Polecam mój komentarz w sprawie zadośćuczynienia od Niemiec za polskie straty w okresie II wojny światowej. Rocznicowo na 1 września. Dodałbym jeszcze, że w tej sprawie nie znajdziemy żadnych sojuszników - ani w Waszyngtonie, ani w Atenach, ani w Rzymie, ani w Brukseli. Czy w związku z tym sprawę porzucić? Nic z tych rzeczy. Trzeba się domagać uregulowania niemieckiego długu odszkodowawczego wobec Polski, ze świadomością że takie uregulowanie będzie miało swoją cenę. I trzeba do tego znaleźć ludzi, którzy nie dadzą się przekupić indywidualnymi korzyściami w zamian za nie prowadzenie lub nieoptymalne prowadzenie tej sprawy w imieniu polskich obywateli…
Nie ma i nie będzie miejsca na Polskę i Polaków w niemieckiej polityce historycznej, którą faktycznie coraz częściej nazywają kulturą pamięci. Wykuwała się ona konsekwentnie od 1945 roku, w toku burzliwych, nieraz wciągając w to cały naród, debat i dyskusji, które przecinane były kolejnymi wątkami od Jaspersa w 1946 po zjednoczenie Niemiec i zbrodnie Wehrmachtu. Kilkadziesiąt lat. Wątek po wątku. Jest to świetnie naoliwiona maszyna.
Ofiarami byli Żydzi, Cyganie, Rosjanie i - to już czasy nam najbliższe w uzupełnianiu narracji - homoseksualiści. I oczywiście Niemcy.
Naszym największym wyzwaniem nie jest wejście z polską perspektywą w politykę pamięci Niemiec, ale zablokowanie niemieckiej polityki historycznej w Polsce, która ma się tutaj coraz lepiej.
Skoro wylosowało się, że każdy Polak powinien mieć opinię na temat e-dzienników to wypowiem się jako użytkownik (rodzic) i osoba, która ma trochę doświadczenia z "publicznym IT" - chociaż głównie w szpitalach.
Pierwszy mit w dyskusji (który tutaj powieliła nawet Pani @AM_Zukowska ): Oba dominujące systemy - Librus i Vulcan - są w swoich bazowych wersjach bezpłatne zarówno dla uczniów jak i rodziców. Płatne są jakieś rozszerzenia, "ease of use-y" i specjalne opcje - moim zdaniem i w moim doświadczeniu absolutnie zbędne.
Chyba, że chcemy zamienić dzieciom życie w technologiczną dystopię i pozostawać w trwałej komunii z publiczną szkołą 😜
Drugi mit - chociaż tutaj polegam na tym co mówią mi pracujący w szkołach członkowie rodziny - to te systemy wykraczają dalece poza "katalogi ocen". Tego się używa na poziomie sekretariatów do codziennego zarządzania szkołą - w projekcie rządowego e-dziennika wielu takich funkcjonalności po prostu brakuje bo ich wytworzenie musi wynikać z odkrywania i rozpoznania potrzeb szkoły na co dominujące firmy poświęciły lata.
Faktem jest koncentracja rynku: dwa podmioty i kilka małych ale z pomijalnym w nim udziałem. Tylko, że to ani nie dowodzi, ze mamy doczynienia z "monopolem" ani - tym bardziej - nadużywania przez nie tej pozycji rynkowej. Hipoteza o tym, że mamy silne efekty skali + złożony produkt z wysokimi kosztami zmiany + efekt "first mover'a" wydaje się bardziej prawdopodobna.
Czyli w skrócie: "przedsiębiorcze" państwo latami ignorowało problem rynek dostarczył popularnych rozwiązań, a teraz z tego faktu robi się problem i próbuje ukarać za to te firmy...
A teraz ekonomia polityczna 101:
Główny arugment jest chyba taki, że problemem jest "duopol" / "monopol". Dlatego na rynek ma wejść państwo - tylko, że ono nie wejdzie tam jako "normalna" konkurencja. Po pierwsze koszt produktu od razu będzie ustalony na zero - to nie znaczy, że on zniknie. Po prostu zmiast szkoły i rodziców w tych "opcjach premium" zapłaci go ogół podatników. Po drugie państwo jako twórca oprogramowania zajmie uprzywilejowaną pozycję w stosunku do kształtu i wiedzy o regulacjach i bazach danych kluczowych dla funkcjonowania systemu.
Prawdopodobnym skutkiem będzie "rozwiązanie" domniemanego problemu oligopolu na tym rynku... państwowym monopolem.
Druga sprawa to baza danych. Jeżeli ktoś uważa, że baza danych staje się bezpieczniejsza z faktu bycia publiczną / zarządzaną przez państwo to... gratuluję naiwności.
Każda baza danych jest podatna na wycieki i ataki. Fakt bycia bazą publiczną nie gwarantuje jej bezpieczeństwo. Za to znaczenie ma jak *cenna* jest taka baza - bo im większa centralizacja tym bardziej opłaca się testować podatności i wrażliwośc na ataki - niezależnie od tego czy to baza publiczna czy prywatna.
Rząd chce stworzyć właśnie taką jedną wielką bazę która - w przypadku wycieku - wygeneruje dużo większe konsekwencje.
No i wreszcie 3. - koszty zmiany. Jako problem i przyczynę tak dużej koncentracji rynku wskazuje się właśnie koszt zmiany dostawcy. On też nie zniknie. Migracja do publicznego systemu oznacza masowe szkolenia nauczycieli i zarządzających szkołami, wdrożenia w tysiącach placówek, integracje, koszty supportu i setki tysięcy godzin pracy.
Myślę, że o tym jakim koszmarem byłoby takie masowe wdrożenie bez zbudowanego wcześniej "capacity" nie muszę przekonywać nikogo kto kiedykolwiek wdrażał jakikolwiek produkt IT.
I teraz najlepsze - bo może faktycznie takie koszty warto ponieść. Państwo już dziś posiada techniczny "monopol" na edukację więc być może powinno - jak ktoś mi tutaj napisał - zapewniać wszystkie konieczne narzędzia do realizacji tego obowiązku.
Ale tego się nie dowiemy bez uczciwego policzenia i porównania z dużo tańszymi i bezpieczniejszymi rozwiązaniami, które zaproponował np. poseł @jciesz - standardy bezpieczeństwa, wymogi interoperacyjności + wspóldzielenia danych (zbijamy koszty wejścia konkurencji i romontowania domniemanego "oligopolu")
Tymczasem na razie dyskusja wygląda trochę tak: Państwowe - dobre, darmowe, bezpieczne i bez wad; Prywatne - złe, drogie, groźne i naruszające suwerenność cyfrową. A to już jest robienie z ludzi debili...
Tak na marginesie afery z marką, warto zauważyć, że w opinii p. Profesor 'fala hejtu' jest wymówka do rzucenia papierami i odwrócenia się na pięcie. To kontrastuje z Pisiorami, którzy robili swoje pomimo pomyj, lejących się regularnie.
Tak na marginesie afery z marką, warto zauważyć, że w opinii p. Profesor 'fala hejtu' jest wymówka do rzucenia papierami i odwrócenia się na pięcie. To kontrastuje z Pisiorami, którzy robili swoje pomimo pomyj, lejących się regularnie.
Coraz bardziej wkurwia mnie bezczelne angażowanie mnie kognitywnie przez każdy sklep. Wszędzie trzeba pobrać aplikację i przescrollować ją wszerz i wzdłuż, bo inaczej jest się frajerem i trzeba zapłacić nawet kilkadziesiąt % więcej. Tu trzeba państwa i wzięcia biznesu za mordę.