@jack__sparrow5 W metrze najgorzej. Siada taka obok, widać że się nie zmieści ale nic sobie z tego nie robi. I słychać Cię albo na ściankę albo, co gorsza, na innego pasażera.
Krzysztof M. jest w Puławach znany. Policjantom, prokuratorom i sędziom. Wiele razy stawał przed sądem.
W 2017 r. za to, że jeździł pijany, naćpany i zmiażdżył nogę dwuletniej Natalce, gdy wpadł autem w latarnię.
Po 5,5 roku w więzieniu niczego się nie nauczył. Dalej jeździł pijany. Znów go zamknięto, ale jest już na wolności
https://t.co/gJvWR6JQBq
Przedwojenne fotografie
=====================
Z pociągu do obozu śmierci matka zdąży podać jej dziecko. Obcej dla niej kobiecie. Wszystko po to, by nie pojechało w tę drogę bez powrotu. Alfreda zabrała podane jej zawiniątko z dzieckiem. To był chłopiec. Karol. Uratowała go. I nie tylko jego. Ile dzieci w ten sposób ocaliła, nie jest do końca wiadome. Była przekonana, ze nie przeżyje wojny, dlatego podejmowała każde ryzyko. I przeżyła.
Alfreda Markowska miała około piętnastu lat, gdy została żoną Jana, zwanego Guciem. W 1939 roku wojna zastała ich we Lwowie. Wkrótce ich tabor znalazł się na terenach zajętych przez Niemców. Dwa lata późnej poszła do sąsiednich wsi wróżyć. Za kawałek chleba. Ktoś ją ostrzegł. Gdy wróciła, osiemdziesiąt osób, w tym jej najbliższa rodzina, nie żyło. Przeżył jej mąż, który tego dnia udał się do swoich krewnych.
Alfreda przedostała się do Rozwadowa. Tam pracowała przy kolei. Przez stację przejeżdżały pociągi wiozące ludzi do niemieckich obozów zagłady. I właśnie tam zaczęła się jej niezwykła działalność. Robotnicy mieli usuwać z wagonów ciała zmarłych. Tym, którzy jeszcze żyli, można było podać odrobinę wody. Alfreda wykorzystywała każdą chwilę. Ratowała dzieci. Wyciągała je z transportów, szukała dla nich kryjówek, zdobywała fałszywe dokumenty, odnajdywała krewnych albo rodziny, które mogły je przyjąć. Ratowała dzieci każdej narodowości. Ratowała każde.
Szacuje się, że dzięki jej działalności ocalało co najmniej pięćdziesięcioro dzieci. Sama nie prowadziła żadnych zapisków. Była niepiśmienna. Liczbę uratowanych można było ustalić dopiero wiele lat później, dzięki wspomnieniom tych, którzy przeżyli.
Po wojnie nadal przygarniała potrzebujących. W czasie wędrówki na zachód wraz z własnymi dziećmi opiekowała się nawet osieroconymi niemieckimi dziećmi spotkanymi w lasach. Nazywano ją później „Babcią Nońcią”.
W 2006 roku, wiele dziesięcioleci po wojnie, została odznaczona przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski za bohaterstwo, niezwykłą odwagę i ratowanie ludzkiego życia.
Dziecko podane przez matkę z pociągu, Karol, przeżyło wojnę.
Alfreda "Nońcia" Markowska zmarła w Gorzowie Wielkopolskim 30 stycznia 2021 roku. Miała 94 lata.
Nie posiadamy przedwojennego zdjęcia Alfredy Markowskiej.
Fot: M. Stefaniak
Tak, wyemitujemy te same spoty co TVP, tylko nie weźmiemy 5,4 mln złotych od ministerstwa, lecz zrobimy to za darmo. Ponieważ rozumiemy, czym jest misja społeczna. Prosimy o przesłanie wszystkich materiałów.
Pamiętacie walkę aktywistów o tzw. wolne krowy z Deszczna? Przypomnę. W tej miejscowości żyły sobie zdziczałe krowy. Ponoć kiedyś miały właściciela, ale ten nie był zbyt lotny i nie był w stanie się nimi opiekować. Więc krowy sobie żyły samopas przez dłuższy czas. No ale w końcu urzędnicy postanowili stado - nielegalne - wybić. Był 2019 rok. Zbliżała się kampania wyborcza. Temat idealny do nakręcenia histerii. Aktywiści prozwierzęcy zaczęli wyć, że skandal bo państwo zgodnie z sanitarnymi przepisami chce wybić krowy. Jedyne wolne krowy w Europie. Przepychanka trwała miesiące. Zaangażowani byli wszyscy. Wypowiadał się Jarosław Kaczyński, który interweniował u Jana Krzysztofa Ardanowskiego. W sprawę zaangażował się prezydent Andrzej Duda.
"Minister Krzysztof Ardanowski oraz Główny Lek. Weterynarii Bogdan Konopka zapewnili mnie, że szukają szczęśliwego rozwiązania dla stada z Deszczna. Jestem pewien, że je znajdą, mimo, że przepisy UE nakazują zabić te zwierzęta. Polak potrafi! Trzymamy kciuki za stado z Deszczna"
- pisał prezydent. Aktywiści pisali też do... papieża Franciszka.
W końcu zostawiono samorząd ze sprawą, który wydawał 3,5 tys zł dziennie za ich utrzymanie. Sprawa przycichła i nie było komu utrzymywać krów. W końcu nastąpił przełom. Wolne krowy w liczbie 186 przekazano do aktywistów, którzy mieli zapewnić szczęśliwe życie.
No i jak się skończyło to szczęśliwe życie?
Ano w pierwszym roku padło 75 sztuk. Skakały na siebie i łamały sobie kości. Do dzisiaj nie żyje już żadna "wolna krowa". Rozumiecie żadna. Zero. Sprawa trafiła do prokuratury.
- Z zawiadomienia wynika, że część zwierząt miała zostać sprzedana w niewłaściwy sposób, czyli z naruszeniem ustawy o wymogach weterynaryjnych. One nie powinny być przedmiotem obrotu handlowego na cele spożywcze. Zawiadomienie dotyczy podejrzenia, że zwierzęta miały zostać sprzedane jako zdrowe osobniki w celu dalszej hodowli lub pozyskania mięsa i mleka - mówi w rozmowie z portalem https://t.co/YYSBdRjRx1 prokurator Mariola Wojciechowska-Grześkowiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie.
Pomyślcie o "wolnych krowach z Deszczna", gdy następnym razem usłyszycie, że rolnicy źle obchodzą się ze zwierzętami, a na farmach krowy żyją bardzo krótko. Są one bowiem krwawym dowodem na to, że aktywiści nie wiedzą o czym mówią, a gdy mają się zająć 186 krowami to najzwyczajniej w świecie ich to przerasta. Oni mogą krytykować, ale w praktyce niczego nie zaoferują. Ich działania często kończą się cierpieniem przyrody, zwierząt i ludzi.
Pierre Richard ma 92 lata i oby żył wiecznie.
Dawno nic mnie nie poruszyło jak to wideo.
Wszyscy starzejemy się i powoli umieramy.
Aktor odwiedza groby gwiazd francuskiego filmu.
Pojawia się Belmondo, Delon, Luis de Funes, Bardot i wielu innych.
Do tego niesamowita piosenka.
Niemiecki obóz dla polskich dzieci w Łodzi. Przeszło przez niego trzy tysiące dzieci - od niemowląt do 16 roku życia. Doznały głodu, bicia i tortur. Zmarło - co najmniej 200. Odnaleziono szczątki dziesięciorga. Pamięć o tym strasznym miejscu istnieje dzięki @ipngovpl