Panie Danielu, z całym szacunkiem, ale to nie jest diagnoza pokolenia. To jest klasyczny tekst „zapomniał wół, jak cielęciem był”.
Pan nie opisał m��odych. Opisał młodość. Te same cechy wracają co pokolenie od Aten po TikToka. Zmienił się rekwizyt: zamiast agory jest algorytm, zamiast walkmana hulajnoga, zamiast „nerwów” trauma. Mechanizm ten sam. Zmienił się tylko Pan: przestał być młody i zaczął mylić swój wiek z upadkiem cywilizacji.
1. Ignorancja przy pełnym dostępie do wiedzy
Młody człowiek zawsze wie mniej, niż mu się wydaje, i zawsze ma opinię. To nie patologia 2026. To biologia i brak przeżytych dekad. Dawniej ignorancja była cicha, bo nie było tylu mediów do komunikacji. Dziś jest głośna. Różnica nie polega na tym, że młodzi „nic nie wiedzą”. Polega na tym, że starszy człowiek zapomniał, ile sam nie wiedział w ich wieku i jak pewnie to wygłaszał. Dostęp do całej wiedzy ludzkości nie kasuje braku doświadczenia. Nigdy nie kasował.
2. Emocje, toksyczność, trauma
Młodość jest hormonalna, statusowa i niepewna. Kora przedczołowa dojrzewa do połowy trzeciej dekady. Dlatego wszystko jest albo cudem, albo końcem świata. Poprzednie pokolenia nie były stoickie. Mówiły „nerwy”, „histeria”, „załamanie”, „znerwicowanie”, „kompleksy”. Słownik się zmienił, amplituda nie. Że „kiedyś ludzie po prostu dawali radę”, to mit ludzi, którzy już nie pamiętają własnych załamań.
3. Niewdzięczność za dobrobyt
Każde pokolenie bierze swój komfort za punkt zero. Inaczej nie ma postępu. Dziadek nie dziękował za brak wojny co rano; ojciec nie klękał przed pralką. My młodzi nie pamiętamy PRL-u, kolejek i dziury w zębie bez znieczulenia. To nie wina charakteru. To definicja urodzenia się później. Permanentne poczucie krzywdy jest głupie ale „żyjecie w raju, więc milczcie” to nie argument tylko pretensja kogoś, kto sam w naszym wieku też uważał, że świat jest niesprawiedliwy, tylko o inne rzeczy.
4. Wychowanie i przestrzeń publiczna
Głośnik w autobusie to następca boomboxa, walkmana, rozgadanych nastolatków w przedziale i chłopaków grających w piłkę pod oknem. Każda nowa zabawka jest „chamstwem”, dopóki pokolenie, które ją wprowadziło, nie zestarzeje się i nie zacznie narzekać na następną. Egoizm w przestrzeni publicznej nie zaczął się w 2016. Zaczyna się w każdym pokoleniu w momencie, gdy człowiek odkrywa, że jest protagonistą własnego życia.
5. Brak czekania, nuda, złota rybka
Mit złotej rybki jest stary i słaby. Ludzie zawsze szukali bodźca: jarmark, gazeta, radio, telewizor, komputer, telefon. Mózg młody jest nastawiony na nowość; mózg starszy na potwierdzanie tego, co już wie. Dlatego Pan widzi „brak koncentracji”, a nie widzi, że sam nie usiedzi przy nowym narzędziu pięć minut bez irytacji. Zdolność skupienia nie zniknęła. Zmienił się obiekt. Część młodych ogląda 40-minutowe analizy, uczy się języków z apki i montuje filmy. Część scrolluje. Dokładnie jak kiedyś część czytała, a część stała pod blokiem.
6. Nie umieją naprawić, ugotować, przyszyć
Urbanizacja i specjalizacja pracy robią to od 150 lat. Syn chłopa nie umiał orać. Syn ślusarza nie umiał zatkać rury. Córka krawcowej kupuje ubranie. To nie jest upadek tylko podział pracy. Młodzi nie budują stodół, bo nie muszą. Budują oprogramowanie, marki, sieci, treści, firmy, które starszym wydają się „nieprawdziwą pracą”, bo nie brudzą rąk olejem. „Nie umieją pięciu obiadów, a chcą przebudować społeczeństwo” brzmi celnie, dopóki nie przypomni Pan sobie, ile 22-latków w 1980 też nie umiało nic, a i tak miało receptę na Polskę.
👇(1/2)
Nacjonalistyczne narracje oparte na Bogu, honorze i ojczyźnie, odrzucające realne i racjonalne działania budujące odporność i bezpieczeństwo państwa nie dają nic poza samozadowoleniem.
Ten sposób myślenia już dwa razy w historii przyniósł Polsce zgubę.
Pani naprawdę uważa, że zachęcanie setek tysięcy ludzi do oddawania opakowań, ograniczania śmieci i pozostawienia po sobie porządku jest powodem do drwin?
Na terenie ogromnego festiwalu zorganizowano miejsca odpoczynku i system zbiórki opakowań, a uczestnikom zaoferowano za to drobny rabat. To właśnie nazywa Pani kompromitacją?
Patriotyzm nie polega wyłącznie na wymachiwaniu flagą i wygłaszaniu podniosłych haseł. To także odpowiedzialność za wspólną przestrzeń, środowisko i innych ludzi. W tym, że setki tysięcy osób potrafią bawić się bez burd, sprzątać po sobie i dbać o porządek, jest więcej realnego patriotyzmu niż w niejednej głośnej deklaracji.
Tu naprawdę nie ma nic śmiesznego. Jest tylko Pani rozpaczliwa potrzeba wyszydzenia wszystkiego, co wiąże się z Pol'and'Rock 🤷♂️
Kaczyński nie rządził Polską.
On ją podpalił.Zamienił kraj w wieczną wojnę.
Rodzinne stoły w pola bitew.
Sąsiadów w wrogów.
Żałobę w maczugę.
Smoleńsk nie był dla niego tragedią.
Był paliwem.
Im więcej płomieni, tym wyżej stał na zgliszczach.Wolne media? Przeszkoda.
Dialog? Słabość.
Europa? Wróg.
Prawda? Zdrada.
Podziel. Przestrasz. Rządź.
Najprostszy mechanizm.
I działał latami.Zostawił nam kraj, w którym ludzie nie ufają już nawet sobie.
Instytucje do odbudowy.
Debatę, która brzmi jak bazar.Chciał pomnika Piłsudskiego.
Dostanie inny.
Cień, który na długie lata przydusił Polskę.
Największe nieszczęście polskiej demokracji po 1989.
Nie trzeba długo myśleć.
Największym zagrożeniem dla chrześcijaństwa w Polsce nie jest ateista.
Nie jest nim nawet laicyzm.
Najgroźniejsza jest religia udawana – krzyż przed kamerą, procesje, pomniki i patriotyczne akademie, a zero miłosierdzia.
Ludzie krzyczą „obrona wiary”, a gardzą uchodźcą, LGBT, przeciwnikiem politycznym, sąsiadem.
Krzyż stał się pałką do okładania „tych innych”.
Jezus nie powiedział: „Po liczbie flag i różańców poznają, że jesteście moimi uczniami”.
Powiedział: „Po miłości wzajemnej”.
A my mamy pełne kościoły i puste serca. To nie ateizm zabija wiarę.
To jej karykatura.
Pozdrawiam Polski kk.
Zakaz mediów społecznościowych od konkretnego wieku? Coraz bliżej. Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej będzie działał już w grudniu 2026! A aplikacja będzie wyglądała tak?
Panie Horała,
problem polega na tym, że przez ostatnie miesiące PiS i związane z nim środowiska próbowały zrobić z pojedynczej sprawy związanej z działaczką KO polityczny spektakl o rzekomej "pedofilii w Platformie", żądając komisji śledczych i budując atmosferę moralnej wyższości całego obozu PiS.
Dziś okazuje się, że w ogólnopolskiej akcji przeciw przestępczości pedofilskiej zatrzymany zostaje człowiek powiązany z Pańskim środowiskiem i pełniący wcześniej funkcję Pańskiego asystenta społecznego.
I nagle narracja się zmienia:
"nic nie wiedziałem",
"nie mam związku",
"proszę nie łączyć mnie ze sprawą".
Tylko widzi Pan - dokładnie to samo można było powiedzieć w dziesiątkach wcześniejszych przypadków, które PiS cynicznie wykorzystywał do politycznej propagandy przeciw przeciwnikom politycznym.
Pedofilia to nie jest broń do walki partyjnej ani materiał na propagandowe kampanie.
To obrzydliwe przestępstwo, które powinno być ścigane niezależnie od szyldu politycznego.
I właśnie dlatego Pańska obecna narracja brzmi wyjątkowo niewiarygodnie po miesiącach moralnej histerii i prób przypisywania całym środowiskom politycznym odpowiedzialności za czyny pojedynczych osób.
Do pisiorskich dzbanów, mieniących się prawnikami:
1. Andrzej Rzepliński (w 2007 r., jako wybrany sędzia TK) złożył ślubowanie w formie pisemnej/listownej do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, bez osobistego stawiennictwa przed nim.
2. Poseł Stanisław Piotrowicz, obecnie sędzia TK, w 2015 roku argumentował, że prezydent nie musi osobiście odbierać ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Jego argumentacja wskazywała na trzy kluczowe kwestie:
A- "Wobec" nie równa się "w obecności": Twierdził, że konstytucyjny wymóg złożenia ślubowania "wobec prezydenta" nie oznacza fizycznej obecności głowy państwa podczas tej czynności.
B- Ustawodawca decyduje o formie- przekonywał, że Konstytucja pozostawia ustawodawcy swobodę w określeniu, przed jakim organem ślubowanie ma być złożone.
C- Marszałek jako reprezentant Sejmu. Wskazywał, że to marszałek Sejmu (jako organ powołujący sędziów) może odebrać ślubowanie, co byłoby zgodne z zasadą, że "ślubowanie odbiera instytucja powołująca".
3. W kwietniu 2026 roku, były PiSiorski prezydent, Andrzej Duda stwierdził, że prezydent nie może wybierać, od których sędziów przyjmie ślubowanie. W jego ocenie, głowa państwa związana jest uchwałą sejmu i jeśli ten dokonał wyboru, prezydent nie może pominąć części kandydatów.
Wiem, że wy i tak wiecie lepiej i chuj kładziecie dzisiaj na to, co sami mówiliście wczoraj. Napisałem to tylko po to, by pokazać waszą obłudę. Kurestwa pokazywać nie trzeba, bo nawet ślepiec je widzi, w szczególności to uskuteczniane przez Batyrowego pajaca, tego z mordy podobnego do Lenina.
Bogucki albo nie rozumie, o czym mówi, albo świadomie oszukuje odbiorców.
1. „800 mld deficytu budżetowego” – kłamstwo na poziomie pojęć
- Miesza trzy różne rzeczy:
- deficyt budżetu państwa (roczny wynik: dochody – wydatki),
- dług publiczny (narosła suma zobowiązań),
- projekcje/limity planowane na kilka lat.
- Łączy to w jedno hasło „800 miliardów deficytu”, co jest zwyczajnie nieprawdą – deficyt jest liczony rocznie, nie sumarycznie w propagandowej kupce.
2. PiS sam stworzył „drugie dno” finansów państwa
- Za ich rządów ogromne kwoty długu **wyprowadzono poza budżet** do funduszy przy BGK i PFR – głównie właśnie Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 i fundusze „polsko‑ładowe”.
- Dzięki temu w Excelu deficyt „wyglądał ładnie”, ale realny dług rósł szybciej niż wynikało to z oficjalnych statystyk budżetu.
- Gdy dziś część tych wydatków wraca do budżetu (spłaty, koszty obsługi, wygaszanie kreatywnej księgowości), liczby naturalnie rosną – to rachunek za lata rządów PiS, a nie „rekord Tuska z próżni”.
3. „Za nas była pandemia i migranci, teraz nie ma nic” – kolejna manipulacja
- Po pierwsze, skutki pandemii i polityki PiS (np. tarcze, fundusze covidowe, zamrożenia) są dziedziczone przez kolejne rządy – dług, zobowiązania, ugody, procesy.
- Po drugie, PiS miał dokładnie te same narzędzia – mógł finansować wydatki standardowo przez budżet, ale wybrał kreatywną księgowość i ukrywanie długu.
- Po trzecie, obecny rząd cały czas „sprząta” po decyzjach PiS: od wybuchu inflacji napędzanej rozdawnictwem, przez koszty tarcz, po napompowane fundusze pozabudżetowe.
4. Gdzie są pieniądze? – odpowiedź jest prosta, ale dla PiS niewygodna
- W ogromnej mierze w:
- spłacie zobowiązań zaciągniętych za PiS poza budżetem,
- łatach na system zdrowia i inne sektory po latach zaniechań,
- kontynuacji programów socjalnych, które PiS wprowadził bez zabezpieczenia stabilnego finansowania.
- To PiS ustawił tor, po którym jedzie teraz pociąg finansów publicznych – obecny rząd jedzie po tych samych szynach, często z hamulcem wciśniętym właśnie dlatego, że dług już jest rekordowy.
5. Najuczciwsze pytanie Bogucki brzmi tak:
„Dlaczego przez lata rządów PiS zadłużaliście państwo poza budżetem, tworząc fundusze‑wydmuszki, zamiast pokazywać pełny deficyt w ustawie budżetowej i uczciwie rozmawiać z obywatelami o kosztach waszej polityki?”
Nie ma znaczenia, do kogo to było powiedziane. Ma znaczenie, kto to powiedział i w jakiej sytuacji.
Jeżeli osoba pełniąca obowiązki głowy państwa, stojąc przed polskimi flagami, podczas oficjalnego wydarzenia z udziałem mediów, mówi do współpracownika "niech spierdala", to nie jest już kwestia stylu, tylko kwestia standardów państwa.
Urząd państwowy to nie jest prywatna rozmowa przy stole. W takiej sytuacji każde słowo padające w obecności kamer i mikrofonów staje się elementem reprezentowania państwa.
Państwa nie reprezentuje się językiem ulicy. Państwo reprezentuje się powagą, opanowaniem i kulturą osobistą – nawet wtedy, gdy sytuacja jest trudna, a pytania niewygodne.
To nie jest problem wizerunkowy jednego polityka. To jest problem standardów, jakie mają obowiązywać w Rzeczypospolitej.
Wstyd.
Panie Donaldzie.
Nie można ich lekceważyć, a lekceważycie ich na całego.
Panika zacznie się 6 miesięcy przed wyborami, a to będzie za późno. Bo dziś największym problemem nie jest siła Konfederacji, tylko wasza bierność, chaos i brak politycznego instynktu.
Brak realnych rozliczeń ludzi PiS. Brak czystki w instytucjach, które dalej są obsadzone po staremu. Brak porządku w spółkach, mediach i funduszach, gdzie układy trwają w najlepsze. Brak dyscypliny komunikacyjnej i elementarnej powagi. Za dużo PR-u, za mało sprawczości. Za dużo konferencji, za mało decyzji. Za dużo wzajemnego klepania się po plecach, za mało odwagi, żeby uderzyć tam, gdzie trzeba.
Do tego dochodzi kompletny brak pracy u podstaw: żadnej ofensywy w mniejszych miastach, żadnego odzyskiwania wyborców zawiedzionych, żadnej sensownej narracji poza straszeniem przeciwnikiem. Ludzie nie chcą już słuchać, że „tamci są gorsi”. Chcą zobaczyć, że wy jesteście lepsi, skuteczniejsi i poważniejsi.
Jeśli obudzicie się dopiero w 2027, to będzie już nie mobilizacja, tylko rozpaczliwa ewakuacja.
Konfederacji nie buduje tylko ich siła. Buduje ją przede wszystkim wasza słabość.