Dwukrotnie utracona nadzieja. Kryzys przywództwa i odpowiedzialności w następstwie wyborczej porażki.
W warunkach demokratycznej polityki legitymizacja władzy opiera się nie tylko na zwycięstwie wyborczym, lecz także na zdolności do racjonalnego zarządzania porażką. Kluczową rolę odgrywa tu nie tyle sama racja polityczna, ile umiejętność jej skutecznego wdrażania poprzez przemyślaną strategię. Przypadek przegranej Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich w 2025 roku oraz reakcja części obozu rządzącego na ten wynik ujawniają głęboki kryzys planowania, komunikacji i odpowiedzialności politycznej.
Bezpośrednio po ogłoszeniu wyników, przedstawiciele koalicji rządzącej podjęli próbę zakwestionowania legitymacji zwycięstwa Karola Nawrockiego. Był to ruch o wyjątkowo wysokim ryzyku politycznym, który – w przeciwieństwie do standardowej kampanii wyborczej – wymagał precyzyjnie zaplanowanego scenariusza działania, zabezpieczonego zarówno instytucjonalnie, jak i komunikacyjnie. Brak spójnej strategii, widoczny chaos decyzyjny oraz brak jednoznacznego przywództwa doprowadziły nie tylko do porażki taktycznej, ale i do głębszego kryzysu zaufania społecznego.
Z psychologicznego i socjologicznego punktu widzenia szczególnie niebezpieczne okazało się rozbudzenie podwójnej nadziei w elektoracie: najpierw na zwycięstwo, a następnie – po porażce – na skuteczne zakwestionowanie jej zasadności i przywrócenie „sprawiedliwości wyborczej”. Obie te obietnice zostały złamane. W rezultacie doszło do zjawiska deprywacji podwójnej (double deprivation), znanego z badań nad dynamiką społecznego gniewu i frustracji politycznej. Jest to sytuacja, w której nadzieja zostaje nie tylko niezrealizowana, ale i porzucona bez wyjaśnienia i bez zapewnienia alternatywy kierunkowej (Gurr, 1970; Jasper, 1997). Tego rodzaju doświadczenia są szczególnie bolesne dla aktywnego, zaangażowanego elektoratu, który oczekuje nie tylko emocjonalnego wsparcia, ale i strategicznego przywództwa.
Społeczeństwo może zaakceptować porażkę polityczną, o ile ma poczucie, że odbyła się ona w ramach przewidywalnych reguł gry. Nie akceptuje jednak chaosu – zwłaszcza gdy ten chaos rodzi się w centrum decyzyjnym. Tymczasem przedstawiciele władzy publicznie przyznali, że nie dopilnowali procesu wyborczego – tym samym nie tylko zakwestionowali wynik, ale podważyli własną zdolność do zarządzania państwem. W literaturze przedmiotu opisuje się to jako akt autolegitymizacyjnego samopodważenia (self-delegitimization), w którym instytucje lub aktorzy polityczni nieświadomie podważają własne fundamenty legitymizacji poprzez działania kryzysowe (Easton, 1965; Offe, 2006).
Polityka w warunkach demokracji liberalnej jest grą przewidywania i zarządzania ryzykiem. Uruchomienie konfliktu politycznego o charakterze kryzysowym – zwłaszcza takiego, który dotyczy fundamentalnych kwestii, jak integralność procesu wyborczego – wymaga nie tylko odwagi, ale i planu zamknięcia sytuacji. W analizowanym przypadku zabrakło zarówno jednego, jak i drugiego. Kryzys został rozpoczęty bez świadomości jego konsekwencji i bez narzędzi do jego rozwiązania.
Nie rozstrzygając kwestii samej uczciwości wyborów – co powinno być przedmiotem analizy organów kontrolnych, a nie aktorów partyjnych – należy jasno stwierdzić: każdy, kto decyduje się publicznie podważyć wiarygodność instytucji demokratycznych, musi mieć zdolność do zamknięcia tej operacji. W przeciwnym razie nie tylko traci twarz jako lider, ale osłabia moralną legitymację całego swojego obozu politycznego.
Porażka wyborcza z Karolem Nawrockim była ciosem o charakterze personalnym i symbolicznym. Natomiast porażka w rozgrywce o zaufanie obywateli – o znacznie głębszym wymiarze – stanowi realne zagrożenie dla spoistości i wiarygodności obozu władzy. Jest to przegrana, której konsekwencje mogą wykraczać daleko poza jedną kadencję.
Są 3 województwa, w których @__Lewica osiągnęła wyższy wynik niż na jesieni (mimo 2.3p spadku w skali kraju):
->Łódzkie, Lubuskie i Zachodniopomorskie.
Innymi słowy, gdyby nie stare SLD (Cimoszewicz i Belka), dzisiaj mogłaby być i 5 z przodu (a może próg)🙃
Nigdy więcej nie pójdę do roboty za ziomka...
...ale od początku.
Wczoraj zadzwonił do mnie Saszka, mój dobry znajomy Ukrainiec, z pytaniem czy nie zastąpiłbym go na nockę w robocie, bo urodziło mu się dziecko, a prywaciarz, który zatrudnia go na czarno nie chce go puścić do szpitala. Niewiele myśląc zgodziłem się i kilka godzin później znalazłem się za kasą w Carrefourze Express w okolicach ulicy Wiejskiej w Warszawie.
Na wstępie Pan Sławek (bo tak miał na imię właściciel tego przybytku) poinstruował mnie, że kibel na zapleczu to nie działa już jakiś tydzień i jak chcę to mogę odkupić od niego pieluchę dla dorosłych za jedyne 19,99 lub jeżeli jestem taki chojrak, to jakoś dotrzymać do tej 5:00 rano bez wychodzenia za potrzebą. Oczywiście jak ostatni debil postanowiłem przychojraczyć, ale do tego wątku jeszcze wrócimy.
Zadowolony z siebie i swojej asertywności zostałem sam w sklepie i co jakiś czas tylko obsługiwałem Fajnopolaków włóczących się nocną porą w poszukiwaniu słodkiej dawki Wyjebongo czy innego Bacardi.
Kiedy minęła północ i wybiła godzina wilka, a ja zasiadłem do kupionego w Żabce kebaba, zaczęły się dziać rzeczy przedziwne. Do sklepu wparował Szymon Hołownia z jakimś innym typem z kamerką i zaczęli nagrywać vloga czy inne gówno.
-DZIEŃ DOBRY
-DZIEŃ DOBRY, PO POLSKU NIE ROZUMIESZ?
-A TY CO TAKI SMUTNY? NO UŚMIECHNIJ SIĘ
-NO UŚNIECHNIJ
-PROSZĘ PAŃSTWA TO JEST KASJER
-HEHE PATRZCIE JAKI GŁUPI xD
- JESZCZE NIE WIE, ŻE MU SKASUJEMY NIEDZIELE NIEHANDLOWE
- DLA JEGO DOBRA, TAK MI GEN-Z POWIEDZIAŁ
-DOBRA IDZIEMY DALEJ
- O! A TU MAMY ŚCIANĘ...
Świat oszalał, a ja nie wiedziałem co się dzieje. Podczas gdy Hołownia oddalił się w kierunku zaplecza, do sklepu wszedł Franek Sterczewski z torbą z IKEA i pyta się czy są tu może jacyś uchodźcy.
- Przepraszam, nie rozumiem...
Nim mogłem coś więcej powiedzieć, za Sterczewskim wparowała Aleksandra Wiśniewska i bez słowa okryli mnie kocem termicznym.
- Ciii... to nic. Oczywiście, że nie rozumiesz po polsku. Przecież nie jesteś stąd. My już się tobą zaopiekujemy - szepnęła, jednocześnie robiąc sobie ze mną selfiaka.
W międzyczasie kebab z Żabki zaczął powoli dawać o sobie znać (pewnie warto byłby go odgrzać, ale mikrofala na zapleczu oczywiście też nie działała), a ja zaczynałem powoli żałować poskąpienia dwóch dych na pieluchę od Pana Sławka.
Do sklepu weszły kolejne osoby. Tym razem był to premier Morawiecki z asystentami. Zapytał czy nie poprę jego rządu, a jak dowiedział się, że nawet nie jestem posłem, to bez słowa usiadł w kącie i zapłakał. Będący wraz z nim poseł Matecki dostrzegł w tym czasie torbę Sterczewskiego i zaczęli ją sobie wyrywać, obrzucając się przy tym oskarżeniami o zdradę narodową. Rozgardiasz jaki panował w sklepie, powoli zaczynał przypominać rozgardiasz w moim żołądku.
Szybki rzut oka na zegarek. Boże, jeszcze tylko 20 minut do końca mojej zmiany. Moje zwieracze zamieniły się teraz w twierdzę, moja wola była twardsza niż stal. Wstałem powoli i odtrąciwszy recytującą po francusku wiersze posłankę, zacząłem rozliczać kasę.
- Zaraz 5:00, przecież nikt tu nie przyjdzie o tej porze. Normalni ludzie śpią... policzysz te pieniądze i biegiem do najbliższego McDonalda. Do cieplutkiej toalety. Dasz radę. dasz radę...
Tak sobie powtarzałem w myślach.
4:57...
Dasz radę.
4:58...
Jeszcze tylko chwila.
4:59...
Maleńka chwilunia.
Dźwięk otwieranych drzwi. Do środka wchodzi postać w płaszczu, z festyniarską torebką w ręku.
- Dzień dobry, ja tylko po bagietkę czosnkową - mówi od wejścia Maryla Rodowicz, po czym z wózkiem udaje się między sklepowe półki.
@SENATpolebitwy@Kwiatkowski2011 W obwodzie 23 (gmina nowosolna), który na mapie oznaczony jest jako wygrany przez K. Kwiatkowskiego z opisu wynika, że wygrał M. Markowski, ta sama sytuacja dotyczy gminy Tuszyn, tylko na odwrót. W którym miejscu jest błąd?