Ukraińcy na stanowiskach urzędniczych i państwowych – rosnące niebezpieczeństwo ❗
Wiceminister ukraińskiego pochodzenia porównał UPA do Żołnierzy Wyklętych. Kierownik w lubelskim urzędzie chce „umiędzynarodawiać” Lublin. Takich sytuacji jest więcej, chociaż o nich nie słyszymy.
Wiceminister nauki Andrzej Szeptycki — polityk ukraińskiego pochodzenia — odpowiedział na pytanie o miejsce UPA w ukraińskiej pamięci historycznej. Porównał polskich bohaterów do siepaczy Bandery.
Podobne pytanie dotyczy urzędniczki w Lublinie ukraińskiego pochodzenia, która otwarcie ściąga do miasta studentów z Afryki i chwali się tym publicznie jako sukcesem. Wiktoria Herun wręcz zarabia w ten sposób na życia. Kogo ona reprezentuje przy podejmowaniu decyzji o kształcie miasta?
Ukraińcy mieszkają w naszym kraju od wielu lat, niektórzy mają nawet obywatelstwo (Szeptycki urodził się w Polsce). Urzędnicy nie posiadający wrażliwości na interes narodowy, albo wręcz nielojalni wobec państwa polskiego będą rosnącym problemem w naszym kraju.
Polskie urzędy i ministerstwa mają służyć polskim obywatelom i polskiemu interesowi narodowemu. To oczywiste kryterium mianowania na stanowiska publiczne.
"08.06.2026 r. - ... dla podniesienia Wam ciśnienia:
Podczas ostatniego spotkania z Ursulą von der Leyen, Zełenski zaproponował stworzenie mechanizmu, dzięki któremu około 124 milionów emerytów UE mogłoby wpłacać 4 euro miesięcznie przez 12 miesięcy w roku na fundację jego żony, „Olena Zelenska Foundation”.
Stwierdził, że byłoby to „wielką pomocą w obronie europejskich wartości”. 😡
WAL SIĘ, ZEŁENSKI!"
za Zbigniew Grabski
🇩🇪GPEC spólka ogrzewająca🇵🇱Gdańsk w ub.roku zarobiła 90 mln zł.
83% dywidendy odebrał🇩🇪Leipziger Stadtwerke spółka komunalna koncernu z Lipska,nadzorowana przez nadburmistrza Burkharda Junga z SPD.
Czy gdańsk rządzony przez KO i @Dulkiewicz_A jest jeszcze polski?
https://t.co/yuzhWezI4r
'Ucrainenii au încărcat și au direcționat drona pentru aruncarea în aer a terminalului de petrol, contînd și pe alăturatul depozit de azotat de amoniu. Asta ar fi ras instantaneu cu totul cam jumătate din Constanța și, mai ales, ar fi șters urmele, exploziile spulberînd orice firicel din drona controlată permanent de atacatorul ucrainean.
Dacă nimerea, drona era rusească - vorba unui amic pe care-l prețuiesc mult. Doar că drona s-a înfipt și s-a blocat în balizele antipoluare. N-a mai putut mișca.
În tot acest timp, operatorul ucrainean al dronei avea permanent control vizual satelitar, în timp real, prin camerele video ale sculei, perfect funcțională cu excepția agățării ei în balize. Operatorul a văzut astfel că niște unii s-au apropiat și că filmează drona de la nici 10 metri distanță. Deci obiectul delict era nu doar blocat, ci deconspirat și ușor atribuibil statului producător și utilizator cu mare succes. E plin internetul de povești eroice despre lovirea cu dînsele, în două rînduri, a Podului Crimeei, între altele.
Cînd ucrainenii au văzut, în timp real, că românii filmează drona neatinsă au sunat la București înainte s-o detoneze controlat. Au sunat nu din dragoste aliată, ci pentru a distruge în siguranță electronica în care încărcaseră traseul și ținta prestabilite. Altfel s-ar fi dovedit cu probe pipăibile că au țintit cu premeditare ce au țintit.
Pierdea controlului dronei prin bruiaj rusesc - adică varianta oficializată inclusiv de la cel mai înalt nivel în România - e o harneală pentru vîrsta unui școlar neatent de clasa a patra. Las' că rușii s-a lins pe bot de Starlink-ul american cu antena la vedere pe drona filmată. "Pierderea controlului" e anulată de telefonul de la ucraineni care a anuntat detonarea dispozitivului pentru - repet - distrugerea probei.
Pe scurt: ne-a ferit Dumnezeu.
Ne-a ferit numai bunul Dumnezeu, cu niște balize antipoluare agățate de coada unei monstruozități cu care România - deci NATO - trebuia tîrîtă în război, nenorociților!!!"
Sorin Faur, jurnalist
@manifestinua Ciemna masa. Polacy nikogo się nie boją. Gdybyście musieli przestrzegać zasad UE tak jak Polska musi nawet jeden Ukrainiec nie przekroczył by granicy z myślą o przejmowaniu rynku. Dotacje? A wiesz na jakich warunkach? Z czego musieliśmy zrezygnować?
@KosiniakKamysz Bezpieczna Polska to Polska bez was. Bez PIS bez KO bez Lewicy i bez PSL. Świat był by zdrowszy GDYBY TACY NIKCZEMNICY NIE UDAWALI POLITYKÓW A RZĄDZILI BY LUDZI NAUKI I HONORU. A tymczasem ludzie o nikłym rozumie a chciwej naturze robią sobie prywatny folwark.
@J74Jacek Zakłamanie dla ślicznej fotografii. To jest polityka? Puste słowa,brednie,poklepywanie się. Nic z tego nie wynika a politycy którzy to robią w swoich krajach są skąńczeni. Załeński to ich kompan do machlojek finansowych.
@Keir_Starmer@EmmanuelMacron@_FriedrichMerz Przez takie pierdolety zaleński obrasta w piórka i kompletnie mu nie zależy na pokoju w co ruskim graj a cenę ponoszą porywani z ulic ludzie. Bogacze są coraz bogatsi a politycy pasąc się klepią się po tułeczkach jacy są zajebiści.
If you think things couldn't get any worse over the horrific murder of Henry Nowak.
It's now been revealed that Hampshire police were going to release a statement warning the public not to talk about it online and paint Henry as the aggressor before Digwa's trial!
@commissaire__m Owszem nasza władza nie jest moralna jednak wasza to kwintesencja złodziejstwa i upadku moralnego. Lekiem na wasza postawą było by odcięcie od Polskich dotacji i wszelkiej pomocy. Obudzili byście się w całkiem nowej rzeczywistości... biednej,ponurej w rękach ruskich.
@ekonomat_pl Zasada ja jestem artystka i kropka. Zwykły Kowalski mając instynkt przetrwania szuka alternatywy i póki nie stanie na nogi sztuka jest jego hobby. Tutaj mamy... roszczeniowość. Kto się zlituje nad przedsiębiorca zajechanym przez podatki albo hutnikiem czy kurierem- nikt
🇵🇱Matka wszystkich afer, czyli jak FOZZ ulepił Tuska i Kaczyńskiego.
OTO AKTA ZAŁOŻYCIELSKIE CYRKU III RP.
Czas wreszcie zerwać kurtynę tego żenującego spektaklu, który Jarosław Kaczyński i Donald Tusk odgrywają przed Polakami od ponad dwudziestu lat.
Codziennie w telewizorni widzimy brutalną wojnę, wyzywanie od agentów, zdrajców i złodziei.
Polaryzacja tnie polskie rodziny na pół, a emocje sięgają zenitu.
Prawda jest jednak o wiele bardziej cyniczna i obrzydliwa.
Ci dwaj liderzy, kreujący się na śmiertelnych wrogów i jedynych zbawców narodu, to w rzeczywistości polityczne bliźnięta syjamskie.
Obaj zostali ufundowani na tym samym bagnie transformacji ustrojowej przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
Ich paliwem założycielskim był chaos, ciche układy ze starym aparatem bezpieczeństwa komunistycznego PRL-u i gigantyczna, lewa kasa, w której cieniu zawsze stała matka wszystkich afer – Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego.
Czas przybić ich do muru i wywalić na światło dzienne twarde fakty z operacji, które stworzyły ich potęgę.
♦️Jarosław Kaczyński przez dekady budował legendę człowieka krystalicznie uczciwego, wręcz ubogiego, który w starym żakiecie samotnie walczył z postkomunistycznym układem.
Suche dokumenty i fakty pokazują jednak coś zupełnie innego.
Kaczyński to genialny strateg finansowo-ustrojowy, który potrafił perfekcyjnie wykorzystać mechanizmy wczesnego, dzikiego kapitalizmu, by zabezpieczyć swoje środowisko polityczne na pokolenia.
Wszystko zaczyna się w 1990 roku przy likwidacji komunistycznego koncernu prasowego RSW Prasa-Książka-Ruch.
Majątek po PZPR-owskim molochu był wtedy dzielony z czystego klucza politycznego.
Środowisko Kaczyńskiego, zorganizowane wokół nowo powstałego Porozumienia Centrum, założyło Fundację Prasową Solidarność.
Dzięki politycznym układom i decyzjom likwidacyjnym, ta młoda fundacja przejęła potężne, niezwykle wartościowe nieruchomości w samym centrum Warszawy – przy ulicy Nowogrodzkiej i ulicy Srebrnej – oraz popularny dziennik Express Wieczorny.
Gdzie w tym wszystkim jest bezpośredni styk z FOZZ? Po pierwsze, na początku lat dwutysięcznych w procesie FOZZ wybuchł potężny granat.
Biznesmen Janusz Iwanowski-Pineiro oraz Jerzy Klemba, będący oficerem wojskowych służb PRL, zeznali pod przysięgą w sądzie, że na początku lat dziewięćdziesiątych osobiście przekazywali setki tysięcy dolarów z lewych funduszu FOZZ na rzecz Porozumienia Centrum i ludzi z najbliższego otoczenia Kaczyńskiego, w tym dla Adama Glapińskiego.
Choć te zeznania po latach rozmywano w sądach, a prokuratura uznała Pineiro za niewiarygodnego, to mechanizmy przepływu kapitału budzą dreszcze.
Po drugie, Fundacja Prasowa Solidarność nie miała wtedy gotówki na przejęcie Expressu Wieczornego.
Zastosowano więc bezczelny, genialny fortel.
Fundacja podnajęła przejęte państwowe nieruchomości bankowi BPH, który został założony przez ludzi ostatniego komunistycznego premiera, Mieczysława Rakowskiego. Bank BPH wypłacił fundacji Kaczyńskiego czynsz za trzynaście lat z góry.
Kwota 1,6 miliona złotych natychmiast posłużyła do sfinansowania imperium medialno-politycznego partii Porozumienie Centrum.
W tym samym czasie z odnóg FOZZ i powiązanych spółek, takich jak niesławny Telegraf, wyprowadzano miliony.
Komunistyczna bankowość państwowa i młoda, antykomunistyczna prawica idealnie ze sobą współpracowały.
Majątek z Fundacji Prasowej Solidarność został później sprytnie przetransferowany do spółki Srebrna.
Efekt widzimy dziś.
PiS nie jest zwykłą partią polityczną.
To potężny holding finansowo-deweloperski, posiadający wielomilionowy majątek w Warszawie, wyrosły bezpośrednio na układach tamtej epoki.
To tam Kaczyński zabezpieczył swoje kadry i zbudował bazę, z której do dziś zarządza polską prawicą.
♦️Z drugiej strony barykady stoi Donald Tusk. Dzisiejszy obrońca demokracji, prawa i europejskich salonów w latach dziewięćdziesiątych stał na czele Kongresu
Liberalno-Demokratycznego.
Oficjalna narracja Platformy Obywatelskiej od lat próbuje wmówić wyborcom bajkę, że środowisko gdańskich liberałów powstało z czystej idei wolnorynkowej, na bazie etosu Solidarności i ciężkiej pracy intelektualnej.
To narracja dla skrajnie naiwnych pelikanów.
Kongres Liberalno-Demokratyczny w latach dziewięćdziesiątych potrzebował gigantycznych pieniędzy na kampanie wyborcze, struktury terenowe i budowanie ogólnokrajowej pozycji.
Skąd młodzi, dotąd ubodzy liberałowie z Gdańska mieli na to środki?
Odpowiedź kryje się w aferach finansowych tamtego okresu i tak zwanych żelaznych pożyczkach.
Środowisko KLD zostało bezpośrednio uderzone śledztwami dotyczącymi finansowania partii z kapitału pochodzącego od państwowych gigantów i ludzi powiązanych z Centralami Handlu Zagranicznego.
A to właśnie te centrale były głównym narzędziem operacyjnym, przez które FOZZ wyprowadzał państwowe dewizy.
Jednym z głównych i najbardziej hojnych sponsorów gdańskich liberałów Donalda Tuska był Wiktor Kubiak.
To biznesmen i niezwykle bliski współpracownik Grzegorza Żemka, czyli dyrektora generalnego FOZZ i jednocześnie tajnego agenta Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
Kubiak i jego spółki, obracające gigantycznymi pieniędzmi z niewyjaśnionych, komunistycznych źródeł, dotowały kongresy, kampanie i codzienne działania partii KLD.
Środowisko Tuska nie miało żadnych skrupułów, by brać pieniądze od ludzi starego, komunistycznego systemu i bezpieki.
Jan Krzysztof Bielecki, premier z ramienia KLD, oraz Donald Tusk doskonale wiedzieli, że bez mariażu z czerwonym kapitałem i bankami kontrolowanymi przez dawne służby, ich partia nigdy nie zaistnieje w ogólnokrajowej polityce.
W zamian za to finansowanie, młodzi liberałowie gwarantowali rynkowi jedną, kluczową rzecz:
brak dekomunizacji, blokowanie realnej lustracji i pełne przyzwolenie na dziką prywatyzację.
To wtedy dawni oficerowie SB i WSI zakładali pierwsze wielkie biznesy, kupując państwowy majątek za bezcen pod osłoną liberalnych haseł o wolnym rynku.
Tusk budował swoją pozycję jako polityczny beneficjent systemu, który celowo chronił ludzi FOZZ przed odpowiedzialnością karną, paraliżując śledztwa przez całe lata dziewięćdziesiąte.
Kiedy odejmie się od tego wszystkiego codzienny, ordynarny szum informacyjny i wyreżyserowane kłótnie przed kamerami, wyłania się czysta, potworna natura tego układu.
Kaczyńskiego i Tuska łączy znacznie więcej, niż kiedykolwiek będą w stanie przyznać publicznie.
Po pierwsze, mają wspólny rodowód w systemie założycielskim III RP.
Obaj weszli do wielkiej polityki z pustymi kieszeniami, a dziś dysponują potężnymi wpływami i kapitałem.
Jeden zabezpieczył się instytucjonalnie przez holdingi nieruchomościowe, drugi poprzez sieć oligarchicznych powiązań biznesowo-medialnych, które do dzisiaj gwarantują mu ochronę.
Po drugie, utrzymywanie permanentnego konfliktu to dla nich jedyny gwarant zachowania władzy.
Obaj doskonale wiedzą o swoich grzechach z przeszłości i znają pochodzenie pierwszych milionów swoich partii.
Dlatego ich spór nigdy, ale to nigdy nie doprowadzi do realnego, systemowego rozliczenia tamtej epoki.
Gdyby Tusk naprawdę chciał zniszczyć majątek Srebrnej przy pomocy prokuratury, musiałby otworzyć archiwa i konta, które uderzyłyby w fundamenty finansowe dawnego KLD.
Gdyby Kaczyński chciał realnie wsadzić Tuska za dawne afery gospodarcze, musiałby dotknąć struktur bankowych, które finansowały także jego własne Porozumienie Centrum.
To jest klincz idealny.
Po trzecie, to potworna, cyniczna eksploatacja polskiego społeczeństwa.
Afera FOZZ stworzyła szarą strefę, w której polityka spotyka się ze służbami specjalnymi i wielkim biznesem. Kaczyński i Tusk nauczyli się ten układ kontrolować i wykorzystywać do cna.
Od dwudziestu lat karmią Polaków nienawiścią, bo wiedzą, że dopóki trwa totalna wojna polsko-polska, nikt nie zada im prostego pytania: skąd wzięły się wasze pierwsze pieniądze i kto naprawdę podpisał dokumenty założycielskie pod waszą polityczną nieśmiertelność?
To nie jest spór o wartości, o Polskę, o patriotyzm czy o Europę. To brutalna walka dwóch korporacji politycznych, które powstały w tym samym mateczniku dzikiej transformacji, wyssały soki z tego samego bagnistego źródła i teraz walczą o to, kto będzie zarządzał tym po-fozzowskim folwarkiem. 🥸