Przez ostatnie miesiące wiele osób pisało mi, żebym odpuścił. Że sprawa jest zamknięta. Że wszystko zostało już rozstrzygnięte. Że nie ma sensu dalej pytać.
Przypomnę, że nie chodzi o błahą sprawę urzędową. Chodzi o moje zawiadomienia dotyczące działań Marszałka Sejmu Szymona Hołowni związanych ze zwołaniem Zgromadzenia Narodowego i zaprzysiężeniem Prezydenta RP mimo poważnych wątpliwości prawnych dotyczących podstawy tego działania.
Od miesięcy analizuję dokumenty, które otrzymuję z prokuratury. I im więcej ich czytam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie wszystko jest tak oczywiste, jak próbowano opinii publicznej przedstawiać.
Moje pisma były wielokrotnie przekazywane pomiędzy Prokuraturą Krajową, Regionalną, Okręgową i Rejonową. W pewnym momencie sama Prokuratura Regionalna zwróciła się do Prokuratury Okręgowej z pytaniem, pod jaką sygnaturą zarejestrowano postępowanie dotyczące mojego zawiadomienia.
Powtórzę.
Jednostka nadrzędna pytała o status sprawy, która rzekomo miała być już procedowana.
30 września 2025 r. złożyłem formalny wniosek o rozdzielenie postępowań i odrębne rozpoznanie zawiadomienia skierowanego do Prokuratora Generalnego. Wniosek był następnie przekazywany pomiędzy kolejnymi szczeblami prokuratury „celem nadania biegu”.
Do dziś nie otrzymałem jednak merytorycznej decyzji rozstrzygającej ten wniosek.
A dzisiaj otrzymałem kolejny dokument.
Prokuratura Krajowa, pismem z 12 czerwca 2026 r., przekazuje do Prokuratury Okręgowej w Warszawie moją korespondencję z... 9 listopada 2025 r. „celem stosownego rozpoznania”.
Tak. Dobrze czytacie.
W czerwcu 2026 r. nadal przekazywana jest korespondencja wysłana w listopadzie 2025 r.
Nie twierdzę, że dokumenty te przesądzają o odpowiedzialności karnej kogokolwiek. Nie twierdzę również, że udowadniają istnienie odrębnego postępowania.
Twierdzę natomiast coś znacznie prostszego i trudnego do podważenia.
Po niemal roku od złożenia zawiadomień dotyczących jednej z najważniejszych spraw ustrojowych w państwie, kolejne organy nadal przekazują między sobą pisma, a obywatel nadal nie otrzymał jasnej odpowiedzi na podstawowe pytania, które postawił.
Państwo prawa nie polega na produkowaniu kolejnych sygnatur, pieczątek i pism przewodnich.
Państwo prawa polega na tym, że organy państwa odpowiadają za swoje decyzje i potrafią je obywatelowi wyjaśnić.
Dlatego nie zamierzam odpuszczać.
Nie dlatego, że wierzę w cud.
Dlatego, że dokument po dokumencie pokazuje, iż warto patrzeć władzy na ręce. Nawet wtedy, gdy większość jest już przekonana, że wszystko zostało dawno rozstrzygnięte.
Być może właśnie na tym polega obywatelska kontrola państwa – żeby zadawać pytania tak długo, aż wreszcie pojawią się odpowiedzi.
Перше, що хочу сказати особисто президенту Навроцькому, — Ви припустилися катастрофічної помилки, яка матиме далекосяжні негативні наслідки для українсько-польського партнерства.
Ваше рішення було свідомим, спланованим і шкідливим, особливо напередодні Конференції з відбудови України у Гданську та Українсько-польської парламентської асамблеї.
Я дуже добре пам’ятаю, що, приймаючи цю нагороду у 2023 році, Президент Зеленський чітко заявив, що приймає її від імені Українського Народу.
Народу, який щоденно, через постійні ракетні та дронові атаки, зазнає страшних втрат серед мирного населення, руйнацій будинків, шкіл, лікарень та наших святинь.
Народу, який вже п’ятий рік поспіль ціною життя своїх кращих синів та доньок береже, в тому числі, і своїх західних сусідів, включно з Польщею, від вторгнення з боку російського агресора.
Народу, який мужньо бореться за майбутнє, а не копирсається в минулому.
Ордени можна відкликати указами, посилаючись на своє «єдино правильне» бачення нашої минувшини.
Але неможливо скасувати історичну правду сьогодення: саме український воїн зараз тримає небо над вільним світом.
Я щиро сподіваюсь, що після цього рішення ніхто не внесе пропозицію нагородити повернутим орденом путіна, адже хіба важливо, що він вважає західні землі Польщі «подарунком сталіна»? Важливо, що він ненавидить УПА і не називає свої підрозділи іменами Українських Героїв.
Україна б’ється не за медалі чи ордени, а за своє виживання та незалежність. І якщо короткозорі внутрішньополітичні ігри для когось важливіші за єдність перед обличчям спільного ворога — це залишиться виключно на їхній совісті.
Історія вам цього не забуде і не пробачить.
Але наші народи перейдуть і через це. Бо ми Великі Нації зі складним минулим, але прекрасним майбутнім.
Ja obywatelka Polski przepraszam cię Ukraino za tego tumana i ruskiego pachoła.
I pamiętaj Ukraino Polska to nie tylko prawicowi idioci, Polska to cudowny kraj który w Ciebie wierzy. I zawsze będzie Cię wspierał.
NAWROCKIEMU WYSTRZELIŁ ZA WCZEŚNIE. I TERAZ POLSKA BĘDZIE WYCIERAĆ TEN DYPLOMATYCZNY SYF
Mógł chociaż poczekać z tym odebraniem jak już tak bardzo chciał Batyr zaistnieć . Mógł zrobić pogłębioną analizę, policzyć polityczne skutki, biznesowe konsekwencje, dyplomatyczne straty i dopiero potem odpalać historyczną petardę z rozmysłem i pełną powagą. Ale nie. On musiał teraz. Bo po wizycie u Trumpa wyszło, że nie jest żadnym partnerem, tylko politycznym chłopcem od donoszenia drinków dla Trumpa, więc trzeba było szybko zbudować sobie spektakl pod Pałacem Prezydenckim. Nie strategię państwa, nie zimną grę o polski interes, tylko ustawkę jak pod remizą, żeby prawicowa widownia mogła zaklaskać, że „nasz prezydent wreszcie pokazał Ukrainie”. Co kurwa pokazał? I co sie zmieniło? Jutro już będą ekshumacje kurwa mać. Nie bo po drugiej stronie na Ukrainie też narodowych idiotów nie brakuje i oni też będą chcieli pokazać ze maja w dupie naszą dumę narodową, więc gówno załatwił i gówno pokazał. Wam kurwa nie zależy na tej prawej stronie na tych ekshumacjach i macie je w dupie. 8 lat rządził PiS i chuja załatwił w temacie w tym czasie i teraz Nawrocki też gówno załatwił.
Tyle że za takie pokazówki płaci nie Nawrocki, tylko Polska. Płacą polskie firmy, polscy pracownicy, polska logistyka, polskie budownictwo, polska energetyka i cały ten biznes, który mógł wejść w odbudowę Ukrainy, zanim zrobią to Niemcy, Francuzi, Austriacy i Amerykanie. Bo jak przed szczytem w Gdańsku, gdzie miało się rozmawiać o wielkich pieniądzach, kontraktach i odbudowie, prezydent kraju gospodarza odpala polityczny granat, to nie jest „godność”. To jest sabotaż interesu gospodarczego własnego państwa. Kilkadziesiąt tysięcy potencjalnych miejsc pracy mogło właśnie pójść się pierdolić przez jedną ustawkę pod prawicowy elektorat.
I tu jest sedno sprawy, bo jak ktoś całe życie był przyspawany do państwowego stołka, jak większość tych narodowych cymbałów, którzy sami siebie i własnych rodzin często nie potrafią ogarnąć, ale za to państwo chcą urządzać wszystkim dookoła, to on nie rozumie biznesu. Nie rozumie ryzyka. Nie rozumie kontraktów, terminów, relacji, gwarancji, kredytów, ubezpieczeń i tego, że przedsiębiorca nie żyje z patriotycznego darcia mordy, tylko z faktur, zamówień i przewidywalności. Takiemu się wydaje, że wystarczy strzelić patriotyczną minę, machnąć szabelką i świat ma klęknąć. A jak nie klęka, to oczywiście winny jest świat. Bo przecież chłop historię kończył na wyścigówce, dyplom na ścianie wisi, ego napompowane jak balon odpustowy, a tu nagle pracy dla barana nie ma. No nie ma, bo historyków od wielkiej polityki mamy w tym kraju więcej niż bezdomnych psów, kotów i srających gołębi po placach.
Problem polega na tym, że państwo frontowe nie może być prowadzone przez ludzi, którzy gospodarkę znają z państwowej pensji, dyplomację z konferencji prasowej, a geopolitykę z memów dla własnej sekty. Odbudowa Ukrainy to nie są świeczki, wzruszenia i zdjęcia z flagą. To są drogi, mosty, kolej, energetyka, magazyny, porty, paliwa, zabezpieczenia, transport, zbrojeniówka, informatyka, usługi i całe łańcuchy dostaw. To są pieniądze, które mogły płynąć przez Polskę i do Polski. Ale do tego trzeba mieć głowę chłodniejszą niż lodówka w prosektorium, a nie ambicję lokalnego wodzireja, który musi natychmiast udowodnić, że ma większą szablę niż rozsądek.
Nawrocki chciał zyskać jedno: prawicowy aplauz. Kilka dni triumfu, kilka tysięcy lajków, trochę poklepywania po plecach przez tych samych ludzi, którzy myślą, że polityka zagraniczna polega na obrażaniu wszystkich po kolei, a potem zdziwieniu, że nikt nie chce z nami robić interesów. Tyle że biznesowa Europa może teraz otwierać szampana. Bo jeśli Polska sama odsuwa się od ukraińskiego stołu, jeśli sama robi atmosferę konfliktu przed rozmową o odbudowie, jeśli sama zamienia dyplomację w narodową szopkę, to Niemiec, Francuz, Austriak i Amerykanin powiedzą tylko: dziękujemy, my chętnie wejdziemy w tę lukę.
I najśmieszniejsze jest to, że Trump, na którego tak liczy ta cała polityczna menażeria, ma sentymenty głęboko w dupie. Dzisiaj pogłaszcze Nawrockiego po głowie, jutro usiądzie z Ukrainą, koncernami, bankami i przemysłem zbrojeniowym, bo tam będzie pieniądz. Trump nie będzie umierał za polskie urażone ego. Trump będzie robił interesy. A jak zacznie je robić z Ukrainą, to nasi lokalni geniusze zostaną z patriotycznym transparentem w ręku i miną dziecka, któremu ktoś zabrał lizaka. Tyle że to nie będzie lizak. To będą miliardy, kontrakty, miejsca pracy i pozycja Polski w regionie.
W dłuższej perspektywie Nawrocki może na tym stracić więcej, niż dziś zyska. Bo polityczna bańka bije brawo szybko, ale rachunki przychodzą później. Kiedy okaże się, że inni weszli w odbudowę Ukrainy, a polskie firmy słyszą, że klimat polityczny jest trudny, wtedy ten cały patriotyczny teatr zacznie wyglądać jak wyjątkowo kosztowny kabaret. I wtedy polski biznes powinien naprawdę przyznać Nawrockiemu nagrodę wdzięczności. Najlepiej z napisem: „Za wybitne zasługi w wypychaniu polskich firm z rynku, na którym mogły zarobić”.
A co, jeśli nagle zabraknie Trumpa? Co, jeśli Ameryka zmieni kurs, dogada się ponad naszymi głowami albo po prostu uzna, że Polska z tym swoim obrażonym prezydentem jest dodatkiem, a nie partnerem? Wtedy Nawrocki zostanie sam. Z łatką człowieka, który kłóci się z Kijowem, drażni Brukselę, gra pod narodową publikę i nie rozumie, że polityka zagraniczna to nie wiec pod pomnikiem. Z Trumpem może jeszcze udawać, że ma wielkiego kumpla za oceanem. Bez Trumpa może się okazać, że za dwa lata jedyne miejsce, gdzie pojedzie z oficjalną wizytą, to Białoruś, bo poważne stolice będą miały dość pajaca, który pomylił państwo z remizą.
I dlatego największy problem nie polega na tym, że Nawrocki kogoś obraził albo komuś odebrał order. Problem polega na tym, że mógł właśnie zrobić pierwszy głośny krok do tego, żeby Polska straciła gospodarczo tam, gdzie powinna zarobić. W polityce można być twardym. Nawet trzeba. Ale twardość bez rozumu to nie polityka państwowa. To zwykłe napinanie bicepsa przy otwartym portfelu, z którego właśnie wypadają nasze pieniądze. A potem ci sami geniusze będą mówić, że winni są Niemcy, Bruksela, Ukraina, Tusk, kosmici i srające gołębie. Nie, panowie. Czasem winny jest po prostu baran, który dorwał się do mikrofonu i pomyślał, że jest mężem stanu.
Wkłada kij w szprychy Polsce. Robi to konsekwentnie i przewidywalnie. SAFE, uzbrojenie 🇵🇱 armii, inwestycje w 🇵🇱 przemysł obronny, pozyskanie technologii dronowych dla 🇵🇱, kontrakty dla 🇵🇱 firm na odbudowę, międzynarodowa konferencja w Gdańsku. Czyżby go w tej Moskwie w 2018 roku tak skutecznie zaprogramowali?
Taktyka Nawrockiego jest prosta: rozwalić wszystko, co Tusk buduje. Doprowadzić do schłodzenia stosunków UA z PL, uniemożliwienia inwestycji polskich w tym kraju i zwalenia winy na Tuska. Rozwalić UE we współpracy z Trumpem i zwalić winę na Tuska. Zrujnować Polskę i... wiadomo.
Konfederacja to partia w słowach prowolnościowa i antysocjalistyczna. Ale w czynach zamordystyczna - sami posłuchajcie. Więcej na kanale YT „Profesor Matczak”.
Zgodnie z zapowiedzią informuję Państwa o kolejnych decyzjach ws. Warszawskiego Szpitala Południowego.
Podjąłem decyzję o odwołaniu w całości dotychczasowej Rady Nadzorczej szpitala. W jej miejsce powołany zostanie nowy skład Rady złożony z uznanych ekspertów i urzędników.
Wprowadzamy też zasadę, że w radach nadzorczych miejskich spółek medycznych nie będzie polityków. Ci, którzy zasiadają w nich obecnie – odejdą z nich. To kwestia najbliższych kilku tygodni.
Informuję również, że sprawdziliśmy korespondencję kierowaną do miasta. Nie otrzymaliśmy formalną ścieżką żadnych zgłoszeń dotyczących nieprawidłowości na SOR w Szpitalu Południowym – ani w ramach procedur antykorupcyjnych, ani procedury dla sygnalistów, ani innych oficjalnych ścieżek.
Do doniesień dotyczących polityków, którzy mieli z takiej ścieżki skorzystać, odniosę się krótko: nie mam prawa publikować niczyich danych medycznych. A każdy obywatel – również polityk, dowolnej opcji – może korzystać z publicznej opieki zdrowotnej. Kluczowe, żeby działo się to bez żadnych preferencji wynikających ze znajomości czy pozycji politycznej. Jeśli przypadki takich nadużyć, zgodnie z doniesieniami medialnymi, miały miejsce – badają to odpowiednie organy i będą wyciągane w związku z tym konsekwencje.
I krótko podsumowując sytuację w ostatnich dniach: od 8 czerwca, kiedy opublikowane zostało oświadczenie majątkowe Dawida Kacprzyka, mija 11 dni. Od pierwszych publicznych wpisów red. Patryka Słowika – 9 dni. W tym czasie zdążyłem zarządzić w Warszawskim Szpitalu Południowym audyt, który przynosi konkretne konsekwencje: umowy z Panem Kacprzykiem zostały rozwiązane, a część nienależnego wynagrodzenia została przez niego zwrócona na konto placówki. Dotychczasowi członkowie Zarządu zostali odwołani, podobną decyzję podejmuję w sprawie dotychczasowego składu Rady Nadzorczej. Wprowadzamy też nowe rozwiązania dla nadzoru nad ochroną zdrowia w Warszawie – tak, aby budziły jak najmniej wątpliwości. Działania są szybkie i zdecydowane. Dokładnie takie, jakich wymaga sytuacja.
I jedna uwaga na koniec: patologie, nieprawidłowości trzeba z całą surowością rozliczać i piętnować. Natomiast kluczowe jest to, żebyśmy pamiętali, że ochrona zdrowia, w tym działania Warszawskiego Szpitala Południowego, to nie są bulwersujące przypadki z doniesień medialnych. To przede wszystkim codzienna ciężka praca oddanego pacjentom personelu. To niesiona codziennie pomoc potrzebującym jej ludziom. To nie może zniknąć nam z widoku, nawet jeżeli dziś to te głośne doniesienia najbardziej rzucają się w oczy.
USA. TRZY WOJNY, TRZY PORAŻKI I JEDEN STAŁY ZWYCIĘZCA. KONCERN.
USA przez ostatnie dekady pokazały światu piękny model imperialnej schizofrenii. Irak miał być pokazem siły, eksportem demokracji i szybkim chirurgicznym cięciem, a wyszedł rozpieprzony kraj, polityczne kłamstwa i region otwarty dla chaosu. Afganistan miał być końcem talibów, a skończył się obrazkiem, którego nie wymyśliłby nawet złośliwy scenarzysta. Amerykanie uciekają z Kabulu, talibowie wracają do pałacu, a dwudziestoletni cyrk zostaje sprzedany opinii publicznej jako trudna decyzja strategiczna. Teraz Iran. Znowu miało być twardo, mocno, po kowbojsku, a efekt jest taki, że reżim w Teheranie dostał dokładnie to, czego potrzebował. Wroga zewnętrznego, narodową histerię, pretekst do czystek i możliwość powiedzenia własnym ludziom: widzicie, bez nas was rozniosą.
Trump jest wariatem, ale trzeba mu oddać jedno. On nie zasłania tej maszynowni aksamitną firanką. On ją pokazuje brudną łapą i jeszcze się przy tym uśmiecha. Amerykańskie wojny coraz mniej wyglądają jak wojny prowadzone po zwycięstwo, a coraz bardziej jak wielkie przemysłowe karmienie bestii. Tam przegrywa żołnierz, przegrywa cywil, przegrywa państwo, przegrywa region, ale ktoś zawsze wystawia fakturę. Broń, amunicja, paliwo, logistyka, ochrona, odbudowa, konsulting, systemy obronne, kredyty, kontrakty, prowizje. I teraz zgadnijcie, kto naprawdę wygrywa, kiedy na ekranach płoną miasta, a w studiach siedzą eleganccy eksperci od moralnego uzasadniania kolejnej katastrofy.
Dlatego Unia Europejska powinna jak najszybciej się utwardzić i wziąć dystans do USA, bo inaczej w końcu to my staniemy się miejscem kolejnej wojny, kolejnym poligonem, kolejnym rynkiem zbytu i kolejną rubryką w tabelce. Ktoś kiedyś stwierdzi, że na europejskim strachu też można zarobić. Że można sprzedać nam więcej rakiet, więcej systemów, więcej gwarancji, więcej politycznej bajki o wiecznej przyjaźni i strategicznym partnerstwie. Tylko że w razie pożaru to nie koncerny będą siedziały w piwnicach, nie prezesi będą chowali dzieci, nie lobbyści będą stali pod granicą, tylko my. I wchodzenie Trumpowi w dupę, robienie z niego nowego cesarza Zachodu i udawanie, że ten człowiek rozumie coś więcej niż własny interes, może się dla nas skończyć niesłychanym syfem.
USA dawno przestały być klasycznym krajem demokracji, jeśli w ogóle kiedykolwiek były nim w tej imperialnej wersji eksportowej. To jest kapitalizm zarządzany przez koncerny, fundusze, lobby i wielki przemysł wojenny, a politycy są tam często tylko figurantami z dostępem do kamer. Prezydent też. Szczególnie ten ostatni, bo u niego ta cała maskarada nawet nie udaje subtelności. Jednego dnia grozi, drugiego podpisuje, trzeciego znów straszy, a w tle ktoś już liczy kontrakty, indeksy giełdowe i kolejne zamówienia publiczne. Wolność wolnością, demokracja demokracją, ale Excel musi się zgadzać.
Najbardziej obrzydliwe jest to, że rachunek za tę geopolityczną giełdę płacą nie prezesi, nie senatorowie, nie generałowie na emeryturze siedzący w radach nadzorczych, tylko młodzi ludzie. Irańczycy, Irakijczycy, Afgańczycy, Amerykanie, Izraelczycy, Libańczycy, cywile, żołnierze, dzieciaki z biednych domów i całe społeczeństwa wrzucone w maszynkę do mięsa. A potem wychodzi elegancki pan w drogim garniturze i mówi o stabilizacji, odpowiedzialności oraz bezpieczeństwie. No kurwa, piękne słowa. Tylko dziwnym trafem po każdej takiej stabilizacji zostaje więcej trupów, więcej radykałów, więcej ruin i jeszcze większy budżet dla tych samych firm.
Więc tak, Trump jest groźnym politycznym klaunem z zapałkami w magazynie paliw, ale problem jest większy niż Trump. On jest tylko najbrzydszą twarzą systemu, który już dawno odkrył, że wojna nie musi być wygrana, żeby była opłacalna. Wystarczy, że trwa. Wystarczy, że straszy. Wystarczy, że przepala miliardy. A Europa musi wreszcie zrozumieć, że jeśli sama nie zbuduje twardej siły, własnej polityki i własnego kręgosłupa, to zostanie nie sojusznikiem, tylko klientem. A klient w czasie wojny płaci dwa razy. Najpierw pieniędzmi, potem krwią.
To zdjęcie trzeba mieć na wallu. Ikoniczne i historyczne zarazem. Ukraina 🇺🇦 weszła na wyższy poziom i pytanie co zrobi Rosja, bo takiej porażki wizerunkowej chyba nie mieli od początku wojny.
Barack and I never did anything alone. Through two national campaigns, eight years in the White House, and in all the years since, we had an incredible team backing us up and pushing us forward.
It was such a joy to be back together with so many of the alumni who’ve supported us over the years. We’ll forever be grateful for their work, and our country is better off thanks to their service. We love you. 💗
To George and Laura, Bill and Hillary — we're grateful for your friendship, counsel, and devotion to this country. And to Joe and Jill, thank you for being on this journey with us.
Jaroslav Machovsky, trener Mai Chwalińskiej, opowiedział w rozmowie z Arturem Gacem z Interii o wyjątkowej relacji ze swoją podopieczną 🥹, a także przygotowaniach do Wimbledonu 🌱
💬 "Gdy w końcu dotarła ta wiadomość, że Maja otrzymała dziką kartę, po prostu ogromnie się ucieszyłem".
💬 "Wylot mamy w poniedziałek. I w następnym tygodniu będziemy trenować w Londynie na trawie. Ma być możliwość, by korzystać z kortów treningowych w Aorangi Park. I to jest przez nas pożądany scenariusz".
💬 "Znam Maję od wielu lat i mogę powiedzieć, że nasza relacja jest bardzo dobra. Dzisiaj dobrze być nieosamotnionym, ale mieć wokół siebie dużo osób, które pomagają. Wspomina pan o trudnych czasach... Tak było, to także zbudowało naszą relację, moim zdaniem na całe życie. Maja jest dla mnie, jak córka".
📸 Artur Gac | #Wimbledon | #zkortu