Nie mają co wyjaśniać, bo ich ból jest większy niż NASZ!
W 2022 roku radny i lekarz z Zielonej Góry Robert G. zarobił 1,67 mln zł!
PiS wtedy miał to głęboko w dudzie.
Dla prezesa pacjenta NN zamknięto pół oddziału gdy operowano kolano, a potem ordynator osobiście przywiózł mu kule.
Mąż Witek leżał na OIOM-ie przez dwa lata, podczas gdy zwykli ludzie umierali w kolejkach, bo „nie ma miejsc”.
A teraz ci sami ludzie nagle robią z siebie strażników moralności.💁♀️Tak wygląda ELITA z PiS😡
Ciekawe, co by się działo, gdyby to np. @czuchnowskiw powiedział, że jakąś polityczkę obecnej opozycji trzeba nagą przywiązać do słupa.
Jabłońskiemu i Foglowi by spuchły palce od stukania w klawiaturę pełnych oburzenia tweetów
Morawiecki z Boguckim kręcąc rolki zajechaliby swoje iphony
Republika by wstawiała kod QR na cały ekran, by zarobić
A dyżurni symetryści nocowaliby w studio
Ale że do słupa nago wiązać chciał Stanowski to nie ma sprawy
Można się rozejść
@AIHumorGPT@BozenaWostal Dziękujemy 🙂 Mimo wszystko polecam przeczytanie całego pisma. Argumenty pana sędziego "prosto w szczepionkę". Napisane trafnie, merytorycznie, z klasą i tak, żeby każdy zrozumiał. Przyjemnie się czyta. Może pan Karol też się skusi i zagłębi w treść...
Panie @NawrockiKn zgłaszam że jak Pan będzie zamierzał wykonywać obowiązki WOBEC mnie - proszę się odpowiednio wcześnie zapowiedzieć z wizytą.
Jednocześnie zaprzeczam, że do tej pory świadczył Pan jakiekolwiek obowiązki WOBEC mnie - nigdy Pana nie było w moim bezpośrednim otoczeniu
Po lekturze Pana wniosku do TK proszę też wyjaśnić mi czym się różnią zwroty "osobiście WOBEC" i WOBEC" - nie ukrywam wobec Pana interpretacji wobec - to osobiście wobec jest jakby masłem maślanym.
Może dla wzmocnienia przekazu warto użyć "osobiście wobec obecności personalnej" - wtedy sygnał przekazu na pewno trafi na odpowiedni grunt.
A i jeszcze uwaga. Gdyby Pan stawił się aby wykonywać osobiście wobec mnie obowiązki to proszę się upewnić że nie ma nikogo w pobliżu bo wtedy te obowiązki ktoś może uznać za niebyłe albo co gorsze dla Pana uzna, że zrzeka się Pan urzędu... czego i sobie i Panu dla dobra Polski osobiście i wobec Pana życzę
Konstytucjonalista prof.Marek Chmaj nie pozostawia suchej nitki na argumentacji Nawrockiego,którą zawarł w piśmie do Trybunału Konstytucyjnego ‼️
-"Pismo skierowane do TK to kompletny absurd.🤦♀️ Nawrocki wnosi o ustalenie, "czy kompetencja prezydenta związana z odebraniem ślubowania osobiście od osoby wybranej przez Sejm na stanowisko sędziego TK (…) ma charakter wyłączny".🫣
Pytanie jest wadliwie sformułowane.👍 Równie dobrze moglibyśmy pytać, czy człowiek, stając się słoniem, powinien mieć trąbę długą czy krótką albo uszy wachlujące.
Rzecz w tym, że prezydent ślubowania nie odbiera, ani nie odmawia odebrania "‼️🤦♀️— komentuje prawnik.
Gdyby prezydent tego dokonywał, musiałby wydawać akt urzędowy. Tymczasem ustawa mówi jedynie o złożeniu ślubowania wobec prezydenta — nie musi on reagować w żaden sposób: ani przyjmować, ani odbierać‼️
-"W tym pytaniu jest podwójne zakłamanie i na takiej wydumanej podstawie prezydent chce wyciągać wnioski ustrojowe. To kompletna groteska" — podsumowuje‼️👍👏
Tu wszystko trwa chwilę.
Temat, oburzenie, współczucie — jeden dzień i koniec. Tematy przesuwają się szybko, ale są takie, które nie chcą się przesunąć.
Długo zbierałam się, żeby do tego wrócić.
Bo dotyczy mnie osobiście. Bo mam obcięte zasięgi i nie wiem czy do was dotrze. Bo może lepiej było udawać, że temat przeminął razem z resztą.
Nie przeminął.
Więc najpierw była Ola.
Miała 6 lat i urodziła się z FAS (zespół wad wrodzonych fizycznych i intelektualnych spowodowany piciem wódy przez kobietę w ciąży).
Ola nie mówiła, prawie nie widziała, śliniła się.
Jej mamie ograniczono prawa rodzicielskie, więc dziewczynka zamieszkała z babcią.
Babcia codziennie zaprowadzała Olę do pewnego ośrodka w którym przebywali dorośli niepełnosprawni oraz kilkoro podobnych jej dzieci.
Nie pamiętam, czy kadry było wystarczająco dużo.
Pamiętam, że wszyscy byli mili.
Ośrodek wyposażony naprawdę świetnie… ale to nie ma znaczenia.
Bardzo brakowało wtedy rodzin zastępczych, a tych specjalistycznych nie było wcale. Babcia Oli, schorowana kobieta, nie dawała rady z jej wychowaniem.
Zadzwoniono do nas z pytaniem, czy chcielibyśmy Olę poznać. Odwiedzić. A może nawet…
Pojechaliśmy.
Ola siedziała w kącie.
Obok był chłopiec na wózku. Próbowała się z nim bawić. Nie reagował.
Miała włosy obcięte byle jak, przy samej skórze. Sterczały w kępkach, nierówno.
Na nosie grube okulary.
Kiedy na nas spojrzała, zmrużyła oczy tak bardzo, że prawie zniknęły.
Popatrzyłam na nią i wiedziałam, że nie dam rady.
To nie był brak uczuć.
Po prostu było ich za dużo.
Mieliśmy już inne dzieci pod opieką i wiedziałam, gdzie jest granica.
Byłam poza nią.
I tu na scenę wchodzi moja przyjaciółka — Magda.
Magda miała wtedy 40 lat i mieszkała sobie wygodnie z mężem i całą ferajną zwierząt. Nie mieli dzieci. Tak wyszło. Nie planowali już, przyzwyczaili się.
Magda to taki typ, wiecie… ogarnia wszystko. Postawna kobieta, pyskata, nie da sobie w kaszę dmuchać. Wszystkich karmi. Ratuje nawet muchy z pajęczyn 🤭
Pojechaliśmy na kawę. Nic nie planowałam. Myślami byłam przy Oli.
Pamiętam, że Magda gotowała wtedy zupę. Stała w fartuchu przy kuchence — jedną ręką mieszała w garze, drugą odganiała gołębia, bo dwa dni temu znalazła w parku z połamaną nogą i właśnie zaglądał jej do gara (odważny😂)
Usiadłam i opowiadam o Oli.
Nie, nie ze łzami w oczach. Byłam wściekła.
Magda miesza w tym garze, miesza…
Odwraca się i mówi:
— To kto, kurwa, będzie kochał tę dziewczynkę?
Jeszcze tego samego dnia Magda i Ola poznały się.
Na widok Magdy Ola… uśmiechnęła się.
Boże, jaka była szczerbata! 🥰
Od niemal 20 lat Magda jest mamą Oli…
I teraz to co chciałam wam przekazać.
Najważniejsze.
Okazało się, że Ola nie była tak głęboko upośledzona jak wynikało z jej dokumentacji i zachowania.
W miejscu, które od dwudziestu lat jest jej domem, nauczyła się mówić.
Pyskować jeszcze szybciej.
Widzieć też zaczęła — miała po prostu źle dobrane okulary.
Włosy ktoś jej wtedy ściął przy samej skórze, bo miała wszy.
Do dziś nie wiemy kto.
Skończyła szkołę. Specjalną, ale czyta i pisze bez problemu.
Dba o siebie. Na wycieczkach radzi sobie z emocjami lepiej niż niejeden dorosły.
Jest szalenie empatyczna dla zwierząt.
Tu nie chodzi o żaden cud ani szczęście.
To się wzięło z rzeczy prostych i rzadkich naraz.
Ola była wśród dzieci takich jak ona.
Nie w sali pełnej dorosłych, których świat wygląda inaczej.
Nie jako „jedna z wielu do ogarnięcia”.
Ktoś miał dla niej czas. Naprawdę tylko dla niej.
Nie na zmianę pieluchy i podanie obiadu.
Na siedzenie obok, powtarzanie słów. I czekanie, aż złapie.
Na to, żeby mogła być dzieckiem, a nie tylko przypadkiem do opieki.
Dzięki temu ruszyła.
Nie stała w miejscu. Nie była ciągnięta w dół ograniczeniami innych, tylko ciągnięta do przodu swoim tempem.
I to jest właśnie ta różnica, której nie widać w papierach.
Między „zaopiekowana” a naprawdę zobaczona.
Dlatego całym sercem popieram zmiany w pieczy zastępczej.
P.S Imiona zostały zmienione.
Król Karol III, podobnie jak Emanuel Macron Trumpowi się nie kłania ✌️
Kto nie oglądał tej miazgi, podsyłam jak zawsze celne streszczenie wg Piotrka K.🫶
Warto ‼️‼️✌️
"To była zimna lekcja historii podana wprost, bez owijania. Karol III wszedł do Kongresu i zamiast uśmiechów rzucił trzy zdania, które zabolały tam, gdzie miały zaboleć.
Najpierw przypomniał coś, o czym część amerykańskiej sceny politycznej woli dziś nie pamiętać. „NATO powołało się na Artykuł 5 po raz pierwszy po 11 września. Wtedy wszyscy sojusznicy stanęli w obronie USA”. Bez patosu, bez podnoszenia głosu. Fakty. To był cios w narrację Donalda Trumpa i jego środowiska, które od lat sprzedaje wyborcom bajkę o Europie jako pasożycie. Nie, to nie była jednostronna relacja. Gdy Nowy Jork płonął, Europa nie liczyła kosztów. Stanęła obok.
Drugi fragment był jeszcze mocniejszy, bo dotyczył teraźniejszości. „Ta sama nieustępliwa determinacja, co po 11 września, jest dziś potrzebna, by bronić Ukrainy i jej odważnych ludzi”. Tu już nie było miejsca na interpretacje. To bezpośrednie wezwanie. Do Kongresu. Do tych, którzy blokują pomoc. Do polityków pokroju Mike’a Johnsona czy samego Trumpa, który gra Ukrainą jak kartą przetargową. Król nie użył nazwisk, ale wszyscy na sali wiedzieli, do kogo mówi.
I wreszcie trzeci moment, najbardziej kąśliwy. „Niedawno powiedział Pan, Panie Prezydencie, że gdyby nie Stany Zjednoczone, kraje europejskie mówiłyby po niemiecku. Czy mogę pozwolić sobie stwierdzić, że gdyby nie my, mówiłby Pan po francusku?” Trudno o bardziej elegancką ripostę. I trudniej o bardziej celne przypomnienie, że historia II wojny to nie jest jednoosobowy spektakl z Ameryką w roli wybawcy świata. Był Churchill. Była Wielka Brytania, która stała samotnie w 1940 roku. Była też pomoc zanim USA na dobre weszły do wojny.
To wystąpienie ustawia proporcje. Przypomina, że sojusze działają w dwie strony. Że NATO to nie bankomat, z którego się wypłaca polityczne punkty. I że pamięć bywa wybiórcza, zwłaszcza gdy wygodnie ją naginać pod kampanię. Karol III nie musiał podnosić głosu. Wystarczyło kilka zdań i dobrze dobrane fakty. A to boli najbardziej, bo z faktami trudno się kłócić, nawet jeśli nazywasz się Donald Trump"
To jest to, o czym niedawno pisałem.
U niektórych ludzi polityka uwypukla najgorsze ich cechy.
Facet sugeruje odpowiedzialność KO za sprawę, którą wszyscy znamy i analizowaliśmy.
Zondacrypto współfinansowała prawicowy CPAC w Jasionce, gdzie bawili Duda, Morawiecki, Błaszczak, Czarnek, Nawrocki, Obajtek, Kowalski.
Właściciel giełdy wspierał finansowo fundację związaną ze Zbigniewem Ziobro.
Rząd Tuska dwukrotnie przyjmował ustawę umożliwiającą zwiększenie kontroli nad giełdami kryptowalut i dwukrotnie wetował ją Nawrocki.
Twierdzić, że ktokolwiek z obecnej koalicji ponosi winę za to, co się stało z Zondą, to trzeba być kompletnym idiotą, lub obrzydliwym cynikiem i kłamcą.
Bochenek oczywiście nie jest idiotą.
No i teraz wyobraźcie sobie, że taki pogląd, jak wyraził Bochenek, pada w przestrzeni innej niż polityka.
Na uczelni, albo w gronie znajomych, etc.
Spotykają się ludzie, którzy się znają i ktoś mówi taką totalną bzdurę, o której każdy wie, że to nieprawda. Każdy normalny człowiek roześmiałby się mu w twarz i powiedział "no kuźwa, debil jesteś"
I taki gość byłby skończony. W towarzystwie, czy na uczelni.
A w polityce nic się nie dzieje takiego. Bochenek może napisać każda bzdurę, ileś tysięcy osób to zobaczy, kilkaset polajkuje, niektórzy mu napiszą, że debil i nic kompletnie z tego nie wynika.
Jego polityczna kariera nie zostanie zachwiana.
Niesamowite, jakie bagno.
Lekcja dobrych manier w cieniu „gorszego sortu”
W polskiej polityce sezon na metamorfozy uważa się za otwarty. Najnowsze doniesienia z obozu prezesa Jarosława Kaczyńskiego przynoszą refleksję niemalże estetyczną: oto lider, który przez niemal dekadę z chirurgiczną precyzją dzielił wspólnotę narodową na „sorty” i „strefy wolne od myślenia”, dziś staje przed nami jako zaniepokojony strażnik standardów. Postulat „eliminacji” z klasy politycznej osób nieodpowiadających nowym wytycznym kultury wypowiedzi brzmi w jego ustach nie tylko obertasowo, ale wręcz – zachowując należytą elegancję – humorystycznie.
Trudno nie docenić logiki tego zwrotu, choć jest to logika rodem z teatru absurdu. Po ośmiu latach budowania politycznego kapitału na języku wykluczenia, po retoryce o „zdradzieckich mordach” i „elementach animalnych”, nagła troska o czystość debaty publicznej przypomina próbę reformowania savoir-vivre’u przez kogoś, kto właśnie skończył demolować salon sąsiada. To fascynujący proces: najpierw zdefiniować przeciwnika jako istotę gorszego gatunku, a gdy ten zaczyna odpowiadać tym samym językiem, z wyżyn rzekomego autorytetu ogłosić potrzebę „oczyszczenia szeregów” z braku kultury.
Można by rzec, że prezes zagalopował się w swojej roli demiurga. Próba narzucenia kagańca na język polityczny w momencie, gdy samemu podlało się fundamenty pod obecną brutalizację życia publicznego, jest aktem najwyższej klasy hipokryzji. To elegancja podszyta amnezją. Zapomina się bowiem, że słowa mają swoją pamięć i swój ciężar. Nie da się jednym wystąpieniem zmazać lat systematycznego lżenia zwolenników demokracji, by nagle, z miną zatroskanego pedagoga, punktować cudze potknięcia werbalne.
Jeśli faktycznie ma nastąpić „eliminacja” tych, którzy zatruli polską debatę jadem i pogardą, lista powinna być układana chronologicznie, a nie według aktualnego zapotrzebowania partyjnego. Obawiam się jednak, że w tej nowej, „kulturalnej” rzeczywistości, lustro pozostanie przedmiotem starannie ukrytym w głębi szafy na Nowogrodzkiej. Bo gdyby prezes w nie spojrzał, musiałby przyznać, że proces naprawy standardów należałoby zacząć od najbardziej oczywistego autokrytycyzmu. Na to jednak, przy całej miłości do logiki, liczyć raczej nie możemy.
#InstytutPrawdy #SnaW
WYWIAD NAWROCKIEGO W KZ TO WIZERUNKOWA KATASTROFA 👇
I to dla wszystkich stron biorących w tym udział. Nawrocki udowodnił, że kompletnie nie spełnia nadziei, które prawica w nim pokładała i to nie jest żaden niebezpieczny lider, tylko bardzo słaby, zagubiony pionek na zbyt wielkiej szachownicy.
KATASTROFA NAWROCKIEGO:
– Nie umiał wytłumaczyć weta w sprawie krypto.
Twierdził, że rząd za długo nic nie robił, ale potem zawetował ustawę, co jest sprzeczne samo w sobie. Potem powiedział, że ta ustawa nic by nie dała. Więc dlaczego uważał, że za długo jej nie było? Potem twierdził, że nie znał informacji ze służb przed pierwszym wetem. Dlaczego więc zawetował drugi raz?
– Poległ przy kwestii TK
W zasadzie sam przyznał, że nie ma prawa nie przyjąć przysięgi, ale zrobił to i tak. Ten wywiad jest gotowym materiałem dla sądu, bo on słowo w słowo przyznaje, że „wybierał” sędziów, którzy jego zdaniem są godni urzędu, a nie miał do tego prawa. W pewnym momencie powiedział „nie mam takich uprawnień” a w następnym zdaniu „ja nic takiego nie powiedziałem”. To jest dramatyczna utrata kontroli nad narracją.
- Poległ w kwestii SAFE
Znowu było bredzenie o suwerenności, ale teraz zmienił się kontekst, bo nie było już mowy o pieniądzach z NBP, bo ich po prostu nie ma. Wrażenie jakie zostaje to: SAFE to brak suwerenności, a brak uzbrojenia na wojnie to suwerenność. Ta argumentacja kompletnie się rozleciała.
- Nominacje w służbach
Przez wiele miesięcy nie podpisywał awansów blisko 100 osób. Teraz nagle zmienia zdanie. Ale nic przecież się nie zmieniło! Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego więc wtedy blokował a teraz nie. Wychodzi na to, że faktycznie grał bezpieczeństwem polski dla krótkotrwałego uzysku politycznego. Mało tego: przegrał, skoro się wycofuje.
– Wsparcie Orbana w wyborach
Udawał, że to nie było wsparcie polityczne, tylko wycieczka. Tym samym pokazał, że nie rozumie swojego urzędu i konsekwencji swoich decyzji.
– Nominacje ambasadorskie
Blokował je miesiącami, ale teraz zmienia zdanie i podpisze. Ale przecież nic się nie zmieniło. Sikorski nie poszedł na żadne ustępstwa. Ambasadorzy są w większości dokładnie ci co byli. W ten sposób potwierdza wcześniejsze zarzuty, że robił to wyłącznie po to, by utrudnić rządzenie K15X, czyli w sytuacji zagrożenia ze strony Rosji, robi nieodpowiedzialną politykę na bezpieczeństwie i racji stanu.
– Koszmarna kompromitacja ze snusem
O tym wszyscy już mówią, więc powiem tylko, że to miało być śmieszne i luzackie, a wyszło tragicznie. Media na świecie o tym mówią, a elektorat Nawrockiego jest wściekły na Mazurka, że to zrobił.
- Podobno Nawrocki nie ma zamiaru wracać na kolejne wywiady.
Coraz bardziej „wszystkie sklepy ma poobrażane”.
KATASTROFA DLA KANAŁU ZERO
– Zamiast „pomóc” idolowi prawicy, wystawili go na sytuację, w której sam się pogrąża.
– Z jednej strony brak dociśnięcia, z drugiej brak kontroli nad rozmową.
– Wyszło miałko i serwilistycznie.
- Wpadka ze snusem ustawia Mazurka jako głupawego śmieszka i lokaja.
KATASTROFA DLA WYBORCÓW NAWROCKIEGO:
– Nie dostali „mocnego występu”, tylko tłumaczenia, luki w logice i uniki.
– Zamiast wzmocnienia wizerunku, tylko więcej wątpliwości czy on i jego zaplecze w ogóle wiedzą co robią.
- Są wściekli na Mazurka za głupkowate żarty i akcję ze snusem, po której Nawrocki wypadł na ciężkiego ćpuna.
- Jednocześnie są wściekli na Nawrockiego, że niby bierze 150 na klatę, ale nie potrafi pojechać dwóm frajerom w dyskusji. Oczekiwali twardziela, który ich zaora a dostali miękką faję.
#Nawrocki #stanowski #mazurek #kanałzero #kompromitacja
Administracja Prezydenta Trumpa, po cichu, w piątek wieczorem - wbrew wcześniejszym zapewnieniom że tak się nie stanie - przedłuża okres zniesienia sankcji na rosyjską ropę.
Premier postawił sprawę jasno w mediach: albo trzymacie się umowy i głosujecie przeciwko wnioskowi opozycji, albo idziemy w stronę rozstania. To nie „ultimatum przemocy”, tylko normalna reakcja szefa rządu na brak lojalności.
A pani, zamiast załatwić sprawę wewnątrz koalicji, wychodzi publicznie z tekstem, w którym to robi z siebie ofiarę, a reszta „łamie umowę”, „używa języka ultimatum” i „buduje koalicję na przemocy”.
To właśnie jest łamanie umowy i eskalacja. To właśnie jest bezczelność.
Koalicja nie jest miejscem, w którym można bez konsekwencji grozić głosowaniem razem z opozycją, a potem płakać w mediach, że ktoś zareagował twardo. Polska 2050 od miesięcy testuje granice cierpliwości reszty koalicji – i teraz dziwi się, że ktoś w końcu powiedział „dość”.
A na deser ta ironia losu: partia, która w sondażach ledwo zipie na poziomie 0,7%, poucza resztę koalicji o „wzajemnym szacunku” i „drodze do katastrofy”. Naprawdę? Z takim poparciem to raczej Wy powinniście cicho siedzieć w kącie i dziękować, że jeszcze ktoś Was toleruje przy stole, zamiast dramatyzować jak gwiazda serialu, której nikt już nie ogląda.
Zamiast kolejnych publicznych moralizatorskich wpisów i pozy ofiary, zróbcie porządek we własnym domu. Albo trzymajcie się uzgodnień, albo otwarcie idźcie do opozycji. Teatrzyk z „drogą do katastrofy” zostawcie sobie na wieczorne rozmowy w kuluarach.
Polscy wyborcy nie potrzebują kolejnego odcinka serialu o tym, kto komu pokazał język. Potrzebują rządu, który pracuje, a nie dramatyzuje.
#InstytutPrawdy
Gorzka prawda szczególnie w sytuacji upadku Ameryki, którą rządzi niebezpieczny człowiek.
" @sikorskiradek wprost. Memorandum budapesztańskie to dziś nie dokument. To ostrzeżenie. W 1994 roku Ukraina oddała broń, która mogła ją realnie chronić. Nie dlatego, że była naiwna. Dlatego, że dostała gwarancje od największych graczy świata. Rosja, USA. Podpisy, uściski dłoni, wielkie słowa o bezpieczeństwie i nienaruszalności granic.
Minęło kilka lat i papier przestał mieć znaczenie. Rosja zrobiła z tych gwarancji żart. Najpierw Krym, potem Donbas, a dziś pełnoskalowa wojna. Rakiety lecą w bloki, w szkoły, w elektrociepłownie. Giną cywile. Giną dzieci. I nie ma tu żadnej filozofii ani „drugiej strony medalu”. To jest zwykła, brutalna agresja państwa, które złamało każde możliwe zobowiązanie. Ale problem jest szerszy. Bo to memorandum pokazuje też coś jeszcze. Że w świecie wielkiej polityki gwarancje bez realnej siły są warte tyle, co nic. USA i Wielka Brytania miały być filarem bezpieczeństwa Ukrainy. Tymczasem przez lata oglądaliśmy wahanie, kalkulacje, opóźnienia. Pomoc przychodziła za późno albo w zbyt małej skali. W polityce nie wystarczy „nie atakować”. Trzeba jeszcze skutecznie powstrzymać tego, kto atakuje.
I w tym sensie Ukraina została sama z konsekwencjami cudzych obietnic. Dlatego opowieści o „dobrym Rosjaninie”, który niby nie ma z tym nic wspólnego, brzmią dziś jak ponury żart. Państwo rosyjskie nie działa w próżni. Ta wojna nie spadła z kosmosu. To efekt systemu, który od lat jest karmiony propagandą, imperialnym resentymentem i zgodą na przemoc. Idealizowanie tego to albo skrajna naiwność, albo świadome mydlenie oczu.
I tu dochodzimy do Polski. Bo jeśli ktoś dziś próbuje relatywizować Rosję, rozmywać odpowiedzialność albo opowiadać bajki o „słowiańskiej duszy”, to działa dokładnie wbrew naszemu interesowi. Polska nie ma luksusu na takie fantazje. My jesteśmy obok. My pamiętamy, jak kończą się „gwarancje”, które nie mają pokrycia. Dlatego kierunek, w którym idzie dziś polska dyplomacja, nie jest żadną fanaberią. To jest próba odwrócenia logiki, w której wszystko stoi na głowie. Wzmocnienie pozycji w UE, twarde stanowisko wobec Rosji, nacisk na realne bezpieczeństwo, a nie papierowe deklaracje.
Bo lekcja z 1994 roku jest prosta.
Jeśli nie masz siły, ktoś w końcu sprawdzi, ile warte są podpisy pod twoim bezpieczeństwem."
Piotrek K.
Jeżeli prezydent tego nie rozumie to mentalnie nie dorósł do sprawowania objętej funkcji.
#ProfEwaŁętowska
Złożenie ślubowania jest obowiązkiem sędziego, który został wybrany przez Sejm. Prezydent powinien być przy tym obecny, ale zgadzam się ze stanowiskiem, że nie pełni on przy tym żadnej czynnej roli, więc to nie jest żaden akt prezydenta, tylko uroczysta ceremonia. Pan prezydent nie chce asystować przy ślubowaniu czwórki sędziów. Jego sprawa. Tylko że wybrani sędziowie nie mają w takiej sytuacji gdzie spełnić swojego obowiązku ślubowania.
(…) Odmowa przez prezydenta udziału w czymś, co ma zapewnić funkcjonowanie konstytucyjnego organu, jakim jest Trybunał Konstytucyjny, to uniemożliwienie wykonania ustawy, która z kolei warunkuje objęcie urzędu przez wybranego sędziego. To jest najgrubsze złamanie prawa, jakie zdarzyło się w czasie kadencji tego prezydenta.
Prof. Ewa Łętowska
Źródło: Wp
Fot. Maciej Zienkiewicz