Agresywny debil, który zaatakował dziewczynkę w Bielsku-Białej, nie wziął się znikąd. To, co pokrzykiwał do ukraińskiego dziecka, można było usłyszeć wcześniej - w Sejmie. To tam za winy polityków cynicznie atakowano zwykłych ludzi.
Wasze dzieło, @krzysztofbosak@CzarnekP.
“Jeszcze żyją ci, którzy wrócili po Akcji Wisła i oni mówią, że wspomożeni przez uzbrojonych po zęby ewentualnych wojaków wracających po wojnie z Ukrainy, urządzą im nową rzeź. Czyli Polacy się boją.” Do tego zdjęcie mężczyzny z trzymaną oburącz siekierą, kryjącego się za drzewem.
Czy to jakiś komentarz na niszowej prorosyjskiej grupie, być może zresztą autorstwa bota? Nie. To lead artykułu w Tygodniku Solidarność, czyli TySolu.
Kilka dni temu opisywałem jak na łamach Do Rzeczy do resetu z Rosją nawołuje facet na wiele sposobów z nią powiązany, współpracujący z innymi prorusami i agentami wpływu, a nawet bawiący się w zielone ludziki na Litwie (a według swojego byłego współpracownika także zaangażowany w mające skłócać Polaków i Ukraińców prowokacje). Drugim nawołującym jest profesor uważający Putina za katechona i twierdzący, że wojna w Ukrainie to wewnętrzna sprawa Rusi. Na końcu tekstu stwierdziłem, że prorosyjskie narracje już są w mainstreamie.
Minęło kilka dni i do zabawy dołączył Tygodnik Solidarność - pisemko niby zajmujące się tylko prawami pracowników, w rzeczywistości od dawna będące kolejną medialną przybudówką PiS.
Autorką tekstu jest dr Lucyna Kulińska - postać doskonale znana każdemu, kto trochę interesuje się środowiskami prorosyjskimi w Polsce. Wielokrotna uczestniczka różnych antyukraińskich i prorosyjskich manifestacji i kanałów na YouTube, samozwańcza kresowiaczka, zafiksowana na punkcie zbrodni wołyńskiej.
Tak trzy lata temu opisywał ją w “Partii Rosyjskiej” dr Przemysław Witkowski:
“Podobne zainteresowania naukowe i podobnie krytyczną opinię o Ukrainie ma współautorka kilku tekstów naukowych Partacza, Lucyna Kulińska. To także aktywna działaczka samozwańczych „środowisk kresowych”, aktywna jako ekspertka w kwestii mordów wołyńskich i opisywaniu wszelkich mniejszych lub większych konfliktów Polaków z Ukraińcami. Jeszcze niedawno była wykładowczynią w krakowskiej AGH w Katedrze Politologii i Historii Najnowszej Wydziału Humanistycznego. Od ponad dwudziestu lat jej kariera naukowa to publikacje poświęcone Ukrainie, w których skupia się na opisywaniu wszelkich aktów przemocy, jakich doświadczyli Polacy ze strony wschodnich sąsiadów. Prezentowana przez nią w publicystyce perspektywa historiozoficzna i geopolityczna jest nie tylko pełna sympatii dla Kremla, ale także przesiąknięta spiskowymi narracjami. Swoje wywody zaczyna od opowieści o ukraińskich roszczeniach terytorialnych wobec Polski, dotyczących Lublina i Nowego Sącza, żeby gładko przejść do rozważań o utworzeniu na ziemiach obu krajów Ukropolinu” i „Nowej Chazarii”. W dużej mierze powtarza tu koncepcję Brauna o „żydowskiej suwerenności wyspowej” na terenach od Dniepropietrowska i Odessy po Wrocław i Szczecin, czy kondominium niemiecko-rosyjskim pod żydowskim zarządem powierniczym, które to z kolei są kontynuacją dawniejszych endeckich i moczarowskich spiskowych narracji o „Judeopolonii” i „Nowej Chazarii”. Po to bowiem, zdaniem Kulińskiej, Zełenski wywołał wojnę, aby dokonać przesiedleń ludności i pozwolić izraelskim Żydom na osiedlenie i uzyskanie funkcji kontrolnej nad nową federacją polsko-ukraińską. Wedle badaczki uchodzcy ukraińscy, są przygotowywani do nowej rzezi wołyńskiej nad Odrą i Wisłą, żeby zrobić miejsce dla wypychanych przez Arabów z Bliskiego Wschodu Izraelczyków i stworzyć w Ukrainie „Niebiańską Jerozolimę”. Kulińska ostrzega też, że „niedługo wrócą mężusiowie z Azowa, wyszkoleni mordercy – i wtedy biada Polakom”. W wywiadzie dla wRealu24 ostrzegała: „każda sztuka broni, którą my dajemy w tej chwili Ukraińcom, którą dają Brytyjczycy Ukraińcom, może być użyta przeciwko Polsce”. Zresztą już dziś „zaczęliśmy być ludźmi drugiej czy trzeciej kategorii we własnym kraju”, oznajmia6 Dlatego Kulińska ostrzega więc przez „ukrainizacją” szkół przez dzieci uchodźców. Zresztą historyczka przekonuje, że już dziś Ukraińcy pracują w polskiej policji, prokuraturach, sądach, kuratoriach i samorządach i przygotowywany jest w Lublinie budynek na parlament dla „Ukrpolu”. Żeby dołożyć jeszcze jedną gęstość do jej opowieści, to owe „żydowskie” sympatie „potomków Chazarów” – Ukraińców nie przeszkadzają im wedle Kulińskiej być jednocześnie nazistami. Sympatia do narracji Brauna nie jest specjalnie zaskakująca, jako, że z jego politycznym środowiskiem jest najbardziej związana, do tego stopnia, że w w 2019 r. startowała do Parlamentu Europejskiego i Sejmu z list Konfederacji.”
Konstrukcja artykułu, jeżeli w ogóle można to tak nazwać, jest zadziwiająca. Otóż w zasadzie 100% treści stanowią wypowiedzi Kulińskiej, ale artykuł formalnie nie jest jej autorstwa. Podpisana na końcu autorka, niejaka Anna Wiejak, ogranicza się do opatrywania długich cytatów Kulińskiej rachitycznym “mówi”, “pyta”, “zauważa”, “nie kryje obaw”.
Logika przekazu jest za to taka: były lider Prawego Sektora napisał na Facebooku, że UPA miała prawo mordować Polaków, bo ci byli okupantami (w tekście nie ma linku, musimy uwierzyć na słowo, że tak było), na co Kulińska odpowiada, że będąc na Podkarpaciu słyszała od kogoś, że będzie druga rzeź, co najwidoczniej jest na tyle pewne, że trafiło do nagłówka i leadu tekstu. Z jednej strony mamy więc tezę główną: lada moment będzie drugi Wołyń, Ukraińcy będą rezać polskie kobiety i dzieci, zabiorą nam Podkarpacie, by sobie zrekompensować utratę Donbasu - a wszystko to w oparciu o to, że Kulińska coś od kogoś słyszała, oczywiście bez szczegółów i nazwisk. Z drugiej jednak strony sprawa rzekomej drugiej rzezi wydaje się być tylko pretekstem do wylania z siebie potoku innych tez, które na Kremlu na pewno wywołują uśmiech satysfakcji.
Dowiemy się więc, że Rosja “nie pozwoliła się poniżać, nie pozwoliła szykanować swoich obywateli, bo byli tam [w Ukrainie] szykanowani”. Kulińska zaraz dodaje, że nie chodzi tylko o Odessę i że fakty są takie, że dochodziło do “mordowania i znęcania się nad ludnością rosyjskojęzyczną”.
Dowiemy się, że Ukraina to “zlepek ziem” i że “za poduszczeniem obcych” Ukraińcy “ruszyli do szczucia, przede wszystkim szczucia na Polaków”. Państwo ukraińskie ma Polaków “szykanować i sekować”. Oczywiście w Polsce nikt o tym nie mówi.
Dowiemy się, że Ukraińcy zabrali nam cztery województwa, tak jakby w 1945 roku Ukraińcy mieli jakieś państwo, które mogło podejmować takie decyzje. No, ale inaczej trzeba by stwierdzić, że decyzja o przesuwaniu granic zapadła w Moskwie, prawda?
Jako pewnik jest podane, że jeśli Ukraina straci Donieck, to “będą szukali rekompensaty”, “tak jak hajdamacy, tak jak ci, którzy zawsze żyli ze zbójowania”. Tyle że Ukraina straciła Donieck 12 lat temu i jakoś nie rzuciła się w tym czasie na nasz Rzeszów.
Ale Kulińska wyjaśnia. Otóż Ukraińcy zbierali przez 20 lat dokumentację. Jaką? Nie wiadomo. Skąd to wiemy? “Ja miałam informacje na ten temat” - to cała odpowiedź. No ale dziś Ukraińcy mają broń, bo “ich armia za nasze pieniądze została uzbrojona i mają po zęby i broni i nazbieranej kasy”. Żeby zrobić co? Nie wiadomo. Czy jedna wypowiedź byłego lidera dawno zmarginalizowanego Prawego Sektora jest jakąś instrukcją postępowania dla całego państwa ukraińskiego? Według Kulińskiej najwidoczniej tak. Zwracam też uwagę na piękne fikołki: upadająca już piąty rok Ukraina jednak jest uzbrojona po zęby, ale mimo to jej porażka w wojnie jest pewna. Rozumiecie? Bo ja nie.
Dowiemy się, że ludzie pod Sanokiem boją się nie Rosjan, tylko “ataku Ukraińców”. Jacy ludzie, czy istnieją, czego dokładniej się boją, skąd wiemy, że Kulińska nie kłamie? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że “boją się tego, że Ukraińcy, którzy wykupili, albo odzyskali – bo wojewoda małopolski przywracał zarówno lasy, jak i dużą ilość nieruchomości Ukraińcom prawem kaduka, bez sądów.” Tak, to zdanie nie ma sensu i najwidoczniej nikt nie poświęcił minuty na edycję, ale to nie szkodzi. Tak, Sanok jest w województwie podkarpackim, więc nie wiadomo co ma z nim wspólnego wojewoda małopolski. Oczywiście działki w Małopolsce nie są rozdawane bez sądów, tylko (zwykle) nie są rozdawane w ogóle, alternatywnie (znacznie rzadziej), po trwających latami bataliach administracyjnych i sądowych. Mowa o kilkuset oddanych hektarach - to taki mały podmiejski las. Na przestrzeni około 20 lat.
Dalej dowiemy się, że owi tajemniczy mieszkańcy Sanoka boją się, że nasze państwo im nie pomoże. Albowiem:
“wojsko przyjdzie tylko zabrać znowu – tak jak w czasie wojny – mężczyzn, starszych chłopców i zostaną znowu kobiety, dzieci, tak jak na Wołyniu, tak jak w Małopolsce Wschodniej zostaną kobiety, zostaną dzieci i one staną się łupem tych ukraińskich bojówek. Ukraińcy nie pójdą do poboru, oni zabiorą chłopaków naszych. I to usłyszałam. To było mówione zupełnie serio. Oni naprawdę tam czują, że są już ponownie w zagrożeniu. Tak jak w czasie wojny. Czyż nie jest to porażające?”
Czyli tak: Polacy pójdą do poboru, a więc będzie wojna. Z kim? Nie wiadomo. Ale najwidoczniej jednak nie z Ukrainą, skoro ukraińscy mężczyźni poborem objęci nie będą. Dowód? “To usłyszałam. To było mówione zupełnie serio”. Jedyne co tu jest porażające, to że ktoś w TySolu postanowił to gówno opublikować.
Dalej mamy, że Ukraińcy w Polsce stanowią V kolumnę, która “jest bardzo silna”. W Polsce swobodnie działa agentura SBU i wywiadu wojskowego Ukrainy. Agenci wpływu Kijowa są w mediach i Sejmie. Oczywiście pada nazwisko Pawła Kowala, na którym prawica się ostatnio zafiksowała jako jakimś antypolskim zdrajcy, bo Zbigniew Parafianowicz napisał o nim kilka niepochlebnych zdań w swojej nowej książce.
Mamy klasyczne powtórzenie, że o Wołyniu nie wolno mówić, że to pogrzebano, że zajmuje się tym garstka, a poświęcone zbrodni filmy są “niechciane”. “Wołyń” Smarzowskiego obejrzało wprawdzie w kinach jakieś półtora miliona z nas, a na streamach pewnie jeszcze znacznie więcej, ale to tylko nudne fakty.
Liczba ofiar rzezi wołyńskiej swobodnie sobie rośnie z udokumentowanych 40-70 tysięcy do “minimum 200-250 tysięcy”, co w tym samym poplątanym zdaniu rośnie chwilę później do pół miliona w sumie nie wiadomo kogo.
Kulińska pisze, że do Polski “przyjeżdżają wła��nie potomkowie tych, którzy dokonywali tych strasznych rzeczy. Tutaj jest ich zdecydowana większość.” Skąd to wiemy? Nie wiemy. Ale to nie wszystko. Bowiem oni nas, drodzy państwo, RABUJĄ.
“Rabują nas dalej. Rabują, bo te wszystkie pożyczki, które są brane to tak jak przed wojną. Przed wojną też nasze władze ich uzbrajały, bo myślały że będą walczyć z Rosją, a oni przyszli i zabrali te województwa. Teraz powtarzamy ten sam błąd. Znowu ich uzbroiliśmy, tylko że oni teraz przychodzą w tych pierwszych planach mają 19 powiatów dzisiejszej Polski.”
Wychodzi na to, że przed II wojną światową dawaliśmy Ukrainie (która wtedy nie istniała) lub Ukraińcom (z którymi II RP raczej się nie lubiła) jakieś pożyczki, a ci w zamian zabrali nam południowe Kresy (które de facto zabrał nam Stalin). I teraz niby dzieje się to samo, tyle że chcą nam zabrać 19 powiatów. Skąd to wiadomo? Nie wiadomo skąd to wiadomo.
Ustalmy zatem co się stało. Prawicowy tygodnik zaprasza panią głęboko osadzoną w środowisku prorosyjskim. Wypowiedź tejże pani stanowi prawie 100% całego tekstu, ale nie sposób stwierdzić, czy ktoś ją wywiadował, czy to przepiska z jej social mediów. Facebook Kulińskiej raczej nie jest wielkozasięgowy, posty dostają po kilka-kilkadziesiąt reakcji. W ogóle Kulińska nie jest postacią bardzo znaną. Ale widocznie jest śledzona przez redaktorów TySola. Wspominałem już, że wicenaczelnym jest tam Rafał Woś? Rok temu nagraliśmy o nim jeden z najpotężniejszych odcinków Podkastu Dezinformacyjnego.
Wracając. Mamy wyciągniętą z nory niszową panią, której paplanina jest po prostu przedrukowana na stronie TySola, najwidoczniej nawet bez redakcji, bo niektóre zdania nie mają żadnego sensu. Cała wypowiedź to potok przeróżnych tez zbieżnych z rosyjską propagandą, niepopartych niczym. Kluczowa dla tekstu teza, wytłuszczona w tytule i leadzie artykułu, to dosłownie anegdota, której “dowód” sprowadza się do “pani Kulińska tak usłyszała na Podkarpaciu”. Nie wiemy od kogo to usłyszała, ani czy w ogóle. A jeśli nawet ktoś rzeczywiście jej to powiedział - i załóżmy, że nie był to jakiś inny aktywista z prokremlowskich manifestacji - to i tak niczego to nie dowodzi. Fakt, że ktoś się czegoś boi, nie znaczy, że zagrożenie jest prawdziwe. Pomyślcie tylko ilu ludzi boi się, że jak w Pierdziszewie pobierze się dwóch chłopów, to im w Żonobijcach rozpadnie się małżeństwo.
Cały wywód jest zatem oparty na plotce osoby o - delikatnie mówiąc - wątpliwej wiarygodności. Na co następnie nałożone są kolejne warstwy dezinformującego tortu. A wszystko opatrzone zdjęciem faceta z siekierą, żeby odbiorcy się utrwaliło, że zaraz się zacznie rezanie Lachów.
Ale to dalej nie wszystko.
Bowiem dzień później ta sama autorka, która “wywiadowała” " (lub przepisywała) Kulińską, publikuje na TySolu drugi artykuł, w którym nawołuje w tytule: “ABW powinna przyjrzeć się Ukraińcom mieszkającym w Polsce”. W leadzie mowa o “doniesieniach dr Lucyny Kulińskiej z Podkarpacia, gdzie niektórzy mieszkający tam Ukraińcy mieli grozić, że urządzą Polakom „nową rzeź””. Zatem plotka z dnia poprzedniego jest już “doniesieniem”, które powinno “natychmiast zaalarmować odpowiednie służby, w tym ABW”. Żeby się odbiorcom dobrze wgrało, tekst opatrzono wygenerowanym przez AI obrazkiem wrzeszczących wojaków pod czerwono-czarnymi flagami.
Dalej mamy twierdzenie, że Ukraińcy na Akcji Wisła to tylko zyskali, bo “zamiast nędznych lepianek Ukraińcy otrzymali murowane domostwa na zachodzie kraju i na Pomorzu”.
Mamy stwierdzenie, że “ukraińska ludność Podkarpacia ma tę straszną upowską tradycję”. Kto? Nie wiadomo, wszak wszystko opiera się na plotce Kulińskiej. Autorka zabezpieczyła się, zapewniając, że “absolutnie” nie jest tak, że wszyscy mieszkający w Polsce Ukraińcy są naszymi wrogami.
Nie wiemy wprawdzie kto podtrzymuje upowską tradycję, ale dowiemy się, że ludzie ci nadal czczą upowców, co “sprawia, że Polacy mają prawo czuć się zagrożeni, w szczególności jeżeli słyszą jakiekolwiek pogróżki skierowane w ich stronę, a tak miało się dziać”. Tak miało się dziać, albo i nie, bowiem nie wiemy.
Dalej dowiemy się, że ukraińscy nacjonaliści rosną w siłę, mimo że ich reprezentacja polityczna akurat malej i dziś stanowią margines.
Dowiemy się, że nacjonaliści ukraińscy mają roszczenia terytorialne wobec Polski. To akurat prawda, podobnie jak polscy nacjonaliści mają roszczenia wobec Ukrainy, co prowadzi do konfliktów (to tylko jeden z powodów, by nie być nacjonalistą). Sęk w tym, że takich roszczeń nie ma państwo ukraińskie. Podobnie jak państwo polskie nie ma roszczeń wobec Lwowa. Co ma z tego zatem wynikać? Właściwie nie wiadomo.
Na koniec mamy zapewnienie, że “Polacy na długo zapamiętali wywiad, którego ukraińska aktywistka Natalia Panchenko udzieliła ukraińskiej stacji”. Cóż, ja na przykład zapamiętałem tylko, jak ktoś wrzucił wyrwane z kontekstu zdanie z tego wywiadu, zrobił z tego nawoływanie do ukraińskiego sabotażu, a Konfederacja i Leszek Miller mieli z tego powodu incydent i nawoływali do deportacji. Chodzi o następujący cytat:
“Wzrastanie wrogości między Ukraińcami a Polakami jest już bardzo niebezpieczne, zwłaszcza dla Polski. Ponieważ na terytorium Polski zaczną się walki, bo na terytorium Polski rozpoczną się podpalenia sklepów, domów i tak dalej.”
Teraz wyobraźmy sobie, że Polak mieszkający w Londynie mówi to samo o narastającej niechęci do Polaków. Czy mówiłby, że to Polacy będą palili sklepy Anglikom, czy raczej Anglicy Polakom? Czy byłaby to groźba utworzenia jakiegoś polskiego podziemia, czy raczej nawoływanie do opamiętania i ostrze��enie przed eskalacją, która może się wymknąć spod kontroli? To chyba dość oczywiste.
Ale okazuje się, że nie. Autorka gładko bowiem stwierdza, że to była “realna groźba”, którą powinny się zająć polskie służby.
Ostatecznie dostajemy zatem cudowną konstrukcję. Kulińska twierdzi, że ktoś coś powiedział - choć nie ma na to żadnego dowodu, a nawet jeśli powiedział, to jest to dowód anegdotyczny, czyli żaden dowód. Na tej podstawie na TySolu wylane zostaje wiadro pomyj jakby żywcem zaciągnięte z programu Sołowiowa. Następnie ta sama pani, która Kulińską przepisuje, w oparciu o “doniesienia” żąda interwencji ABW. A jako uzasadnienie podaje rzekomą groźbę ukraińskim sabotażem, która żadną groźbą oczywiście nie była.
A wszystko to dzieje się w Tygodniku Solidarność, który jest tożsamościowym medium pisowskim, choć formalnie niby stoi na straży klasy pracującej.
Od jakiegoś czasu mówię, że kampania w 2027 upłynie pod znakiem szczucia na Ukraińców. Partie będą się prześcigały w podbijaniu nastrojów szowinistycznych, będą igrać z przemocą. I oczywiście “rozsądne centrum”, za jakie chce uchodzić KO, weźmie w tym udział, tyle że będzie próbowało przedstawić się jako odrobinę mniej szalone od PiS i obydwu Konfederacji. Albo i trzech, bo stworzenie Konfederacji Light zapowiedział na jesień Ryszard Petru. Bo dokładnie tego nam brakowało - trzeciej Konfederacji.
Wczoraj w podobnym tonie wypowiedział się w Newsweeku Michał Szadkowski. Cieszy, że przynajmniej niektóre duże media dostrzegają problem. Pytanie tylko, czy po ponad czterech latach publicznego rzygania na mieszkających w Polsce Ukraińców, nie jest już nieco za późno. Logika słupków sondażowych i psychiczna niezdolność do przyznania się do błędu, popchnie wszystkie partie prawicowe w króliczą norę szczucia na Ukraińców. Od kilku tygodni widzimy, że kolejne granice są przekraczane: ostatnio prawica wprost nawoływała, także z sejmowej trybuny, do repolonizacji rządu, zbadania czy nam się za bardzo nie zukrainizował. Zaczęło się sprawdzanie kto miał jakich przodków i czy przypadkiem jego nazwisko nie ma ukraińskiego rodowodu. Trudno oczekiwać, by prawica tę retorykę ograniczyła przed wyborami. Raczej spodziewajmy się jej wzmocnienia.
Warto przypomnieć rosyjskie zarządzanie refleksyjne, opisane w Przeglądzie Bezpieczeństwa Wewnętrznego już 11 lat temu. Ofiara ma myśleć, że działa samodzielnie i podejmuje suwerenne decyzje. W rzeczywistości, karmiona odpowiednio spreparowanym przekazem, ma w głowie błędny obraz świata, na podstawie którego podejmuje błędne decyzje. To znaczy: błędne dla siebie. Dla atakującego są to decyzje i poglądy korzystne.
Nie wymaga chyba wyjaśnienia dla kogo korzystnym będzie sytuacja, w której prawie cała polska klasa polityczna będzie brała udział w turnieju o Puchar Antyukraińskiej Wrogości. Albo taka, w której rząd składający się z najbardziej ukrainożerczych populistów będzie podejmował, z nienawiści, głupoty czy uległości wobec słupków sondażowych, decyzje o znaczeniu strategicznym.
Poniżej zupełnie neutralne zdjęcie do opatrzenia artykułu o relacjach polsko-ukraińskich.
Ciekawe jak się czuje Rafał Woś. I czy jeszcze w ogóle cokolwiek czuje.
Tekst z linkami na Substacku
https://t.co/iyuxHK4waf
Budzą się w człowieku dwa wilki.
Z jednej strony naprawdę trudno się przywalać do akcji, w której zbierane są miliony złotych na pomoc dzieciom chorym na raka. Jeśli nawet jednej osobie da się pomóc, to będzie to wspaniała i pożyteczna rzecz, bo tu chodzi o ludzkie życie.
Ale z drugiej strony: takie akcje łatwo stają się wymówką do tego, byśmy rezygnowali z rozwiązywania problemów np. ze służbą zdrowia naprawdę skutecznymi narzędziami, które dać może tylko państwo. Zresztą, spójrzcie na skalę. Zbiórka LatwoGang zaraz dobije do 40 mln zł. Kwota wydaje się astronomiczna, ale osadźmy ją w kontekście: to np. równowartość dwóch dni pomocy publicznej dla nierentownych kopalń w 2025 roku. Albo równowartość 1,5 dnia wsparcia do zakupów węgla z 2022 roku. Albo równowartość 1,5 godziny państwowych wydatków na ochronę zdrowia w 2025 r., przy czym warto zaznaczyć, że żeby dobić do średniej unijnej Polska powinna wydawać na ten cel prawie dwa razy więcej. Aha, żeby na skali państwa zorganizować taką zrzutkę wystarczy podnieść miesięczne opodatkowanie pracujących Polaków o 22 grosze.
Przypomnę tylko, że koszt niedawnego obniżenia składki zdrowotnej dla NFZ w tym roku szacowany jest na 6,44 mld zł. Żeby to pokryć, LatwoGang będzie musiał zorganizować jeszcze jakieś 160 takich zbiórek.
Pierwszy wilk powie: no dobra, ale popatrz, tyle sławnych osób przyszło promować fundację, zbiórkę i dawać ogromne ilości pieniędzy na ten cel. Rozkręciła się szeroka, ogólnokrajowa akcja, podniesie się świadomość, To też się liczy, a jak sam napisałeś: wystarczy, że pomogą jednemu człowiekowi, by to było wspaniałe i pożyteczne.
A drugi od razu odpowie: tak, ale spora część z tych osób chwaliła się np. tym, jak unikają płacenia podatków dzięki fundacjom rodzinnym. I owszem - to legalne, mogli to zrobić na gruncie obowiązującego prawa. Ale - parafrazując łacińską paremię - nie wszystko co legalne, jest słuszne.
No i tak to się kłócą te dwa wilki. Można ich kłótnię uciszać pytaniami „A Ty ile dałeś?”, „Kiedy zrobisz lepszą zbiórkę?” czy „Czemu krytykujesz ludzi, którzy coś robią”. Ale to są kwestie, które padają daleko od najważniejszego pytania, które trzeba tu postawić - pytania o efektywność i sprawiedliwość obecnego systemu, od którego zależy ludzie zdrowie i życie w skali ogólnokrajowej.
Kiedy płonie dom, to można jednocześnie chwalić tych, którzy biegną go gasić z kubłami, wiadrami czy szklankami wody i domagać się stworzenia systemu, w którym na miejsce podjechały zastępy profesjonalnej państwowej straży pożarnej z wozami i drabinami, krytykując przy tym ludzi, którzy starali się, żeby zlikwidować lokalną remizę.
Przez lata z upodobaniem lewakowałem moich młodych kucowatych kolegów, którzy chcieliby nie płacić ZUS-u bo mają Medicover, jednym pytaniem: "dostajesz raka a twój prywatny ubezpieczyciel odmawia leczenia, co robisz?"
Ponieważ odpowiedź była rozkosznie przewidywalna i za każdym razem taka sama ("POZYWAM ICH I RWĘ KOLEJNE ODSZKODOWANIA JAK WŚCIEKŁY"), podpowiadałem rzeczywiste zakończenie tej partii w Oregon Trail: bez leczenia umierasz, nadal czekając na termin pierwszej rozprawy.
DLA PIENIĘDZY czy DLA DEZINFORMACJI?
Paweł Świnarski vs SAFE
Paweł Świnarski z kanału "DLA PIENIĘDZY" postanowił wyjaśnić program SAFE, ale po drodze spektakularnie wyłożył się na podstawach finansów. Czy "NAJWIĘKSZY KANAŁ FINANSOWY W POLSCE" (jak sam ma w bio) faktycznie wierzy w populistyczne bajeczki, czy po prostu goni za wyświetleniami kosztem rzetelności?
Dziś bez owijania w bawełnę:
- Dlaczego analogia kredytu hipotecznego Świnarskiego jest inwalidą?
- Jak inflacja i czas spłacają dług za nas?
- Dlaczego 3,17% to najtańszy pieniądz, jaki Polska może dziś dostać?
Materiał jest nieco dłuższy, bo merytoryka nie lubi skrótów. Jeśli masz dość straszenia odsetkami przez ludzi, którzy nie rozumieją wartości pieniądza w czasie - udostępnij ten film dalej.
#SAFE #Świnarski #DlaPieniędzy #Finanse #Ekonomia
4 lata "trzydniowej" kompromitacji
Cztery lata temu świat słyszał o trzy dniach. Dziś widzimy 1460 dni systematycznego demontażu rosyjskiego mitu. W tym odcinku wykładam kawę na ławę: dlaczego narracja o wyniszczającej przewadze Rosji to bajka dla naiwnych.
Analizuję, dlaczego prawdziwa suwerenność Polski i Europy rodzi się w halach produkcyjnych amunicji, a nie w postulatach o niskich podatkach.
Dowiesz się, jak europejski etatyzm zbrojeniowy budzi się z letargu i dlaczego rosyjska gospodarka, mimo rozpaczliwych wypłat dla kontraktowych żołnierzy, zmierza prosto w stronę stagflacji.
Czas zrozumieć, że silna Polska i potężna Europa to jedyna droga, by przestać być pionkiem na szachownicy mocarstw.
#Geopolityka #Suwerenność #WojskoPolskie #Ukraina #Europa
Przy okazji czwartej rocznicy pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę raczej nie napiszę tu nic mądrzejszego ponad przypomnienie, że:
🇺🇦 wspieranie Ukrainy to kwestia nie tylko przyzwoitości i solidarności, ale też naszych partykularnych interesów
🇺🇦 Ukraińcy giną tam po to, żebyśmy my nie musieli i czy się to komuś podoba, czy nie, jesteśmy im winni przynajmniej wdzięczność
🇺🇦 wolna Ukraina to bezpieczna Polska
🇺🇦 słaba Rosja to bezpieczna Europa
🇺🇦 Слава Україні!
🇺🇦 wciąż warto wspierać zrzutki na pomoc humanitarną, czy sprzęt dla broniącej się Ukrainy, a jedną z nich linkuję tutaj:
https://t.co/KaGktUHlJu
Haniebne chwile polskiego dziennikarstwa...
Dziennikarka rozpływa się w rozmowie z żołnierzem który został ranny na Ukrainie ale zamierza tam wrócić
Zapamiętajcie sobie w tym @OficjalneZero - jedyne co Polak powinien robić na widok ruskiego soldata to strzelać.
Nie pozdrawiam.
Oświadczenie :
W związku z licznymi pytaniami informuję, że wywiad udzielony przeze mnie @abojke z Kanału Zero nie został opublikowany decyzją redakcji.
Ich zdaniem, temat Wołynia „się nie sprzedaje” i z tego powodu rozmowa nie zostanie wyemitowana.
W wywiadzie, mówiłam (1/10)
Investigating child sexual abuse material isn’t controversial.
Turning it into political theater is manipulation.
Maybe that logic flies on some island. Doesn’t fly in France.
W Kijowie jest obecnie -20°C. Rosja, nie radząc sobie na froncie, próbuje zamrozić cywilów, niszcząc infrastrukturę energetyczną.
Ale mam dla Was dobrą wiadomość: rosyjska propaganda w Polsce właśnie zalicza spektakularną wtopę.
Mimo armii botów i usilnych starań "patriotów" z obu Konfederacji, by zasiać w nas niechęć, Polacy wiedzą, po której stronie jest dobro. Akcja "Ciepło dla Kijowa" to ponad 8,5 mln złotych zebranych w rekordowym tempie. To tysiące generatorów i stacji zasilania, które lądują tam, gdzie są najbardziej potrzebne.
Pokażmy, że polska solidarność to nie jest tylko pusty slogan, a mróz i trolle nas nie złamią.
#CiepłoDlaKijowa #SolidarniZUkrainą #Kijów #StopPropagandzie #PolskaPomoc
W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim prof. Grażyna Cichosz uznała modyfikowaną genetycznie soję za „największy przekręt dietetyczny XXI wieku”. Jakie są fakty?
➡️ Choroby, o których mowa w tym fragmencie, zostały opisane kilkadziesiąt lat wcześniej niż zaczęto stosować soję GMO (1996 r.). Choroba Leśniowskiego-Crohna – w 1903 r., wrzodziejące zapalenie jelita grubego – w 1875 r., a Hashimoto – w 1912 r.
👉 Statystyczny wzrost zachorowań na nowotwory jelita grubego i raka trzustki nie wynika ze spożywania soi, tylko https://t.co/bjlsc6TSop. ze wzrostu populacji czy jakości diagnostyki.
Żywność GMO jest bezpieczna, a białka zawarte w soi mają pozytywny wpływ na układ pokarmowy.
🔎 Przeczytaj więcej w analizie: https://t.co/FKIT5CYRtA
❗ W wywiadzie pojawiło się wiele innych kontrowersyjnych i fałszywych twierdzeń na temat żywności, diety i zdrowia. Weryfikujemy je i wkrótce pojawią się kolejne analizy!
⚠️ Dezinformujące treści zyskały w sieci ogromny zasięg. Zachowaj ostrożność i nie udostępniaj niesprawdzonych informacji.
Sterczewski pojechał na 6 tygodni misji humanitarnej a i tak ma lepszą frekwencję głosowań od:
Giertycha
Szłapki
Grabca
Mentzena
Tuska
(I ponad 60 innych posłów z różnych opcji)
Mili Państwo, parę słów o sytuacji, która jest dla mnie bardzo ważna.
Kilka tygodni temu wyjechałem do USA na zaproszenie Departamentu Stanu w ramach International Visitor Leadership Program (IVLP). Tuż przed oficjalnym startem programu dowiedziałem się, że moje zaproszenie zostało nagle cofnięte. Z nieoficjalnych źródeł wiem, że decyzja ta została wyproszona u Amerykanów przez pewne polskie grono polityczne.
Mówiąc krótko: Polacy zwrócili się do amerykańskiej administracji, by uniemożliwić polskiemu dziennikarzowi wzięcie udziału w programie.
Przypomnę, że w IVLP to rząd USA typuje zapraszanych gości. Po nominacji do programu przeszedłem trwający kilka tygodni proces aplikacyjny, uczestniczyłem w spotkaniach, otrzymałem też specjalną wizę. I kiedy już byłem w USA, to zaproszenie cofnięto - po tym, jak pewne grono z Polski zaczęło prosić o to amerykański Departament Stanu.
Oficjalnie powody decyzji nie zostały mi przedstawione - co jest zrozumiałe w dyplomacji. Natomiast z nieoficjalnych ustaleń wynika, że cała interwencja była motywowana względami politycznymi. Miała ona charakter odwetu koterii za moją działalność dziennikarską i jest odpryskiem pewnego konfliktu wewnątrz jednego ze środowisk polskiego życia publicznego. W efekcie Polska nie ma obecnie reprezentacji w IVLP dotyczącym energetyki. Za to nasi najważniejsi sojusznicy mają bardzo ciekawą perspektywę na sytuację wewnętrzną nad Wisłą.
Wiem z grubsza, jakie moje poglądy i działania zostały przez tych ludzi uznane za „nieprawomyślne”. Nie zamierzam się ani z nich tłumaczyć, ani wycofać, ani się ich wstydzić. Jako dziennikarz zawsze pracuję z otwartą przyłbicą. Tego wymagają zasady zawodu. Jeśli komuś się to nie podoba - cóż, tak bywa, to nieodzowny element tej roboty. Ale jeśli ktoś wykorzystuje to do takich zagrywek, to wypada tylko pogratulować kultywowania pamięci o patriotach takiego sortu jak Adam Poniński.
Na koniec pragnę podziękować - i mówię to bez cienia ironii - personelowi dyplomatycznemu USA, który w tej wyjątkowej sytuacji wykazał się profesjonalizmem, życzliwością i zrozumieniem, a który był równie zaskoczony i zakłopotany jak ja. Chciałbym podziękować także wszystkim osobom, które pomogły mi zorientować się w sytuacji - zwłaszcza ludziom ze światopoglądowego sąsiedztwa owej koterii, z którymi rozmawiałem, a którzy rozumieją, że kraj, w którym dzieją się takie rzeczy prędzej czy później pokona się sam.
In today’s Vatnik Soup, I’ll introduce American propagandist Alexandra Jost, aka “Sasha” (@sashameetsrus). She’s best known for being paid by the Russian state to spread pro-Kremlin propaganda — and for doing it with a big smile.
1/23