Rano jeszcze pocieszaliśmy się wiadomościami, że kordon sanitarny wokół AfD trzyma się mocno, partie odmawiają współpracy, a skrajna prawica nie ma szans na stworzenie rządu, bo nikt z nimi nie usiądzie do stołu.
Na papierze to prawda. Oficjalnej koalicji nikt nie zaryzykuje.
Tyle że w ciągu dnia analitycy zaczęli rozkładać arytmetykę parlamentarną na czynniki pierwsze... i wyszło na jaw, że do zawarcia najbardziej chorego małżeństwa politycznego we współczesnej historii Niemiec żaden oficjalny pakt wcale nie jest potrzebny. Wystarczy, że w trzeciej turze głosowania partia Sahry Wagenknecht (BSW) po prostu wyjdzie na kawę albo wstrzyma się od głosu. Wtedy skrajna prawica wchodzi do gabinetu premiera zwykłą większością względną. Dwa końce podkowy spotykają się w ciemnym korytarzu...
Ale jak, do diabła, Niemcy w ogóle znalazły się w tym miejscu?
Ta wściekłość nie wzięła się wczoraj z TikToka. Jej korzenie sięgają lat 90., czasów Treuhandu, kiedy zachodni kapitał za bezcen wykupił lub po prostu zlikwidował wschodnioniemiecki przemysł, żeby nie robił konkurencji. Miliony ludzi z dnia na dzień straciły pracę i godność. Przez trzydzieści pięć lat traktowano ich jak obywateli drugiej kategorii, tanią siłę roboczą przy taśmie montażowej. A kiedy ktokolwiek podnosił głos, z Berlina płynęło tylko pełne wyższości pouczanie, że to roszczeniowy, niewdzięczny plebs...
I co teraz robi AfD?
Naprawdę chcą im pomóc? Wolne żarty...
Żerują na tych ludziach dokładnie tak samo, jak wcześniej rządy federalne. Po prostu usiedli na ludzkim gniewie jak sęp na padlinie. Cudza frustracja to dla nich najtańsze paliwo do zdobycia władzy i tłustych subwencji z budżetu.
A kto uśmiecha się w tle jako ten najmniejszy rdzeń matrioszki? Oczywiście Putler.
Pomyślmy o tym cynizmie: rzekomo patriotyczni niemieccy nacjonaliści i radykalna lewica ramię w ramię kłaniają się kremlowskiemu dyktatorowi. Dla Moskwy to los wygrany na loterii. Nie potrzebują czołgów pod Berlinem – wystarczą dobrze opłacani lub pożyteczni idioci, którzy od środka rozbiją niemiecką gospodarkę i zachodni sojusz. Naiwnym wyborcom wciska się bajeczkę o „pokoju”, wmawiając, że jak rzucą Ukrainę na pożarcie, to jutro gaz znowu będzie tani jak barszcz.
Tymczasem brutalna rzeczywistość puka do bram fabryk.
Ze wschodnich landów w ciągu trzydziestu lat wyparowało 800 tysięcy ludzi. Średnia wieku dobija do pięćdziesiątki, co piąty lekarz to obcokrajowiec. Po prostu brakuje rąk do pracy. I jaka jest na to genialna recepta z partyjnej mównicy? Zamknąć granice i pogonić obcych...
Finał tego eksperymentu jest oczywisty. Wykwalifikowany zagraniczny lekarz czy inżynier nie będzie czekał na lincz na ulicy – spakuje się i wyjedzie tam, gdzie nikt na niego nie pluje. Młodzi, ogarnięci Niemcy ruszą zaraz za nimi. W halach zabraknie pracowników, fabryki zaczną zamykać bramy na kłódkę. Padnie lokalny sklepik, bo nie ma klientów, zamkną aptekę, znikną autobusy, bo nie ma kogo posadzić za kółkiem. Wpływy z podatków runą na dno, a emerytur starzejącego się społeczeństwa nie będzie z czego wypłacić.
Kiedy cały ten land wbije się w ziemię jak oszczep, partyjni liderzy znowu odegrają rolę męczenników. Zwalą wszystko na Berlin, Brukselę i zdradę... oczywiście prosto z tarasów swoich bezpiecznych willi w Szwajcarii.
Rachunek za ten cały cyrk jak zwykle zapłacą ci, którzy najgłośniej bili brawo...
#Niemcy #AfD #BSW #Wybory #Geopolityka #Gospodarka #Treuhand #Rosja
@DStanderski@sza___@CYFRA_GOV_PL@PremierRP Panie Ministrze, czy przez „wygrzanie„ ma Pan na myśli niedostępność serwisów, również API przez ponad dobę, po starcie KSeF? Rozumiem że już przewidujecie datę 1.04? Podpowiem, w kontekście KSeF i obecnych problemów może być dość istotna…