyć. Nie dlatego, że prawica miała rację, tylko dlatego, że prawica i podobni polityczni piromani przez lata pomagali doprowadzić nas do miejsca, w którym będziemy mieli mniej przyjaciół, więcej wrogów i społeczeństwo rozgrzane do czerwoności. A potem będą pomniki, przemówienia, znicze, msze i wielkie słowa o ofierze. Bo w tym kraju często najpierw produkuje się katastrofę, a później uroczyście składa się pod nią kwiaty.
Dlatego trzeba mówić zimno, brutalnie i bez udawania. Prawica, która podpala relacje z Ukrainą, nie broni Polski. Ona pcha Polskę w samotność. A samotne państwo frontowe nie jest suwerenną twierdzą. Jest celem. Kreml doskonale to wie. Nasi domowi geniusze od honoru jeszcze nie zauważyli, że ktoś im dawno rozpisał rolę. Mają krzyczeć. Mają dzielić. Mają obrażać. Mają palić mosty. A potem mają się zdziwić, że na końcu tej drogi nie ma chwały. Jest błoto, krew, izolacja i długa kolejka winnych, którzy oczywiście niczego wcześniej nie rozumieli.
Podsumowując jednym zdaniem: prawica podpala nasz wspólny dom na chama, a kiedy ogień wejdzie na dach, okaże się, że z tych prawicowych piromanów są tacy sami strażacy, jak z plastikowej husarii obrona powietrzna, a gasić będą jak zwykle zwykli obywatele, bo sprawcy spierdolą za granicę tworzyć rząd na uchodźstwie z miną ludzi, którzy znowu „ocalili” kraj, a teraz z poświęceniem godnym greckich herosów muszą cierpieć w tej strasznej zachodniej zgniliźnie
Żadna z poprawek, zgłoszonych przez ZBP o których pisze @SzJadczak nie znalazła się w ustawie przyjętej przez rząd. Dokładnie takie poprawki zgłaszał natomiast później Zbigniew Bogucki. Bardzo łatwo to sprawdzić.
Nic nie usprawiedliwia wynaradawiania i kolonizowania 🇺🇦 przez II RP.
Nic nie usprawiedliwia mordów UPA na 🇵🇱 ludności cywilnej.
Nic nie usprawiedliwia 🇵🇱 akcji odwetowych na 🇺🇦 ludności cywilnej.
To naprawdę nie są trudne rzeczy, a podobno jesteśmy chrześcijańskimi narodami.
Na miejscu „inwestorów” @zondacryptopl to bym się wkurzył jakbym usłyszał że kasa zamiast wrócić do nich poszła na tego śmiecia Mateckiego i kleche złodzieja Olszewskiego.
Wysłuchałem wywiadu pani profesor Tyrowicz, ekonomistki i członkini RPP. Niezwykle kulturalnie, rzeczowo i merytorycznie wyjaśniła, że
„Wszystko, co powiedział pan prezes NBP na konferencji, ma bardzo luźny związek z rzeczywistością”.
A dlaczego?
Bo nie ma żadnego zysku, z tytułu wzrostu wartości złota, trzymanego jako rezerwy. Strata, wykazywana przez NBP, nie jest bowiem tylko „księgowa”, jak nam usiłują wmówić niektórzy „eksperci”, gdyz przepisy nakazują obniżyć wartość aktywów, o kwotę straty. Skumulowana strata NBP za ostatnie lata, to ok 100 mld PLN.
Z drugiej strony, wzrost ceny złota, czyli zysk na różnicy pomiędzy ceną zakupu a aktualną wartością, podnosi wycenę aktywów. Nie mamy zatem żadnego zarobku w rozumieniu finansowym, na wzroście ceny złota. Bo ten wzrost został już przypisany księgowo do aktywów czyli rezerw złota.
Nie ma żadnego sposobu, żeby skonsumować taki zysk po raz drugi, bo nie ma żadnego aktywa, do którego można by przypisać ten rzekomy zysk ze sprzedaży złota. Zostało to już zrobione, zgodnie z przepisami.
A gdyby nawet był jakikolwiek zysk, to Prezes NBP ma go przekazać do budżetu. Koniec, kropka.
Cała reszta to brednie dla imbecyli, sprzedawane przez politycznych wasali USA, którzy przy okazji chcą się nachapać trochę kasy i w sposób pozaprawny poszerzyć swoje konstytucyjne kompetencje.
Lubię czasem poczytać o tym, co się w Kacapii odpierdala, a to ruskie serwisy przejrzę, a to telegrama poczytam. Wczoraj wpadłem na wywiad Andreja Ordasza, byłego chargé d'affaires (szarża w sensie) w Polsce, który zastąpił ambasadora Andriejewa - dla Komsomolskiej Prawdy. Wywiad ukazał się pod koniec ubiegłego roku, ale ja panu szarżowi odpowiem dopiero teraz:
Ubolewasz gadzie jebany, że Polacy są rusofobami, a kim mają być? Dam ci małą przypominajkę, zostawmy w spokoju zabory i całą prehistorię, pogadajmy o wieku XX. Może mi powiesz, co w 1920 roku, robił pod Warszawą Tuchaczewski ze swoją armią? Wpadł z sąsiedzką wizytą?
Albo dlaczego (tego samego roku) pod Komarowem, ppłk Juliusz Rómmel musiał napierdalać Budionnego z jego konarmią, czyżby nie dostrzegł, że to była wycieczka przyjaciół? W 1939 roku, w połowie września Armia Czerwona znalazła się w Polsce (niewątpliwie) przypadkiem, domniemam, że przyjechali nas uwolnić. I uwolnili, od ...chleba, butów, zegarków, a często i życia. Tych których nie zamordowali, bydlęcymi wagonami powieźli do ziemi przeklętej, a ty dalej pal głupa i zastanawiaj się, o co tym Lachom chodzi. Wasze wyzwolenie 1944-45 to było zastąpienie syfilisa rzeżączką. Gwałty, grabieże, aresztowania, wywózki i zabójstwa, a ty kurwa ciągle zdziwiony, nic pewnie o tym nie wiedziałeś? Po wojnie wasi siepacze wywozili do sojuza i zabijali polskich patriotów. Z rozpędu otruluście nawet Bieruta, waszą marionetkę, którą zrobiliście prezydentem. W latach 1944-1989 traktowaliście mój kraj jak derwisz kozę, doiliście nas, strzygi i ruchali. A teraz zdziwienie, że my was za to, jakoś nie kochamy. No popatrz kurwa, jacyśmy niewdzięczni.
89 rok mógł zmienić wszystko i zmienił. Z wasala przepoczwarzyliśmy się w partnera, zaczęliśmy robić biznes, niestety - odejście pijaka Jelcyna zakończyło ten okres. Z nastaniem bandyty Putina, było co rok gorzej. Ubolewałeś kurwo, w tym wywiadzie, że nie kupujemy waszych węglowodorów, a jak mamy je kupować, skoro co i rusz straszyliście zakręceniem kurka? Szantaż monopolisty to nic przyjemnego, dlatego spierdalajta z tym swoim gazem i ropą. Kiedyś kupowaliście od nas owoce i warzywa, były tanie, smaczne i zdrowe, ale i to trza było spierdolić. Wymyślaliście durne przeszkody, niby zoo i fitosanitarne. Kurwa! Wy o niewystarczającej higienie przy produkcji w Polsce gadacie? Jak u was prawie nikt, rąk po sraniu nie myje. Chuj wam w dupy, nasi rolnicy znaleźli nowe rynki na swoje wyroby i żyją, a wy co? Potęga nuklearna, zdobywcy kosmosu, a jebanych kartoszków nie potraficie wyhodować, bo albo wam zgniją, albo je zaraza czy stonka wpierdoli, a najczęściej wszystko na raz. Wyżarliście durne chuje, wszystkie katofle, bisłoruskiemu Baćce i teraz (za baxy) musicie je kupować w Mongolii i Egipcie. Komedia. Beczałeś ruski wszarzu, że nie dajemy wam wiz. A po chuj wy nam tu? Pociągi wykolejać, pożary wzniecać? Mówisz, że Polak waszą wizę może sobie online załatwić. Nie wiem czy tak jest, może i jest, ale wiem, że jeden chłop do was pojechał, to wsadziliście go do łagru bez wyroku i tam zakatowali. A spierdalać mi z taką gościnnością, bezpieczmiej jak u was czułbym się w Syrii na terenach kontrolowanych przez ISIS.
Najlepsze na koniec. Podśmiewałeś się - chuju niemyty, z mojego kraju, że tu wszystko jest na pokaz, że czyste są tylko fasady a z tyłu jest bieda, że nasz dobrobyt finansowany jest z kredytu. Chuj cię obchodzi z czego, co finansujemy. Patrz na Matuszkę Rossiję, tam mało kto ma kibel w domu, cała prowincja sra za stodołą, pranie baby robią w rzece, a kacapy kąpią się raz w tygodniu w zbiorowej łaźni.
I coś, co (jestem przekonany) boli was najmocniej: bo beczycie jak jebane kozły, że się zbroimy, że rozbudowujemy armię, wylewacie krokodyle łzy, że to mnogo dienieg i skąd my je mamy. Ano mamy, kacapy parchate. Mamy z pracy, pracy ciężkiej ale mającej sens, bo z pracy jest dobrobyt, a dobrobytu trzeba strzec, dlatego więc, dużo wydajemy na zbrojenia.
Łykendowe dzień dobry bardzo 🌤
Panie Nawrocki,
Jeżeli już Pan przypomina, to proszę nie fałszować chronologii.
Auschwitz nie zaczęło się w 1939 ani w 1942 roku.
Zaczęło się w latach 1925–1933: od języka pogardy, odczłowieczania, dzielenia społeczeństwa na "lepszych" i "gorszych", podporządkowywania instytucji władzy politycznej, normalizacji mowy nienawiści, budowania wroga wewnętrznego i stopniowego rozmontowywania prawa oraz państwa.
Zbrodnie masowe nie rodzą się nagle. Są efektem lat systemowej propagandy, dehumanizacji i niszczenia mechanizmów ochrony praw jednostki.
Kto dziś instrumentalnie mówi o Auschwitz, a jednocześnie toleruje lub produkuje język nienawiści i wykluczenia, nie "przypomina historii" - pokazuje jedynie, że niczego z niej nie zrozumiał.
Pamięć pozbawiona uczciwej diagnozy mechanizmów prowadzących do zbrodni jest pustym hasłem.
Auschwitz nie spadło z nieba. Było finałem procesu politycznego i społecznego, który zawsze zaczyna się tak samo-od propagandy, podziałów i przyzwolenia na przemoc symboliczną.
I to właśnie Pan oraz Pańskie polityczne otoczenie te mechanizmy dziś odtwarzacie: poprzez język podziału, wskazywanie wrogów, podważanie instytucji i normalizowanie pogardy wobec innych.
Nie jesteście strażnikami pamięci Auschwitz. Jesteście podręcznikowym przykładem tego, jak zaczyna się proces, który do Auschwitz prowadzi.
Wszystko, co myślicie, a boicie się powiedzieć na głos, o Nawrockim, Hołowni i Trumpie. Maleńczuk jak zwykle prosto między oczy 👍
Warto posłuchać całości: https://t.co/ZgmphPzlil
Jest coś głęboko nieuczciwego w tym, jak polska prawica opowiada historię. Niemcy są w tej narracji wiecznym wrogiem, sprawcą absolutnego zła, krajem, który „ciągle jest nam coś winien”. A Rosja? Rosja w tej opowieści pojawia się marginalnie, półgębkiem, bez gniewu, bez pretensji, bez realnego rozliczenia. Jakby była tłem. Jakby „nie do końca wiadomo, co właściwie nam zrobiła”.
To nie jest przypadek. To jest nierównomierne rozłożenie ciężaru winy, które prowadzi do jednego skutku – łagodzenia obrazu rosyjskich zbrodni w świadomości Polaków. A to dokładnie wpisuje się w rosyjską politykę historyczną.
Zacznijmy od rzeczy podstawowej, o której wielu „patriotów” jakoś zapomina.
17 września 1939 roku Związek Sowiecki napadł na Polskę, łamiąc obowiązujące umowy międzynarodowe i pakt o nieagresji. To nie było „wkroczenie”. To była agresja militarna, dokonana w porozumieniu z III Rzeszą. Polska walczyła już z Niemcami, a Rosja uderzyła w plecy. To był nóż wbity w państwo, które jeszcze się broniło.
Potem przyszło to, co Rosja robi najlepiej – uderzenie w elity. Zbrodnia katyńska nie była chaotycznym mordem wojennym. Była zaplanowaną decyzją państwową, mającą jeden cel: fizycznie usunąć ludzi, którzy mogliby po wojnie odbudować niepodległe państwo. Oficerowie, policjanci, urzędnicy, prawnicy, inteligencja. Kręgosłup narodu. Strzał w tył głowy i masowy dół. To nie była zemsta. To była strategia.
Równolegle setki tysięcy Polaków wywieziono na Sybir i do Kazachstanu. Nie „losowo”. Wywożono nauczycieli, urzędników, ziemian, oficerów, ich rodziny. Całe warstwy społeczne. Celem nie była tylko kara. Celem było rozbicie społeczeństwa, wyrwanie ludzi z ich środowisk, zniszczenie lokalnych więzi, zmielenie ich w systemie przymusu. Tak działa rosyjskie imperium – niszczy od środka.
A potem, po II wojnie światowej, Rosja zrobiła Polsce coś, czego żaden inny kraj nie zrobił w takiej skali i tak długo. Narzuciła nam własny system władzy. Nie okupację na kilka lat, nie reparacje, nie strefę wpływów „na papierze”. Narzuciła pełną kontrolę polityczną, wojskową i bezpieczeństwa. Aparat represji, cenzurę, zależne elity, więzienia dla opozycji. Polska istniała tylko formalnie. Realne decyzje zapadały w Moskwie.
I teraz kluczowe pytanie.
Dlaczego o tym mówi się znacznie rzadziej niż o zbrodniach niemieckich?
Bo niemieckie zbrodnie są wygodne politycznie. Są bezpieczne. Są zamknięte historycznie. Rosyjskie – nie. Rosyjskie prowadzą wprost do pytania o dzisiejszą politykę, o sympatie, o sojusze, o to, komu realnie zależy na osłabianiu Zachodu i Unii Europejskiej. Dlatego prawica wali w Niemcy, a Rosję traktuje jak temat niewygodny, który lepiej rozmyć.
Efekt jest prosty i groźny.
Polacy doskonale wiedzą, co złego zrobiły Niemcy.
Ale nie widzą pełnej skali tego, jak Rosja przez wieki systemowo niszczyła polskie państwo i społeczeństwo.
A to nie jest neutralne. To jest dokładnie to, czego Rosja zawsze chciała – żeby Polacy pamiętali selektywnie, kłócili się o Zachód i przestali widzieć w Rosji główne źródło zagrożenia. Historia nie jest tu tylko przeszłością. Jest narzędziem polityki.
autor: redkacja @AkademiaPrawdy
źródła: Agresja ZSRR na Polskę 17 IX 1939 – dokumenty międzynarodowe, IPN
Zbrodnia katyńska – decyzje Biura Politycznego WKP(b), dokumenty NKWD
Deportacje obywateli polskich 1940–1941 – badania IPN
Operacja Polska NKWD 1937–1938 – archiwa sowieckie, opracowania IPN
System narzucony Polsce po 1945 r. – badania nad dominacją sowiecką w Europie Środkowej
Szef dyplomacji PiS w 2017 roku wyraził „gotowość do współpracy z Rosją”. Były wizyty, konsultacje i inicjatywy dotyczące resetu z Rosją. Wytrzymali ledwo 2 lata od objęcia władzy i już lecieli się „układać” z Moskwą. Z hukiem upada latami budowana narracja o antyrosyjskim PiS.🤥
@JKowalski_posel@pisorgpl Weź Ty idź spać. Sami górnicy dziś mówili, że wasze upolitycznienie tylko im zaszkodziło. Nic nie potrafisz, jesteś internetowym trollem. Nie upolityczniaj tragedii ludzi.