W zeszłym tygodniu przygotowałem wpis pokazujący, ile pieniędzy znika pracownikowi z pensji, zanim ta w ogóle trafi na konto.
Dziś druga strona medalu: ile oddajemy później, gdy za te już raz opodatkowane pieniądze kupujemy zwykłe produkty i usługi.
W komentarzach pod poprzednim wpisem pojawiło się sporo słusznych uwag, więc nie mogłem zostawić tematu bez ciągu dalszego.
Bo prawie każdy wie, że przy zakupach płacimy VAT. To już się przyjęło. Tak jak „tymczasowa” stawka 23%, która — jak to w Polsce — tymczasowo została z nami na lata.
Ale VAT to dopiero początek zabawy. Akcyza od paliwa, alkoholu, papierosów, samochodu spalinowego, energii elektrycznej.
Do tego opłata paliwowa, opłata emisyjna, opłata cukrowa, opłata za jednorazowy kubek, opłata reprograficzna, wpłata na PISF…
Tyle podatków i opłat, a państwo nadal na deficycie.
W przypadku prywatnej firmy, natychmiast przystąpiłaby do analizy kosztów i ucięła wszystkie, ktore są bezzasadne. Publiczne pieniądze niestety, nikogo nie obchodzą.
Jak uważacie, czy dożyjemy czasów, w których publiczne pieniądze będą wydawane rozsądnie, a państwo przestanie działać jak żarłoczna bestia?
Przeciętne wynagrodzenie w Polsce, czyli marzenie większości Polaków.
Niedawno GUS opublikował dane dotyczące przeciętnego wynagrodzenia w Polsce. Wynosi ono 9 562,88 zł brutto.
W internecie można więc przeczytać o wzroście płac, poprawie sytuacji pracowników i o tym, że „Polacy zarabiają coraz więcej”. Tyle że kiedy rozmawiam z osobami pracującymi na etacie, bardzo często słyszę jedno zdanie:
„Chciałbym zarabiać tyle, ile pokazuje ta średnia.”
I tu zaczyna się problem.
Przeciętne wynagrodzenie ma bowiem niewiele wspólnego z realnym obrazem zarobków większości pracowników. Dlaczego? Bo do jego wyliczenia bierze się wszystkie wynagrodzenia — również pensje menedżerów, członków zarządów, dyrektorów dużych spółek i osób zarabiających naprawdę ogromne pieniądze.
Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak mocno może to zaburzać wynik, niech zrobi prosty eksperyment. Weźmy grupę 10 osób: 9 z nich zarabia najniższą krajową, a jedna osoba jest dyrektorem zarządzającym funduszem inwestycyjnym i zarabia 4 mln zł rocznie.
Czy średnia z tej grupy pokaże, że wszyscy żyją dostatnio? No nie.
Lepszym miernikiem byłaby mediana, ponieważ pokazuje punkt, w którym połowa pracowników zarabia mniej, a połowa więcej. Ale tym razem nie o medianie chcę pisać.
Tematem tego wpisu jest coś innego: ile pieniędzy pracownik etatowy oddaje państwu każdego miesiąca — i jak rzadko się nad tym zastanawia.
W praktyce wielu ludzi traktuje podatki i składki jak bardzo drogą subskrypcję. Coś w rodzaju abonamentu za obietnicę, że kiedyś może dostaną emeryturę oraz za możliwość stania w kolejce do lekarza na NFZ, który — jeśli system akurat pozwoli — wykona zabieg po kilkunastu albo dwudziestu godzinach pracy.
Żeby pokazać skalę problemu, przygotowałem prostą kalkulację.
Wziąłem przeciętne wynagrodzenie brutto, wyliczyłem kwotę netto oraz sprawdziłem, ile pracodawca realnie musi zapłacić za takiego pracownika. Bo trzeba pamiętać, że pensja brutto to nie jest pełny koszt zatrudnienia. Po stronie pracodawcy są jeszcze dodatkowe składki ZUS.
Podsumowując: Pracownik, który widzi na koncie niecałe 6,9 tys. zł, generuje dla pracodawcy koszt ponad 11,5 tys. zł. Ponad 4,6 tys. zł miesięcznie znika po drodze w podatkach i składkach.
I teraz zadajmy sobie proste pytanie: co by było, gdyby choć część tych pieniędzy mogła zostać w kieszeni pracownika i była regularnie inwestowana?
Przy takim kapitale wielu ludzi mogłoby dojść do wieku emerytalnego jako realni milionerzy. Nie musieliby nerwowo czekać na decyzje polityków w sprawie waloryzacji emerytur. Nie musieliby liczyć, że ZUS za kilkadziesiąt lat będzie w dobrej kondycji.
Oczywiście jestem świadomy, że państwo potrzebuje środków do funkcjonowania. Trzeba finansować infrastrukturę, sądy, wojsko, bezpieczeństwo czy podstawowe usługi publiczne.
Pytanie brzmi jednak: czy naprawdę musi to być ponad 40% pełnego kosztu pracy każdego miesiąca?
Moim zdaniem — nie. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, jak lekką ręką politycy potrafią wydawać miliardy złotych z publicznej kasy. Więcej o tym pisałem w poniższym artykule:
https://t.co/qXxLkyettS
Polska po raz kolejny pokazuje przedsiębiorcom, że czasem najlepszym doradcą biznesowym okazuje się… własne państwo. Aktualnie firmom z branży krypto doradza jedno: załóż spółkę za granicą.
Dlaczego?
Aby prowadzić w UE działalność w branży kryptoaktywów, konieczne jest posiadanie licencji CASP, czyli Crypto-Asset Service Provider. Problem w tym, że w Polsce takiej licencji zwyczajnie nie da się dziś uzyskać.
Powód? Polski rząd do tej pory nie uchwalił ustawy, która wskazywałaby organ odpowiedzialny za wydawanie takich zezwoleń i uruchamiała krajową procedurę licencyjną.
W praktyce oznacza to, że od 1 lipca 2026 r. polskie podmioty działające w tej branży — jeżeli nie uzyskają licencji w innym państwie UE — powinny zaprzestać świadczenia usług kryptoaktywowych na rynku unijnym. Absurd? Delikatnie mówiąc.
Najprawdopodobniej firmy, którym realnie zależało na kontynuowaniu działalności, już dawno zdążyły założyć spółki w innych państwach UE i rozpocząć proces uzyskiwania licencji za granicą. Na szczęście licencja uzyskana np. w Estonii może być następnie paszportowana na całą Unię Europejską — w tym również do Polski.
Trudno chyba wymyślić skuteczniejszy sposób na wypchnięcie z polskiego rynku ciekawych, innowacyjnych firm z dużym potencjałem.
Co ciekawe, Polska nie ma żadnego problemu z wprowadzaniem przepisów znacznie ostrzejszych, niż wymaga tego Unia Europejska — chociażby w zakresie raportowania schematów podatkowych czy AML. Gdy trzeba przedsiębiorcy dołożyć obowiązków, jesteśmy prymusem. Gdy trzeba stworzyć sensowne warunki do prowadzenia działalności — robi się problem.
Takie działania sprawiają, że przedsiębiorcy zaczynają szukać alternatyw poza granicami kraju i coraz częściej dochodzą do wniosku, że założenie spółki za granicą nie jest fanaberią, tylko racjonalną decyzją biznesową.
A później polski rząd jest zdziwiony, że ta decyzja okazuje się dla nich jednym z najlepszych ruchów w całej karierze.
Poniżej zamieszczam ranking konkurencyjności podatkowej. Na czele tabeli znajdują się państwa z najwyższą ogólną oceną systemu podatkowego — obejmującą między innymi przejrzystość, stabilność i konkurencyjność przepisów dotyczących CIT, PIT, VAT, podatku od nieruchomości, podatku u źródła, dywidend oraz podobnych obciążeń.
Od 12 lat z rzędu pierwsze miejsce zajmuje Estonia.
Ale spokojnie — jeśli odwrócimy tabelę do góry nogami, Polska też wreszcie znajdzie się w czołówce.
Rachunki za prąd rosną, a sektor użyteczności publicznej staje się jednym z kluczowych elementów gospodarki w erze AI. W najnowszym filmie Karol Natonik pokazuje, jak wygląda ten rynek od środka i które firmy mogą odegrać ważną rolę w najbliższych latach.
Jeśli chcesz zrozumieć, dlaczego sektor utilities powinien być na Twoim radarze i jak podejść do budowy stabilnego portfela dywidendowego, ten odcinek może być dla Ciebie wartościowy.
Dodatkowo na naszym portalu znajdziesz pełną listę spółek z sektora utilities do pobrania za darmo. Wystarczy być zarejestrowanym użytkownikiem, a rejestracji możesz dokonać z linku znajdującego się w komentarzu.
https://t.co/Ivqbnwohwa
Czy wojna wysadzi big-techy?
W jednym z moich poprzednich wpisów, zwracałem uwagę na bagatelizowane w mojej ocenie zagrożenie dla sektora technologicznego (i tym samym rynku akcji w USA). Mowa o narastających niedoborach helu. Wracam w krótką aktualizacją w tym temacie, bo nie ukrywam, że jest to jeden z najciekawszych wątków, jakie aktualnie śledzę i myślę, że warto abyście również byli w tym temacie na bieżąco.
Amerykański dostawca gazów przemysłowych Airgas ogłosił siłę wyższą, informując swojego klienta, że w związku z wojną z Iranem będzie w stanie zaspokoić jedynie do 50% jego normalnego miesięcznego zapotrzebowania na hel, podaje WSJ.
Świat zmaga się ze znacznym niedoborem helu w związku z zamknięciem Cieśniny Ormuz, co ograniczyło około 30% globalnych dostaw tego gazu.
Airgas poinformował również klienta, że doliczy do ceny kontraktowej dopłatę w wysokości 13,50 USD za każde sto stóp sześciennych.
Dostawy helu, które są „krytyczne dla sztucznej inteligencji”, zostały „odcięte” – podaje WSJ
Setki specjalistycznych kriogenicznych pojemników, z których każdy kosztuje milion dolarów, utknęły na Bliskim Wschodzie.
Idźmy dalej... Amerykańska spółka Air Liquide ogłosiła siłę wyższą wobec części klientów, co budzi obawy o dostępność helu dla kluczowych odbiorców przemysłowych, w tym producentów chipów. Hel jest wyjątkowo trudny do magazynowania i transportu - musi być schłodzony poniżej −269°C i przewożony w specjalnych, dwuwarstwowych kontenerach wypełnionych ciekłym azotem, które mogą kosztować nawet milion dolarów. Na świecie jest ich mało, a około 10% z nich utknęło w Cieśninie Ormuz, która pozostaje praktycznie zamknięta. Globalni dostawcy, tacy jak Air Liquide, Linde czy Air Products, muszą teraz decydować, gdzie kierować ograniczoną liczbę kontenerów i których klientów obsłużyć w pierwszej kolejności, co wywoła chaos logistyczny.
Z kolei przed chwilą przeczytałem, że Irańskie Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wydał ostrzeżenie, że jeśli USA będą kontynuować „celowe zabójstwa” irańskich przywódców od 1 kwietnia, zaatakują 18 amerykańskich firm technologicznych.
Dodam, że chodzi o aktywa tych firm zlokalizowane na Bliskim Wschodzie.
Oto lista tych 18 firm:
Cisco
HP
Intel
Oracle
Microsoft
Apple
Google
Meta
IBM
Dell
Palantir
Nvidia
J.P. Morgan
Tesla
General Electric
Spire Solutions
G42
Boeing
Na chwile obecną problem z helem jeszcze nie uderza znacząco w firmy półprzewodnikowe, ale tutaj wiele zależy od tego, jak długo potrwa wojna w Iranie i związane z nią zakłócenia w dostawach helu. Moim zdaniem hel to ryzyko w perspektywie kolejnych kilku tygodni, bo "pętla pomału się zaciska".
W krótszym terminie jednak, biorę pod uwagę taki scenariusz, że Iran faktycznie dopuszcza się ataku na infrastrukturę wymienionych firm, co mogłoby wywołać paniczną wyprzedaż ich akcji przez inwestorów. Możliwe, że taki też jest cen Iranu - straszenie tego typu atakami może zaszkodzić rynkowi akcji w USA, a tym samym będzie to dodatkowa presja na Trumpa. Czyli: Iran nie musi wystrzelić w stronę tych firm ani jednej rakiety, bo sama narracja o takim zagrożeniu może zadziałać podobnie.
Podsumowując, na chwile obecną rynek akcji w USA notuje korektę, która spowodowana jest obawą o rosnącą inflację oraz brak kolejnych obniżek stóp procentowych. Jeśli do tego doszłaby panika wywołana groźbami Iranu oraz problemami z niedoborami helu, to korekta szybko może przeobrazić się w mocniejsze tąpnięcie. Dlatego osobiście uważałbym z przesadnym optymizmem i chęcią wykorzystania trwającej korekty do większych zakupów już teraz. Osobiście rzadko jestem pesymistą, ale tym razem mam pewne obawy. Zobaczymy jak będzie.
Inaczej patrzę na spółki związane z wybranymi surowcami - uważam, że trwające spadki dają pomału okazję zajęcia pozycji np. na spółkach z branży miedzi i uranu. Przy czym tutaj trzeba mieć świadomość ryzyka związanego ze spadkiem tempa wzrostu gospodarczego. Dlatego preferuję osobiście zakupy rozłożone na kilka transz i perspektywę 3-7 lat.
Minął już miesiąc od ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran. Operacja, która miała potrwać kilka dni (skąd my to znamy…) podpaliła Bliski Wschód i nie zanosi się na to, aby wojna miała szybko się zakończyć. Wręcz przeciwnie, jest wiele czynników, które zwiastują dalszą eskalację. Nawet jednak gdyby konflikt z dnia na dzień się zakończył (co jest mało realne), to jego skutki pozostaną z nami jeszcze przez długie lata. Zatem niezależnie od tego, czy obstawiacie dalszą eskalację, czy spodziewacie się rychłego zakończenia wojny, zapraszam do przeczytania mojego artykułu. Opisuję w nim bowiem sytuację, która tak czy inaczej dotknie nas wszystkich. Otwarte natomiast pozostaje pytanie – jak bardzo.
Zapraszam do lektury!
Konrad Pietruszka
https://t.co/9u8XwxoNHf
@Mark4XX What about China replacing silver for Cooper paste in photovoltaic panel? They forecast about 30-60% replacement in 2026. This should cool a bit demand from China? What do you think about it?
@CarlBMenger Almost all Twitter dont understand what is realy mean. This is not injection and there will be no QE as you expect. This is not covid time.
🔥 🚜 𝗞𝗼𝗻𝘁𝘆𝗻𝘂𝗮𝗰𝗷𝗮 𝗽𝗿𝗼𝘁𝗲𝘀𝘁𝗼́𝘄 𝗿𝗼𝗹𝗻𝗶𝗸𝗼́𝘄 𝘄 𝗛𝗼𝗹𝗮𝗻𝗱𝗶𝗶
Green Nitrogen Rule to zasada, która ma na celu ograniczenie emisji azotu w Europie
Została wprowadzona przez Unię Europejską w ramach walki z zanieczyszczeniem środowiska
Czytaj dalej 👇
@_Trader21_ Sprowadzić głód -> wprowadzić pożywienie tylko dla tych, którzy zaadoptowali Digital ID no i już drogą wolna do implementowania CBDC. Wszystko zaplanowane!
@tedtalksmacro Serious question. Correct me where is the catch. Reverse repo is taking liquidity back not oposite. Commercial banks giving money to central bank to give it back with premium next day. It looks I dont understand something?
@_Trader21_ Piękny setup się rozwija. Dla niecierpliwych powtórzę słowa legendy Ricka Rula "all setup take more time than anybody expect" cierpliwy zostaną wynagrodzeni!
📈 Perspektywy srebra na lata 2023-2030
Jesienią 2022 roku doszło do bardzo ciekawej sytuacji na rynku srebra.
Metal oficjalnie był w bardzo atrakcyjnej cenie (18-20 USD za uncję czyli ok. 90 zł), ale jego zakup wcale nie był taki łatwy
Czytaj dalej (Wątek) 1/6 👇
🇵🇱 𝗣𝗼𝗹𝘀𝗸𝗮 𝗴𝗼𝘀𝗽𝗼𝗱𝗮𝗿𝗸𝗮 𝗻𝗮 𝗽𝗿𝗼𝗴𝘂 𝘁𝗲𝗰𝗵𝗻𝗶𝗰𝘇𝗻𝗲𝗷 𝗿𝗲𝗰𝗲𝘀𝗷𝗶? 📉
Roczna dynamika wzrostu zwalniała w minionym roku
📉 8,6% - w I kwartale
📉 5,8% - w II kwartale
📉 3,6% - w III kwartale
📉 2% - w IV kwartale.
Czytaj dalej (wątek) 1/8 👇