Jak mogliście zniszczyć to święto?!
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski Arcybiskup Tadeusz Wojda, biskupi i księża,
Zbliżają się święta. Wigilia tuż, tuż. Nie ważne, czy to słowiańskie, czy chrześcijańskie święto, ale jest od pokoleń zakorzenioną tradycją, która wrosła w kulturę narodu. Tak, więc niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący, czy nie — siadamy do stołu wigilijnego z dodatkowym nakryciem, składamy sobie życzenia, łamiemy się opłatkiem i śpiewamy kolędy. Błyskają lampki na choinkach, wręczamy sobie prezenty i ucztujemy. To czas rodzinnych spotkań i refleksji, czas miłości i pojednania.
Panowie Biskupi i księża, jak mogliście zniszczyć to święto!
Przez swoje zaangażowanie w politykę i ślepe popieranie partii antydemokratycznych, która rozbija jedność narodową, dajecie przyzwolenie na szczucie całych grup społecznych, wykluczanie ich, łamanie konstytucji i demokracji. Przyczyniając się do unicestwienia zasady trójpodziału władzy i wprowadzania mody na faszyzm — staliście się niszczycielami narodu.
Jak można postawić na wigilię dodatkowe naczynie dla zbłąkanego wędrowca, jeśli biskupi nawołują do nieudzielania żadnej pomocy dla uchodźców, obcych narodowości, ludzi innej wiary? Gdzie pogubiliście ideę bezinteresownej pomocy bliźniemu w potrzebie? Gdzie idea samarytańska, charytatywna, humanistyczna? Gdzie miłość bliźniego, miłosierdzie i zwykły ludzki odruch podania ręki potrzebującemu?
To Wy, biskupi katoliccy odpowiedzialni jesteście za łupienie społeczeństwa w każdy możliwy sposób. Dla Was, a nie dla rolników powstało prawo obrotu ziemią, dla Was przywileje i gotowość władzy do każdej posługi czy realizacji najbardziej wyszukanych próśb. Dla Was pałace, służby i publiczne dotacje.
Tak uzależniliście się od korupcji politycznej z władzą i zamykacie oczy na niesprawiedliwość i bezprawie. Dlaczego pozwalacie, a często uczestniczycie w szczuciu na innych ludzi, na szerzenie nienawiści i wrogich postaw, akceptujecie niebywałą agresję prawicowych polityków? Jak to jest możliwe, że przywódca partyjny, który mieni się katolikiem, zionie ogniem z trybuny sejmowej i ubliża narodowi, a Kościół udostępnia mu mównice podczas mszy i nie zajmuje żadnego stanowiska w tej sprawie?
Popieracie! Bo często Waszym kancelariom diecezjalnym i parafialnym bliżej jest do biura partyjnego PiS niż do Boga?
Sprzedaliście się za pieniądze i obietnice niedawno rządzących, że uchwalą prawo represyjne w stosunku do kobiet. Robicie wszystko, żeby młodzi ludzie, rozumiejący, na czym polega szacunek dla każdej osoby, nie tknęli waszych zabobonów i wstecznictwa. Wykorzystujecie swoją uprzywilejowaną pozycję społeczną do bezkarności Waszych przestępców seksualnych wobec dzieci i szerzycie niebywałą tolerancję dla najbardziej podłych ich czynów.
Pozwalacie na partyjną indoktrynację dzieci na lekcjach religii, w kościołach — na wystawy zakrwawionych ciał dzieci, niby w obronie nienarodzonych przed kościołami i wewnątrz. Kłamiecie, bo wcale nie o to chodzi. Wprowadzacie niewolnictwo kobiet i za pomocą partii rządzącej organizujecie powrót tradycyjnych katolickich wartości, w których one mają jedynie rodzić, sprzątać, gotować i w każdy możliwy sposób służyć mężczyźnie. Jeśli nie to będziecie palić na stosach?
Czym się wiec różnicie od tych, których tutaj tak bardzo nie chcecie?
Jak Wy, biskupi, będziecie mogli odprawiać pasterki, skoro w Waszych sercach kwitnie hipokryzja, kłamstwo i nienawiść, którą szerzycie w narodzie? Radio i telewizja oligarchy Rydzyka, uchodzące za katolickie, zionie jadem nienawiści do każdego, kto nie popiera tej propagandy. Temu bogatemu rosyjskiemu przedsiębiorcy, nie przeszkadza żebranie o całe renty i emerytury, po oddaniu mu, których najczęściej starsi ludzie nie mają, z czego żyć w zamian za jego obietnicę zbawienia. On tymczasem buduje pałace swojej w��adzy nawet w Argentynie.
Oszukujecie razem z nim? Tolerujecie? Dlaczego?
Wspieracie międzynarodową organizację wypaczania wiary pod nazwą „Ordo Iuris” i walczycie o prawo, które to Wy napiszecie dla wszystkich. Dla wierzących i niewierzących, dla wszystkich wyznań i religii w Polsce.
A gdzie szacunek i prawo do wolności obywatelskich, które gwarantują nam wolność religii i wiary?
Panie Arcybiskupie, Biskupi, księża,
Wasz upór w podporządkowaniu sobie wszystkiego, co tylko się da, jest niebezpieczny społecznie i wyzwala coraz to większe podziały i agresję. Jestem świadomy, że cmentarze i prawo do organizacji pochówku w naszym kraju jest Wasze, ale czy naprawdę musicie odmawiać pochówku ludziom innej wiary?
Jak możecie siać niezgodę w narodzie? Czy chcecie doprowadzić do rozlewu krwi, jak robi to państwo ISSI? Zamykacie usta najmądrzejszym z Was, których kochają wierni. Ograniczacie głoszenie słowa Bożego ks. Adamowi Bonieckiemu czy ks. Wojciechowi Lemańskiemu. Nie macie zaś takich wątpliwości w stosunku do księży znanych z promowania zbrodniczego faszyzmu, walki z LGBT czy mówiącymi o Waszej pogardzie dla prawdy. To osobliwe postępowanie, którego nie rozumiem.
Panowie Biskupi,
Możecie lekceważyć takie listy otwarte jak ten, możecie szczuć ich autorów, ale od prawdy, którą mieliście głosić, nie uciekniecie. Nie wyprowadzicie nas z Unii Europejskiej, bo tam nie ma miejsca dla Waszych pałaców ociekających złotem, krwią i potem zamordowanych i oszukanych ludzi.
Ta prawda Was zmiecie, jeśli nie wrócicie do korzeni wiary, do miłosierdzia, miłości i prawdy. Co najwyżej wywołacie nową wojnę religijną i zginie w Waszej obronie nowe grono męczenników. Jednak, co Was to obchodzi, przecież Wasza pycha jest ponad ziemskie sprawy. Będą tylko nowe pochówki i msze za zmarłych, a więc zysk.
Tymczasem mamy święta. Ludzie z tej okazji życzą sobie, aby były one rodzinne, wesołe i zdrowe. Jak to uczynić wśród skłóconych, wrogich sobie członków rodzin i grup społecznych?
Wesołe one nie będą! Wy o tym doskonale wiecie, a jednak odsuwacie od siebie odpowiedzialność. Udajecie, gracie swoją grę ponadludzką.
Ja jednak wiem, kto odpowiada za ten podział i agresję pomiędzy Polakami. Przyjdzie czas, że będzie nas więcej, czego Wam i sobie życzę najbardziej.
Adam Mazguła
PS. Ten tekst z małymi poprawkami opublikowałem w 2016 roku i obok podobnych do rządzących i żołnierzy stał się powodem do wywołania medialnego linczu na mnie i moją rodzinę. Jednak udało się przeżyć i dalej głosić prawdę.
#TarczaWolnośćiSłowa #BronimyKonstytucji
#PrawdąPoOczach #WolnośćSłowa #Odpowiedzialność #ŚwieckiePaństwo
@Glina_Po_Godz A w praktyce obrona konieczna która nie jest zorganizowana według zasad honorowego kowbojskiego pojedynku to w Polsce kłopoty. Oczywiście dla broniącego się. W DE gorzej: utrudnianie obrony ofiarom to oficjalna doktryna, bo to podobno zmniejsza brutalność.
https://t.co/sN6n0Y5hqF
Kilka dni temu. Mały kundelek, adopciak — Skubi.
Przed południem spał jeszcze na kanapie. Na swoim kocyku. Obok pani. Ciepło, spokojnie, bezpiecznie. Jak pies, który ufa światu, bo w końcu ma dom i miłość.
A potem wyszedł na chwilę przed dom. I nie wrócił.
Kula trafiła go blisko zabudowań. Został ciężko ranny. Próbował jeszcze wrócić. Do drzwi. Do kanapy. Do pani. Czołgał się z raną w brzuchu.
Ale nie zdążył. Umarł po drodze. Sam.
To był domowy pies. Znany wszystkim. Nie uciekł w las, nie gonił zwierzyny, nie rzucił się na nikogo.
Po prostu był.
A jednak ktoś uznał, że można do niego strzelić.
Tak blisko domu. I uciec. Znowu.
💔 Lubelskie: BĄBELEK był 20 m od swojego pana. Na otwartej przestrzeni. Myśliwy (67) strzelił do psiaka, zszedł z ambony i odjechał. Rana była wielkości pięści — Bąbel nie miał szans.
💔 Piechowice: Pies był z właścicielem, oddalił się na chwilę. Myśliwy (70) zastrzelił go bez powodu. Kiedy zobaczył właściciela, schował ciało psa do bagażnika i wyrzucił do rzeki.
💔 Nowa Sól: Kobieta idzie na spacer z goldenem HIRO, niedaleko lasu. Słyszy strzał. Po chwili widzi swojego psa w trawie. Podjeżdża samochód, wysiada myśliwy (początkujący), nie pozwala kobiecie wysiąść z auta. Zabiłem pani psa, w obronie własnej — mówi. Odjeżdża.
Hiro „pracował” w stadninie. Z dziećmi.
💔 Zduny: Biały dzień. W pobliskim lesie, po ścieżkach ludzie jeździli konno, rowerem, spacerowali z dziećmi. Grupa znajomych poszła na spacer z psem.
Mimo obecności ludzi, myśliwy strzelił do psiaka. Trafił go w pysk, roztrzaskał łopatkę. Pies wył z bólu.
Myśliwy przyznał, że zrobił to specjalnie.
Psiak jest leczony.
💔 Mrągowo: Myśliwy strzela do PONGO, psiaka rasy husky. Pies jest niedaleko własnego domu, 70 m. Pongo dostaje w brzuch. Nie ma szans.
Myśliwy twierdzi, że pomylił go z dzikiem. Zdarza się, prawda?
Właścicielka dostaje mandat za „puszczenie” psa luzem.
💔 Wrocław: myśliwy zatrzelił klacz. Blisko zabudowań, na prywatnej posesji.
Pomylił ją z dzikiem. Uciekł.
💔 Grodno: myśliwy zastrzelił konia na padoku, tuż obok stajni. Teren prywatny.
Oczywiście — pomyłka z dzikiem.
Myśliwy uciekł.
Mogłabym tak pisać, aż zabraknie miejsca…
Jak to się, dzieje, że w tym kraju można bezkarnie zastrzelić czyjegoś psa?
Jakim cudem, do jasnej cholery, myśliwy strzela do zwierzęcia przy zabudowaniach, na legalu i potem mówi: „myślałem, że to dzik”?
Nie sprawdza. Nie patrzy. Nie identyfikuje celu. Po prostu strzela.
A że pies konał w męczarniach pod płotem czyjegoś domu?
Że dzieci płakały, właściciel krzyczał jak szalony, błagając o pomoc?
A że to było 30 metrów od czyjejś kuchni, obok placu zabaw, wśród domów?
Nie szkodzi.
Bo pan myśliwy miał prawo do odstrzału.
I to wystarcza.
Czy ktoś z was w ogóle rozumie, co to znaczy usłyszeć huk, wybiec na zewnątrz i zobaczyć martwego psa, który przed chwilą spał ci pod nogami?
Albo gorsze — umierającego w męczarniach a ty nic nie możesz zrobić?
To nie są wypadki.
To nie są pomyłki.
To jest system, który daje broń ludziom, którzy nie potrafią jej używać odpowiedzialnie.
Który bardziej chroni „zamiar” strzelającego niż życie zwierzęcia.
Który prędzej uwierzy w dzika niż w psa z obrożą.
Ile jeszcze? Ile naszych zwierząt musi zginąć, zanim ktoś powie: DOŚĆ ⁉️
#StopStrzelaniuDoPsów
#StopMyśliwym
#StopZabijaniuZwierząt
#StopDzikimPolowaniom
#StopPomyłkomZBronią
#StopZabijaniuDlaZabawy
#StopBroniWLasach
#StopPseudomyśliwym
#StopPolowaniuObokDomów
#StopStrzelaniuPodOkna
#StopMyśliwskiejBezkarnosci
#StopTłumaczeniuZamiaru
#ToNieByłDzik
#ToByłPies
#PiesNieTarcza
#NieDlaMyśliwskiejWolnoamerykanki
Fot. Fb, Internet.
Edukacja zdrowotna to nie ideologia, do cholery!
To wiedza, która ratuje życie i zdrowie.
Waszych dzieci.
Dzieci muszą wiedzieć, że ich ciało należy do nich. Że nikt — dorosły, ani rówieśnik, ani „życzliwy wujek” nie ma prawa ich dotykać, wyśmiewać ani zawstydzać.
Muszą wiedzieć, że mają prawo powiedzieć „nie” i że to „nie” jest święte. Że jeśli ktoś je krzywdzi, to winny jest sprawca, nigdy ofiara.
Edukacja zdrowotna to także rozmowa o molestowaniu, również słownym. Bo dzieci muszą rozumieć, że „żarty” z ich ciała nie są normą, tylko przemocą.
To wiedza o gwałcie, o tym, że zgoda musi być wyraźna, że cisza i łzy to nie zgoda.
To rozmowa o antykoncepcji. Młodzi ludzie uprawiają seks niezależnie od tego, co nam się podoba. I lepiej, żeby wiedzieli, jak się chronić, niż żeby płacili za niewiedzę całym życiem.
To także zdrowie psychiczne i fizyczne: jak dbać o swoje ciało, jak rozumieć zmiany, które się w nim dzieją, jak nie dać się wciągnąć w uzależnienia.
Milczenie nigdy nie ochroniło żadnego dziecka. Milczenie zawsze chroniło sprawców.
A każdy, kto walczy z edukacją zdrowotną, musi sobie zadać pytanie: dla kogo pracuje? Dla dzieci — czy dla tych, którzy je krzywdzą?
To nie jest żadna „seksualizacja”. To nie jest „lewacka ideologia”. To jest najprostsza, najbardziej podstawowa ochrona, jaką możemy dać naszym dzieciom.
Wiedza jest tarczą.
Milczenie jest furtką dla oprawców.
Nie mówienie o tym nie sprawi, że świat stanie się bezpieczniejszy. Sprawi tylko, że dzieci zostaną same, a sprawcy będą mieli wolną drogę.
Każdy rodzic powinien zadać sobie jedno pytanie: czy wolę, żeby moje dziecko wiedziało, że ma prawo krzyczeć i uciekać, czy wolę, żeby nie wiedziało nic i było łatwym celem?
Bo jeśli naprawdę wolisz, by twoje dziecko było ślepe i bezbronne, to miej odwagę powiedzieć to wprost: niech idzie samo w ciemność, a ja zamykam oczy.
Zamykasz @EwaZajaczkowska ?
Podzielę się z wami jednym z najbadziej wzruszających momentów w historii muzyki 🎵
Po śmierci wokalisty zespołu Linkin Park Chestera Benningtona, odbyło się kilka koncertów ku jego pamięci. Brali w nich udział różni wokaliści i wokalistki, śpiewający jego partie.
Moment, który najbardziej łapie za serducho jest na poniższym filmie. Tysiące ludzi śpiewało a Mike Shinoda po prostu pozwolił im śpiewać fragmenty jednego z ich największego przeboju „In the end”.
🚨🚨🚨 W ciągu 6 lat powstanie komputer, który będzie mądrzejszy i inteligentniejszy niż wszyscy ludzie na Ziemi razem wzięci. Ludzie kompletnie nie są świadomi co nadchodzi...
Chyba nie muszę obrazować co to oznacza?👇
Panie @trzaskowski_ błagam — niech Pan zwolni tego, kto pisze Panu tweety. A jeśli to Pan pisze je sam… to tym bardziej warto usiąść z zespołem i przemyśleć styl komunikacji. Bo choć treść bywa ważna, emocje, prawdziwość i ton — to one dziś robią różnicę. Zwłaszcza na tydzień przed wyborami.
Poniżej pozwoliłam sobie pokazać, jak ten sam przekaz może zabrzmieć inaczej. Mocniej. Autentyczniej. Tak, by naprawdę dotarł do zwykłych ludzi.
„Znam ten system od środka. Zarządzam 10 warszawskimi szpitalami. Widziałem lekarzy, którzy przez całą dobę nie schodzą z dyżuru. Pielęgniarki, które nie mają czasu napić się wody. Pacjentów, którzy czekają miesiącami, by ktoś wreszcie ich potraktował poważnie.
I jedno wiem na pewno: ten system się sypie. I jeśli nie zaczniemy go ratować teraz, to za chwilę nie będzie czego zbierać.
Dlatego mówię jasno — pod moim patronatem, we współpracy z naszymi partnerami, uruchomimy realną, konkretną, a nie PR-ową reformę ochrony zdrowia. Nie po to, żeby odhaczyć obietnice, tylko po to, żeby wreszcie dać ludziom to, na co zasługują — bezpieczne, dostępne i sprawiedliwe leczenie.
Nie da się tego zrobić bez pieniędzy. I nie będę ściemniał — musimy podnieść nakłady na ochronę zdrowia. Ale te pieniądze mają iść tam, gdzie są naprawdę potrzebne. Do ludzi, nie do kolejnych dywanów w gabinetach dyrektorów.
Bo zdrowie to nie towar. To nie przywilej. To prawo.
I każdy, niezależnie, czy jest pracownikiem, emerytką, emerytem czy przedsiębiorcą ma mieć gwarancję, że jak zachoruje, to państwo nie zostawi go samego.
W tym procesie głos Lewicy będzie kluczowy. Mają dobre, przemyślane propozycje. I wiecie co? Ja chcę z nimi pracować. Nie dlatego, że muszę. Tylko dlatego, że tak trzeba, jeśli naprawdę chcemy coś zmienić.
Z Magdą Biejat się czasem różnimy. I całe szczęście. Ale są sprawy, w których różnic nie ma i być nie może.
Prawa kobiet — to nie temat światopoglądowy. To temat podstawowej godności.
Dostęp do aborcji? Tak, realny, bez strachu i bez upokorzeń.
Związki partnerskie? Tak, bo nikt nie może być obywatelem drugiej kategorii tylko dlatego, kogo kocha.
Nie ma we mnie zgody na dalsze dzielenie ludzi na lepszych i gorszych.
Nie po to walczyliśmy o demokrację, żeby teraz ktoś decydował za kobiety, kogo mają kochać, z kim mogą być, jak mają żyć.
1 czerwca nie chodzi tylko o wybory.
Chodzi o kierunek.
Chodzi o odwagę.
Chodzi o Polskę.
Polskę, która nikogo nie zostawia.
Polskę, która nie dzieli, tylko łączy.
Polskę, w której nikt nie musi się bać —ani choroby, ani biedy, ani nienawiści.
I nie, nie będzie łatwo.
Ale jeśli szukacie polityków, którzy boją się trudnych decyzji — to nie jestem waszym człowiekiem.
Jeśli szukacie kogoś, kto powie: „zrobimy to razem, choćby nie wiem co” – to jestem gotów.
Bo 1 czerwca możemy coś przełamać.
Nie tylko dla nas. Dla przyszłości. Dla naszych dzieci.
Niech wygra Polska, która ma odwagę.
Niech wygra Polska, która ma serce.
Niech wreszcie wygra Polska, która jest dla ludzi”.
Pozdrawiam.
W obliczu śmierci człowiek powinien się wycofać i dać wybrzmieć ciszy. Tak myślałem przez pierwsze dni po tym, jak student mojego wydziału brutalnie zamordował matkę trójki dzieci pracującą w miejscu, które miało być przestrzenią spokojnej refleksji.
Ale potem głos zabrali ci, którzy nawet śmierć muszą przekształcić w ideologiczną amunicję. Tak jak im pasowało, zobaczyli w niej dowód upadku liberalizmu, efekt opresyjnego patriarchatu albo systemową porażkę psychiatrii.
I tak ze śmierci zrobiono rytuał łatwej społecznej katharsis: chodzi nie o to, by zrozumieć i naprawić, lecz o to, by się pozornie, symbolicznie oczyścić. "Teraz jesteśmy już bezpieczni, bo wiemy, kto jest winny: oni".
Trudno więc milczeć, zwłaszcza że po bezpardonowym wykorzystaniu tej zbrodni przyszła informacja, że nasz student przed zabójstwem przez godzinę zachowywał się dziwnie na kampusie. Był widziany, słyszany, ale ignorowany. Jego koledzy wymieniali się na grupach facebookowych informacjami o "gościu, który biega z siekierą". Na co czekali?
A potem wydarzyło się najwstydliwsze. Zamiast działania – rejestrowanie. Zamiast pomocy – podglądanie. Przez okna uczelnianych budynków, przez szyby smartfonów. A jeszcze potem nagrania, na których widać wszystko, studenci naszego uniwersytetu rozsyłali po internecie.
Auditorium Maximum, przed którą ta zbrodnia się wydarzyła, powinno być miejscem, gdzie wspólnota słucha po to, by zrozumieć. W kulturze klasycznej słuchanie było cnotą, aktem etycznym: uznaniem obecności Innego, gotowością do zmiany, odpowiedzialnością.
Auditorium Maximum to więc nie tylko przestrzeń fizyczna, ale też przestrzeń uważności. I dokładnie tam doszło do odwrócenia znaczenia: największe miejsce słuchania stało się miejscem największej bierności. Słuchanie jako akt etyczny zastąpiło oglądanie – niemoralna pasywność widza.
Kampus w tej chwili przestał być przestrzenią edukacji i odpowiedzialności. Stał się instytucjonalnym peep-show – miejscem, gdzie można było obejrzeć śmierć bez konsekwencji. Wystarczyło patrzeć, nagrać, udostępnić. Ale nie działać.
W klasycznym ujęciu oglądanie było pierwszym krokiem do działania: widzę – więc reaguję. Dostrzegam cierpienie – więc pomagam. Ale współczesność odwróciła ten porządek.
Oglądanie nie tylko nie prowadzi do działania – ono je zastępuje. Zamiast reagować – udostępniamy. To prowadzi do moralnej impotencji: oglądamy coraz więcej, ale robimy coraz mniej.
To, co wydarzyło si�� tamtego dnia, nie było tylko dramatem jednej ofiary. Było też ujawnieniem naszej zbiorowej kondycji. Przyszłych elit, które patrzą, ale nie widzą. Intelektualistów, którzy wiedzą wszystko, ale nic z tym nie robią, bo przekształcają moralność w przegląd treści, a cierpienie – w odtwarzalny plik.
Społeczeństwo płaci za studia przyszłym prawnikom, żeby słyszeli i widzieli dalej, szerzej, głębiej i żeby mieli odwagę działać, kiedy tego wymagają okoliczności. Po co to robi, skoro oni, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce, biorą w ręce telefon – nie po to, by wezwać pomoc, ale po to, by rejestrować?
Czy to nie potwierdza racji tych, którzy nie ufają elitom? W tej sprawie zadziałał nie przyszły intelektualista, ale uniwersytecki strażnik: człowiek, na którego pensję państwo łoży pewnie mniej, niż kosztuje wypasiony telefon, którym tę zbrodnię nagrywano. Nie stał i nie rejestrował, ale zaryzykował życie i leży teraz w szpitalu.
Nasze Auditorium Maximum stało się, niestety, miejscem symbolem, w którym nie usłyszeliśmy tego, co powinniśmy byli usłyszeć. Ani krzyku, ani sygnałów ostrzegawczych, które pewnie były – w słowach, spojrzeniach, niepokojących gestach. Nie usłyszeliśmy także sygnałów zagrożenia, kiedy było blisko. Miejsce stworzone do słuchania stało się symbolem radykalnej głuchoty.
Może więc powinniśmy zmienić jego nazwę na Auditorium Minimum: minimum odwagi, minimum odpowiedzialności, minimum działania? Żeby symbolizowało ten straszny moment, kiedy przestaliśmy uważnie słuchać, a zaczęliśmy bezwstydnie oglądać.