Przynajmniej zdjęcie tygodnia w polskim sporcie 📸
Wielki Gianmarco Tamberi gratulujący Mateuszowi Kołodziejskiemu zwycięstwa w cyklu Diamentowej Ligi 2026 💎
Coś pięknego 🥹
📸Polsat Sport
Mateusz Ponitka w @KoszKadra jest zawodnikiem, którego nawet ciężko sklasyfikować. Całe serce do gry. Szalone oczy. Trzeba bronić - będzie bronił. Trzeba zdobywać punkty - będzie punktował. Partnerzy trafiają - będzie podawał. Amerykanie mówią na to Ultimate Team Player. Nasz 🐐.
Jej, Pani Wando, miała Pani prawo już być zmęczona, ale potrzebowaliśmy, żeby była Pani z nami dłużej, żeby była Pani z nami zawsze, żeby zawsze było z kogo brać przykład.
Niebywała była ta Pani odwaga i siła. Nie tylko ta z czasów Powstania.
"Good luck for the next 10 years of your life" 🥹
Lovely words at the net as Demon gets past Hewitt 6-2 6-3 for a 7th QF this year!
@alexdeminaur#MubadalaDCOpen
I'm sure they have their reasons for doing this, but I honestly think it is insane to spend two years making a season of television and then release it all in two weeks.
W 🇪🇸 telewizji mecz Francja - Maroko komentuje duet… kobieta i mężczyzna.
Nie pytajcie mnie co mówią, bo mój 🇪🇸 nie nadąża, ale ciekawe kiedy w Polsce doczekam się takiego duetu komentatorskiego przy QF MŚ? Czy to kiedyś możliwe?
Pragnę powiedzieć wszystkim Ukraińcom, że nie muszą mnie za nic przepraszać, bo żaden z nich mi nic nigdy złego nie zrobił, wręcz przeciwnie. Każdego dnia spotykam Ukrainki i Ukraińców, którzy swoją pracą sprawiają, że moje życie jest prostsze.
Nie jestem albańskim pasterzem, żeby pielęgnować urazy za coś, co wydarzyło się w czasach, kiedy nie żyli jeszcze nawet moi rodzice.
Nie jestem półgłówkiem, żeby można mnie było poszczuć na inny naród, tylko dlatego, że ktoś pomacha jakimiś wydarzeniami z historii.
Nie najem się historią, nie zapłacę nią moim pracownikom, a oni nie nakarmią nią swoich rodzin.
Patrzę w przyszłość, a z przeszłości staram się wyciągać wnioski, nic więcej.
Jednym z nich jest fakt, że nacjonalizm to syf, który należy niszczyć, a nie rozwijać, bo finalnie zawsze prowadzi do katastrofy i jest ideologią tchórzy i głupców.
Oprócz myślenia, co z Polakami zabitymi na Wołyniu, proponuję pomyśleć, co zrobić, żeby nigdy więcej zabitych Polaków nie było. Bo obecnie w atmosferze antyunijnej i antyukraińskiej, a za to świadomie lub nieświadomie prorosyjskiej, nie zmniejszany tego ryzyka.
O technologii odwetu raz jeszcze.
@NawrockiKn chciał, żeby działania odwetowe Polaków zabolały Ukraińców. Otóż one ich nie zabolą, zabolą nas.
Ukraińcy jeszcze bardziej scementują się nie tylko wokół swojego obecnego (niewątpliwego) bohaterstwa, ale i wobec wypaczonych „bohaterów” z przeszłości. Dajemy im do ręki argument pozwalający odsuwać z pola widzenia skalę naszej bezprecedensowej pomocy. „Zobaczcie: tak, pomogli nam, ale teraz? Ruskie rakiety rozrywają nasze dzieci, a oni zdzierają nam z piersi ordery?”
Na to wszystko Wlk. Brytania, Francja i Niemcy pokiwają głowami i powiedzą: „No tak. To Polacy. Oni zawsze mają jakiś problem sprzed stu lat. Pomożemy”. Polska znajdzie się na dobre poza E3 kreślącym teraz budowę systemu bezpieczeństwa w naszej części UE (przynajmniej do czasu, gdy - jeśli - władzę we Francji weźmie Bardella, a w UK - Farage, gdy ten format się skończy). Polskie, nie ukraińskie firmy, stracą setki milionów złotych na kontraktach, które dostaną firmy z E3, nie nasze.
Nam zostanie powtarzanie, że hub w Jasionce i Amerykanie, wściekłość na Niemców, i jeremiady nad pustym stołem o ukraińskiej niewdzięczności.
Co trzeba było zrobić po skandalicznej decyzji prezydenta Zełenskiego? Przede wszystkim - natychmiast skoordynować działania prezydenckie, rządowe, parlamentarne i wojskowe. Zacząć działać „na offie”. Obniżać rangę. Wyrazić oburzenie. Wręczyć notę. Odwołać ambasadora na konsultacje. Stanowczo domagać się emisji w kanałach ukraińskich rzetelnego materiału o Wołyniu.
Jeśli w ciągu miesiąca to nie zadziała - zastanowić się nad kolejnymi krokami. Można np. ograniczyć finansowanie Starlinków, choć oczywiście wtedy z radością przejmą to znowu inni, a Ukraina znów opóźni transfer do nas np. technologii dronowych i przekazywanie wojennego know - how, którym od dawna hojnie dzieli się z legionami oficerów łącznikowych i inżynierów państw E3 i nie tylko.
Emocje to w życiu narodu rzecz szalenie ważna. Obrona pamięci, walka w imię prawdy - też. Gdy dwa dumne narody, bardzo wrażliwe na punkcie swojej historii, biorą się za łby - skorzystają na tym ci, którzy mają nie emocje, ale interesy.
Zasadniczo w dyplomacji dużo częściej opłaca się działanie na zimno, a nie na gorąco. A głos trzeba podnosić wtedy, gdy jest szansa na to, że komuś pójdzie w pięty, a nie głównie na to, że wzruszy ramionami i odejdzie.
@krzysztofbosak pisze, że trzeba być silnym, bo wtedy posłuchają. Gdy ktoś jest silny, to wszyscy wiedzą że jest silny, nie musi o tym tupać i krzyczeć. Krzyk, symboliczne gesty - to domena retoryki, w relacjach państw - to oznaka słabości.
Najpierw publicznie pada pomysł, by nagą urzędniczkę skarbówki przykuć do słupa na rynku,
potem, by sprawdzać pochodzenie urzędników, bo mogą okazać się Ukraińcami.
Ale jeśli ktoś powie, że czuć ducha lat 30 XX w. to podniesie się wrzask, że przesadza i sieje nienawiść
Biorąc pod uwagę niedawną serię deportacji za wykroczenie i złowienie suma, sugeruję wydalanie za przejście na żółtym świetle.
Ważne jest to, żeby Polacy mogli łamać wszelkie normy bez poważnych konsekwencji, ale jeśli robi to OBCY, to kara musi być okrutna. W końcu całkowicie racjonalne jest, że Polak u siebie może pieprzyć wszelkie reguły, ale Ukrainiec musi uważać na każdy swój krok.
Czy nie trzeba, kontynuując interwencję Rzecznik Praw Dziecka w lodziarni w Pszczynie, rozważyć, czy Maja Chwalińska nie powinna oddać nagród za sukcesy w Roland Garros, bo zawodniczkom, które z nią przegrały, może być przykro? 😉
Dokąd dojdziemy, nie nagradzając i różnicując osiągnięć?
Powiedzmy sobie szczerze:
Likwidacja czerwonych pasków to pomysł głównie ludzi, którzy albo kiedyś mieli problem z jego zdobyciem albo chcieliby zamieść pod dywan fakt, że ich dziecko jest w niewyróżnionej grupie.
Jestem wykładowcą i badaczem praw dziecka i to co czytam, to moim zdaniem społeczna kastracja dzieci; ich dosłowne ubezwłasnowolnienie z założeniem, że nie mogą w życiu mieć żadnych problemów ani sukcesów wśród rówieśników, tylko same miałkie emocje podane w formie bezosobowego komentarza.
Częścią życia jest świadomość, że nie zawsze jest się głaskanym po głowie za sam fakt istnienia, a sumienna nauka w szkole to autonomiczny wybór dziecka a nie jego prawo.