Afera Collegium Humanum. Kulisy śledztwa wokół gwiazdora TV Republika i jego żony !!!
Adrian Klarenbach i jego żona znaleźli się wśród 29 osób oskarżonych w aferze związanej z Collegium Humanum. Dowody przeciwko Klarenbachom zostały zabezpieczone przez CBA jeszcze w czasach rządów PiS, choć TV Republika sugeruje, że sprawa to efekt działań obecnej prokuratury — ustaliła "Gazeta Wyborcza".
Według śledczych, Adrian Klarenbach miał namawiać rektora uczelni do wystawienia nieprawdziwego dyplomu MBA dla swojej żony, pomagać w przygotowaniu podobnego dokumentu dla siebie oraz zabiegać o dyplom dla znajomego. Jego żona, Lucyna Klein-Klarenbach, miała natomiast posłużyć się fałszywym dyplomem, dzięki któremu w 2020 r. została członkinią Rady Nadzorczej Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa w Katowicach.
#InstytutPrawdy
Więcej o tym przeczytacie tutaj :
https://t.co/BEL94lX36r
Przypomnijmy że rząd uchwalił ustawę która porządkowała temat fundacji rodzinnych i unikania płacenia podatków. Niestety Nawrocki, człowiek ponoć zwykłych ludzi - zawetował tą ustawę, czym z pewnością zaskarbił sobie sympatię bogaczy. Obrońca elit - to chyba dobre określenie.🤔
Nazwisko Matecki powraca niczym bumerang, tym razem nie w związku z politycznymi skandalami, pijaństwem ale z rodzinną historią, która kładzie się cieniem na karierze prominentnego posła PiS.
Z archiwalnych dokumentów wynika, że dziadek Dariusza Mateckiego, Stanisław Matecki, służył w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) – jednej z najbardziej znienawidzonych formacji w aparacie represji komunistycznego reżimu.
KBW utworzono w maju 1945 roku, zaraz po wkroczeniu Armii Czerwonej, pod pretekstem „zapewnienia porządku publicznego”. W rzeczywistości formacja ta zajmowała się zwalczaniem polskiego podziemia niepodległościowego: przeprowadzała pacyfikacje wsi, obławy, aresztowania oraz brała udział w przymusowych przesiedleniach. Jako uzbrojone ramię Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, KBW miała za zadanie „oczyszczać” kraj z przeciwników nowej władzy ludowej.
Żołnierze KBW uczestniczyli w operacjach przeciwko Żołnierzom Wyklętym, UPA oraz Polskiemu Stronnictwu Ludowemu, które ośmielało się sprzeciwiać sowietyzacji Polski. Podczas kampanii przed sfałszowanym referendum w 1946 roku i wyborami w 1947 roku formacja tworzyła grupy ochronno-propagandowe, których zadaniem było „przekonywanie” obywateli do głosowania po myśli komunistów – nierzadko przy użyciu siły, w tym broni palnej.
Według raportów z epoki, oddziały KBW zabiły ponad 1500 członków podziemia, pojmały 12 tysięcy i aresztowały dziesiątki tysięcy osób związanych z ruchem oporu. Brały też udział w brutalnych akcjach, takich jak obławy, pacyfikacje i przesiedlenia, w tym Akcja „Wisła” w 1947 roku, skierowana przeciwko Ukraińcom i Łemkom.
Właśnie w tej formacji służył Stanisław Matecki, dziadek polityka, który dziś w III RP chętnie podkreśla patriotyzm, wartości narodowe i zdradę elit. Jego przodek był jednak częścią machiny, która tropiła, więziła i likwidowała polskich patriotów – żołnierzy AK i WiN.
KBW nie był zwykłą jednostką wojskową, lecz zbrojnym narzędziem komunistycznego terroru, podległym resortowi bezpieczeństwa. Posiadał własny kontrwywiad, areszty śledcze i sieć informatorów. Z czasem ewoluował w struktury służb specjalnych PRL, tworząc fundamenty aparatu bezpieczeństwa w Polsce Ludowej. Z takich kręgów wywodzili się ludzie, których potomkowie dziś często osiągają sukcesy polityczne, unikając wspomnień o rodzinnych korzeniach.
Matecki lubi na X i fb krytykować „komunistów” i „resortowe dzieci”, ale pomija własną historię rodzinną, która zaczyna się nie od niepodległościowych ideałów, lecz od służby w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, nadzorującym UB i polowanie na polskich bohaterów.
KBW rozwiązano dopiero w 1965 roku.
#InstytutPrawdy
Dzięki @Dive3113 wiemy, że posłanka PiS-u paraduje w bluzce za 4 254 monety.
Gdzie był @szachmad, ja się pytam? Cuich droższy od butów Tuska, a on nic! Może nie krytykuje powyżej czterech tysięcy?
Lucyna Klein-Klarenbach,żona dziennikarza – kolejna „wybitna” absolwentka Collegium Humanum w rekordowym tempie.
📷Przyjęta 12 listopada 2019, dyplom MBA w ręku już 8 lutego 2020. Trzy miesiące zamiast dwóch semestrów.
📷Trzy e-maile od uczelni. Materiały z zaledwie dwóch przedmiotów. I podpisany test końcowy.
📷To nie były studia. To był szybki zakup dyplomu, który miał otworzyć drzwi do rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa.
Pani Lucyna, zanim „ukończyła” te studia, była już dyrektorem biura zarządu w PKP i zasiadała w radzie nadzorczej Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa. Najwyraźniej zabrakło jej tylko tej magicznej pieczątki „MBA Collegium Humanum”, żeby dalej żerować na publicznych pieniądzach.
Zero wstydu. Zero odpowiedzialności. Tylko arogancja i poczucie, że im się wszystko należy.
To nie jest „błąd systemu”. To jest klasyczna, bezczelna korupcja elit, które traktowały polskie uczelnie jak sklep z dyplomami na zamówienie.
Wstyd. Obrzydliwość.
Jacek Fogiel
Ponieważ dyplomacja nie przyniosła żadnych efektów, zwracam się publicznie do Prezydentów @NawrockiKn i @ZelenskyyUa o bezpośrednią i szczerą rozmowę. Zanim emocje zrujnują naszą solidarność, która narodziła się w obliczu rosyjskiego zagrożenia. Współpraca leży w interesie obu naszych państw i narodów, a konflikt w interesie Moskwy. To chyba oczywiste dla nas wszystkich.
Wykształceni ... Lucynka skozrzystała nawet a Adrianek wypierał się posiadania tego dyplomu, na próżno.
"Z kolei żona Klarenbacha - według prokuratury - pomogła rektorowi w wystawieniu dla siebie lewego dyplomu ukończenia studiów MBA i dwa razy posłużyła się tym dokumentem jako autentycznym, choć wiedziała, że jest nieprawdziwy. Przedstawiła dyplom w swoim miejscu pracy, czyli spółce PKP SA, a poza tym dzięki niemu weszła do rady nadzorczej państwowej spółki Centrala Zaopatrzenia Hutnictwa."
Jakie dowody ma prokuratura na przestępstwa gwiazdy TV Republika Adriana Klarenbacha - w poniedziałek na @gazeta_wyborcza
Prokuratura przedstawiła dowody przeciwko Adrianowi Klarenbachowi z TV Republika, któremu zarzuca trzy przestępstwa oraz jego żonie Lucynie, której zarzuca - dwa. Oboje są zamieszani w aferę Collegium Humanum.
https://t.co/RsZSQ8ALRz
To nagranie dobrze oddaje stosunek Trump i jego wyznawców do dociekliwych dziennikarzy.
Trump podeptał mikrofon. Główny lokator Pałacu ze Sztangą na razie tylko grozi palcem, bo na więcej nie może sobie pozwolić. Jeszcze.
Jak wytłumaczyć fakt, że niespełna 3 tygodnie po otrzymaniu ostrzeżenia od szefowej wywiadu USA o nieuchronnym ataku Rosji na Ukrainę, @MorawieckiM zorganizował w Warszawie zlot przyjaciół Putina?
Trump va de hombre fuerte.
Pero cuando se encuentra con una periodista que, en lugar de hacerle una entrevista masaje, le hace preguntas de verdad, no responde, no argumenta, no debate.
Insulta. Se levanta. Y se va.
Hay pocas imágenes más elocuentes de la cobardía que se esconde detrás de la arrogancia de este narcisista patológico y autoritario.
Trump bricht heute das Meet the Press Interview mit Kristen Welker ab – live auf Sendung.
Auslöser: Welker konfrontiert ihn mit der langsamen Stimmauszählung in Kalifornien.
Trump nennt sie „korrupt" – dann NBC, ABC, CBS und CNN. Behauptet er habe einen Erdrutschsieg errungen und es gebe mehr Beweise als je zuvor für Wahlbetrug.
Welker: „Sie haben nie Beweise vorgelegt."
Trump antwortet nicht – steht auf – verabschiedet sich – verlässt das Set.
Welker hatte extra für dieses Interview nach Wisconsin gereist. Ein amtierender US-Präsident bricht ein Presseinterview ab weil eine Journalistin Fakten nennt. Das ist was Amerika gewählt hat. 🇺🇸🇪🇺
28 listopada 2024 roku pod Olkuszem skończyło się życie 28-letniej Doroty Bejgier. Szła poboczem, prowadząc córeczkę do przedszkola. Zwykły poranek, zwykła matka.
Wtedy pojawiła się Magdalena Z. – awansowana przez Zbigniewa Ziobrę na szefową Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu. Zjechała na pobocze. Podobno sięgała po telefon. Uderzyła Dorotę. Kobieta zmarła następnego dnia. Zostawiła małą córeczkę i rodzinę, której nikt już nie odda matki.
Śmierć spowodowana przez funkcjonariusza publicznego, który według opisu świadków i pierwszych ustaleń – zjechał celowo na pobocze.
Zarzuty za nieumyślne spowodowanie śmierci były już przygotowane. Ale nagle… je wycofano jako „przedwczesne”, tylko po to, żeby łatwiej było uchylić immunitet w Sądzie Najwyższym. Ponad półtora roku po tragedii prokuratorka Magdalena Z. nadal nie ma formalnych zarzutów. Chodzi na wolności i śmieje się rodzinie w twarz. A machina Ziobry działała tak działa nadal i chroni swoich.
Cała armia nominatów Ziobry, prokuratorzy, szefowie okręgówek, sędziowie, dostawała stołki nie za kompetencje, tylko za lojalność. Gdy jeden z nich zabija, uruchamia się tryb „ochrona VIP”. Immunitety, przeciąganie spraw, wycofywanie postanowień, kombinowanie proceduralne. Zwykły kierowca za takie przewinienie dawno siedziałby w areszcie tymczasowym i odpowiadał przed sądem. Ale nie „nasza”. Nie nominatka Ziobry.
Rodzinie Doroty Bejgier mówi się: „czekajcie”. Czekają już półtora roku. Córka Doroty dorasta bez matki, a sprawiedliwość jest gdzieś daleko, za murami prokuratorskich gabinetów i politycznych układów.
To Kaczyński i Ziobro budowali sobie państwo w państwie, w którym funkcjonariusze publiczni są ponad prawem. To Ziobro obsadzał kluczowe stanowiska ludźmi, dla których najważniejsza jest wierność partii, a nie prawda i sprawiedliwość. To za rządów PiS, „dobre zmiany” oznaczały bezkarność dla swoich, nawet kosztem życia zwykłej kobiety idącej z dzieckiem poboczem drogi.
Jak długo jeszcze mamy to tolerować? Jak długo prokuratorzy Ziobry mają mordować i chodzić wolno? Jak długo rodziny ofiar mają być traktowane jak natręci, a zabójcy w togach, jak nietykalni?
Czas skończyć z tą fikcją. Czas, żeby system, który chroni swoich kosztem zwykłych ludzi, wreszcie runął. Dorota Bejgier zasługuje na sprawiedliwość. Nie na kolejne „czekajcie”.
Autor: @BeataKSU
#InstytutPrawdy
W sumie nie dziwie się, że tysiące seniorów latami czekają na przyznanie przez prezydenta Medalu za Długoletnie Pożycie Małżeńskie,
skoro personel @prezydentpl zajmuje się wyłącznie robieniem sobie rolek i fotek na sociale
Taki @BoguckiZbigniew to już przechodzi samego siebie
Rodzinny biznes braci Jakich – afera repatriacyjna z Funduszu Sprawiedliwości.
Patryk Jaki, eurodeputowany, wiceprezes partii, były wiceminister sprawiedliwości i kandydat na prezydenta Warszawy, pozostaje jedną z twarzy polskiego obozu konserwatywnego. Jego zwolennicy widzą w atakach na niego i rodzinę element zemsty nowej władzy po 2023 roku. Krytycy wskazują na kumoterstwo i nadużycia przy dysponowaniu publicznymi pieniędzmi.
Chodzi np. o projekt pomocy repatriantom z Kazachstanu, na który z Funduszu Sprawiedliwości przeznaczono ok. 32 mln zł. Projekt zakładał wsparcie dla Polaków z Kazachstanu wracających do ojczyzny. Środki z Funduszu Sprawiedliwości (pierwotnie przeznaczonego na pomoc ofiarom przestępstw i przeciwdziałanie przestępczości) miały sfinansować m. in. budowę mieszkań i ośrodków adaptacyjnych. Krytycy wskazują, że wykorzystanie funduszu na ten cel wykraczało poza jego statutowe zadania, co wpisuje się w szersze zarzuty nadużyć w FS za czasów ministra Ziobry.
Według doniesień medialnych za realizację projektu miał odpowiadać Mariusz Jaki, brat Patryka Jakiego, wieloletni współpracownik Zbigniewa Ziobry. Mariusz Jaki miał nadzorować lub bezpośrednio zarządzać realizacją projektu. Media opisują go jako osobę „stojącą za wszystkim” – od pozyskania dotacji po wykonanie inwestycji.
Środki miały pójść na budowę domów dla repatriantów. W efekcie mamy do czynienia z niedokończonymi inwestycjami, ruiną rozpoczętych inwestycji, i bezwartościowymi działkami w szczerym polu. Część pieniędzy trafiła na wynagrodzenia dla członków rodziny, w tym żony Patryka Jakiego – ok. 300 tys. zł, zakup działek i luksusowych aut.
Prokuratura w Lublinie postawiła zarzuty wyłudzenia 32 mln zł Mariuszowi Jakiemu i kilku współpracownikom. Patryk Jaki reagował na te informacje, tak jak zawsze, mówiąc o „polowaniu na rodzinę” i zemście politycznej. Sprawa wpisuje się w szersze śledztwo dotyczące nadużyć w Funduszu Sprawiedliwości za czasów ministra Ziobry, funduszu, który pierwotnie miał pomagać ofiarom przestępstw, a według prokuratury stał się „partyjną skarbonką”.
Im dłużej trwa grobowa cisza wokół koreańskich kontraktów Mariusza Błaszczaka, tym głośniej zaczynają się rodzić pytania. To nie były zwykłe zakupy – to jedne z największych transakcji zbrojeniowych w historii III RP, zawierane w tempie godnym rekordów Guinnessa.Najpoważniejsze wątpliwości:
Kto naprawdę doradzał Błaszczakowi i na jakich zasadach?
Kto zarabiał na pośrednictwie i ile na tym wyciągnął?
Jakie analizy, symulacje i warianty alternatywne przygotowano przed podpisaniem umów?
Dlaczego Polska wybrała Koreę Południową zamiast szerszej, strategicznej współpracy z europejskim przemysłem obronnym?
Dlaczego tak drastycznie ograniczono udział polskich zakładów i realny transfer technologii?
Największy smród unosi się jednak wokół finansowania. Przy kontraktach wartych setki miliardów złotych rząd PiS, który przez lata bił się w piersi suwerennością gospodarczą i „patriotyzmem ekonomicznym”, zamiast korzystać z narzędzi państwowych (NBP, BGK, obligacje Skarbu Państwa) – poszedł po pieniądze do zagranicznych banków komercyjnych. To nie jest detal. To jest jawna sprzeczność między propagandą a rzeczywistością.Nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje potrzeby szybkiej modernizacji armii w tak niebezpiecznych czasach. Problemem jest coś zupełnie innego: całkowity brak transparentności, pominięcie standardowych procedur, podejmowanie strategicznych decyzji przez wąskie, polityczne grono i tajemnice, które do dziś nikt nie chce https://t.co/B3yuPTe59zśli te transakcje były czyste, korzystne i dobrze zabezpieczone interesy Polski – Mariusz Błaszczak powinien bez wahania wyjść do opinii publicznej, pokazać dokumenty, analizy, korespondencję i rozliczyć każdą złotówkę.Dopóki tego nie zrobi, podejrzenia będą tylko rosły. A setki miliardów złotych podatników zasługują na coś więcej niż ciszę i obrażanie tych, którzy pytają.Czas na pełne, publiczne rozliczenie. Bez ściemy i bez świętych krów.