Komentując "patrole obywatelskie" na granicy polsko-niemieckiej, politycy opozycji mówią po raz kolejny o "tysiącach migrantów przerzucanych przez Niemców". Dane o rzeczywistych przekazaniach są jednak dużo niższe.
Wyjaśnia @Michal_Istel 👇
https://t.co/h5ELit5kYl
1. To tylko portal.
2. Choć może pokazać mindset.
3. Nie widzę nic zdrożnego w wyrażaniu tu poparcia dla CPK, ani w formie jaką zaproponował @marian_baczal.
4. W „Transnarodzie” @EasyRid04682094 mamy malkontentów i uśmiechniętych. Osią podziału jest ocena transformacji. 1/2
@MeteoprognozaPL Przepraszam, nie ma czegoś takiego jak sezon rowerowy. Cały rok można jeździć. I przy -15°C i przy gołoledzi. Tylko trzeba się ubrać i założyć opony z kolcami.
Polecam się nieśmiało z nowym wywiadem.
Moim skromnym zdaniem najciekawszy jest wątek upolitycznienia i politycznej zależności niektórych sędziów w ostatnich latach, które to upolitycznienie niektórzy widzieli, a niektórzy nie widzieli.
https://t.co/YUbSielRLZ
Napisałem w zeszłym roku esej o wojnie w Ukrainie, opublikowany w tym samym momencie w Gazecie Wyborczej i w Neue Zürcher Zeitung. Nie jestem dziennikarzem, był to tekst literacki, tym niemniej, skoro pisałem w nim o faktach, redakcja NZZ uprzejmie poprosiła mnie o dowody na to, że byłem tam, gdzie opisuję, że byłem, że rozmawiałem z ludźmi, z którymi rozmowy w moim tekście przytaczam i tak dalej. Przesłałem więc całą dokumentację i ktoś w redakcji zajął się fact-checkingiem i dopiero po tym tekst został opublikowany.
Czy zrobiło mi się przykro z tego powodu? Czy uznałem to za brak zaufania? Nie, poczułem dumę, że ktoś moją pracę, moje słowa traktuje poważnie, by potem poważnie mógł je traktować czytelnik.
Ten sam tekst w Gazecie Wyborczej został opublikowany bez sprawdzenia czegokolwiek. Taka jest norma w polskiej prasie, nie piszę więc tego z pretensją do redakcji. Redaktorzy Wyborczej wiedzieli, że nie napisałem eseju o moich doświadczeniach z Ukrainy siedząc na kanapie w Pilchowicach, bo pomogli mi w pewnym organizacyjnym aspekcie moich wyjazdów, za co jestem wdzięczny, dzieliłem się również w mediach społecznościowych dowodami na to, że w istocie byłem tam, gdzie twierdzę, że byłem, więc zapewne w tym przypadku zasługiwałem na to zaufanie — przede wszystkim jednak, tak się po prostu w polskich mediach pracuje i gdyby akurat w tym samym momencie mojego eseju nie sprawdzała redakcja NZZ, to nie zwróciłbym na to nawet uwagi.
Tym niemniej jednak, mogłem przecież zmyślać. Mogłem fantazjować. I skąd czytelnik ma wiedzieć, że tego nie robię? Czy pochlebia mi więc to zaufanie, którym redakcja mnie obdarzyła? Nie, bo wiem, że obdarzani są nim wszyscy i czasem, jak się okazuje, nieco na wyrost.
Piszę o tym odwołując się do artykułu Marcina Kąckiego, który redaktorki i redaktorzy Wyborczej — widziałem zachwyty Aleksandry Sobczak i Michała Nogasia — entuzjastycznie polecali, nie szczędząc wyszukanych komplementów, deklarując, że tekst ten winien być książką, taki jest dobry, że przy lekturze płakali, zachwycali się „jak to jest napisane!”. Gdy jednak dziennikarka Newsweeka Karolina Rogaska poinformowała o postępkach Kąckiego wobec niej i w mediach społecznościowych wezbrała fala uzasadnionego oburzenia, Sobczak i Nogaś gwałtownie zmienili zdanie i zmianę uzasadniali tym, że Kącki nie poinformował redakcji o tym kontekście swojego tekstu.
Mam tutaj dwa zastrzeżenie, jedno szczegółowe, drugie natury ogólnej, ważniejsze.
Po pierwsze, trudno mi uwierzyć, że można było ten minoderyjny tekst, ocierający się o grafomanię (Umschlagplatz, stopy uchodźców, czy jest jakaś granica, której autor nie przekroczył litując się nad sobą skrzydlatymi słowy?) uznać za wspaniały dla samych jego literackich wartości. Oczywiście, gusta literackie są różne, ale jakim cudem tak doświadczeni dziennikarze i dziennikarki nie byli w stanie przejrzeć intencji autora trudno mi zrozumieć. Dlaczego? Pozostaje mi się domyślać.
Po drugie i jest to zastrzeżenie ważniejsze, bo systemowe i nie odnoszące się tylko do redakcji „Gazety Wyborczej”, ale do polskich mediów w ogóle: naprawdę, redakcja nie zna kontekstu tekstu, bo autor jej nie poinformował?
Zdaje mi się, że po to redakcja jest redakcją, tym różni się od mediów społecznościowych, by brać odpowiedzialność za to, co publikuje, współdzieląc ją z autorem. Dlatego do autora zaufanie redakcji musi być ograniczone. Systemowo. Po to, by to zaufanie do redakcji, autora i tekstu mógł mieć czytelnik. Czytając tekst we wspomnianym NZZ z własnego doświadczenia chociażby wiem, iż jeśli autor przytacza jakiś fakt, to stoi za nim cały system weryfikacji tegoż. Jakie mogę mieć zaufanie do tekstu, jeśli redakcja ufa, że autor o istotnych kontekstach — na przykład konflikcie interesów — poinformuje sam?
Siedem lat temu Adam Leszczyński napisał i opublikował w „Krytyce Politycznej” świetny tekst o znanej ze zmyślania „polskiej szkole reportażu”, w którym wskazuje on jak najbardziej słusznie, że jeśli autor pragnie korzystać dla swej twórczości z waloru określenia „non-fiction”, to jego książka powinna przejść tę systemową weryfikację.
Czy w polskich wydawnictwach specjalizujących się w non-fiction coś się od tego czasu zmieniło? Czy są już w nich działy zajmujące się fact-checkingiem, czy proces ten jest dalej uznawany za obraźliwy dla autora? Póki nic się w tej materii nie zmieni, polski reportaż winno traktować się jak fikcję i sam takie założenie czynię, jeśli sięgam po książki polskich reporterów i również z tego powodu nie czynię tego często. Od niewiarygodnego non-fiction wolę literaturę, która niczego nie udaje. Czytając non-fiction chcę mieć pewność, że wydawca wybrał się przed publikacją śladem autora i wiedząc o tym, że ktoś się wybierze, autor przynajmniej starał się dochować wierności faktom.
Rola mediów jest jednak społecznie o wiele ważniejsza, niż „polska szkoła reportażu”. Jeśli redakcja Wyborczej nie wiedziała o kontekście tekstu Kąckiego, bo autor go nie ujawnił, to o jakich innych nieujawnionych przez autorów kontekstach nie wie? O czym w ogóle wiedzą w Polsce redakcje, publikując teksty swoich autorów?
Tutaj naprawdę czas już coś zmienić.
Nowy wiceminister ds migracji jeszcze na dobre planów nie przedstawił, a już koteria wokół tych co go powołali próbuje przepychać sprawy w swoją stronę. Czy będzie czas na normalną dyskusję? https://t.co/Jrdhc1IEaZ
@dorota_spyrka@kaczmarczyk_cmr Za mała grupa, by była reprezentatywna. Tak Pani trafiła. Też robiłem te studia, tylko 12 lat temu i jestem prawicowy. Zresztą nikt nas o poglądy polityczne nie pytał. Zajęcia ciekawe.
Stanisław Witkiewicz - Las | Noc zimowa w Zakopanem (olej na płótnie, 61 x 47 cm), 1892, Muzeum Narodowe w Krakowie. #PolishMastersofArt#StanislawWitkiewicz
🗞️https://t.co/sCi7drWvVF
[OPINIA] Sposób przejęcia mediów publicznych przez nową władzę jest nielegalny i niezgodny z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 2016 r., na który powołuje się obecna większość. Pytaniem, na które każdy musi samodzielnie odpowiedzieć, jest - czy w imię poprawy sytuacji w #TVP można było sięgnąć po bezprawne metody?
🖋️ @PatrykSlowik
Przestrzeganie konstytucji doprowadzi do tragedii. Aha. Muszę wejść pod stół i wydać paszczą odgłos hau hau przepraszając za to, ze zarzucałem PiS-owi naruszanie tego dziwoląga z kwietnia 1997 r.
Sfotografowałem ostatnio obiekt uznany za Renowację Roku 2023 Mazowsza 🥰 Mamy pod Warszawą kolejną perełkę i co ważne, dostępną dla każdego!
Zapraszam na #wątek ze zdjęciami i ciekawostkami o ponad 100letnim pałacu, który został odnowiony z dbałością o każdy detal 😍🏰
[1/n]
Motto: jeśli coś wygląda jak kaczka, chodzi jak kaczka i kwacze jak kaczka, to nie jest to żaden dowód.
Komu wierzyć w aferze Newagu? Jak oceniać wiarygodność nieznanych ludzi piszących różne rzeczy?
Krótki przewodnik 🧵👇
Antysemicki gest Grzegorza Brauna nie jest wcale zaskakujący, skoro wydarza się w polskim sejmie, tym centrum politycznego performensu o znakomitej oglądalności. Należy do tego samego porządku, co exposé premiera Tuska, w którym cytuje on manifest samobójcy — tragiczne samobójstwo tegoż było również gestem performatywny. W tym samym porządku wydarzają się przekraczający wszelkie granice śmieszności Kaczyński wyzywający Tuska od niemieckich agentów, cięte riposty marszałka Hołowni prowadzącego obrady jakby talk show prowadził czy jakieś pomniejsze muppety biegające z tabletami.
Gesty te mają różne znaczenie, różną wartość moralną, wszystkie jednak są doskonale puste, pozbawione politycznej substancji, nie należą ani do porządku sprawowania władzy w jej weberowskim znaczeniu, ani do porządku dyskursywnego. Nie są przecież argumentami w dyskusji na agorze, bo też nie dzieją się na agorze, lecz raczej na proskenionie. Ich adresatem nie są przeciwnicy polityczni, lecz publiczność, której żywe zainteresowanie obradami Sejmu będzie jeszcze tę performatywność polskiej polityki wzmacniać. Politycy świadomi bycia oglądanymi walczyć będą o własną widzialność, jednoznacznie utożsamioną z politycznym byciem. There is no such thing as a bad publicity — mówił P.T. Barnum, przedsiębiorca cyrkowy, a więc ktoś, kto mógłby być specjalistą również od polskiej polityki, gdyby nie umarł dawno temu.
Performatywność polityki sama w sobie nie jest fundamentalnym problemem. Ktoś mógłby powiedzieć, że w ogóle całe nasze życie społeczne ma do pewnego stopnia performatywny charakter. Problemem jest jednak kiedy performens w polityce staje się najważniejszy, ważniejszy od realnego, od zasady rzeczywistości. Gestem performatywnym było zapewnienie o guzikach od płaszcza, które w połączeniu z ignorowaniem realnego zaprowadziło performera ku szosie na Zaleszczyki.
Polskę czeka powrót zjawisk, które znamy z przeszłości - polityka uległości wobec Berlina i Moskwy, „resetów”, finansów państwa prowadzonych w stylu „pieniędzy nie ma i nie będzie”, mrożenia strategicznych inwestycji, osłabiania armii i bezpieczeństwa Polski.
Jednak, tak jak w 2015 roku nastał dla Polski czas odbudowy oraz rozwoju, tak ponownie - oby jak najszybciej - Polacy będą mogli znów zadbać o swój kraj.
To, kiedy Polska wróci na drogę niezależności i rozwoju zależy tylko od nas. Prawo i Sprawiedliwość pokazało Polakom, że można realizować obietnice wyborcze, wprowadzać programy społeczne poprawiające jakość życia milionów Polaków, rządzić krajem skutecznie i z pożytkiem dla obywateli. Zaowocowało to najwyższym w historii Polski poparciem wyborców, utrzymującym się na poziomie niemal 8 mln osób.
To w naszych rękach jest dalszy los Polski. Trzeba - jak zawsze - wsłuchiwać się w głos Polaków, wyciągnąć wnioski z wydarzeń ostatnich lat i działać. Czeka nas praca, którą musimy zacząć już od dziś. Praca na rzecz kolejnego zwycięstwa dla Polski, Polski wolnej, dumnej i żyjącej swoimi wartościami.
➡️ Wygraliście niemożliwe do wygrania wybory i, jak rozumiem, na tym cudzie chcecie zbudować kraj, w którym wojna polsko-polska trwa w najlepsze. Zamiast na zimno egzekwować prawo od pisowskich funkcjonariuszy, z przyjemnością drażnicie ich elektorat.
➡️ Zamiast mądrze rozliczać władzę, głupio dokuczacie ludziom. Chcecie pieczonej kaczki jako symbolu dziękczynienia. Chcecie ich upokorzyć. Wydaje się wam, że te osiem lat to była anomalia, że sprawy już wróciły na prawidłowy tor i że już się nigdy wam Polska nie wykolei.
➡️ Więc dacie im teraz popalić. Ma wprawdzie KO w swoim programie niezależną Komisję Edukacji Narodowej, która ma chronić szkołę od upolitycznienia, ale to się pominie. Da się edukację Lewicy, która żadnych takich neutralizujących ideologię dziwactw nie przewiduje.
➡️ Było tysiąc godzin religii w szkołach, teraz będzie tysiąc godzin wychowania seksualnego i szkoleń antydyskryminacyjnych, gdzie i podejście do seksu, i dyskryminacja będą definiowane wyłącznie lewicowo, jakby innych opcji nie było. Czy w nowym programie nauczania będzie coś o wartości małżeństwa albo macierzyństwa?
➡️ W kraju, w którym kilkanaście milionów ludzi głosowało na partie konserwatywne, upolityczni się najbardziej polaryzujący obszar, czyli wychowanie dzieci. Żeby można było wajchę przerzucić maksymalnie w lewo, tak jak była przerzucona w prawo. Zgodnie ze starą humanistyczną zasadą: „teraz, k…., my".
➡️ Da się prezent Czarnkowi i innym oszołomom, którzy znów będą krzyczeć o seksualizacji polskich dzieci, a konserwatywny wyborca będzie tego słuchał i będzie się gotował w środku przez cztery lata. A potem się cud 75 procent frekwencji nie powtórzy i znowu będziemy zachodzić w głowę, co się stało.
➡️ Był kiedyś kraj, który rzeczywiście był sam ze sobą na wojnie. Gdzie ludzie masakrowali się nie metaforycznie, ale dosłownie. W tym kraju Nelson Mandela, siedząc 27 lat w więzieniu, nauczył się afrikaans, języka swoich oprawców, żeby ich lepiej zrozumieć. W czasie publicznych wystąpień odczytywał w nim wiersze. Co byłoby odpowiednikiem nauczenia się języka drugiej strony u nas? Publiczna modlitwa Tuska na Jasnej Górze pokazująca szacunek dla katolików?
➡️ Mandela wziął udział w meczu rugby, sportu-symbolu zwolenników apartheidu. To tak, jakby Trzaskowski wziął udział w miesięcznicy smoleńskiej. Mandela wymógł, aby wśród jego ochroniarzy byli biali. To tak, jakby Brejza zdecydował, że mają go chronić ludzie Wąsika.
➡️ U nas nikt takich gestów sobie nawet nie wyobraża – przyznajcie, że wydają się wam po prostu śmieszne. Ja też ich nie oczekuję, bo wiem, jacy jesteśmy. Ale chciałbym, żeby R. Giertych nie urządzał sondy, czy przenieść pomnik L. Kaczyńskiego. Bo jeśli nowa władza ma poniżać wyborców PiS, poniżając pamięć o ważnym dla nich zmarłym, to coś jest z nami nie tak.
➡️ Może w ogóle uderzcie z grubej rury? Zróbcie referendum nie na temat przeniesienia pomnika, ale w sprawie usunięcia pary prezydenckiej z Wawelu. To dopiero dopiekłoby drugiej stronie – taka superekshumacja w zemście za te wszystkie poprzednie, prawda?
➡️ Nikomu nie przyjdzie do głowy, by w geście pojednania wreszcie nazwać imieniem byłego prezydenta jedną z głównych warszawskich ulic? Chcecie odebrać kilka procent elektoratu PiS czy go umocnić w przekonaniu, że nigdy nie będziecie ich władzą, więc jedynym dla nich ratunkiem są Czarnek i Kowalski?
➡️ A może po prostu lubicie się nawalać i udowadniać swoją wyższość? Pokazać ciemnogrodowi, gdzie jego miejsce, zapominając, że w demokracji głos tego „ciemnogrodu" waży tyle samo, co wasz?
➡️ Jeśli to, co zdarzyło się w RPA było naiwne, to, co dzieje się u nas, jest groteskowe. To Polska z kreskówki, gdzie Tom goni Jerry’ego, a co cztery lata zamieniają się rolami. Gdzie rządzi sadyzm – chęć, aby wszelkimi sposobami dopiec drugiej stronie. Czy tak jak PiS uważacie, że będziecie rządzić wiecznie? Nie będziecie – ten karnawał pychy i odpłacania pięknym za nadobne może się skończyć wcześniej, niż myślicie