Beware the empathy exploit.
Empathy is good and right when thought through (deep), but can be deadly to civilization when simply stimulus-response (shallow).
For example, releasing a repeat violent offender may feel good at first (shallow empathy for the criminal), but it is wrong to do so when that person will go on to hurt or murder innocent victims, as there should be deep empathy for future victims.
I say again: AI is the death of art. Why hire artists when you can generate "assets" on command? Why even have players? Why not put the controller down and have Alexa play the game for you?
Seventy dollars, please 💸
Miliony stron dokumentów Epsteina wskazują na istnienie „globalnego przedsięwzięcia kryminalnego” i zbrodni przeciwko ludzkości - @Reuters
Seksualne niewolnictwo, handel ludźmi, tortury, pedofilia, satanizm - wpływowi i bogaci ludzie zaangażowani w ten proceder
"Pandemie" jako projekty biznesowo-polityczne
Przejmowanie nauki w celu promocji ideologii
A wy wierzcie dalej w to, że człowiek ma istotny wpływ na klimat, tłuszcz zwierzęcy jest szkodliwy a szczepionki nie mają żadnego związku z autyzmem
Fakty na temat #WHO, o których prawdopodobnie nie wiesz
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) forsuje traktat antypandemiczny próbując w ten sposób przejąć istotną części suwerenności państw członkowskich
Dlaczego należy temu zapobiec?
Zapraszam do 🧵
1/
🔥 🚨 ZUCKERBERG: „Kiedy administracja Bidena próbowała wprowadzić szczepionki, starali się cenzurować każdego, kto próbował się temu sprzeciwić. Naciskali na nas BARDZO mocno, aby usuwać treści, które, szczerze mówiąc, były prawdziwe. Twierdzili, że wszystko, co mówi o skutkach ubocznych szczepionek, musi zostać usunięte. Powiedziałem, że jasno nie zamierzamy tego robić.”
ROGAN: „Kto to był?”
ZUCKERBERG: „To byli ludzie z administracji Bidena.”
Świat (nie) płonie - o tym, jak Niemcy straszą własne dzieci
Wersja krótka:
Niemieckie dzieci uczą się, że świat zbliża się ku końcowi; podręczniki za Odrą straszą dzieci pożarami lasów i powodziami, podając błędne dane i pomijając odkrycia naukowe; klimatyczne apki pokazują najmłodszym, że ci stoją w środku palącego się lasu, by napędzać strach; niektóre z informacji wciskanych uczniom pochodzą NIE z naukowych artykułów, a od firm ubezpieczeniowych; inne treści demonizują energię atomową, manipulują historiami z biednych krajów, albo robią reklamę elektrykom
Wersja pełna:
Eko aktywiści straszą niemieckie dzieci katastrofą klimatyczną, podając informacje sprzeczne z nauką. Cel zdaje się być jeden: panika. Teraz niemiecki BILD wziął się za analizę klimatycznej ideologii, która wciskana jest dzieciom przez aktywistów skrajnej lewicy.
Treści histeryczne, które manipulować mają emocjami najmłodszych, są i w podręcznikach szkolnych, i w materiałach propagowanych przez klimatystów. Na przykład w filmie promocyjnym Fridays for Future (ruch Grety Thunberg) widzimy dziecko, które płacze, gdy ojciec kładzie je spać. Dziewczynka boi się, bo w szafie jest niby potwór. Ojciec uspokaja córeczkę, że nic takiego nie istnieje. Jednak gdy tylko światło zostaje wyłączone, potwór wychodzi z szafy.
„Potwór jest prawdziwy. Nie zostawiaj swojego dziecka samego ze zmianami klimatycznymi” - twierdzi tekst na końcu reklamy, a nowe, międzynarodowe badania pokazują, że wiele dzieci i młodzieży cierpi z powodu „lęku klimatycznego”. Powstał nawet zawód „psychologa od klimatu”, który ma pomagać w radzeniu sobie z klimatycznymi lękami. Media, oczywiście, tylko dokładają tutaj do pieca.
Poza mediami, dzieci straszone są też w szkołach przy pomocy aplikacji służących do „doświadczania zmian klimatu z bliska w klasie”. Aplikacje pokazują np. symulacje 3D, tak, żeby uczniowie mieli wrażenie, że są w środku płonącego lasu. Dziecko ma poczuć strach i przekonać się, że cały świat zmierza w jednym kierunku, w kierunku katastrofy.
Przedstawiane obrazy są nie tylko czysto alarmistyczne – wiele z nich opiera się o wątpliwe dane naukowe. Dzieciom pokazuje się więc wykresy temperatur sprzed 12 tys. lat, choć według wielu paleoklimatologów nie da się co do ułamka stopnia określić z pewnością, jak klimat zmieniał się w tak odległej przeszłości.
Niektóre z niemieckich podręczników szkolnych podają wprost błędne dane. I tak uczniowie dowiadują się, że w 2018 r. więcej obszarów w Niemczech zostało dotkniętych pożarami lasów niż kiedykolwiek wcześniej. Oficjalne statystyki Federalnej Agencji Środowiska sięgają jednak jedynie 1991 r., a 2018 r. nie był od tego czasu rekordzistą pod względem powierzchni spalonej w Niemczech. Oficjalne dane nie wskazują również tendencji rosnących, choć takie wrażenie mogą wynieść z książki uczniowie.
Inne teksty, które czytają najmłodsi, sugerują, że przyjęte przez międzynarodowe organizacje cele obniżania globalnych temperatur są związane chyba z jakimś końcem świata. Jeżeli po części arbitralne granice zostaną przekroczone, to nie będzie – jak się zdaje – żadnego ratunku dla Ziemi.
Jedną z takich politycznie promowanych granic jest wzrost globalnych temperatur o 2'C. Zatrzymanie wzrostu temperatur poniżej dwóch stopni zostało nawet przyjęte przez ONZ jako jeden z celów Porozumienia Paryskiego w 2015. Głównym założeniem było tu ograniczenie ocieplenia do poziomów przedindustrialnych.
Ocieplenie o 2 stopnie spowodowałoby natomiast, że niektóre warunki pogodowe wykraczałyby poza mierzone dotąd skale – w razie przekroczenia tego progu świat się jednak nie skończy, jak chętnie sugerują aktywiści klimatyczni, strasząc dzieci.
Ludzkość ma bowiem zdolność adaptacji do zmieniających się warunków klimatycznych przez technologię, urbanistykę i rolnictwo. Alarmizm często pomija te aspekty, przedstawiając sprawę zero-jedynkowo. Natomiast nawet, jeżeli globalne ocieplenie przekroczy 2'C, to ludzkość będzie miała wiele lat, by dopasować się do tych zmian.
Kiedy jednak niemieckie podręczniki nie zakrzywiają politycznie motywowanych granic, to wymyślają bajkowe scenariusze. W jednym z podręczników fikcyjny operator elektrowni wiatrowych mówi więc:
„Moja farma wiatrowa na Morzu Północnym ma 30 turbin, które niemal bez przerwy produkują energię elektryczną dla mieszkańców Niemiec”. Niemal bez przerwy? Turbiny wiatrowe na morzu dostarczają przecież energię elektryczną przez co najwyżej połowę czasu pracy!
OZE z wiatru nie są też w stanie zapewnić Niemcom niezależności energetycznej. Mimo wielu dekad inwestowania w wiatraki, w 2024 roku Niemcy generowały jedynie około 32% swojego prądu z elektrowni wiatrowych. Energia ta jest, oczywiście, trudna do „magazynowania”, może powodować przerwy w dostawach prądu, a same wiatraki niszczą krajobraz i psują się po kilku latach. Dlatego Niemcy chciały niedawno używać Polski jako rynku zbytu na własne turbiny, które po upływie kilkuletniej gwarancji stają się dość szybko śmieciami – ich naprawa i złomowanie to koszmar.
Niemieckie dzieci indoktrynowane są jednak koniecznością transformacji energetycznej z wielu źródeł. BILD analizuje więc, na przykład, książkę, która ma podobno zamienić „ciekawskie dzieci w wieku od 8 lat w prawdziwych ekspertów” od klimatu. I rzeczona książka w dość ciekawy sposób promuje samochody elektryczne:
„Taki samochód nie emituje żadnych gazów cieplarnianych” - uczą się dzieci. Przyszli „eksperci” nie dowiadują się jednak, że elektryk jak najbardziej jest współodpowiedzialny za emisję CO2, bo przecież jakoś trzeba go naładować. Jeśli prąd w ładowarce pochodzi z elektrowni węglowych, to elektryki wcale bezemisyjne nie są. Gazy cieplarniane wytwarza też sama produkcja samochodu elektrycznego. Proces składania baterii do takich aut jest energochłonny, wymaga przetwarzania surowców takich jak lit, kobalt i nikiel, a pod koniec „życia” elektryka te baterie trzeba jakoś składować.
Ta sama książka dla dzieci, która promuje elektryki, zachwala też piece opalane drewnem jako neutralne dla klimatu. Niemieckie władze ostrzegają jednak: ogrzewanie drewnem nie jest neutralne klimatycznie. W przeliczeniu na jednostkę wyprodukowanego ciepła, emisja CO2 z pieców opalanych drewnem jest nawet wyższa niż w przypadku węgla i gazu.
Niemieckie dzieci, oprócz rzekomego końca świata, są też straszone atomem:
„Promieniowanie radioaktywne jest niebezpieczne. Ponieważ uran może być również wykorzystywany do produkcji broni jądrowej, ta forma wytwarzania energii jest wysoce kontrowersyjna”
- czytają niemieckie dzieci w swoich książkach.
W ostatnich latach jednak nauka poczyniła ogromne kroki ku temu, by odpady z elektrowni atomowych były mniej i krócej szkodliwe, a ich składowanie – bezpieczniejsze.
Finlandia, na przykład, zakończyła budowę Onkalo, głębokiego geologicznego składowiska odpadów jądrowych, które ma na celu bezpieczne przechowywanie odpadów przez ponad 100 000 lat. Składowisko to znajduje się 450 metrów pod ziemią, redukując niebezpieczeństwo wycieku. Podobne podejście przyjęła Szwecja z projektem SKB w Forsmark, gdzie odpady są umieszczane w miedzianych pojemnikach i otaczane bentonitową gliną – nowoczesną warstwą ochronną.
Obecnie możliwa jest też „transmutacja” odpadów radioaktywnych. Polega ona na przekształcaniu izotopów promieniotwórczych w stabilne izotopy, które nie są już takie niebezpieczne. Transmutacja może zmniejszyć czas, w którym odpady są groźne, z tysięcy lat do setek lub nawet dziesiątek– jest to nowa, obiecująca technologia, wykorzystywana już w kilku krajach.
Same odpady z elektrowni mogą być też recyklingowane – czasem aż 96% materiału może być ponownie wykorzystane, o czym jednak niemieckie dzieci się z propagandowych tekstów antyatomowych się nie dowiedzą.
Niemieckie podręczniki starają się jednak dodatkowo straszyć dzieci topniejącymi lodowcami, których zanik ma prowadzić do... zwiększającej się w ubogich krajach przemocy.
Budowanie histerii lodowcowej bazuje na sprzecznych po części danych, które mają mierzyć ilość lodu na biegunach. W ostatnich bowiem dziesięcioleciach lód morski w Arktyce znacznie się zmniejszył, ale np. w ostatnich 12 latach dane satelitarne pokazują, że lód ten nie topnieje tak szybko, jak przepowiadały niektóre prognozy, a nawet może się powiększać. W przypadku Antarktydy natomiast, lód morski w ostatnich czasach wykazywał tendencję wzrostową, co przeczy twierdzeniom o przyspieszeniu topnienia.
Niemieckie podręczniki alarmują jednak, że jeśli poziom morza podniesie się o 50 cm, 15 milionów ludzi w Bangladeszu będzie musiało się przenieść do innych krajów do 2050 roku. Ląd się kurczy, dochodzi do konfliktów, masowa migracja tylko je wzmacnia. Jednakże, Bangladesz nie tylko nie zmniejszył się, ale nawet powiększył swój obszar od 1990 roku o ok. 2,5 tys. km². Jak to się stało?
Bangladesz leży w delcie rzek Ganges, Brahmaputra i Meghna, które niosą ogromne ilości osadów z Himalajów. Te osady zatrzymują się na wybrzeżach i w delcie, co powoduje naturalne rozszerzanie się lądów. Oprócz procesów naturalnych do zwiększenia się używalnego terytorium kraju przyczynili się też ludzie. Bangladesz zainwestował bowiem w budowę polderów, które są nizinami otoczonymi wałami przeciwpowodziowymi, zaprojektowanymi do kontroli przepływu wód. Poldery te, otaczane wałami i osuszane za pomocą pomp wodnych, oprócz ochrony przed powodziami odzyskują krok po kroku ziemię dla rolnictwa.
Poldery nie są nawet żadną nowością – do użytku trafiły w pierwszej połowie minionego wieku.
Holandia bowiem już w 1932 roku zamknęła zatokę Zuiderzee, oddzielając ją od Morza Północnego. Potem na jej miejscu utworzono jezioro IJsselmeer, a następnie rozpoczęto proces osuszania części tego jeziora, co doprowadziło do powstania całej nowej prowincji, Flevoland. Bangladesz działa obecnie podobnie i podobnie ze zmianami klimatu mogą poradzić sobie inne kraje.
Niemieckie podręczniki dla dzieci jednak niechętnie omawiają takie rozwiązania. Zamiast tego wmawiają uczniom, że już niedługo ludzkość zacznie zużywać więcej zasobów niż Ziemia może ich wyprodukować. Uczniowie klasy 12tej (ok. 18 roku życia) z Niemiec oglądają więc w swoich podręcznikach grafiki twierdzące, że liczba klęsk żywiołowych na całym świecie rośnie równolegle z postępującym ociepleniem. Skąd pochodzą takie grafiki? Od Munich Re, czyli... firmy ubezpieczeniowej znanej z analizowania ryzyk związanych z katastrofami naturalnymi, takimi jak huragany czy trzęsienia ziemi. Firma ubezpieczeniowa jednak, gdy media zapytały ją o źródło danych, nie była w stanie źródła podać. Mimo tego jej informacje podawane są uczniom jako fakty.
Oczywiście, abstrahując od niepewnej grafiki, możliwe jest, że liczba takich wydarzeń, jak upały, zwiększyła się w ostatnich dekadach. Możliwe jednak też, że za zwiększenie się notowanych katastrof odpowiada nowoczesna technika.
Raporty o klęskach żywiołowych były wszak w przeszłości rzadsze. A liczba zarejestrowanych katastrof nieuchronnie rośnie wraz ze wzrostem liczby zgłoszeń. Jeżeli każdy ma smartfona, to każdy może pomóc katastrofę udokumentować – wcześniej tak nie było i zgłaszalność niekoniecznie równa się zawsze realnemu wzrostowi nieszczęść.
Częściowo przyznają to np. raporty ONZ, które wskazują, że liczba katastrof naturalnych wzrosła pięciokrotnie w ciągu ostatnich 50 lat, wspominając jednak, że udoskonalenia w systemach ostrzegania prowadzą do wyższej liczby dokumentowanych wydarzeń. Dokładniejsze notowania katastrof ratują też ludzi: w raporcie Światowej Organizacji Meteorologicznej czytamy na przykład, że dzięki systemom wczesnego ostrzegania liczba spisanych katastrof wzrosła, ale liczba zgonów w ich wyniku zmniejszyła się.
To, czy liczba katastrof naturalnych na świecie rośnie, czy nie, zależy w dużym stopniu od tego, kogo się spyta. Mainstreamowe raporty twierdzą w większości, że takich wydarzeń jest coraz więcej, jednak np. eksperci z Centrum Badań nad Epidemiologią Katastrof (CRED), które gromadzi dane dotyczące huraganów, powodzi, etc., skarżyli się ostatnio, że gdy dane nie pasują to założeń, to tym gorzej dla danych:
„Mówiliśmy na naszych konferencjach prasowych, że nie ma żadnego wzrostu. Otrzymujemy jednak nienawistne wiadomości, ponieważ nasze dane nie pokazują, że liczba katastrof rośnie”. Możliwe więc, że - jak twierdzą badacze (jedna konkretna badaczka) z CREDu, „nikt nie chce dobrych wiadomości”, i że panika klimatyczna wygrywa z nowymi faktami.
Jedyna, słuszna narracja o zmianach klimatu wygrała już z pewnością w niemieckich podręcznikach. Za Odrą dzieci uczą się, że planeta płonie, wszystkiemu winny jest człowiek, i że „zielone łady” są koniecznym kierunkiem, który ludzkość musi obrać.
Dziś zabieram głos jako matka. I mówię stanowcze NIE lewicowej propagandzie i indoktrynacji dzieci❗
Jeśli się ze mną zgadzacie, podajcie dalej ten post! To bardzo ważne, by przeczytali to wszyscy obecni i przyszli rodzice. Czas powiedzieć całej koalicji Tuska i minister edukacji @barbaraanowacka - ręce precz od naszych dzieci!
Co się dzieje? Właśnie za pomocą wprowadzanego przez nią do szkół obowiązkowego przedmiotu pod pozornie niewinną nazwą "edukacji zdrowotnej" wprowadzana jest tak naprawdę lewicowa indoktrynacja naszych dzieci.
Jakie lewicowe pranie mózgu zawiera ten przedmiot?
👉 akceptacja dla wszelkich zboczeń, dewiacji i poglądów sprzecznych z naturą i tradycyjnymi wartościami
👉 dzieci z klas IV-VI mają uczyć się https://t.co/aYAOe5p3ju. na temat masturbacji (w projekcie jako zachowania autoseksualne) jako czegoś wręcz prozdrowotnego
👉 dzieci w klasach VII-VIII uczone mają być na temat ideologii LGBT (w projekcie jako przynależność do grupy osób LGBTQ+), wraz ze zjawiskiem transpłciowości
👉 znajdziemy tam sformułowania lewicowej nowomowy takie jak „ubóstwo menstruacyjne”, „tożsamość płciowa” czy „cispłciowość”
👉 nigdzie nie występuje pojęcie „małżeństwo”, nie ma żadnych zapisów mówiących o odpowiedzialności oraz kształtowaniu dobrych wartości i postaw
👉 odrzucenie płodności - dziecko ukazane jako zagrożenie i problem, aborcja jako „uwarunkowanie dotyczące przerywania ciąży” bez informacji o zagrożeniu dla zdrowia i życia matki i dziecka
Zamiast fakultatywnego wychowania do życia w rodzinie, resort edukacji, pod płaszczykiem zdrowia, wprowadza lewicową propagandę ideologiczną, uderzająca wprost w nasze dzieci. Politykom rządu Tuska, którzy tak często wycierali sobie gęby Konstytucją przypominam, że zgodnie z art. 48 Konstytucji RP rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, a Wy to prawo bezczelnie łamiecie!
Teraz widzimy czarno na białym na czym polega ten rząd - zwalczanie tradycyjnych wartości, uderzanie w model rodziny i tęczowa indoktrynacja dzieci od najmłodszych lat, co doprowadzi do nieodwracalnych strat. I wykorzystują do tego w najbardziej podły i niebezpieczny sposób nasze szkoły.
Najwyższy czas zdać sobie sprawę jak wielkim zagrożeniem są ci ludzie. Dlatego idźmy wspólnie i zatrzymajmy to szaleństwo, ponad wszelkimi podziałami i pod jednym sztandarem - obrony naszych dzieci przed lewicowymi fanatykami! Wara od naszych dzieci! 🇵🇱
Wrzucam jeszcze raz żeby nie umknęło.
Brukselskie targi dzieci dla homoseksulistów.
"Związki partnerskie" doprowadzą do legalizacji handlu ludźmi, przez prawo do adopcji do prawa do nabycia dziecka. Odpowiedzialność za nieszczęście dzieci sprzedanych aberrantom obciąży polityków