Poranna msza kościół w Kisielinie 11 lipca 1943r.Zgromadzilo się tam 180 wiernych na modlitwę.W tym czasie UPA już otoczyła kościół szykując się do rzezi .Padają pierwsze strzały Polacy rzucają się z powrotem do kościoła.Ks.Kowalski i około 80 Polaków barykaduje się na plebani.
🕯️ Po rzezi wołyńskiej diecezja łucka praktycznie przestała istnieć. W 1939 roku liczyła 167 parafii, 160 kościołów i około 370 tysięcy wiernych. Dwa lata po wojnie jej kanclerz napisał do Stolicy Apostolskiej jedno z najbardziej przejmujących zdań w historii Kościoła w Polsce: „W diecezji łuckiej nie ma już katolików”.
⛪ Z 240 kapłanów pracujących przed wojną na Wołyniu pozostał tylko jeden – kapucyn o. Serafin Kaszuba, który samotnie pełnił posługę aż do 1958 roku, wcześniej cudem unikając śmierci z rąk UPA.
11 lipca, w rocznicę Krwawej Niedzieli, pamiętamy nie tylko o dziesiątkach tysięcy zamordowanych Polaków, ale także o zniszczonym Kościele i duchownych, którzy pozostali ze swoimi wiernymi do końca. 🕯️
https://t.co/OtpHfS3M26
👇O TYCH HISTORIACH RÓWNIEŻ POWINNIŚMY PAMIĘTAĆ 👇
💥W polsko-ukraińskiej wsi Liniów (pow. horochowski na Wołyniu) 11 lipca 1943 r. z rąk banderowców zginęło około siedemdziesięciu Polaków. Genowefa Modrzejewska z domu Sobczyńska, wówczas pięcioletnia, wspomina, jak matka, idąc na śmierć, kazała jej się schronić wraz z siostrą w psiej budzie.
- „W budzie Kruczka było ciasno i ciemno, strasznie. Nie pamiętam, jak długo byłyśmy w budzie. Pewnie ze strachu zasnęłam. Emilka też. Te chowania nauczyły nas być cicho, bo to nakazywała chwila. (…) Z budy zabrały nas Ukrainki. Za przechowanie polskich dzieci w tamtym czasie groziła śmierć. Ale one się nie bały wcale. Przekazały nas do innego domu. Do babci Julii i dziadka Pawła Sobczyńskich we wsi Kołbań”.
💥Mieszkańców Stasina (pow. włodzimierski, woj. wołyńskie) upowcy 11 lipca 1943 r. spędzili do dwu stodół, rozstrzelali 105 osób. Wśród dziesięciu osób, które ocalały, był roczny syn Drożdżowskich, Marian. Znalazł go – żywego pośród zwału trupów – podczas grzebania pomordowanych Ukrainiec o imieniu Płaton i zabrał do domu. Przez trzy tygodnie opiekowała się nim jego córka Sonia, lecz wskutek gróźb upowców rodzina oddała dziecko do szpitala we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie znajdował się jego ranny ojciec.
💥Podczas zmasowanej akcji upowców na Hutę Stepańską (pow. kostopolski, woj. wołyńskie) 16 i 17 lipca 1943 r. zamordowano około sześciuset Polaków, została też spalona pobliska kolonia Borek. Mieczysław Słojewski z siedmioletnim synem Edwardem ukrywał się w lesie, żywiąc się jagodami i ziemniakami podbieranymi z pól. Był skrajnie wyczerpany psychicznie i fizycznie.
- „Dwukrotnie zamierzałem popełnić samobójstwo ze strachu przed schwytaniem i męczarniami, jakich spodziewałem się od ukraińskich bandytów. Brałem mego synka Edzia i szliśmy nad rzeczkę (…). Zamierzałem razem z synkiem się utopić, aby skrócić czas poniewierki i straszliwego lęku. I kiedy brałem syna za rączkę, ten wtedy mówił z płaczem do mnie: «Tatusiu! wracamy do naszej kryjówki». Nie miałem odwagi skoczyć do wody”. Z pomocą przyszedł im znajomy Ukrainiec Petro Bazyluk. W zamaskowanej kryjówce w jego stodole przetrwali obaj aż do wkroczenia Armii Czerwonej w styczniu 1944 roku.
( za biuletynem IPN z 2009 roku)
Bloody Sunday: When Volhynia Burned
On 11 July 1943, remembered by Poles as Bloody Sunday, one of the most horrific massacres of civilians during the Second World War reached its terrible climax. On that day, units of the Ukrainian Insurgent Army (UPA), often assisted by local collaborators, launched coordinated attacks on dozens of Polish villages across Volhynia. Many assaults began as families gathered for Sunday Mass, turning places of worship into scenes of unimaginable horror.
The attacks were part of a broader campaign of ethnic cleansing that sought to remove the Polish population from Volhynia and neighboring Eastern Galicia. Historians estimate that over 100,000 Polish civilians were killed during the massacres of 1943–1944. Men, women, children, and the elderly were murdered simply because they were Polish. Entire villages disappeared from the map, churches were burned, and generations of families were wiped out.
The brutality of the attacks left lasting scars on the survivors. One survivor, Janina Kalinowska, recalled:
“Everywhere there were flames. People were running, screaming, and falling. Those who could not escape were killed.”
Another survivor remembered the devastating silence that followed:
“There was no village anymore. Only smoke, ashes, and the bodies of our neighbors.”
These testimonies reflect the human suffering behind the statistics. Bloody Sunday was not merely a military operation but a deliberate assault on civilian communities.
The violence did not end on July 11. The campaign continued throughout 1943 and 1944. While some Polish underground units later carried out retaliatory attacks against Ukrainian civilians - acts that also deserve acknowledgment and condemnation, the initial campaign by the UPA was organized with the objective of driving the Polish population from the region.
For decades, communist censorship prevented open discussion of these crimes. Many survivors remained silent, and countless victims were buried in unmarked graves. Even today, many Polish families continue to seek the exhumation and proper burial of their loved ones, believing that every victim deserves dignity and remembrance.
When we consider Bloody Sunday, it is not about fostering hatred toward modern Ukrainians. Today’s generations are not responsible for the crimes of the past, but genuine reconciliation must rest on historical truth, not denial or the glorification of those who committed atrocities against civilians.
Bloody Sunday stands as a solemn reminder of the consequences of ethnic hatred and extremist ideology. The victims deserve more than a place in history books, they deserve to have their names remembered, their stories told, and their suffering acknowledged. Only by confronting the truth honestly can we honor those who were lost and strengthen our commitment that such horrors are never repeated.
Są sprawy, o których nie potrafię zapomnieć. Ta jest jedną z nich.
Dwa lata temu podczas koncertu Marcin Mizia stanął w obronie innych. Nie odwrócił wzroku. Nie udawał, że nic się nie dzieje. Zareagował.
Za tę odwagę zapłacił najwyższą cenę.
Na oczach tłumu i własnej żony został powalony na ziemię i brutalnie kopany przez agresywnych, pijanych nastolatków. Człowiek stracił życie tylko dlatego, że miał odwagę zrobić to, czego wielu w takiej chwili się boi.
Dziś zapadł wyrok. Trzech sprawców, którzy w chwili popełnienia czynu mieli po 16 lat, będzie przebywać w poprawczaku do ukończenia 21. roku życia.
Szlag mnie trafia, nie zamierzam udawać, że wszystko jest w porządku, bo do cholery nie jest.
Dla mnie są czyny, za które wiek nie powinien być tarczą. Jeśli ktoś świadomie bierze udział w tak brutalnym pobiciu człowieka, które kończy się jego śmiercią, powinien odpowiadać jak dorosły.
Życia Marcina nikt już nie odda. Nikt nie odda męża jego żonie. Nikt nie odda syna i bliskiego jego rodzinie.
Mam dziś ogromne poczucie niesprawiedliwości. Odnoszę wrażenie, że w takich sprawach system bardziej chroni sprawców niż daje poczucie sprawiedliwości rodzinie ofiary.
I wiem, że nie każdy zgodzi się z tym, co napiszę, ale powiem to wprost: dla mnie człowiek, który świadomie odbiera drugiemu życie, nie przestaje być odpowiedzialny za swój czyn tylko dlatego, że ma 16 lat.
Wyrok jest nieprawomocny, ale moje rozczarowanie tym, jak dziś wygląda odpowiedzialność za najcięższe przestępstwa popełniane przez nieletnich, jest ogromne. Są granice, których przekroczenie powinno oznaczać odpowiedzialność jak dla dorosłego.
Życie Marcina skończyło się tamtego wieczoru. Ich kara skończy się za kilka lat.
Proszę Was o reakcję i udostępnienie tego wpisu. Wyrok jest nieprawomocny, a bardzo zależy mi na tym, aby sprawcy zostali osądzeni jak dorośli i ponieśli odpowiedzialność adekwatną do tego, co zrobili.
Pamiętamy, Marcinie. Pamiętamy, że stanąłeś w obronie innych i próbowałeś uratować drugiego człowieka. Nie przestaniemy mówić o tym, co Cię spotkało.
I jest jeszcze jedna rzecz, o której trudno nie wspomnieć. Przez cały proces sprawcy nie wykazali żadnej skruchy ani prawdziwej refleksji nad tym, co zrobili. Trudno zrozumieć, jak można odebrać komuś życie, a później nie zdobyć się nawet na szczery żal wobec rodziny, która będzie żyła z tą tragedią już na zawsze.
July 1943 marked one of the darkest months in Polish history:
During the summer of 1943, the massacres of ethnic Poles in Volhynia reached their horrific peak. On July 11, 1943 known as “Bloody Sunday”- units of the Ukrainian Insurgent Army (UPA), often assisted by local collaborators, launched coordinated attacks on dozens of Polish villages, many of them while families were gathered for Sunday Mass.
Men, women, children, and the elderly were murdered with extraordinary brutality. Entire communities that had existed for generations were erased. Churches were attacked, homes burned, and those who attempted to flee were often hunted down. Historians estimate that tens of thousands of Polish civilians were killed in Volhynia, with the broader campaign in Volhynia and Eastern Galicia claiming approximately over 100,000 Polish lives.
For decades, many of these victims had no voice. Their graves often remained unmarked, their stories suppressed, and their families denied the opportunity to properly mourn.
When we recall these atrocities it is not about fostering hatred toward today’s Ukrainians. It is about honoring innocent victims, acknowledging historical truth, supporting the dignified exhumation of those still lying in forgotten burial sites, and recognizing that genuine reconciliation can only be built upon truth rather than silence.
May the victims of Volhynia be remembered. Eternal memory to those whose lives were taken simply because they were Polish.
“A nation that forgets its victims risks losing part of its soul.”
🚨🇺🇦 Ukraińcy w wieku 8–12 lat podłożyli ogień – spłonęło 5 samochodów w Poznaniu
We wtorek 7 lipca 2026 r. ok. godz. 16: 00 przy ul. Roboczej w Poznaniu doszło do celowego podpalenia jednego z samochodów. Ogień błyskawicznie rozprzestrzenił się i zniszczył łącznie pięć pojazdów. Na szczęście nikt nie ucierpiał.
Policja szybko ustaliła sprawców dzięki monitoringowi i dowodom. Zatrzymano pięciu ukraińskich chłopców w wieku 8–12 lat. Po procedurach nieletnich oddano pod opiekę rodziców/opiekunów. Sprawa trafi do sądu rodzinnego w związku z demoralizacją.
Źródło: Komenda Miejska Policji w Poznaniu
🇪🇺 The EU just passed Chat Control 1.0 in Brussels.
Platforms can now scan your private messages again, officially "voluntary," in practice blanket surveillance.
Here's the democratic scandal: 314 MEPs voted against it. Only 276 voted for it.
It passed anyway... because an absolute majority of all MEPs was required to reject it, not just a majority of those present.
More people voted no than yes. It still passed.
Pushed through on an urgent procedure just before summer recess, when absences are highest and attention is lowest.
This is how rights disappear folks. Not in one dramatic moment, but in procedural fine print, on a slow news day, while everyone's looking at Tehran.
Source: @Fidias0 / Writer: Oliver
SKANDAL! PRACOWNIK IPN WYBIELA UPA ‼️‼️‼️
Staram się unikać krytykowania innych uczestników debaty publicznej. Z szacunkiem podchodzę do ludzi o innych poglądach niż moje.
Trudno jednak milczeć w sytuacji, gdy pracownik IPN — a więc człowiek utrzymywany z pieniędzy polskiego podatnika — usprawiedliwia UPA. Zbrodniczą organizację, która dokonała okrutnego ludobójstwa dziesiątek tysięcy Polaków.
Mowa o Piotrze Gontarczyku i jego artykule opublikowanym na portalu ONET. Tytuł tekstu mówi wszystko: „UPA trzeba traktować jako formację niepodległościową”.
W artykule Gontarczyka znalazły się twierdzenia sprzeczne z prawdą historyczną, logiką i elementarną ludzką przyzwoitością.
Główna teza tekstu jest prosta: UPA nie była organizacją przestępczą.
„Organizacja lub związek przestępczy — dowodzi Gontarczyk — to grupa osób, która powstała w celu lub w trakcie popełniania czynu zabronionego. To nie ma nic wspólnego z UPA: celem działania tej organizacji nie było mordowanie Polaków, tylko niepodległość Ukrainy.”
Jest to wywód zdumiewający. Wbrew temu co pisze Gontarczyk organizacja lub związek przestępczy to grupa osób, która dokonuje przestępstw.
Okrutna zagłada polskich cywilów przy pomocy siekier, cepów, wideł i kul karabinowych była oczywiście działaniem przestępczym. I to na wielką skalę. Była działaniem zbrodniczym i ludobójczym.
Hasła niepodległościowe — głoszone przez działaczy OUN/UPA — nie mogą stanowić usprawiedliwienia dla ich zbrodniczych czynów. Mordowania bezbronnych kobiet i dzieci. Cel nie uświęca środków.
Przypomnijmy w tym miejscu rzeczy oczywiste. UPA była organizacją skrajną, opartą na radykalnej, szowinistycznej ideologii.
W zamyśle jej przywódców „samostijna Ukraina” miała być krajem totalitarnym. Gdyby banderowcom udało się stworzyć państwo, los zamieszkujących je mniejszości narodowych — Polaków i Żydów — byłby straszliwy.
Ukraina marzeń banderowców miała być krajem „czystym jak łza” czyli homogenicznym etnicznie. Państwem „oczyszczonym” z ludności polskiej. Właśnie dlatego w 1943 roku na Wołyniu UPA rozpoczęła czystkę etniczną wymierzoną w naszych rodaków.
W dalszej części artykułu Gontarczyk pisze o „polskiej kolonizacji Wołynia i szykanach wobec Ukraińców”. Autor zdaje się sugerować — w ślad za nacjonalistycznymi historykami ukraińskimi — że ludobójstwo na Wołyniu było jedynie odpowiedzią na antyukraińską politykę II RP.
„Nie możemy uciekać od realiów epoki — pisze Gontarczyk — Rzeź wołyńska to fragment tragicznej historii XX w., gdy triumfowały ideologie gloryfikujące rozwiązania „ostateczne” w eliminacji całych narodów.
Tą drogą poszedł w czasie wojny także ukraiński ruch narodowy — stąd mordowanie Polaków. To nie zmienia faktu, że Ukraińską Armię Powstańczą trzeba traktować jako formację niepodległościową, której celem była „samostijna Ukraina”.”
Ten fragment artykułu Gontarczyka jest po prostu szokujący. Żaden „duch epoki” nie może tłumaczyć masowego mordu na ludności cywilnej. To, że Sowieci i Niemcy w latach 40. XX wieku również dokonywali masowych zbrodni nie może stanowić usprawiedliwienia dla zbrodni UPA.
„Niestety za swych wrogów nacjonaliści ukraińscy uznali też zamieszkujących Wołyń Polaków — pisze Gontarczyk. — Tyle że to jeszcze nie powód, żeby uznać ją za formację zbrodniczą.”
Jak najbardziej jest to powód żeby uznać UPA za formację zbrodniczą. Ukraińscy nacjonaliści nie tylko bowiem „uznali” zamieszkujących Wołyń Polaków za wrogów, ale postanowili ich wymordować. A następnie wprowadzili ten zbrodniczy zamiar w życie.
Ten kto dokonuje zbrodni — jest zbrodniarzem. Jest to jasne jak słońce.
„Dla nich [Ukraińców] UPA to legenda — jak u nas Armia Krajowa, Narodowe Siły Zbrojne (NSZ), Wolność i Niezawisłość (WiN) i Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (NZW). Czy nam się to podoba, czy nie, tak właśnie jest — UPA ma dla niepodległej Ukrainy niekwestionowane zasługi.”
Zestawienie takie jest głęboko fałszywe. Wszystkie wymienione przez Gontarczyka polskie formacje podziemne — AK, NSZ, WiN i NZW — nie były oczywiście święte. Żadna z nich nie dopuściła się jednak bestialskiego ludobójstwa 100,000 niewinnych cywilów.
Trudno zrozumieć również na czym mają polegać te „niekwestionowane zasługi” UPA dla niepodległej Ukrainy. Niepodległa Ukraina powstała w roku 1991 roku w momencie rozpadu Związku Sowieckiego. UPA nie miała z tym nic wspólnego. Formacja ta swoją walkę o „samostijną Ukrainę” przegrała z kretesem.
Gontarczyk w swoim artykule atakuje w napastliwy, nieelegancki sposób kolegę z IPN prof. Mirosława Szumiłę. Znakomitego historyka, autora wielu ważnych prac dotyczących komunizmu i relacji polsko-ukraińskich. Ma on za złe Szumile, że określa UPA mianem organizacji „zbrodniczej” i „kryminalnej”.
„To nie jest nauka. To ideologia, propaganda i wyzwiska.” — pisze Gontarczyk.
Fragment ten jest po prostu kuriozalny. Nie ma chyba nawet sensu tego komentować.
„Zamiast trudnej naukowej debaty z sąsiadem — dowodzi dalej Gontarczyk — prof. Szumiło zaprezentował ultymatywne żądanie uznania UPA za organizację zbrodniczą, nawet kryminalną.
Taka postawa znana jest Ukraińcom od 300 lat: Lachy znów pokazują wyższość cywilizacyjną i moralną, tupią nogą z marsową miną i oświadczają, kogo sobie nie życzą w historii Ukrainy.
Na ich miejscu też przestałbym rozmawiać z butnym historycznym agresorem i pokazałbym mu zasłużony — tym bardziej że pochodzi z Polski — gest Kozakiewicza.”
Przeczytajcie ten fragment jeszcze raz. Uważnie. To po prostu nie mieści się w głowie, że pracownik Instytutu Pamięci Narodowej mógł napisać coś podobnego…
Protest Polski przeciwko gloryfikowaniu UPA nie ma oczywiście nic wspólnego z tupaniem nogą i okazywaniem wyższości cywilizacyjnej. To obrona prawdy historycznej. To wystąpienie w obronie pamięci i godności dziesiątek tysięcy naszych rodaków zgładzonych przez ukraińskich szowinistów na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
Właśnie do tych celów powołany został Instytut Pamięci Narodowej. Wśród jego głównych zadań znajdują się badanie zbrodni popełnionych na narodzie polskim i upamiętnianie ich ofiar. A także jasne wskazywanie na to kto ich dokonał.
Kontekst ten sprawia, że wystąpienie Piotra Gontarczyka, jest jeszcze bardziej kuriozalne.
Oczywiście Gontarczyk zastrzega się na końcu artykułu, że prezentuje swoje osobiste poglądy, a nie poglądy IPN. Obawiam się jednak, że właśnie wyrządził instytucji, w której pracuje bardzo dużą krzywdę.
Od dziś ukraińscy nacjonaliści gloryfikujący UPA będą mogli twierdzić, że nawet w polskim IPN jest badacz, który przyznaje im rację.
Parlament Europejski po wprowadzeniu poprawek w kolejnym podejściu nie przyjął wniosku o odrzucenie tzw. chat control. Mamy do czynienia z demokracją ,,do skutku". Ta sama sprawa poddawana jest głosowaniu, aż do momentu gdy na sali plenarnej będzie odpowiednia większość. To nie ma nic wspólnego z procedurami, to zwykłe kruczki prawne stosowane w zamachu na prywatność obywateli. To otwarcie furtki do powszechnej inwigilacji opartej na skanowaniu wiadomości przesyłanych za pośrednictwem komunikatorów internetowych.
Pod hasłem walki z przestępczością tworzy się mechanizmy, które mogą prowadzić do ograniczania prawa do prywatności milionów uczciwych obywateli. Walka z wykorzystywaniem dzieci jest konieczna, ale nie powinna oznaczać wprowadzania rozwiązań, które osłabiają tajemnicę komunikacji i ustanawiają narzędzia mogące w przyszłości zostać wykorzystane znacznie szerzej niż pierwotnie deklarowano.
Jesteśmy krajem zawistników. Zamiast podziwiać lekarza, który pracuje ponad dobę na dobę, nasyłamy na niego prokuraturę.
Tak to my najbardziej rozwiniętych gospodarek na świecie nie dogonimy.
‼️Kolejny szpital ukarany za działania spółki neurochirurgów!
❌Ponad pół miliona musiał zapłacić NFZ-owi szpital w Wągrowcu za zabiegi wykonane przez lekarzy ze spółki SPINE
❌ W 2024 roku szpital otrzymał karę 549 tysięcy! Nikt nie wpadł na to, żeby wtedy powstrzymać działania spółki w innych miejscach?!
❌Prezes NFZ mówił dziś na konferencji, że spółka działała w trzech szpitalach, my odnaleźliśmy cztery i nie mamy pewności, że to wszystkie !
Czy ktoś w ogóle panuje nad wydawaniem publicznej (NASZEJ) kasy?!
O tym wszystkim w kilka minut w tym WIDEO ⬇️
https://t.co/PO17JMCKLx
@sikorskiradek To nie prezydent Polski stworzył problem. Co zrobił rząd po nadaniu jednostce imienia bohaterów UPA. Zarówno jedna i druga strona reprezentuje interes Polski, szkoda że własną wojenkę przedkłada nad ten interes. Ukraina i jej rząd potrafią jakoś stać po stronie Zelenskiego.
Uwaga! UE kolanem i na chama przepycha uderzenie w naszą prywatność!
Sprawa jest bardzo ważna, choć dość skomplikowana, ale mimo to zachęcam do przeczytania i podawania dalej!
1. Unia wbrew stanowisku Parlamentu Europejskiego sprzed zaledwie kilku miesięcy chce na chama włączyć ponownie Chat Control, czyli bardzo groźną automatyczną (opartą na SI) cenzurę prywatnych wiadomości, nawet szyfrowanych end-to-end. Chat Control zostało zaprojektowane pod pretekstem zapobiegania przesyłaniu materiałów CSAM, czyli krzywdzących dzieci. To dęty pretekst (jutro więcej na ten temat w większym tekście).
2. Mówiąc w skrócie i uproszczeniu: Roberta Metsola jako przewodnicząca PE wraz z Radą UE, gdzie większość mają kraje domagające się Chat Control, chce wobec odrzucenia wersji 2. regulacji (stałej) na rympał uruchomić ponownie 1. wersję Chat Control, która wygasła (teoretycznie "dobrowolną" ze strony firm technologicznych, w praktyce równie "dobrowolną" co "dobrowolne" praktyki cenzorskie wymuszane przez UE w ramach przygotowań do DSA), wrzucając ją na ostatnią chwilę przed wakacjami. Za tym mechanizmem cenzorskim stoją przede wszystkim Niemcy.
3. Dzisiaj PE niewielką większością 331 do 304 głosów otworzył proceduralną drogę do głosowania już w czwartek, w którym brak sprzeciwu większością kwalifikowaną (361 głosów) będzie oznaczał ponowne włączenie Chat Control 1!
4. Mimo oficjalnego sprzeciwu Polski wobec każdej wersji Chat Control, w dzisiejszym głosowaniu na "tak" głosowali wszyscy przedstawiciele koalicji rządzącej, należący do grupy Europejskiej Partii Ludowej. Czyli, mówiąc w skrócie, wszyscy byli za cenzurą i wdarciem się w naszą prywatność. Tak samo głosowała polska lewica.
Należałoby zapytać https://t.co/bqlkg7L119. @krzysztofbrejza, @Arlukowicz, @Gasiuk_Pihowicz czy @WcisloMarta123, dlaczego zagłosowali faktycznie wbrew stanowisku polskiego rządu, czyli w teorii ich własnej partii.
Mało tego, za opowiedziała się również większa część europosłów PiS, którzy najwyraźniej w kwestii cenzury stoją po tej samej stronie co obecna władza. I ci powinni się tłumaczyć gęsto: @AdamBielan, @jbrudzinski, @MMGosiewska, @PatrykJaki, @Kaminski_M_, Maląg, @Bogdan_Rzonca, @j_wisniewska, @AnnaZalewskaMEP, Złotowski.
5. Przeciwko była delegacja PiS, Konfederacji, pan Braun, a także, co ciekawe, należący do liberalnego Renew pan Kobosko.
Strona Fight Chat Control pokazuje aktualną sytuację.
Najpełniejszy opis sytuacji jest na stronie Patricka Breyera, byłego europosła, adwokata prawa prywatności.
Tutaj link do pliku z imiennym wykazem głosowań z dzisiaj - głosowanie w sprawie procedury reaktywacji Chat Control jest pierwsze: https://t.co/rSrcSUnxq5
https://t.co/WtRZmBoqI5
https://t.co/CW5923WsBz
https://t.co/PnelkMHZOZ
Dyrektor ZDM zorganizował konferencję i znów kłamał. Przekonywał, że pracownica była zestresowana i mogła nie dojrzeć, co jej przedstawia sygnalista.
A zwolnienie nie miało jakiegokolwiek związku ze zgłaszaniem nieprawidłowości w ZDM.
Sami zobaczcie drugą stronę wypowiedzenia…
Obok prymitywnego negowania i usprawiedliwiania ludobójstwa Polaków na x widoczna jest także operacja ukraińskiego wpływu informacyjnego, mająca na celu kontrowanie polskiej narracji ws. OUN-UPA. Ukraińscy liderzy opinii pracujący na różnych kierunkach opublikowali w ostatnich dniach sporo zaczepnych, ale zarazem obfitych treściowo wpisów, mających uderzyć w Polskę i tworzyć fałszywą symetrię (główne założenie ukraińskiej dyplomacji i polityki historycznej), opartą za schemacie, że „wszyscy zabijali i prześladowali”, więc wszyscy są winni i nikt nie ma prawa oceniać, bo każdy ma „swoje grzechy”.
Wśród wpisów, które zauważyłem ukraińscy komentatorzy przypominali :
- polską książkę opisującą ciemne karty AK
- pogrom w Kielcach
- pogrom w Wąsoszu
- przemoc wobec Ukraińców w II RP
Warto to odnotować, bo pokazuje to kilka rzeczy:
1. Są to działania moim zdaniem przygotowane, inspirowane i orkiestrowane
2. Kijów gra na kilku fortepianach jednocześnie - szef MSZ pozornie łagodzi linię, a aparat wpływu w sieci zaostrza przekaz
3. Kijów sądzi, że tego rodzaju linia przyniesie mu korzyść lub poprawę sytuacji
O ile pierwsze dwa punkty świadczą o jakimś przygotowaniu, to trzeci pokazuje moim zdaniem fundamentalny błąd w kalkulacji. Te wszystkie „polskie grzechy” wzięte razem i z osobna ani nie przykryją tematu OUN-UPA, ani nie zmienią ich oceny. Nie spowodują też problemów Polsce, bo w Polsce nie mamy problemu z krytyką tego co złe. Natomiast tego rodzaju „ofensywa” internetowa odsłania intencje Kijowa i mobilizuje oraz jednoczy Polaków, co już można zaobserwować w polemikach w sieci.
‼️#aferakregoslupowa Spółka Spine od 2022 roku nie opublikowała ANI JEDNEGO sprawozdania finansowego!
To nie przeszkodziło publicznym szpitalom podpisywać z nimi umów i współpracować.
➡️Zabiegi które wykonywali trwały nawet 3 minuty! ➡️Pacjenci zjeżdżali do Mogilna, Miastka i innych szpitali powiatowych z całej Polski
➡️Dokumentacja medyczna większości pacjentów wygląda tak samo. Nawet w dokumentacji mężczyzn znajduje się powtarzająca adnotacja "pacjentka"
Nikt nic latami nie wyłapał...
Prezes spółki pytany o sprawozdania zbył mnie śmiechem!
‼️DAJCIE RT to są pieniądze NAS WSZYSTKICH!
Nawet 26 tysięcy w godzinę (od 100 do ponad 300 tysięcy w jeden dzień!) zarabiali lekarze ze spółki Spine, która wykonywała zabiegi w maleńkich szpitalach powiatowych
➡️Lekarze (spółka Spine) dostawali 65%(!!!!) wyceny świadczenia
➡️Zdaniem @NFZ_GOV_PL i Konsultanta Wojewódzkiego wykonywali jeden zabieg ale sprawozdawali 4-krotnie droższą procedurę!
➡️Dokumentacja większości pacjentów jest identyczna!
➡️Lekarze w 4 godziny zarabiali ponad 100 tysięcy złotych!
➡️Spółka Spine nigdy nie opublikowała swojego sprawozdania finansowego więc trudno określić skalę potencjalnych nieprawidłowości
➡️szpital w Mogilnie nie ma na wypłaty, bo w związku z zabiegami komornik zabezpieczył im część kontraktu
➡️Dostali 2,6 mln kary od NFZ
➡️Trwa kilka śledztw, szpital w Miastku może mieć jeszcze większe problemy, bo skala zabiegów była 4-krotnie wyższa
Zapewniam Was: to dopiero początek!!! Sprawa jest o wiele poważniejsza
@wirtualnapolska@CBAgovPL@PK_GOV_PL@NaczelnaL
⁉️ Co to ma być panie Tusk? Może czas się zabrać za naprawianie patologii ochrony zdrowia?
❌ 26 tys za godzinę. 300 tys dziennie. Tyle zarabiali lekarze w powiatowych szpitalach w Mogilnie i Miastku.
❌ Dostawali 65 proc kontraktu z NFZ ⚠️‼️
❌ Fikcyjne zabiegi, fikcyjna dokumentacja, prawdziwa kasa
❌ Gdzie był @NFZ_GOV_PL? Gdzie były służby i prokuratura?
❌ Jakim cudem przy powszechnej cyfryzacji ochrony zdrowia takie przekręty są możliwe?
❌ To jest kompromitacja @MZ_GOV_PL
❌ Znowu robotę za państwo wykonują dziennikarze. Tym razem @jan_czura
https://t.co/XxUdkyG4j4