🔴❗ STOP. ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ. ❗🔴
Kochasz sport? Uprawiasz go, organizujesz, sędziujesz albo kibicujesz swoim dzieciom?
Przeczytaj ten wpis do końca. Czasem jedna decyzja może uratować życie.
SPORT JEST WAŻNY. ALE ŻYCIE JEST WAŻNIEJSZE.
Na wstępie chcę Wam bardzo podziękować za wszystkie życzenia urodzinowe i imieninowe.
Nie odpisałem wielu osobom. Przepraszam. Ale uwierzcie mi, że w tym roku nawet o tych życzeniach zapomniałem. Nie dlatego, że były dla mnie nieważne. Po prostu 29 czerwca 2026 roku okazał się dniem, w którym wszystko inne zeszło na dalszy plan.
Takich urodzin i imienin nie życzę nikomu.
Ten dzień na długo zostanie w mojej pamięci. I nie tylko mojej, także w pamięci moich najbliższych. To był dzień, w którym zamiast świętowania był strach, bezsilność, szpital, oddział intensywnej terapii i walka o życie mojego brata Michała.
Piszę to nie po to, żeby się żalić.
Nie po to, żeby szukać winnych.
Nie po to, żeby robić z prywatnej, rodzinnej historii publiczne widowisko.
Piszę to ku przestrodze.
Bo być może ktoś po przeczytaniu tej historii następnym razem podejmie inną decyzję. Być może ktoś szybciej przerwie mecz. Szybciej zdejmie zawodnika, sędziego albo dziecko z boiska. Szybciej poda wodę, cień, lód, pomoc. Szybciej powie: dość, zdrowie jest ważniejsze.
Michał trafił do szpitala w ciężkim stanie. Doznał udaru cieplnego po całym dniu sędziowania turnieju dziecięcego w jeden z najgorętszych dni roku, kiedy temperatura sięgała około 40 stopni.
Ktoś powie: mógł nie sędziować.
Mógł.
Ale skoro się zobowiązał, skoro był wyznaczony, skoro turniej ostatecznie się odbył, to stawił się na stanowisku pracy. Tak jak wielu sędziów, trenerów, opiekunów, organizatorów i zawodników robi to od lat. Bo jest odpowiedzialność. Bo jest terminarz. Bo ktoś czeka. Bo dzieci chcą grać. Bo impreza została zaplanowana. Bo przecież „jakoś to będzie”.
Tylko że czasem nie będzie.
Tym razem Michał mógł zapłacić za to cenę najwyższą.
Nie chcę tutaj opisywać wszystkiego z medycznymi szczegółami. To jest jego historia, jego zdrowie i jego godność. Napiszę tylko tyle: sytuacja była bardzo poważna. Była intensywna terapia, ogromny strach rodziny, oczekiwanie na informacje od lekarzy i godziny, których nie zapomnę do końca życia.
Na szczęście Michał miał ogromne szczęście.
Obudził się. Rozmawia. Jest z nami. Lekarze mówią, że idzie ku dobremu.
I trudno nie mieć poczucia, że Michał urodził się na nowo. Symbolicznie, drugi raz. Dzień po moich urodzinach. Po dniu, który miał być dla mnie świętem, a stał się jednym z najtrudniejszych dni w życiu naszej rodziny, przyszedł dzień, w którym usłyszeliśmy najważniejszą wiadomość: Michał się obudził.
To był moment, którego nie zapomnę nigdy.
Przed Michałem teraz jeszcze droga do pełnego zdrowia i sprawności. Będzie rekonwalescencja, odpoczynek, badania, kontrola organizmu i spokojny powrót do sił. To nie jest tak, że wszystko kończy się w momencie wybudzenia i rozmowy. Organizm przeszedł ogromny kryzys i teraz trzeba dać mu czas.
Ale sama myśl, że możemy z nim rozmawiać, że jest świadomy, że jest z nami i że lekarze mówią, że idzie ku dobremu, daje nam ogromną radość i nadzieję. Wierzymy, że Michał szybko wróci do sił, choć wiemy, że potrzebuje teraz spokoju, rozsądku i czasu.
I właśnie dlatego jeszcze mocniej czujemy, jak wielkie miał szczęście. Bo nie wszyscy w ostatnich dniach mieli go tyle samo.
Ale ta historia mogła skończyć się zupełnie inaczej.
I właśnie dlatego trzeba o tym mówić.
Z tego, co słyszałem, w tych samych dniach, w podobnym upale, dwóm kolarzom amatorom rywalizującym w zawodach już się nie udało. Nie znam wszystkich szczegółów tych tragedii i nie chcę ich komentować. Ale sama świadomość, że w tym czasie inni ludzie wyszli uprawiać sport i nie wrócili do domu, sprawia, że człowiek zaczyna patrzeć na wszystko inaczej.
Bo tu nie chodzi tylko o jedną historię.
Tu chodzi o granicę, której w sporcie nie wolno przekraczać.
Sport, rywalizacja, turniej, współzawodnictwo, ambicja, odpowiedzialność i organizacja są ważne. Ale przy zdrowiu i życiu człowieka są niczym.
Żaden mecz nie jest ważniejszy niż człowiek.
Żaden turniej nie jest ważniejszy niż człowiek.
Żaden puchar, medal, terminarz, wpisowe, tabela ani prestiż wydarzenia nie są ważniejsze niż zdrowie i życie.
To dotyczy wszystkich: organizatorów, trenerów, rodziców, zawodników, sędziów i działaczy.
W upale nie wolno udawać, że wszystko jest normalnie.
Nie wolno zakładać, że młody organizm „da radę”.
Nie wolno myśleć, że sędzia „jakoś odbiega”.
Nie wolno bagatelizować sygnałów, że z człowiekiem dzieje się coś niedobrego.
Na każdej imprezie sportowej w takich warunkach powinien być jasny plan: cień, woda, elektrolity, lód, medyk, możliwość przerwania zawodów, skrócenia meczów, wydłużenia przerw albo całkowitego odwołania wydarzenia.
Trzeba też mówić o czymś, co często jest bagatelizowane: nawodnienie to nie tylko zwykła woda.
W taki upał, przy wielogodzinnym wysiłku, człowiek traci z potem nie tylko płyny, ale też elektrolity i minerały. Sód, potas, magnez. To nie są modne hasła z reklam suplementów. To są rzeczy, które mają realne znaczenie dla pracy organizmu, mięśni, układu nerwowego i bezpieczeństwa w trakcie wysiłku.
Dlatego przy turniejach, meczach, biegach, rajdach, zawodach kolarskich czy całodniowym sędziowaniu w upale nie wystarczy powiedzieć: „pij wodę”.
Trzeba myśleć szerzej: izotoniki, elektrolity, wody mineralne bogate w składniki mineralne, rozsądne uzupełnianie sodu i innych minerałów, przerwy, cień, chłodzenie i obserwacja organizmu.
W przypadku Michała zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej były jednym z najpoważniejszych elementów całej sytuacji. Nie chcę wchodzić w szczegóły medyczne, ale wiem jedno: po tym, co zobaczyliśmy, nikt z nas już nigdy nie potraktuje nawodnienia, minerałów i odpoczynku w upale jako dodatku. To jest element bezpieczeństwa. Tak samo ważny jak medyk, regulamin czy boisko.
Oczywiście wszystko z rozsądkiem. Nie chodzi o to, żeby lać w siebie litry płynów bez opamiętania. Chodzi o to, żeby w ekstremalnym upale i przy długim wysiłku nie udawać, że zwykła butelka wody załatwia cały problem.
I przede wszystkim musi być odwaga, żeby powiedzieć: dzisiaj nie gramy, bo zdrowie jest ważniejsze.
Wiem, że to trudne. Wiem, że organizacja turnieju kosztuje czas, pieniądze i wysiłek. Wiem, że dzieci czekają, rodzice przyjechali, drużyny są gotowe, terminarz napięty, a każdy chce, żeby impreza się odbyła.
Ale wiem też jedno: żadna organizacyjna trudność nie jest większa niż telefon do rodziny z informacją, że ktoś trafił na intensywną terapię.
Mój brat przeżył coś, czego nie życzę nikomu. My jako rodzina przeżyliśmy godziny, których nie zapomnę do końca życia. I jeżeli ta historia sprawi, że choć jedna osoba następnym razem zareaguje szybciej, że choć jeden turniej zostanie przerwany, że choć jeden sędzia albo zawodnik zejdzie z boiska w porę, to warto o tym mówić.
Bo sport ma dawać radość. Ma uczyć charakteru, odpowiedzialności, współpracy i walki. Ale nie może uczyć ignorowania własnego organizmu. Nie może wymagać przekraczania granicy, za którą zaczyna się zagrożenie życia.
Morał tej historii jest prosty:
Ambicja jest ważna, ale rozsądek ważniejszy.
Obowiązek jest ważny, ale zdrowie ważniejsze.
Sport jest piękny, ale życie jest najważniejsze.
Na koniec chciałbym napisać jedno.
Cieszmy się życiem. Każdą chwilą. Każdym spotkaniem. Każdą rozmową. Każdym uśmiechem.
Bo życie jest niezwykle kruche i ulotne. Czasem wydaje nam się, że wszystko mamy pod kontrolą, że jutro będzie kolejnym zwykłym dniem, że jeszcze będzie czas, żeby zadzwonić, spotkać się, przytulić, powiedzieć coś ważnego.
A potem przychodzi jedna chwila, jeden telefon, jedna informacja i cały świat zatrzymuje się w miejscu.
Michał miał ogromne szczęście. My jako rodzina też. Dziś możemy z nim rozmawiać, możemy go wspierać, możemy czekać na kolejne dobre informacje. Ale te ostatnie godziny bardzo mocno przypomniały nam, że nic nie jest dane raz na zawsze.
Dlatego dbajmy o siebie.
Dbajmy o dzieci.
Dbajmy o sędziów.
Dbajmy o zawodników.
Dbajmy o ludzi, którzy stoją na boisku w pełnym słońcu przez wiele godzin.
Słuchajmy swojego organizmu. Nie lekceważmy sygnałów alarmowych. Nie bójmy się powiedzieć: stop.
Bo czasem naprawdę wystarczy jedna decyzja wcześniej, żeby nie było za późno.
Sport jest piękny. Ale życie jest najważniejsze.
Dbajcie o siebie i swoich bliskich. ❤️
Jeśli ten wpis może komuś otworzyć oczy przed kolejną imprezą sportową w upale, podajcie go dalej. Może kiedyś uratuje komuś życie.
@kosik_md Nie wiem jaki jest społeczny odbiór problemu służby zdrowia. Ja obwiniam rząd za to, że sytuacja jest fatalna.Ten i każdy poprzedni. Natomiast wiem też, że lekarze mają (jako całość) opinię pazernych i oderwanych od rzeczywistości. I solidnie na to zapracowali.
Piotr Heszen, dyrektor biura koła poselskiego Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, bawił się na raucie w rosyjskiej ambasadzie w ramach świętowania Dnia Rosji.
I jeszcze przygotował deklarację ws. stosunków politycznych z Rosją, w której pisze np. o tym, że powinniśmy zrobić wszystko, „geograficzna bliskość przerodziła się w bliskość relacji”.
No ludzie kochani.
Ludzie chcący Polexitu chcą biedy dla Polaków.
Brytyjczycy już odrabiają swoją lekcję czyli najdłuższa i najgłupsza droga od bycia w UE do żebrania o stowarzyszenie z UE ale bez początkowych korzyści. Za to z milionem migrantów z krajów trzeciego świata których sobie naściągali po wyjściu z UE żeby choć trochę ratować swoją gospodarkę.
I tego samego chcą namawiający w Polsce na POLEXIT.
W Polsce chyba nie wybrzmiało dość mocno to, co widzimy na poniższym zdjęciu.
Mamy tutaj wysokiego rangą polityka najsilniejszej sondażowo niemieckiej partii, który pojechał do Petersburga, by wziąć udział w putinowskiej wersji Forum Ekonomicznego.
Obok niego stoi wybrany przez Putina negocjator, który rozmawia z amerykańską administracją o wojnie na Ukrainie.
Panowie ponoć rozmawiają o dialogu biznesowym między RFN, USA i Rosją.
Widoczny na zdjęciu niemiecki polityk otrzymał od Rosjan wsparcie w wyborach, spotykał się z Aleksandrem Duginem, jego żona jest Rosjanką. Człowiek ten jeździł na okupowany Krym i do zaanektowanych przez Rosję wschodnich terytoriów Ukrainy. W Bundestagu zasiada w komisji spraw zagranicznych. A teraz jest w forpoczcie współpracy gospodarczej z Rosją. Jego partia - według najnowszych sondaży - może liczyć na 27% poparcia.
Kochani, powiem tak:
jeśli (nie daj Boże) ci ludzie dojdą do władzy w Niemczech, to będziemy pierwsi w kolejce do Komisji Europejskiej by ta zaczęła nas jakoś chronić przed tym, co zgotują nam politycznie, gospodarczo a być może i społecznie członkowie „najbardziej propolskiej partii w RFN”.
@M_Wawrzynowski@XKubiak Myślę, że 'za ostro poleci' jest akurat kluczem dla oceny Jadczaka. Ja serio cieszę się, że są media, które patrzą władzy na ręce (szczególnie tej na którą głosowałem) no ale...
🚨💣 Nawet w przyszłym tygodniu może dojść do sensacyjnych zmian w Widzewie Łódź!
Plan zakłada, że nowym prezesem ma zostać Robert Dobrzycki i to on ma mocniej złapać za stery w klubie:
▶️ https://t.co/rWe8jCsjaV
Słyszałem że Zełeński uparł się żeby robić sobie krzywdę gloryfikując ludobójców z UPA.
Cóż, prymat polityki krajowej nad zagraniczną jest domeną wielu krajów. W imię tego robienie strasznych głupot - niestety również.
Tak tylko przypominam że UPA zaplanowała ludobójstwo i czystki etniczne na ziemiach wschodnich II RP. Była to planowana i skrupulatnie wykonywana akcja czystek etnicznych. Niemcy mieli gaz i obozy koncentracyjne dla Żydów a Ukraińcy mieli siekiery dla własnych sąsiadów - Polaków.
O ile pojedyncze akcje sotni UPA lub oddziałów AK można by podciągać pod zbrodnie wojenne - jakich było dużo o tyle różnica jest jedna i uderzająca - to OUN/UPA zaplanowały czystkę etniczną / ludobójstwo żeby "oczyścić" z Polaków teren który miał się stać etnicznie ukraiński.
Polskie AK nigdy nie planowało takich operacji, nigdy nie zakładało polityki czystek etnicznych jako podwalin odzyskania niepodległości. UPA - tak.
Jest to różnica która niestety umyka ukraińskim komentatorom.
Zbrodnie wojenne popełniały obie strony. Planową eksterminację i ludobójstwo - tylko jedna.
PILNA! ZBIÓRKA DLA NIKODEMA
Nikodem jako jeden z nielicznych dzieci na świecie zakwalifikował się do przełomowego leczenia w Meksyku. To jego jedyna szansa – ale czas ucieka, a brak środków może przerwać terapię.
Wpłać: https://t.co/O7Hz6iZl0g
Bardzo proszę o RT
@GMiziula