The men waiting for Hitler’s Panzers rode horses.
Nazi propaganda portrayed them as idiots.
The truth was very very different!
On September 1, 1939, Germany’s 4th Panzer Division advanced toward Mokra, Poland.
Standing in its way was the Wołyńska Cavalry Brigade.
But the Poles did not charge the tanks with lances. Their horses provided mobility. The cavalrymen dismounted and fought from prepared positions with antitank guns, artillery, antitank rifles, and the armored train Śmiały.
Again and again, the panzers attacked.
Again and again, the Poles stopped them.
The myth was born elsewhere that same day.
At Krojanty, Polish uhlans charged and scattered exposed German motorized infantry before armored cars arrived and opened fire. German officers later brought foreign correspondents - including Italian journalist Indro Montanelli - to see dead cavalrymen and horses beside armored vehicles that had arrived after the fight.
Montanelli reported that Polish horsemen had charged German tanks. Nazi propaganda seized upon the story. It offered the perfect image: intelligent, modern Germans crushing stupid Poles who rode against steel with lances.
It was meant to prove German military and racial superiority. And it was a lie.
Polish cavalry never launched a suicidal charge against panzers. And at Mokra, it stopped an entire panzer division!
Follow @Vanguard_WW2 for more forgotten stories and shattered myths from World War II.
W niedzielę dr Michał Siekierka, pracownik naukowy IPN i wiceprezes Stowarzyszenia Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów został wyproszony z autokaru, którym wraz z większą grupą jechał na uroczystości pogrzebowe ofiar ukraińskiej zbrodni w Ostrówkach. Poinformowano go, że został jeszcze w 2023 r. (!) umieszczony przez SBU na liście osób z zakazem wjazdu na terytorium Ukrainy.
Czy będzie jakaś reakcja polskiego państwa? Czy tradycyjnie udajemy, że nic się nie dzieje, a głównym problemem jest "brunatnienie Polski"?
Na zrzutach oświadczenie dr. Siekierki.
30 sierpnia odbył się w Ostrówkach na Wołyniu pogrzeb 55 Polaków zamordowanych 30 sierpnia 1943 roku w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. Wśród odnalezionych ofiar było 26 dzieci.
Po 83 latach szczątki wydobyto z dołów śmierci i złożono w ziemi. Ofiary otrzymały groby, krzyże i tablice. Zabrakło jednak informacji najważniejszej: kto je zamordował.
Na obelisku widnieje napis: „Pamięci mieszkańców Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, którzy zginęli 30 sierpnia 1943 roku. Niech spoczywają w pokoju”. Pod nim zaś: „Rząd Rzeczypospolitej Polskiej”.
Nie napisano, że mieszkańcy tych miejscowości zostali zamordowani przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nie wymieniono sprawców, chociaż są oni znani. Zbrodni dokonały: pododdział UPA dowodzony przez Iwana Kłymczaka „Łysego” oraz sotnia Iwana Zareczniuka „Worona”, wspierane przez część mieszkańców okolicznych ukraińskich wsi. W ciągu kilku godzin zamordowano w obu miejscowościach około 1050 Polaków.
Treść inskrypcji jest rezultatem polsko-ukraińskich uzgodnień między resortami kultury. Ekshumację i pochówek oddzielono od właściwego upamiętnienia. Taki był warunek Ukraińców na który strona polska ochoczo się zgodziła.
Ktoś, kto za kilkadziesiąt lat zatrzyma się przed tym obeliskiem, dowie się tylko, że mieszkańcy Ostrówek i Woli Ostrowieckiej „zginęli”. Nie zostali zamordowani – „zginęli”. Nie wiadomo, czy z rąk UPA, NKWD, Einsatzgruppen, Wehrmachtu, czy może wskutek działań wojennych. Sprawcy rozpłynęli się w gramatycznej mgle.
I właśnie o to chodzi. Polska prosi o ekshumacje, Ukraina udziela zgody, a ceną staje się przemilczenie odpowiedzialności katów. Dostajemy zgodę na odnalezienie kości, ale nie na umieszczenie nad grobem pełnej prawdy.
W filmie „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego pada następująca sentencja: „Kresowian zabito dwa razy: raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie”. Na naszych oczach dokonuje się trzeci akt ich martyrologii. Najpierw odebrano im życie. Potem odmawiano im pamięci. Dziś otrzymują groby, ale z napisów usuwa się imiona i symbole morderców.
A tymczasem w aferze powodziowej, gdzie pękło 4,5 miliona, a nie zegarek, zatrzymano 6 złodziei z @Obywatelska_KO i powiązanych z KO, z czego trójka aresztowana. Nie koniec na tym, bo sprawa jest rozwojowa i chodzi nie o 3-4, ale 50 lewych wniosków o wypłatę dla "powodzian", czytaj złodziei z KO. Słyszeliście o tym? Po to jest Zonda-sronda, żebyście nie słyszeli.
Prokurator wystąpił o przedłużenie o kolejne 3. miesiące aresztu 25-letniemu Pawłowi, który siedział ze mną w celi na Białołęce, bo znaleziono przy nim trochę zioła i badyli od marihuany. Trochę więcej niż 51 gram i trochę mniej niż 200 gram, a od 51 gram zaczyna się "znaczna ilość". Zioło plus badyle.
Dlaczego prokurator chce przedłużenia aresztu? Bo nie przeprowadzono jeszcze badań tej maryhy i nie wiadomo jak mocnego daje ona kopa. I nie wiadomo, czy kopa dają też badyle. A co śledczy robili przez ostatnie trzy miesiące, gdy Paweł siedział? No, ludzie, co to za głupie pytanie, przecież były wakacje. Czy jeśli Paweł wyjdzie z aresztu, bo może wpłynąć na wynik badań laboratoryjnych, biegłych, będzie utrudniał śledztwo? Niby jak? Prokurator miał trzy miesiące na przesłuchanie świadków, a to szmat czasu. Ale, faktycznie, czas za kratami płynie znacznie wolniej.
Gdy pierwszy raz napisałem o moim 25-letnim kompanie z celi i o tym, że trafił na 3. miesiące do aresztu za garść maryhy, odezwały się komentarze, że to niemożliwe - albo wszystko zmyśliłem (tak jak aferę Polnordu) albo chłopak jest dilerem. Otóż, niczego nie zmyśliłem . Chłopak nie ma zarzutu handlu dragami, chodzi tylko i wyłącznie o posiadanie "znacznej ilości" zakazanego w Polsce zioła.
W czwartek (27 sierpnia 2026 r.) sąd zbierze się na posiedzeniu aresztowym, aby rozpatrzyć wniosek prokuratury o przedłużenie aresztu Pawłowi o kolejne trzy miechy. Gdy przypominam sobie jak wyglądało moje posiedzenie aresztowe, na którym sędzia Rafał Downarowicz nie pozwolił mi dojść do głosu, to skóra mi cierpnie. Praktyka jest bowiem taka, że w zdumiewającej większości wypadków sądy "klepią" wnioski aresztowe prokuratury bez najmniejszego zastanowienia. A postanowienie o areszcie z reguły jest żywcem przepisane, przy zastosowaniu opcji "wytnij i wklej" z wniosku prokuratury. Widziałem to już tyle razy, że włos się jeży na głowie. I najchętniej w celi z pluskwami unieściłbym leniwych prokuratorów razem z równie leniwymi sędziami (minimum na trzy miechy), a wypuścił ich ofiary.
Na posiedzeniu aresztowym Pawła nie będzie. Będzie tylko jego adwokat.
Taki mamy w Polsce zwyczaj - dla mnie szokujący i oburzający.
Wszystko odbywa się za plecami człowieka, o którego losie decyduje sędzia. Podejrzany ma siedzieć w celi z pluskwami i nie zawracać głowy. Nie może nawet się wypowiedzieć. Sędzia nawet nie widzi człowieka, o którego losie decyduje. I nikomu to nie przeszkadza. :-(
Powiem tak: mam złe przeczucia. Obym się mylił.
Tajemnica dziennikarska? W Polsce? Wolne żarty.
Odmówiłem podania haseł do komputerów. Podczas zatrzymania przez policję 6 czerwca powołałem się na tajemnicę dziennikarską i fakt, że w laptopie 💻 i w komputerze stacjonarnym są między innymi poufne akta Polnordu i Roman Giertycha. Podałem PIN-y do telefonów - jeden należy do mojej 13-letniej córki, a drugi jest nowy i praktycznie nic w nim nie było.
Złamanie haseł w liczących kilkanaście wiosen archaicznych Makach nie sprawiło biegłemu informatykowi sądowemu Waldemarowi Chodasiewiczowi żadnego kłopotu.
Nie mam do niego o to pretensji - wykonywał zlecenie prokuratury. I napisał rzetelne opinie, iż z groźbami śmierci wobec komendanta @PolskaPolicja w Piasecznie (wysłanych z fejkowego konta szwajcarskiego @ProtonMail) nie miałem nic wspólnego.
Najzabawniejsze jest jednak to, że Tuskowa władza oznajmiła - gdy siedziałem w areszcie i nie mogłem niczego zdementować - że dobrowolnie udostępniłem hasła do komputerów i na żadną tajemnicę dziennikarską się nie powoływałem. Wywołało to zachwyt ekipy #SilniRazem - pojawiły się komentarze, że Kraskowski poszedł na współpracę i będzie sypał. A to zwyczajne kłamstwo. Żadnych haseł do komputerow nie podałem.
Dom w Łosiu przeszukano bez mojej obecności i bez o obecności mojego adwokata.
To są standardy policyjnego państwa rządzonego przez @w_zurek i @donaldtusk: Białoruś ver. 2.0.
@malBORk609@NitroOlaf@najjjka2 III. Obraza art. 2 § 2 w zw. z art. 366 § 1 i art. 22 § 1 kpk
Przez ZANIECHANIE ROZWAŻENIA zawieszenia postępowania mimo długotrwałej przeszkody w postaci nierozstrzygniętej kwestii prejudycjalnej, a w konsekwencji orzeczenie na materiale niepełnym.
@malBORk609@NitroOlaf@najjjka2 II. Obraza art. 5 § 2 kpk
Przez rozstrzygnięcie na niekorzyść oskarżonego niedających się usunąć wątpliwości co do zaistnienia znamienia „przestępstwo", w szczególności co do możliwości działania sprawcy czynu bazowego w warunkach art. 26 k.k.
@malBORk609@NitroOlaf@najjjka2 Apelacja będzie zapewne dotyczyć argumentu z art. 28 § 1 k.k. i art. 5 § 2 kpk - że przy spornym charakterze czynu nie można przypisać zamiaru bezpośredniego co do znamienia „przestępstwo"
@malBORk609@NitroOlaf@najjjka2 Standard orzeczniczy strasburski potwierdzający zakaz przesadzania winy osoby nie sądzonej w danym postępowaniu:
Karaman przeciwko Niemcom (nr 17103/10, 27.02.2014)
Mucha przeciwko Słowacji (nr 63703/19, 25.11.2021)
Bauras przeciwko Litwie (nr 56795/13, 31.10.2017)
Avaz Zeynalov
@malBORk609@NitroOlaf@najjjka2 To nie ja je mieszam, tylko ty mi to imputujesz.
Ja twierdzę, że ocena jednej sorawy zależy od oceny drugiej sprawy. A skoro zależy, i w drugiej sprawie toczy się oddzielne, dedykowane postępowanie, to należało zawiesić pierwsze postępowanie do czasu rozstrzygnięcia drugiego.
Dwa zdarzenia.
Polak zwyzywał Ukrainkę zostaje natychmiast osądzony.
Brutalne pobicie przez obcokrajowców Polaka, szukanie na własną rękę sprawców.
Polak w Polsce obywatelem drugiej kategorii.