Niedawno - pretekstem był Dzień Ojca - miałem przyjemność gościć w studiu u @KostrzewaWZ , z czego wyszła rozmowa, do przesłuchania której zachęcam w wolnym czasie ;)
https://t.co/ZkxybmoHIs
„Krzyż Chrystusa, który wieńczy tę bazylikę, jest Krzyżem ostatnich, którzy stają się pierwszymi, grzeszników, którzy stają się świętymi, umarłych, którzy zmartwychwstaną” – mówił Ojciec Święty w bazylice Sagrada Família 👇 https://t.co/9ONUPeDtJk
#NaŻywo | Kraków. Wystąpienie Prezydenta RP podczas Mszy Świętej z obrzędem beatyfikacji ks. Jana Świerca i jego Towarzyszy, salezjańskich męczenników. https://t.co/OHkO4cYof4
@jakub_szymczuk Jedno małe "ale" - trochę interesuję się polityką, śledzę komentarze, newsy, myślę że orientuję się w polskiej scenie polityczno-partyjnej na poziomie nieco ponad przeciętnym... I nie wiem kto to jest, skąd jest, ani jak się nazywa :) Czy to nie problem? A może atut?
Tym razem proszę Państwa o uwagę, bo sprawa jest bardzo ważna.
Akcja Krzysztofa Stanowskiego to działanie na wskroś polskie i - zbawienne. Już tłumaczę.
Otóż w takim kraju jak np. Wielka Brytania czy Niemcy, o tysiącletniej tradycji posłuszeństwa władzy, jeżeli rząd zakaże nagradzania dzieci za dobre oceny, to społeczeństwo się dostosuje. Bo władza wie lepiej, bo zawsze ma rację. To społeczeństwo po 20 latach obudzi się w domu wariatów skrzyżowanym z obozem koncentracyjnym, jak to obecnie ma miejsce w UK, gdzie sytuacja zrobiła się już beznadziejna, bo dekadami akceptowano i okazywano posłuszeństwo coraz bardziej dziwacznym, debilnym i szkodliwym zarządzeniom władz. Dziś to społeczeństwo się ocknęło i próbuje gwałtownie protestować - za późno.
A w Polsce? Z naszym doświadczeniem zaborów, okupacji, komunizmu? Wytworzyliśmy sobie stuprocentowo skuteczną strategię przetrwania - przekorę. Jeżeli rząd zakazuje nagradzania dzieci za dobre wyniki w nauce (a właśnie to zrobił), prawdziwy Polak mówi: "a chuja, zrobię na odwrót".
Tak przetrwamy jako naród.
To nie jest zwykła rozmowa. To spór cywilizacyjny o fundamenty naszej kultury i ładu społecznego.
Wprowadzanie modelu, w którym dziecko może mieć „dwóch ojców” lub „dwie matki” jako normę prawną, jest importem obcej ideologii, sprzecznej z polską tradycją, antropologią i prawem naturalnym.
To klasyczny mechanizm stopniowej zmiany: najpierw „tylko uznanie związków”, potem „partnerstwo”, a ostatecznie pełne rodzicielstwo i surogacja. Widzieliśmy ten schemat w wielu krajach – od Holandii po Hiszpanię.
Kultura, antropologia i prawo naturalne poprzedzają prawo stanowione. Dziecko nie jest „produktem” ani projektem do kształtowania według woli dorosłych. Jest osobą, która z natury ma prawo do matki i ojca – o ile tylko jest to możliwe. Prawo powinno chronić ten model jako preferowany i uprzywilejowany, a nie sprowadzać go do jednego z wielu „równowartościowych” wariantów.
Dziecko ma prawo do swojej biologicznej tożsamości i relacji z obojgiem rodziców, a nie do zaspokajania potrzeb emocjonalnych dorosłych.
Sądy w Polsce na razie bronią tego podejścia, badając w konkretnych sprawach dobro dziecka, a nie ideologiczne dogmaty. Ale presja jest ogromna – dlatego ten spór toczy się właśnie teraz…
Zakaz smartfonów w szkołach i pornografii dla dzieci. @donaldtusk i Leon XIV @Pontifex_pl zaskakująco zgodni – komentuje @MSzuldrzynski
https://t.co/lNdo7O1eKb
Czytając w internecie o nominacji Marii Montserrat Alvarado, najczęściej spotykam się z jednym akcentem: „pierwsza świecka kobieta na stanowisku prefekta”. To prawda, ale pomija się dwie znacznie ważniejsze rzeczy, które naprawdę definiują, kim jest i co może wnieść do Watykanu.
Papież Leon XIV mianował ją Prefektem Dykasterii ds. Komunikacji Stolicy Apostolskiej — pierwszą świecką kobietą na tym stanowisku w historii. Od 1 listopada 2026 będzie kierować całym watykańskim aparatem medialnym (Vatican News, Radio Watykańskie i inne).
Jej życiorys czyta się jak klasyczną amerykańską historię sukcesu w katolickim wydaniu.
Urodzona w Mexico City, jako dziewięciolatka przeprowadziła się z rodziną do Miami, nie znając ani słowa po angielsku. Pochodzi z głęboko wierzącej meksykańskiej rodziny, w której żywa jest pamięć o prześladowaniach Kościoła podczas wojen cristeros. Już jako dziecko regularnie oglądała EWTN — to doświadczenie ukształtowało jej wiarę. Obok tego rozwijała też stronę artystyczną: studiowała musical i do dziś śpiewa jazz oraz muzykę klasyczną.
Po studiach (BA z wyróżnieniem magna cum laude na Florida International University oraz MA summa cum laude na George Washington University) przez 14 lat pracowała w prestiżowym Becket Fund for Religious Liberty. Zaczynała jako wolontariuszka, doszła do stanowiska Vice President & Executive Director. Nadzorowała 12 zwycięstw przed Sądem Najwyższym USA — m. in. w obronie sióstr Little Sisters of the Poor (sprawa przeciwko obamowemu mandatowi antykoncepcyjnemu w ramach Obamacare, wygrana w 2016 r.), praw muzułmańskich więźniów oraz żydowskich szkół i synagog (chodziło o prawo szkół religijnych do samodzielnego wyboru nauczycieli i liderów religijnych bez ingerencji państwa). Wall Street Journal nazwał ją „obrończynią wszystkich religii na froncie amerykańskich wojen kulturowych”.
W 2021 roku założyła i poprowadziła program EWTN News In Depth, a w 2023 została President & COO EWTN News. Pracując w tej sieci, w pełni przyswoiła ducha EWTN nadanego przez założycielkę, Matkę Angelicę: radykalną niezależność od państwa, grantów i świeckich wpływów. Sieć żyje wyłącznie z darowizn wiernych i zaufania Opatrzności. To była dla niej znakomita szkoła wolności słowa i wierności nauczaniu Kościoła — doświadczenie, które teraz będzie miało bezpośredni wpływ na kształt mediów watykańskich.
Jednocześnie od 2021/2022 roku zasiada w radzie nadzorczej Acton Institute, wspierając łączenie katolickiego nauczania społecznego z zasadami wolnego rynku.
Od imigrantki, która ledwo mówiła po angielsku, do jednej z najważniejszych kobiet w Kościele katolickim XXI wieku — to historia o głębokiej wierze, determinacji i konsekwentnym służeniu.
Jaki problem z Banderą, historią Ukraińskiej Powstańczej Armii i decyzją Zełeńskiego o nazwaniu jednostki wojskowej mianem UPA, mają Polacy?
Postanowiłem opowiedzieć tę historię dosyć szeroko i mam nadzieję, że automatyczne tłumaczenie tekstu, które mamy dzięki @elonmusk, pozwoli przeczytać go nie tylko Polakom ale również Ukraińcom, jak i być może użytkownikom innych języków. Zapraszam na dłuższy🧵
ZANIM DOSZŁO DO LUDOBÓJSTWA - lata 1918-1939
W 1918 roku, po 123 latach obcej okupacji, odrodziło się państwo polskie. Polacy zamieszkiwali wówczas, w zwartych lub rozproszonych grupach, na ogromnym obszarze Europy Wschodniej, obejmującym sporą część terytoriów dzisiejszej Ukrainy, Białorusi oraz Litwy, a nawet Łotwy. Po dziś dzień (2026) państwa te zamieszkują mniej lub bardziej liczne grupy Polaków, którzy żyją tam od setek lat. W latach 1918-1939 odrodzone państwo polskie zamieszkiwały liczne mniejszości narodowe. Wsród nich było około 10% Żydów i aż 14% Ukraińców. Polacy stanowili około 70% mieszkańców własnego państwa.
Ukraiński nacjonalizm lat 1918-1939 wyrósł z klęski prób stworzenia własnego państwa po I wojnie światowej i wojny polsko-ukraińskiej o Małopolskę Wschodnią. Dla wielu ukraińskich działaczy porażka z lat 1918-1921 stała się dowodem, że zawiodły umiarkowanie, kompromis i parlamentarna polityka. W Galicji, na Wołyniu i innych regionach II RP zaczęło narastać przekonanie, że tylko zdyscyplinowany, elitarny i gotowy do przemocy ruch zdoła doprowadzić do niepodległości. Z tego klimatu wyrosły najpierw Ukraińska Organizacja Wojskowa, a potem, od 1929 roku, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów.
Kluczowy wpływ na doktrynę polityczną wywarła doktryna Dmytra Doncowa, zwykle opisywana jako integralny nacjonalizm. Doncow odrzucał demokratyczny pluralizm i humanitaryzm, a w ich miejsce stawiał wolę, fanatyzm, ekspansję i przemoc polityczną. Szczególnie jaskrawe są sformułowania z jego pracy: „każda nowa idea jest nietolerancyjna”, wielka idea narodowa ma być „nieprzejednana, bezkompromisowa, fanatyczna i ‘amoralna’”, a naród lub wielka idea „musi przypisać ogromną rolę w życiu narodów przemocy”.
Polsko-ukraiński konflikt na Kresach w latach 1918-1939 miał charakter zarazem narodowy, społeczny i państwowy. Zaczął się jako otwarta wojna o terytorium i władzę, zwłaszcza o Galicję Wschodnią i Lwów, a po ustaleniu granic przeszedł w długotrwały konflikt między państwem polskim a znaczną częścią ukraińskiej społeczności. Dla Polaków chodziło o utrzymanie integralności państwa i kontroli nad spornymi ziemiami; dla wielu Ukraińców było to doświadczenie przegranej państwowości, marginalizacji politycznej i presji asymilacyjnej. Napięcia wzmacniały spory o szkolnictwo, język, cerkiew, ziemię, administrację i reprezentację polityczną.
Państwo polskie prowadziło wobec Ukraińców politykę czasami niespójną, chwilami twardą i represyjną, czego symbolem stała się pacyfikacja Małopolski Wschodniej w 1930 roku. Z drugiej strony radykalny, ukraiński nurt nacjonalistyczny odrzucał drogę legalną i świadomie eskalował przemoc. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów traktowała terror jako narzędzie wychowania narodu i destabilizacji państwa: chciała uderzać nie tylko w polskich urzędników, lecz także w Ukraińców skłonnych do kompromisu, by zniszczyć umiarkowane przywództwo i spolaryzować społeczeństwo.
Tę logikę dobrze oddaje "Dekalog ukraińskiego nacjonalisty", autorstwa Stepana Łenkawskiego, ogłoszony w 1929 roku; jego kanoniczne brzmienie znamy też z późniejszej broszury Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Najbardziej jaskrawe punkty to: „Zdobędziesz państwo ukraińskie albo zginiesz w walce o nie”, „Nienawiścią i bezwzględną walką będziesz przyjmować wrogów twego narodu” oraz „Nie zawahasz się wykonać najniebezpieczniejszego czynu, kiedy tego wymaga dobro sprawy”.
Ważnym tłem tego konfliktu były stosunki narodowościowe na ziemiach południowo-wschodnich II Rzeczpospolitej Polskiej. W województwie wołyńskim ludność ukraińska i ruska stanowiła około 68,4%, polska 16,6%, a żydowska według kryterium językowego około 9,9%. W województwie stanisławowskim było to odpowiednio 68,8%, 22,4% i 7,4%. W województwie tarnopolskim proporcje były bardziej wyrównane: około 49,3% ludności posługiwało się językiem polskim, 45,5% ukraińskim lub ruskim, a 4,9% jidysz lub hebrajskim. W województwie lwowskim jako całości przeważała ludność polskojęzyczna, około 57,7%, wobec 34,1% ukraińsko- i ruskojęzycznej oraz 7,5% jidysz i hebrajskiego (spis 1931).
Równie istotny jest podział między miastem a wsią. Na wsi, zwłaszcza w Galicji Wschodniej i na Wołyniu, silna była przewaga ludności ukraińskiej, natomiast najważniejsze miasta miały charakter mieszany, najczęściej polsko-żydowski z istotną, lecz mniejszą obecnością ukraińską. Lwów był miastem przede wszystkim polsko-żydowskim: w 1931 roku 63,48% mieszkańców podało język polski jako ojczysty, 24,12% jidysz lub hebrajski, a około 11% ukraiński lub ruski. W Stanisławowie (dzisiaj Iwano-Frankiwsk) według danych spisowych około 41,4% mieszkańców stanowili Żydzi, 37,2% Polacy i 18,6% Ukraińcy. W Tarnopolu ludność żydowska stanowiła 39,3% mieszkańców, podobnej wielkości społeczność tworzyli Polacy a mniej niż 20% - Ukraińcy i Rusini. Na Wołyniu także widoczna była różnica między prowincją a miastami: Łuck miał około 48,5% ludności żydowskiej, choć całe województwo było wyraźnie zdominowane przez ludność ukraińską z występującymi, często wyspowo, polskimi wsiami i dworami.
Oczywiście, strona ukraińska będzie przytaczała w tym kontekście, w odpowiedzi, historyczny rachunek krzywd. Polsko-ukraińskie walki o Lwów w latach 1918-19, niektóre przejawy przymusowej polonizacji czy ograniczania ukraińskich aspiracji narodowych. Konflikt był oczywisty i nierozwiązywalny. Miliony Polaków oraz Ukraińców zamieszkiwały wspólnie olbrzymi obszar południowo-wschodniej Polski. Z drugiej strony warto podkreślić, że Ukraińcy zamieszkujący Polskę mieli i tak dużo więcej "szczęścia" niż ci, którzy pozostali po drugiej stronie granicy, w Związku Sowieckim. Ukraina sowiecka została bowiem poddana nie tylko komunizmowi, kolektywizacji i masowej eksterminacji elit, w tym cerkwi. Ukraina sowiecka została poddana olbrzymiemu planowemu ludobójstwu, hołodomorowi, który pochłonął miliony ofiar.
Ukraińcy w Polsce w latach 1918-1939 nie mieli lekko i nikt rozsądny nie będzie temu przeczył. Niemniej, państwo polskie nigdy nie prowadziło ich zaplanowanej eksterminacji. Państwo polskie umożliwiało też, mimo ograniczeń, funkcjonowanie wielu ukraińskich szkół, organizacji, instytucji. Mimo to, już na wiele lat przed wybuchem II wojny światowej, Polska musiała zmierzyć się z zaplanowaną i systematycznie organizowaną, ukraińską działalnością terrorystyczną.
W II Rzeczypospolitej Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów prowadziła działalność terrorystyczną i sabotażową. Jej członkowie organizowali podpalenia, napady na banki, poczty i ambulanse pocztowe, a także zamachy na przedstawicieli państwa polskiego oraz na Ukraińców uznanych za zdrajców lub ugodowców. Do najbardziej znanych należały zabójstwa Tadeusza Hołówki w 1931 roku, Iwana Babija i ministra Bronisława Pierackiego w 1934 roku; planowano też zamach na wojewodę Henryka Józewskiego. Celem tych akcji było jednocześnie osłabienie Polski, radykalizacja własnego społeczeństwa i pokazanie, że legalna polityka ukraińska jest bezsilna.
Warto to podkreślić - poseł Tadeusz Hołówko był jednym z najważniejszych polskich rzeczników porozumienia polsko-ukraińskiego i właśnie dlatego stał się dla Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów celem szczególnie niewygodnym. Został zamordowany 29 sierpnia 1931 roku w Truskawcu. Minister Bronisław Pieracki, zamordowany 15 czerwca 1934 roku, również nie był wyłącznie symbolem represji; zamach na ministra miał także storpedować możliwość porozumienia z umiarkowaną częścią społeczeństwa ukraińskiego. Z kolei po stronie ukraińskiej wyjątkowo wymowne było zabójstwo Iwana Babija, dyrektora ukraińskiego gimnazjum we Lwowie, krytyka skrajnego nacjonalizmu i człowieka związanego z legalną, umiarkowaną działalnością społeczną. Został zamordowany w 1934 roku. To pokazuje bardzo jasno, że terror Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów był wymierzony nie tylko w Polaków, ale także w samych Ukraińców, jeśli tylko uznano ich za przeszkodę dla rewolucyjnej linii ruchu.
W tym samym kontekście trzeba wspomnieć o procesie Stepana Bandery. Jako przywódca krajowych struktur Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów należał on do głównych organizatorów akcji terrorystycznych. W procesie dotyczącym zabójstwa Bronisława Pierackiego, toczącym się w Warszawie od 18 listopada 1935 roku do 13 stycznia 1936 roku, Bandera został skazany na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywotnie więzienie. Sam proces miał duże znaczenie polityczne, bo ujawnił skalę konspiracji, jej strukturę i rolę Bandery w kierowaniu terrorem.
Do 1939 roku ukraiński nacjonalizm w jego radykalnej, ounowskiej postaci był już więc nie tylko ideą niepodległościową, ale także rewolucyjną doktryną politycznej przemocy. Łączył pogardę dla kompromisu, etos fanatycznego poświęcenia i akceptację terroru jako narzędzia dziejowego działania. To właśnie ten splot idei Doncowa, dekalogu Łenkawskiego i praktyki Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ukształtował najbardziej skrajną postać ukraińskiego nacjonalizmu u schyłku II Rzeczypospolitej.
<Mychajło Kołodziński pisał np. w ukończonej w 1938 r. "Wojennej doktrynie ukraińskich nacjonalistów", że podczas powstania nacjonalistycznego nadarzy się okazja, aby „wymieść do ostatniej nogi element polski na ziemiach zachodnioukraińskich”.
Polacy stawiający opór mieli zostać zniszczeni w walce, a pozostali sterroryzowani i wypędzeni za Wisłę. Kołodziński na tym nie poprzestawał. Oprócz fizycznej eliminacji wrogiej ludności, apelował o niszczenie śladów wrogiego panowania, które ucieleśniał obraz „polskiego dworu”>
1/4
Lewicowo-liberalne media w Polsce (Wyborcza, Onet, TOK FM itp.) potrzebują „swojego katolika” – wiarygodnego głosu z wewnątrz Kościoła, który legitymizuje krytykę tradycyjnego katolicyzmu, hierarchii i prawicy.
Tomasz Terlikowski idealnie wypełnił tę rolę po swojej ewolucji (ok. 2020+): z twardego konserwatysty (Fronda, Do Rzeczy, ostra retoryka anty-LGBT) stał się krytykiem Kościoła, zwolennikiem dialogu i łagodniejszego przekazu. Dawni sojusznicy z prawej strony oskarżają go o zmianę frontu i oportunizm, podczas gdy lewica chętnie go cytuje jako „rozsądnego katolika”.
Nawet jeśli Terlikowski robi to w dobrej wierze (np. pod wpływem osobistych doświadczeń), intencja nie zmienia efektu – jego wypowiedzi są instrumentalnie wykorzystywane do osłabiania pozycji Kościoła w debacie publicznej. Taka strategia działa głównie w liberalnej bańce medialnej, ale słabo przekonuje zwykłych polskich katolików, wśród których większość nadal pozostaje konserwatywna.
To klasyczna strategia: zamiast atakować Kościół z pozycji laickiej (co w Polsce słabo działa), lepiej promować wewnętrznego krytyka, który dzieli katolików i osłabia konserwatywny obóz. Zjawisko znane również za granicą.
Terlikowski nie jest ani zdrajcą, ani prorokiem. Jest po prostu symptomem polaryzacji: media po obu stronach chętnie robią z ludzi broń. Prawda leży zwykle gdzieś pomiędzy twardym tradycjonalizmem a bezkrytycznym „dialogiem”.
Krótko: potrzebują swojego katolika – i właśnie go mają.
Kard. Wojtyła dziwił się w Rzymie, że włoscy kardynałowie nie jeżdżą na nartach, choć mają w górach piękne stoki⛷️ Rzucił: „W Polsce 40 proc. kardynałów to narciarze”. Na uwagę, że jest tylko dwóch polskich kardynałów, odparł: „Kard. Wyszyński liczy się jako 60 procent” 😲