Dla wszystkich kochających Polskę. Na dobry dzień i lepsze jutro - Adam Asnyk.
"...Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić...
@DanielWachowiak 609, czyli więcej niż rok temu. Statystyki jak giełda – raz w górę, raz w dół, ale trend wzrostowy. Przydałyby się dane z kilku lat wstecz, żeby ocenić wpływ zmiany proboszcza. Bo chyba jest się czym chwalić, prawda?
@ElaTom5 Skojarzenie z czasów szkoły średniej - recytowaliśmy sonety krymskie Mickiewicza do utworów Andreasa Vollenweidera wykonywanych na harfie elektroakustycznej. Piękny czas młodości 😍
Art. 127. Konstytucji RP mówi wyraźnie:
*Prezydent Rzeczypospolitej jest wybierany przez Naród w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i w głosowaniu tajnym.
*Zasada równości wyborów oznacza, że każdy wyborca ma równe prawo do oddania głosu i każdy głos ma jednakową wartość, niezależnie od statusu społecznego, ekonomicznego czy politycznego wyborcy.
*Oznacza też, że każdy głos ma taką samą wagę i wpływ pojedynczego głosu na wynik wyborów jest taki sam dla każdego wyborcy.
* W praktyce ta zasada oznacza więc, że każdy wyborca ma prawo do tego, by jego głos wpłynął na wynik wyborów.
* A zatem jest oczywiste, że skoro (a to już wiemy na pewno) nie każdy mógł zagłosować, bo ludziom odmawiano prawa do oddania głosu z powodu aplikacji Mateckiego - wybory nie były równe.
* Zasada powszechności wyborów oznacza z kolei, że każdy pełnoletni obywatel, mający prawo do głosowania ma prawo oddać ważny głos i wybrać swoich przedstawicieli, a także sam kandydować na urząd.
* Zasadę powszechności zapisano w Konstytucji po to, by zagwarantować, że wybory będą sprawiedliwe i otwarte na wszystkich obywateli i jest ona fundamentem demokracji.
* Dlatego, jeśli (a już wiemy, że tak było) - w wyborach prezydenckich nie pozwolono zagłosować choćby jednemu obywatelowi, który w wyniku wyroku sądu nie stracił wcześniej prawa wyborczego - wybory nie były powszechne.
* Dlatego te wybory należy powtórzyć - ponieważ ich przebieg nie zagwarantował obywatelom ich równości i powszechności - a to jest nieodzowny warunek uznania wyborów za ważne
* Wszyscy czekamy na wynik śledztw ABW i prokuratury (mam nadzieję, że je prowadzą) - w sprawie przebiegu nieprawidłowości w trakcie głosowania, wszyscy chcemy wiedzieć czy to były "pomyłki" czy zorganizowana próba sfałszowania wyborów - ale dla konieczności powtórzenia wyborów to jest bez znaczenia.
* Nie jest też dla tego tematu ważne ile głosów stracił czy zyskał w wyniku potencjalnych falszerstw Trzaskowski lub Nawrocki.
* Wybory prezydenckie należy powtórzyć po prostu dlatego, że nie były one równe i powszechne, a zgodnie z Konstytucją RP równość i powszechność są warunkiem uznania ich za ważne.
* Rozumiem, że tak się nie stanie, widzę, że nikogo, łącznie z premierem, ministrami, prokuratorem generalnym, PKW i najbardziej wpływowymi mediami to nie obchodzi, ale mnie tak.
I powiem wam tyle, wcale nie oczekując, że się dziś ze mną zgodzicie: odpuszczenie tego tematu oznacza, że cała Koalicja przyjęła właśnie pokornie zasady gry narzucone przez PiS. Przegrają, bo po pierwsze nie znają tych zasad, a po drugie nie mają takich charakterów jak pisowcy.
Najgorsze jednak jest to, że odpuszczenie praktycznie bez walki, bez jednego wystrzału, tematu powtórzenia wyborów oznacza też, że nie będzie już w Polsce wolnych wyborów.
Ponieważ politycy - nie ci brunatni po których się tego spodziewaliśmy, ale ci rzekomo demokratyczni - pokazali przestępcom i oszustom, że można popełniać przestępstwa wyborcze, oszukiwać i fałszować wybory - bezkarnie.
Dlatego przestępcy, oszuści i fałszerze to właśnie będą robić, tyle, że na coraz większą skalę.
Piszę ten tekst właściwie tylko dlatego, że móc do niego sięgnąć za kilka lat - bo wiem, gdzie wtedy będzie Polska. I nie, nie będzie to wina PiS tylko tych, którzy mieli narzędzia żeby przeciwstawić się brunatnemu złu, mieli taką możliwość - ale nic nie zrobili, bo byli obojętni.
@Ten_Psycholog@ma_zakrzewska Obawiam się, że ruszając finansowanie kościołów, obróci się to przeciwko nam. Do tej pory wypominają "opiłowywanie". W efekcie, co zabierze Tusk, Kaczyński odda po dwakroć.