Ta ostatnia część jest tu najważniejsza.
Model, który zaprojektował tego wirusa, jest dostępny publicznie. Kod i wagi może pobrać każdy, bez opłat i bez weryfikacji. Twórcy wbudowali w niego zabezpieczenie. Usunęli z danych treningowych wszystkie wirusy atakujące organizmy złożone, w tym człowieka. Model nie zna ich budowy, bo nigdy jej nie widział. I tu pojawia się pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Czy tę lukę da się uzupełnić? Czy ktoś, kto pobierze model i douczy go własnymi danymi, odzyska zdolności, które celowo wycięto? Jeśli tak, zabezpieczenie po stronie modelu jest tymczasowe. Zostaje wtedy jedna realna zapora. Żeby wirus powstał fizycznie, trzeba zamówić syntezę DNA w wyspecjalizowanej firmie. Firmy analizują zamówienia i odmawiają, gdy sekwencja budzi wątpliwości.
Robią to dobrowolnie. Nie ma przepisu, który by je do tego zobowiązywał.
Autorzy komentarza w Science stawiają sprawę jasno: kontrola oparta na dobrej woli to za mało, powinien to być wymóg prawny. Warto dodać, że ten konkretny wirus jest nieszkodliwy dla człowieka, a jego sekwencję znamy od kilkudziesięciu lat. Nie on jest problemem. Problemem jest tempo. Dziś model składa jeden z najmniejszych genomów, jakie istnieją. Za kilka lat poradzi sobie z większym. Regulacje powstają latami. Laboratorium można skontrolować. Pliku, który ktoś skopiował na swój komputer, już nie. Czy prawo ma szansę nadążyć za czymś, czego nie da się zlokalizować?
Ta ostatnia część jest tu najważniejsza.
Model, który zaprojektował tego wirusa, jest dostępny publicznie. Kod i wagi może pobrać każdy, bez opłat i bez weryfikacji. Twórcy wbudowali w niego zabezpieczenie. Usunęli z danych treningowych wszystkie wirusy atakujące organizmy złożone, w tym człowieka. Model nie zna ich budowy, bo nigdy jej nie widział. I tu pojawia się pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Czy tę lukę da się uzupełnić? Czy ktoś, kto pobierze model i douczy go własnymi danymi, odzyska zdolności, które celowo wycięto? Jeśli tak, zabezpieczenie po stronie modelu jest tymczasowe. Zostaje wtedy jedna realna zapora. Żeby wirus powstał fizycznie, trzeba zamówić syntezę DNA w wyspecjalizowanej firmie. Firmy analizują zamówienia i odmawiają, gdy sekwencja budzi wątpliwości.
Robią to dobrowolnie. Nie ma przepisu, który by je do tego zobowiązywał.
Autorzy komentarza w Science stawiają sprawę jasno: kontrola oparta na dobrej woli to za mało, powinien to być wymóg prawny. Warto dodać, że ten konkretny wirus jest nieszkodliwy dla człowieka, a jego sekwencję znamy od kilkudziesięciu lat. Nie on jest problemem. Problemem jest tempo. Dziś model składa jeden z najmniejszych genomów, jakie istnieją. Za kilka lat poradzi sobie z większym. Regulacje powstają latami. Laboratorium można skontrolować. Pliku, który ktoś skopiował na swój komputer, już nie. Czy prawo ma szansę nadążyć za czymś, czego nie da się zlokalizować?
Wybudzenie o trzeciej w nocy większość ludzi traktuje jak sygnał, że coś jest nie tak. Nerwica, hormony, początek bezsenności.
A przez większość historii nikt nie spał ośmiu godzin bez przerwy.
Ludzie kładli się po zmroku, budzili na godzinę koło północy — rozmawiali, dokładali do ognia — i spali dalej do świtu. Historyk Roger Ekirch znalazł ponad 2000 opisów tego zwyczaju w listach, aktach sądowych i literaturze. Nikt tego nie tłumaczył, bo wszyscy tak spali.
Elektryczne światło zlało dwie fazy w jedną. “Przespać całą noc” stało się standardem, którego wcześniej nie było.
Jeśli następnego dnia funkcjonujesz normalnie, samo wybudzenie prawdopodobnie nie jest objawem choroby. Gorzej działa leżenie i liczenie godzin do budzika.
https://t.co/amTv7SKFFQ
40% niższa śmiertelność u chodzących do sauny. 65% mniej demencji. Dopamina +250% po zimnej kąpieli.
Sprawdziłem, skąd się wzięły te liczby.
Sauna: to jedno badanie. Dwa tysiące Finów z Kuopio, obserwowanych przez dwadzieścia lat. W grupie „7 razy w tygodniu” było dwieście osób. Kolejne publikacje to ten sam zbiór danych oglądany z różnych stron, nie nowe potwierdzenia.
I pytanie, którego takie badanie nie rozstrzygnie: czy to sauna wydłuża życie, czy ludzie, którzy mają czas na saunę siedem razy w tygodniu, po prostu żyją spokojniej?
Dopamina: siedmiu mężczyzn, woda 14 stopni, zanurzenie po szyję przez godzinę. Nie trzy minuty w beczce.
Zimne prysznice, „29% mniej chorowania”: ludzie chorowali dokładnie tyle samo dni. Rzadziej brali zwolnienie. To zupełnie co innego.
Sauna i zimno pewnie działają. Regeneracja po treningu ma mocne dowody.
Ale między „pewnie pomaga” a „minus 40% śmiertelności” mieści się cały przemysł.
Ile z tych liczb sam otworzyłeś u źródła?
Esej Wesa Browna w Aeon. Autor po śmierci ojca wchodzi na matę BJJ, przegrywa i trafia na badania. Testosteron jak u dwunastolatka.
Poziomy w populacji spadają od lat 70. Dieta, siedzenie, stres, mikroplastiki — hipotez wiele, pewności mało. Pewne jest co innego: powstał wokół tego rynek.
Terapia hormonalna sprzedaje się dziś jak subskrypcja. Reklamy obiecują energię, mięśnie i pewność siebie. Nikt nie mówi, że to zwykle decyzja na lata, bo organizm przestaje produkować własny.
W longevity obowiązuje odwrotna logika. Efekty przychodzą po latach i nikt ich nie widzi. Trudno to zapakować w ofertę.
Najuczciwszy fragment eseju nie dotyczy medycyny. Brown przyznaje, że chciał być silniejszy, zanim ktokolwiek zmierzył mu cokolwiek.
https://t.co/Ec13BMDTi8
Ilu mężczyzn idzie po hormon, a ilu po powód, żeby wreszcie zająć się sobą?
Mam poglądy prawicowe i nie spełniam żadnego z wymienionych przez Ciebie kryteriów. Mam rodzinę, wierzę w prywatną własność, niskie podatki, wolność gospodarczą, zrównoważone finanse publiczne, ograniczony socjal. Mam własne nieruchomości, koszule w szafie, a w głowie w spokój. Szanuję Ukraińców i dostrzegam rolę Ukrainy w architekturze bezpieczeństwa w Europie. Jestem otwarty na Arabów dopóki nie narzucają mi swojego stylu życia w Europie. Feministki są sympatyczne i wzbudzają u mnie uczucie litości:). Jednak świetnie zdefiniowałaś typowego polskiego chłopca prawicy. Czytając ich posty na X można dojść do jednego wniosku. Z prawdziwą prawicą nie mają nic wspólnego.
Pierwsze to dług publiczny. Trzeci rok z rzędu mamy deficyt powyżej 6% PKB, dług według definicji unijnej przekroczył 61% PKB, a rządowe prognozy zakładają 75% w 2029. Sama obsługa długu kosztuje już ponad 2% PKB rocznie. To pieniądze, których zabraknie na inwestycje.
Drugie to struktura wydatków. Wysokie transfery socjalne przy relatywnie niskich podatkach, do tego prawie 5% PKB na obronę. Duża część budżetu jest sztywna i politycznie bardzo trudna do ograniczenia.
Trzecie to energia. Zgoda, Polska jest dziś wielkim placem budowy w energetyce. Ale do taniej energii mamy jeszcze długą drogę, a przez najbliższe lata jej ceny będą realnie ograniczały konkurencyjność sektorów, na których opiera się ten optymistyczny scenariusz.
I ostatnie: jeśli konsolidację fiskalną wymusi kiedyś rynek, doświadczenie uczy, że najpierw tnie się inwestycje. Czyli dokładnie to, czego ten skok w górę łańcucha wartości wymaga najbardziej.
Optymizm podzielam. Pytanie tylko, czy zdążymy uporządkować finanse publiczne, zanim te ryzyka zaczną się materializować.
Głęboki sen sprząta mózg.
Dosłownie.
W najgłębszej fazie snu mózg wypłukuje produkty przemiany materii — w tym białka, które w chorobie Alzheimera sklejają się i niszczą pamięć.
Mniej takiego snu = mniej sprzątania.
17-letnie badanie na 346 osobach pokazało:
ci po sześćdziesiątce, którzy tracili zaledwie 1% głębokiego snu rocznie, mieli o 27% wyższe ryzyko demencji.
Przy samym Alzheimerze — 32%.
Tej fazy naturalnie ubywa z wiekiem. Ale sen to jeden z niewielu czynników, na które realnie mamy wpływ.
Niedoceniamy go, bo nie widać efektu następnego dnia.
Rachunek przychodzi dekady później.
Ile zdrowia oddajemy, skreślając sen jako pierwszą rzecz z napiętego grafiku?
Pierwsza odpowiedź (link):
Badanie, JAMA Neurology:
https://t.co/a4dDkYzZsj
Peter Attia — lekarz, autor „Outlive”, jeden z najtrzeźwiejszych głosów w temacie długowieczności — napisał coś, co warto przeczytać, jeśli zakładasz, że rak płuca to problem palaczy.
Bo 80–90% przypadków to faktycznie palacze. Ale jeden na siedmiu chorych nigdy nie zapalił.
Attia zwraca uwagę na prostą rzecz: nikt nie sprawdził porządnie, czy badania przesiewowe pomagają niepalącym. Dowody oceniano tylko u palaczy i z tego zrobiły się wytyczne.
To dwie różne rzeczy. Wytyczne patrzą na całą populację. Ty patrzysz na siebie.
A wśród niepalących najgorzej wypadają młodsi i kobiety — czyli akurat ci, którzy zwykle myślą, że ich to nie dotyczy.
Na ilu takich założeniach opieramy decyzje o własnym zdrowiu?
Źródło: https://t.co/LD0u2GHuHg
OpenAI ma teraz dwie wiadomości tuż obok siebie.
Pierwsza: szykuje się do wejścia na giełdę — na początku czerwca ujawniło, że złożyło poufny wniosek o IPO. Druga, kilka dni później: że jego darmowy model radzi sobie z pytaniami o zdrowie tak dobrze jak lekarze.
Trudno nie zauważy��, że dzieje się to w tym samym tygodniu.
Warto spojrzeć spokojnie na to, co naprawdę pokazano.
Najgłośniejszy dowód to badanie opublikowane w NEJM AI. Naukowcy wzięli 376 starych, nierozwiązanych przypadków rzadkich chorób u dzieci i przepuścili je jeszcze raz przez model OpenAI. W 18 przypadkach udało się wskazać diagnozę. To realny, dobry wynik.
Ale szczegół, który w nagłówkach ginie, jest kluczowy: model nie postawił żadnej diagnozy sam. Każdą jego podpowiedź sprawdzali lekarze genetycy, a wynik potwierdzało laboratorium. To nie była praca przy łóżku pacjenta, tylko ponowna analiza danych, które ktoś wcześniej zebrał.
I tu jest sedno. Z takich komunikatów łatwo wyjść z przekonaniem, że czat może zastąpić wizytę u lekarza. Nie może.
Czat nie zbada, nie zleci badań, nie weźmie odpowiedzialności za pomyłkę. Najlepszy dowód? Samo OpenAI w swoim badaniu nie oddało decyzji maszynie — pilnowali jej lekarze, potwierdzało laboratorium.
Skoro oni nie odpuścili lekarza, my tym bardziej nie powinniśmy. To dobre narzędzie, żeby zadać mądrzejsze pytanie. Nie żeby usłyszeć diagnozę.
Zobacz, jak to przedstawia samo OpenAI: https://t.co/qYcGkUf1Ow
Średnia długość życia podwoiła się w dwa stulecia. Rosling przypominał, że zrobiły to rzeczy nudne i powtarzalne — czysta woda, szczepienia, lepsze odżywienie. Nie jeden przełom, tylko fundamenty robione na skalę i przez pokolenia. Z indywidualnym zdrowiem działa ten sam mechanizm. W badaniu Cleveland Clinic na ponad 120 tysiącach osób wyższa wydolność tlenowa wiązała się z niższą śmiertelnością — zależnie od dawki i bez górnej granicy korzyści. Im lepsza forma, tym dłużej żyli, i to bez sufitu. Żaden suplement nie ma takich danych za sobą. A jednak łatwiej nam uwierzyć w kapsułkę niż w lata tych samych nawyków. Dlaczego tak trudno docenić to, co działa powoli?
Szef Anthropic, jednej z największych firm AI na świecie, opublikował esej “Policy on the AI Exponential”. Teza nietypowa: prosi rząd o twardą kontrolę nad własnymi produktami. I wykłada na to 350 mln dolarów.
Co pisze Dario Amodei:
Praca. Wprost przyznaje: jest spora szansa, że AI trwale zabierze część miejsc pracy — mimo wszelkich starań firm i rządów. Nie owija tego w optymistyczne frazesy. Proponuje konkrety: dopłaty dla ludzi zmuszonych przyjąć gorzej płatną pracę, ulgi podatkowe dla firm, które utrzymują zatrudnienie, a docelowo stały dochód dla osób wypartych z rynku — finansowany z podatków od zysków firm.
Obywatel kontra państwo. Najmocniejszy postulat eseju: jeśli urząd lub prokuratura używa AI przeciwko tobie, masz prawo do AI co najmniej tak dobrej po swojej stronie. Inaczej państwo gra znaczonymi kartami.
Bezpieczeństwo. Modele AI powinny przechodzić obowiązkowe niezależne testy przed wypuszczeniem — jak samolot przed dopuszczeniem do lotu albo lek przed wejściem do apteki. Rząd z prawem zablokowania premiery.
Medycyna. Dziś nowy lek czeka na dopuszczenie 7-8 lat. AI wkrótce zacznie projektować leki szybciej, niż urzędy zdążą je sprawdzać. Bez zmiany procedur korzyści utkną w kolejce.
Skala porównania: nie internet, tylko broń jądrowa. Horyzont na AI mądrzejszą od ludzi w większości zadań: 1-2 lata.
Pełny esej: https://t.co/qTHTK4klcA
Gdy producent sam prosi o regulację i płaci za nią setki milionów — to odpowiedzialność czy sposób na zablokowanie mniejszej konkurencji?
Wszyscy pytają, czy AI zastąpi lekarza.
JAMA — jedno z najważniejszych pism medycznych świata — odpowiada: tak, i opisuje jak. Licencja dla AI: egzamin, zakres praktyki, certyfikat czasowy, odpowiedzialność.
Dyplom lekarski przestaje być jedyną drogą do gabinetu.
Nie “czy”, tylko “kiedy”. 👇
https://t.co/MWJ0D4kKd0
Polska gospodarka przez 30 lat to jeden z największych sukcesów w Europie. Stabilny wzrost, tysiące „nudnych” firm budujących realny kapitał, rosnące dochody, niskie bezrobocie. Przedsiębiorczość, która ciągnęła kraj do przodu.
Szacunek dla tego dorobku jest ogromny. Tym bardziej niepokoi to, co dzieje się dziś z finansami publicznymi.
Deficyt sektora za 2025 r. — 7,3% PKB. Drugi najwyższy w historii. Dług według kryteriów unijnych — 59,7% PKB, o 0,3 punktu pod konstytucyjnym progiem 60%. Prognozy na koniec 2026 mówią o utrzymaniu deficytu w okolicach 6,5–6,8% i wzroście długu do ok. 65% PKB, czyli ponad unijny próg.
Przyczyny nie są tajemnicą. Wysokie i rosnące wydatki bez pokrycia po stronie dochodów. Brak konsekwentnej dyscypliny fiskalnej. Paraliż decyzyjny — weto prezydenta blokuje część planów rządu, a kompromisu ponad podziałami nadal nie ma.
Zamiast budować rezerwy na przyszłe spowolnienie, kraj traci przestrzeń na obniżki podatków i inwestycje wspierające realną gospodarkę.
Właściciele firm, którzy codziennie ryzykują, zatrudniają ludzi i budują wartość na dekady, potrzebują jednego: przewidywalności. Długoterminowy sukces gospodarczy wymaga silnych fundamentów fiskalnych, nie ich braku.
To nie jedyne chmury nad polską gospodarką. Długoterminowo wierzę jednak w nasz sukces.
Peter Attia — jeden z najwybitniejszych ekspertów od longevity — w swojej najnowszej meta-analizie pokazuje praktyczną prawdę dla początkujących:
Trening siłowy 2x w tygodniu, umiarkowanymi ciężarami (8–12 powtórzeń) i kilkoma seriami na ćwiczenie daje ~77% maksymalnych przyrostów siły, niemal całą hipertrofię i pełne korzyści dla mobilności.
To nie jest program na maksimum, tylko na zdrowie i niezależność na dekady.
Pełny artykuł: https://t.co/dyRZn0QiAu
Sommersby chudła. Gastroskopia, wrzody, sześć tygodni leczenia. 8 000 zł.
Do tego 72 000 zł rocznie za utrzymanie dwóch koni. Bez leczenia, bez kowala, bez niespodzianek.
Wiem, ile to kosztuje. Wiem też, że moje dzieci uczą się przy koniach rzeczy, których nie nauczy ich żadna szkoła:
punktualności, odpowiedzialności, cierpliwości, pokory.
Najdroższa inwestycja w ich charakter.
Najczęstsze zaskoczenie przy sprzedaży firmy z MŚP:
Właściciel patrzy na zysk i mówi: „firma jest warta tyle”.
Kupujący patrzy na ten sam zysk i pyta: „ile z tego da się naprawdę udowodnić?”
I tu często zaczyna się problem.
Prywatne wydatki wrzucone w koszty firmy, faktury za usługi bez umów, przychody które na papierze wyglądają dobrze, a na wyciągu bankowym już nie bardzo.
Każda taka rzecz sprawia, że kupujący nie tylko obniża cenę. On zaczyna się zastanawiać, co jeszcze może być nie tak.
Czyste księgi same w sobie nie podnoszą wyceny firmy.
Ale brudne – potrafią ją mocno obniżyć.
W 1800 roku 85% ludzi na świecie żyło w skrajnym ubóstwie. Dzisiaj — 9%.
Średnia długość życia w 1800: 30 lat. Dziś: 72.
Śmiertelność dzieci do 5. roku życia w 1800: prawie 50%. Dziś: 4%.
Rosling pokazał to w Factfulness. Świat jest dramatycznie lepszy niż większość z nas myśli — i to nie jest optymizm, tylko dane. Problem polega na tym, że dobre wiadomości nie sprzedają gazet.
Buduję klinikę longevity w Polsce. Jedno z kont, które systematycznie śledzę, to @Berci — Berci Meskó, MD, PhD, “The Medical Futurist”.
Jego teza: medycyna przestaje czekać, aż się rozchorujesz. Zaczyna mierzyć, jak szybko się starzejesz, i co z tym zrobić — zanim pojawi się problem. To, co dziś brzmi jak nowinka, w 2027-2028 będzie standardem.
Warto czytać go zawczasu.