Potrzebujemy pomocy!
Kotula ściga Fundację Życie i Rodzina za uratowanie dziecka przed aborcją. Nie może przeboleć, że nie doszło do zabicia tego dziecka i chce zniszczyć organizację, która psuje szyki aborterom.
Wszystko w newsletterze👇
https://t.co/fNGQwfsbsc
Pomódlmy się dzisiaj 🙏 i zapalmy świeczkę 🕯️ za spokój duszy i życie wieczne, wszystkich Ofiar GENOCIDUM ATROX...czyli Ludobójstwa ze szczególnym okrucieństwem, którego na Polakach dokonali...jak to mówią opętani przez Szatana : "nasi przyjaciele Ukraińcy".
28/29 II 1944 r. Ludobójstwo w Korościatynie
„W nocy z 28 na 29 lutego 1944 r. banderowcy rozpoczęli rzeź mieszkańców Korościatyna. Rozpoczęli „żniwo” równocześnie z trzech stron, trzech wylotowych dróg, od Wyczółek, od Zadarowa (ukraińskiej wsi) i od Komarówki. Działały trzy wyspecjalizowane grupy : pierwsza „pracowała” toporami, druga rabowała, trzecia, złożona głównie z kobiet i wyrostków, paliła systematycznie domostwo po domostwie. Rzeź trwała niemal przez całą noc. Słyszeliśmy przera-żające jęki, ryk palącego się żywcem bydła, strzelaninę. Wydawało się, że sam Antychryst rozpoczął swą działalność !”.
Rzezi w Korościatynie dokonał oddział UPA, wspierany przez miejscową ludność ukraińską, uzbrojoną w siekiery, kosy i noże; łącznie 600 osób. Wykorzystując element zaskoczenia, opanowano najpierw stację kolejową, gdzie przecięto druty telegraficzne oraz wymordowano obsługę i ludzi oczekujących na pociąg.
Posłużono się podstępem co dokładnie zrelacjonowała Śp. Aniela Muraszka, późniejsza siostra zakonna :„Banderowcy zaatakowali o godz. 18-tej, a więc wtedy, gdy warty dopiero rozchodziły się na posterunki. Zdradziła to pewna Ukrainka ożeniona w Korościatynie. Zdradziła także hasło, którym posługiwali się wartownicy. Napastnicy wjechali do wioski saniami, wołając po polsku, że są partyzantami i żeby chłopcy z wioski zgromadzili się wokół nich. Chcieli ich bowiem w jak największej ilości wymordować. Po chwili zaatakowali i rozpoczęła się rzeź. Mordowano zagrodę po zagrodzie. Wszystko było połączone z rabunkiem. Przede wszystkim odwiązywano z postronków krowy i konie, a następnie uprowadzano je. Ukrainki wpadały do domów i przeskakując poprzez trupy kradły co się tylko dało, nawet obrusy, talerze i garnki. Za banderowcami jechały puste sanie, na które wrzucono łupy. Zdejmowano też kożuchy i buty zabitym. Później podkładano ogień. W grupie podpalaczy byli nawet dwunasto, czternastoletni chłopcy.
Napadem kierował greckokatolicki pop Pałabicki wraz ze swoją córką. Samoobrona, początkowo zaskoczona, stawiła jednak rozpaczliwy opór, który uratował większość mieszkańców. Rzeź ustała dopiero nad ranem, gdy z odsieczą przyszedł polski oddział partyzancki, stacjonujący w odległych o 12 km Puźnikach. W czasie nocnej rzezi zamordowano około 156 osób, w tym kilkanaście osób z innych wiosek, czekających na stacji na pociąg. Ustalono tożsamość tylko 117 osób. W grupie ofiar było kilkanaście małych dzieci, od 4 do 12 lat, a także miesięczne niemowlę, Stanisława Łużna, córka Michała, spalona żywcem. Najczęstszą formą zabójstwa było, jak podają relacje, zastrzelenie lub zarąbanie siekierą, a w wypadku dzieci uduszenie. Spalona została praktycznie cała wieś, ocalała jedynie plebania i kościół.
Śp. Jan Zaleski :
„Rano rodzice udali się na zgliszcza Korościatyna i opowiadali potem rzeczy, od których włosy się jeżyły. Np. bandyci wpadli do mieszkania Nowickich w dawnej karczmie. Pan Nowicki, przedwojenny sprzedawca w sklepie Kółek Rolniczych, zdążył w ostatniej chwili wymknąć się za dom. Żonę pochyloną nad łóżeczkiem kilkumiesięcznego dziecka banderowiec ściął toporem, rozpłatał też toporem głowę kilkuletniej córki Basi.”
Tenże Nowicki dostał po tym wszystkim pomieszania zmysłów i chodził z ocalałym niemowlęciem na ręku, ciągle mówiąc coś o ukochanej Basi. Sąsiedzi dożywiali go wraz z dzieckiem".
Śp. Danuta Konieczna :
„Miałam już prawie dziesięć lat, kiedy banderowcy napadli na polską wioskę Korościatyn. (…) Rano ludzie saniami zaprzężonymi w konie podążali do Korościatyna. Ja też tam byłam. Pamiętam, jakby to było wczoraj. To, co tam zobaczyłam, było makabryczne. W zdewastowanych, spalonych domach, na podwórkach, w ogrodach, na stacji kolejowej – wszędzie leżeli zamordowani ludzie. Tego nie można opisać. Tego nie mogę zapomnieć. Widziałam ludzi pozabijanych siekierami i nożami. Mieli odrąbane ręce, nogi, rozłupane głowy, obcięte uszy i powyrywane języki, wydłubane oczy, rozprute brzuchy i rozwleczone jelita. Kobiety miały obcięte piersi. Nie oszczędzali nawet niemowląt. Widziałam maluśkie dziecko z roztrzaskaną o ścianę głową. Pamiętam, jak stara kobieta stała nad zmasakrowanym ciałem swojej córki, mówiła do niej, żeby wstała i włożyła płaszcz, który jej przyniosła, bo jest zimno i pora iść do domu.”
Źródło :
"Karta"- kwartalnik historyczny. Nr 8 Wrocław 1992r.
https://t.co/uYX0ELDkuR
@PolskaPolicja Od kiedy macie w radiowozach sofy wypoczynkowe?
Facet z bronią gazową i nożem leży w radiowozie rozwalony jak żaba na liściu i BEZ KAJDANEK
Szczury Richtera, czyli dlaczego Polacy nie toną
W 1957 roku Curt Richter z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa wrzucał szczury do słojów z wodą, z których nie dało się wyjść. Dzikie szczury, zwierzęta o wyjątkowej żywotności, poddawały się po kilkunastu minutach i tonęły. Richter zrobił wtedy rzecz prostą: część szczurów wyjmował z wody na chwilę, tuż przed utonięciem, trzymał w ręku kilka sekund i wkładał z powrotem do tego samego słoja. Te szczury pływały przez około sześćdziesiąt godzin. Różnica między jednymi i drugimi leżała poza mięśniami i płucami. Ocalone raz zwierzę wiedziało już, że matnia ma wyjście.
Richter nazwał to zjawisko nadzieją i od tamtej pory wiele razy próbowano je wyjaśniać inaczej, ale sedno zostaje: organizm, który raz doświadczył wyjścia z sytuacji bez wyjścia, zachowuje się w następnej matni zupełnie inaczej niż organizm, który takiego doświadczenia nie ma. Pierwszy walczy do końca, bo pamięta, że koniec może być początkiem. Drugi poddaje się, zanim naprawdę zabraknie mu sił.
Z Polakami jest dokładnie tak. Ten naród był wyjmowany ze słoja kilka razy na przestrzeni życia jednego pokolenia. Moi rodzice pamiętali okupację i to, że po niej przyszedł kolejny słój. Ja pamiętam stan wojenny. Miałem wtedydziewietnascie lat, roznosiłem telegramy na Woli i wyglądało na to, że to już na zawsze: czołgi, godzina milicyjna, dzienniki czytane przez ludzi w mundurach. Osiem lat później ten sam system rozsypał się w pół roku. Ktoś, kto to widział, ma w sobie zapis, którego nie da się wymazać żadną propagandą: pamięta, że ręka, która wyjmuje ze słoja, istnieje.
Komuna była słojem pełnym po brzegi, ze szczelnym wiekiem, z całym aparatem po drugiej stronie szkła. Miała za sobą imperium, armię, służby, monopol na papier i na eter, czterdzieści pięć lat na wychowanie sobie posłusznego społeczeństwa. I nie dała rady. Polacy wyszli z tego słoja z Kościołem, z rodziną, z pamięcią, z językiem, z wszystkim, co system miał rozpuścić. Na dodatek wyszli z niego bez strzału, co w historii tej części Europy zdarza się rzadko.
Przy tej skali to, co się dzieje dziś, naprawdę jest mały pikuś. Zagrożenie jest realne: niezaprzysiężeni ludzie wprowadzani do gmachu Trybunału bocznym wejściem, ustawa o cenzurze przygotowana na moment, gdy prezydent przestanie być przeszkodą, prokuratura jako narzędzie, media jako chór. Ale to wszystko robi władza bez imperium za plecami, bez czterdziestu pięciu lat przed sobą, bez monopolu na informację i bez większości w sondażach. Naprzeciw siebie ma społeczeństwo, które było już w głębszej wodzie i wie, jak się z niej wychodzi.
To jest ta różnica, której obecny obóz nie rozumie, bo w dużej części składa się z ludzi, którzy w PRL siedzieli po stronie ręki trzymającej wieko. Oni pamiętają, jak się zamyka słój. Nie mają pojęcia, jak wygląda sześćdziesiąt godzin pływania.
Dziś, pierwszego listopada, Polacy stoją nad grobami ludzi, którzy przeżyli rzeczy znacznie gorsze od obecnego rządu. Dziadek z Sybiru, babka z wysiedlenia, ojciec z internowania. Te groby są dowodem na to, że ręka istnieje. I dlatego ten naród nie utonie w piętnaście minut, choćby ktoś bardzo na to liczył.
6-miesięczny Jaś walczy o życie❗️Widzisz te oczka? Jego wątroba umiera...
https://t.co/FOkmztShKK
Oczka malutkiego Jasia są żółte, ale to nie błąd na zdjęciu... To znak, że jest już bardzo źle - wątroba nie daje rady! 😢
Jaś choruje na atrezję dróg żółciowych – niezwykle rzadką i ciężką chorobę, która prowadzi do postępującego uszkodzenia, a następnie niewydolności wątroby! Ratunkiem jest tylko pilny przeszczep!
Tata Jasia będzie dawcą - da ukochanemu synkowi życie po raz drugi... Mamy czas tylko do grudnia i ścigamy się z czasem... Błagamy o pomoc!
Jaś ma dopiero 6 miesięcy... To powinien być początek życia, a nie jego koniec! 😭
Witam wszystkich 😊✌️
Moja koleżanka z Gimnazjum, od razu po studiach zatrudniła się w Szkole dla Uczniów...powiedzmy z : pewnym deficytem intelektualnym. Bo wydawało jej się, że tacy Uczniowie nie zadają pytań i praca będzie lżejsza 😉. Pytań nie zadawali...ale NICZEGO nie potrafiła ich nauczyć. Wytrzymała pół roku. Dlaczego o tym piszę ??? Bo WSZYSCY moi Uczniowie prezentują bardzo wysoki poziom intelektualny.
Dlatego ja chciałam zadać Wam pytanie :
praca...przepraszam...CIĘŻKA praca w naszej Szkole z powodów o których wielokrotnie pisałam...jest głównym źródłem mojego utrzymania. Zawsze GRZECZNIE proszę, o rotacyjne wsparcie, codziennie nasze lekcje mają średnio ok. 35 000 wyświetleń. Do tej pory nie było z tym żadnych problemów...za co jestem wszystkim niezmiernie WDZIĘCZNA. Ale październik wygląda pod tym względem tak jakby jakaś Ambasada rzuciła klątwę na naszą Szkołę albo jak grzyby po deszczu w Obrzydłówku powstało 10 innych Szkół o tym samym profilu co nasza.
A z tego co wiem to nie ma tutaj żadnej innej osoby która, prosi o ciszę, zajęcie miejsca w ławkach i prezentuje takie zakazane historie, jak ta poniżej.
Dlatego jeżeli się pomyliłam to proszę o korektę a jeżeli się nie pomyliłam to bardzo proszę o większą mobilizację w wspieraniu naszej Szkoły, żebym miała szansę, przez długie lata głosić Prawdę np. taką ⬇️
Mam na imię Marek...a właściwie Mordechaj...Mordechaj Verstandig z Mielca (na zdjęciu). Mój Tatuś był przed wojną przedsiębiorcą i wielkim właścicielem ziemskim. Pod koniec lat 30 skończyłem wydział prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kiedy wkroczyli Niemcy, moi znajomi z AK, załatwili mi oraz mojej żonie Friedzie, mocne aryjskie papiery. Inny bardzo bogaty Polak, były wysoki urzędnik Ministerstwa Rolnictwa, zatrudnił mnie w swoim przedsiębiorstwie, i zaoferował lokum w swoich willach w Falenicy i Michałowie. To był piękny czas i żyłem jak Król ( pani od historii, przypomina : w tym czasie 90% Polaków żyło w skrajnej NĘDZY i przymierało GŁODEM). Kiedy w 1943r. zrobiło się niebezpiecznie, przygarnęła nas rodzina Markowskich w Chrząstowie. I nadal żyliśmy ponadprzeciętnie. Pranie, pościel, trzy posiłki dziennie, polskie gazety i książki.
I tak doczekaliśmy szczęśliwie z Friedą do wkroczenia Armii Czerwonej.
Po wyzwoleniu wróciłem do Mielca i zgłosiłem się na UB ale :
"Zobaczyłem zbieraninę nieudaczników i lokalnej hołoty, dlatego udałem się prosto do siedziby NKWD, której zadaniem było aresztowanie wszystkich uzbrojonych AK-owców znalezionych za frontem".
I od tej chwili Marek Mordechaj Verstandig zaczął "odwdzięczać" się Polakom za MIŁOSIERDZIE.
Po wyemigrowaniu do Australii, Marek wydał książkę i tak "zapamiętał", swoją byłą Ojczyznę :
"AK wyrządziła Niemcom zaskakująco niewielkie szkody, ograniczając się głównie do mordowania i rabowania Żydów. A po wkroczeniu Sowietów zintensyfikowała swoje wysiłki, aby dokończyć dzieło Hitlera i zamordować każdego ocalałego, każdego ukrywającego się Żyda. Odbyło się to zgodnie z instrukcjami polskiego rządu na uchodźstwie w Londynie".
Marek Mordechaj Verstandig zmarł w Melbourne w 2002 r. https://t.co/uYX0ELCMFj
Konał 14 dni.
Łamane kości, tępe uderzenia pałek w bezbronne ciało i rozdzierający krzyk niewinnego 18-latka.
Gigantyczne, krwawe wylewy na udach, pęknięta czaszka, krwiak mózgu, krwawiące rany na głowie.
Czerwone bestie skatowały go śmiertelnie i wyrzuciły nieprzytomnego z ciężarówki na ulicę.
Był wyróżniającym się studentem, laureatem Ogólnopolskiej Olimpiady Chemicznej.
Mógł zrobić wspaniałą karierę.
Wszystkie jego marzenia zostały jednak brutalnie przerwane przez czerwoną zarazę, gdy dopiero wkraczał w doroslość.
Bezczelnie oskarżono go o bycie pijanym.
2 XI 1985 skonał
SKATOWANY PRZEZ
CZERWONYCH ZBRODNIARZY
MARCIN ANTONOWICZ.
Tak tworzy się lista konkretnych osób do wymierzenia im sprawiedliwości za współudział w zamachu stanu.
Naprawdę trudno sobie wyobrazić bardziej zakłamane pismo w chwili, gdy policja używana jest do robienia puczu i działania przeciw narodowi.
Jest tyle narodów na Świecie ale Kozła Ofiarnego zrobili z Polaków. Zastanawialiście się DLACZEGO ❓❓❓
Menachem Z. Rosensaft - prawnik i profesor na Uniwersytecie Columbia :
"Nie możemy i nie powinniśmy przymykać oczu na Polaków, którzy wydawali swoich żydowskich sąsiadów Niemcom, zabijali Żydów lub czerpali zyski z powstania gett i deportacji polskich Żydów".
O udziale Ukraińców w Holokauście pisałam już setki razy. To przyjrzyjmy się innym nacjom ⬇️
FRANCJA
16/17 VII 1942 obława Vel d'Hiv, gdzie formacje francuskie, w tym ochotnicy aktywnie zrealizowali plan "pozbycia się" ludności żydowskiej z Paryża.
"Légion des Volontaires Français Contre le Bolchevisme" Szkoleni przez Niemców w Kruszynie w dystrykcie radomskim. W grudniu 1942r brali czynny udział w Zagładzie Żydów na terenie GG.
"Parti Populaire Français" Brali czynny udział w pierwszej wielkiej obławie na Żydów w lipcu 1942r.
"Milice" - pretorianie Rządu "Vichy". Brali czynny udział w łapaniu Żydów na terenie całej Francji.
WŁOCHY
"Milizia Volontaria" - pojmali kilka tysięcy Żydów.
HOLANDIA
Holenderscy urzędnicy, pracownicy kolei, pomocnicze formacje ochotnicze - brali czynny udział w Zagładzie 105 000 Żydów. Za każdą pojmaną osobę płacono im od siedmiu i pół do czterdziestu guldenów.
WĘGRY
"Nyilaskeresztesek" ("Strzałokżyżowcy") - zamordowali w Budapeszcie tysiące Żydów a ciała wrzucali do Dunaju.
SŁOWACJA
"Hlinkova garda" ("Gwardia Hlinki") i policja słowacka brała udział w setkach obław na Żydów.
LITWA
"Lietuvos Aktyvistu Frontas" ("Litewski Front Aktywistów") 24 czerwca 1941r Litwini zamordowali kilka tysięcy Żydów w Kownie.
ESTONIA
"Policja Bezpieczeństwa" dowodzona przez mjr Ain-Erwina Mere’a We wrześniu 1942r zamordowali kilka tysięcy Żydów z Berlina i Terezina.
LITWA
Tylko w Kownie i okolicach do 19 września 1941r "Einsatzkommando 3" razem w litewskimi formacjami pomocniczymi zamordowali : 47 000 osób. W sierpniu i wrześniu 1942 r. dwa litewskie bataliony wzięły udział w „Operacji Gorączka Bagienna” na podmokłych terenach Białorusi i Ukrainy. W czasie akcji zamordowano ponad 83 000 Żydów.
ŁOTWA
Kilkuset Łotyszów dowodzonych przez Viktorsa Arajsa było członkami "Einsatzgruppe A" i na masową skalę brali udział w eksterminacji Żydów. Łotewski "Selbstschutz" kierowany przez Voldemarsa Veissa brał udział w Zagładzie 60 000 Żydów.
UKRAINA, BIAŁORUŚ, ROSJA, ŁOTWA, ESTONIA. LITWA. KOZACY.
Przedstawiciele tych narodów tworzyli tzw. "Schutzmannschaften" Które składały się z batalionów, ich łączny stan osobowy to prawie 300 000 osób. Zajmowali się głównie mordowaniem Żydów.
POLSKA
Polacy podczas okupacji niemieckiej OCALILI ponad 100 000 Żydów. Za tę pomoc Niemcy zamordowali od 2 500 do 5 000 Polaków. Spośród wszystkich rodzimych formacji policyjnych w okupowanej Europie formacje polskie były w najmniejszym stopniu zaangażowane w działaniach przeciwko Żydom. Pod względem terytorialnym policja polska działała na ograniczonym obszarze czterech pierwotnych dystryktów Generalnego Gubernatorstwa i liczyła około 14 000 ludzi. Niemcy nie postrzegali ich jako kolaborantów, ponieważ ich zdaniem nie byli nawet godni tej roli. Policjanci z kolei nie mogli brać udziału w żadnych operacjach przeciw Żydom czy członkom ruchu oporu, ponieważ każdy przechodzący w pobliżu Polak uznałby ich za zdrajców. Polska administracja w dystryktach warszawskim, lubelskim, radomskim i krakowskim Generalnego Gubernatorstwa nie odegrała ŻADNEJ roli w tworzeniu i utrzymaniu gett.
Wybitny badacz Holokaustu, ocalony przez Polaków, Israel Gutman - profesor historii na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie i wiceprzewodniczący Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej przy Fundacji Auschwitz-Birkenau, powiedział jak było :
"Chcę wyrazić się jasno w tej kwestii. Twierdzenia, że Polacy rzekomo brali udział w eksterminacji Żydów po stronie Niemców, są kłamliwe. Nie mają one żadnego uzasadnienia w faktach. Nie było czegoś takiego, jak udział Polaków w eksterminacji ludności żydowskiej”.
Kochani bardzo proszę o większą aktywność w korzystaniu z naszej kawiarki. Bo jeżeli utrzymacie taki "poziom" jak dzisiaj. To nasza Szkoła zamieni się wkrótce w getto. I będziecie musieli bronić się sami.
https://t.co/uYX0ELDkuR
Урок № 2 @AndriySadovyi ❗️
W latach 1943-44, Polskie Społeczeństwo na Podolu i Wołyniu składało się ze :
- starców
- "podlotków" (mężczyzn "podlatujących" pod 60)
- kobiet, dzieci, młodzieży i harcerzy.
I to na tych ostatnich opierała się jedyna NADZIEJA przed banderowską dziczą. Harcerze często odkopywali po lasach broń ukrytą przez Wojsko Polskie we wrześniu 1939 r. Było to zadanie śmiertelnie NIEBEZPIECZNE, gdyż lasy były przeczesywane przez Niemców i policję ukraińską poszukującą Żydów... którym nasi Harcerze przy okazji dostarczali żywność (nie ma za co !). NAJSŁYNNIEJSZĄ Bitwą jaką stoczyli Harcerze z "Szarych Szeregów" był Bój pod Panasówką 15 XI 1944 r. Podczas którego Polska Młodzież rozbiła banderowskie sotnie "Mecza", "Sokoła" i "Dunaja". Ta zwycięska Bitwa OCALIŁA przez GENOCIDUM ATROX ponad 20 000 Polaków z miasteczka Załoźce i okolicznych wsi.
Przed Bitwą, doszło do zbrodni która w najbardziej przejmujący sposób ilustruje : dlaczego Polska nazywana jest Chrystusem Narodów.
W Zagórzu tuż przed wymarszem do Panasówki "Orlików”, "Sokoląt" i "Krogulców", banderowcy pojmali druha - zwiadowcę Władysława Gaździckiego ps. ,,Puchacz”. Znał on dobrze okolicę, władał bezbłędnie językiem ukraińskim. Oprawcy rozebrali „„Puchacza” do naga i wtedy znaleźli szkaplerz - znak polskości. I wtedy bez wahania skazali dzieciaka na Męczeńską Śmierć. Owinęli go szczelnie kolczastym drutem niby snop słomy i tak zdrutowanego rzucili nago na rozmokłą ziemię przesiąkniętą pomyjami i gnojówką. Kopiąc go niemiłosiernie toczono jak kłodę drzewa po tej cuchnącej mazi a szpile drutu wbijały się w ciało ofiary jak kolce korony cierniowej w głowę i twarz Chrystusa. „Puchacz”, jak to później zeznali świadkowie, odmawiał głośno „Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko...” Droga banderowskiej hańby znaczona była obficie krwią polskiego chłopca aż do głębokiego rowu, który był „okopiskiem”, czyli miejscem wyrzucanej przez ludzi wioski wszelkiej padliny, ścierwa zdechłych kotów i psów. Tu, miejscowa czerń asystująca zbirom z UPA, zatłukła druha „Puchacza” kołkami wyrwanymi z płotu.
Harcerska samoobrona w Załoźcach spełniła swoje zadanie z honorem. Jej powstanie wiązało się także, jak się wydaje z „kompleksem młodszych braci” - tych, którzy nie zdążyli już na bezpośrednią walkę z Niemcami i ich pomocnicą UPA, a którzy zapatrzeni w legendę AK także chcieli przeżyć swoją konspirację i wsławić się walką o wolność broniąc ludności polskiej przed rizunami UPA.
Wielu tych Harcerzy po 1945 r. tropionych i pojmanych przez UB, trafiło do Obozu w Jaworznie, którego komendantem był płk. Salomon Morel a więźniami funkcyjnymi (kapo)...byli członkowie UPA.
https://t.co/uYX0ELCMFj