Jeśli to jawnie prorosyjskie ugrupowanie wejdzie do sejmu samodzielnie, to będzie wstyd dla nas Polaków. Trzeba być bowiem niesamowicie głupim, by - zwłaszcza w obecnych warunkach geopolitycznych - głosować na ugrupowania życzące Polsce tak szkodliwych decyzji, zbieżnych z interesami Rosji. Ktokolwiek się z tym środowiskiem politycznie sprzymierzy, powinien być skończony.
‼️WAŻNE‼️
❌ Minister Ireneusz Raś, który pisze ustawę o najmie krótkoterminowym, do niedawna miał umowę z firmą, która zajmuje się m. in. najmem krótkoterminowym.
❌Ireneusz Raś kupił w 2020 r. trzy mikrokawalerki w kamienicy pociętej na 55 lokali pod wynajem krótko- i długo- terminowy. Lokale polityka miały po 12 i 13 mkw.
❌ Raś podpisał umowę z firmą, która zajmowała się wynajmowaniem jego mieszkań. PISANA PRZEZ NIEGO USTAWA OBEJMUJE TE FIRMĘ.
❌ IRENEUSZ RAŚ twierdzi, że chce walczyć z szarą strefą. ALE SAM DZIAŁAŁ W SZAREJ STREFIE‼️BO FIRMA KTÓRA WYNAJMUJE LOKALE W ŁÓDZKIEJ KAMIENICY NIE ZGŁOSIŁA ICH DO REJESTRU W URZĘDZIE MIASTA.
❌Dwie mikrokawalerki Raś sprzedał tuż przed wejściem do rządu Donalda Tuska bratu - księdzu Dariuszowi Rasiowi. Jeden lokal trafił do byłej żony po rozwodzie.
❌Sprawdziliśmy - lokale Rasia można dziś wynająć krótkoterminowo.
❌ Sam Raś nie widzi w tym konfliktu interesu.
https://t.co/1UYDOeEKZE
Powiem Wam tam w tym Parlamencie® jak myśli 99,98% ludzi w tym kraju o najmie krótkoterminowym.
Otóż normalny człowiek, który bierze kredyt na mieszkanie i tyra na niego potem 30 lat - ma totalnie w pompie jakichś "przedsiębiorców". Chce mieć spokój, airbnb za bramę raz.
Serio.
Kolejna decyzja, która wzmacnia Warszawę kosztem reszty.
Centrum ESA spokojnie mogło stanąć w Gdańsku, Krakowie czy Wrocławiu. Wszędzie byłoby realnym wsparciem dla lokalnego sektora kosmicznego.
Zamiast tego znów: co prestiżowe, to do stolicy.
Będzie długo, bo widzę, że ludzie nie rozumieją problemu. Więc będzie długie, nudne i pewnie bez sensu.
Cała dyskusja o wrocławskim metrze opiera się na jednym nieporozumieniu: ludzie traktują je jak pytanie transportowe. A to nie jest pytanie transportowe. To pytanie planistyczne przebrane za transportowe. Kiedy to zobaczycie, cały spór „metro tak czy nie" się rozpada.
Więc od początku, raz a dobrze. Dlaczego metro we Wrocławiu nie ma sensu:
Nie ma sensu w ścisłym centrum, czyli na starym mieście i w okolicy. Ładujemy absurdalne pieniądze, żeby rozwiązać, co właściwie? Nic. Na dystansie dwóch, trzech, czterech kilometrów wszystko obsługuje już tramwaj, autobus, rower, a w razie od biedy nogi
Metro zarabia na prędkości na dużym dystansie. W zwartym, pieszym centrum ta przewaga jest zerowa. Prawdziwy problem centrum to wąskie gardło na powierzchni: cała trasa WZ od Galerii Dominikańskiej do Placu Jana Pawła 2. Odpowiedzią na to jest zakopanie tramwaju w tym jednym miejscu, a nie budowa osobnego systemu za miliardy.
Nie ma sensu dla dalszych osiedli, bo linię trzeba by powyginać, żeby złapać jak najwięcej ludzi, a wtedy robi się wolna. To zabija jedyną przewagę metra nad tramwajem, czyli czas. Albo prowadzisz ją prosto i szybko, i wtedy obsługujesz garstkę, albo krętą i wolno, i wtedy nikt jej nie wybierze. Warszawa ma metro, bo ma liniową oś popytu z północy na południe. Wrocław jest promienisty, pocięty Odrą, popyt rozsmarowany po obrzeżach. Takiego korytarza tu po prostu nie ma. A do zbiorkomu ludzie przesiadają się tylko wtedy, kiedy wygrywa on na czasie.
Nie ma sensu dla suburbiów, bo wtedy najdroższy system transportu, jaki istnieje, służy faktycznie do napędzania suburbanizacji. Budujesz metro, żeby dowieźć ludzi z pól, na które nigdy nie powinni się byli wyprowadzić, i utrwalasz ten wzorzec na pięćdziesiąt lat. To nie jest rozwiązanie problemu. To jego dotowanie.
Nie ma sensu, bo miasto nie umie utrzymać zwykłego tramwaju. Słynne wykolejenia, lata zaległości remontowych, beka na wykopie oraz tort dla prezydenta miasta. Jeśli najtańsza i najbardziej dojrzała infrastruktura dochodzi do stanu tragicznego, to kto sfinansuje eksploatację najdroższego systemu, jaki istnieje?
Metro to wygodny instrument dla polityka, bo to gonienie króliczka. Mocno działa na wyobraźnię, brzmi metropolitalnie, a robić nic nie trzeba. Budowa to piętnaście lat, więc i tak nikt jej nie dowiezie w swojej kadencji. Koszt gadania zerowy, kary za niedowiezienie żadne. Tell jest taki, że te same władze, które rzucają hasłem „metro kiedyś tam", odrzucają realną kolej miejską, którą da się zrobić teraz. Fantazja jest wygodna właśnie dlatego, że nigdy nie powstanie i nikomu niczego nie zabiera.
I tu dochodzimy do sedna, którego większość komentujących nie łapie. Skąd w ogóle bierze się ten ruch, który metro miałoby „rozwiązać"?
Z chaosu urbanistycznego, a ten ma konkretną przyczynę: WZ-tki. Brak planów miejscowych oznacza decyzje o warunkach zabudowy wydawane działka po działce, bez całościowej wizji. Deweloper buduje tam, gdzie grunt tani, a pozwolenie łatwe, czyli w szczerym polu, z dala od tramwaju, kolei i szkół. Tak powstaje rozlewanie się miasta i patodeweloperka: gęste osiedla na pięć tysięcy ludzi z jedną drogą wjazdową, zaprojektowane wokół auta. Te osiedla nie generują korków dlatego, że ludzie kochają stać w korku, tylko dlatego, że nie dano im innego wyboru.
I tu jest mechanizm, który trzeba nazwać po imieniu: renta planistyczna. Kiedy pole staje się działką budowlaną przez WZ-tkę, jego wartość skacze, a ten zysk zgarnia prywatnie właściciel i deweloper. Koszt, czyli drogi, transport, korki, smog i stracony czas, dziedziczy strona publiczna. Zysk prywatny, koszt wspólny. Lobby deweloperskie broni tego układu, bo jest dochodowy. Metro pojawia się dopiero na końcu tej układanki, jako najdroższy plaster na ranę, której nikt nie chce zaszyć u źródła.
Co więc ma sens?
Tańsze narzędzia, które już leżą w ziemi. Kolej aglomeracyjna i miejska po istniejących torach, które promieniście dochodzą dokładnie tam, gdzie metro musiałoby kopać kręty tunel (wrocławski węzeł kolejowy tak się właśnie rozchodzi). Do tego premetro, czyli zakopanie tramwaju tylko w wąskim gardle centrum, zamiast budowy osobnego systemu od zera. Ta sama geometria miasta, obsłużona dziesięć razy taniej.
Ale, i to jest pointa, nawet kolej nie uratuje sprawy, jeśli nie kontrolujemy tego, co buduje się wokół przystanku. Jagodno ma stację, czyli Iwiny, tyle że leży ona przy domkach, kilometr od bloków, do których deweloper wpakował tysiące ludzi. Stacja, do której nie da się dojść, jest bezużyteczna. Zasięg przystanku to nie geografia, to decyzja planistyczna. Której u nas nie ma.
Podsumowując:
Transport jest funkcją planowania przestrzennego. W polskim wydaniu jest funkcją jego braku. Metro to czynność zastępcza: spór o to, jaki drogi pojazd kupić, żeby zamaskować, że miasto oddało kontrolę nad własną przestrzenią deweloperom przez WZ-tki.
Dopóki pytanie brzmi „metro tak czy nie", renta gruntowa jest bezpieczna, bo nikt nie patrzy na właściwą zmienną: kto decyduje, co i gdzie powstaje, i kto na tym zarabia.
Metro nie jest odpowiedzią. Jest sposobem, żeby nie zadać pytania.
Jaranie się metrem jako symbol nowoczesności, jest tym samym co jaranie się ilością szklanych pał jako wyznacznikiem postępu gospodarczego.
Z dedykacją dla @KosmaNykiel@DarekMasniak@FilipWalkowiak
Moi rodzice nie łapali się w progu finansowym na darmowe obiady (dla dzieci z ubóstwa). Mimo tego obiady w szkole to zawsze było dla mnie marzenie na granicy osiągalności. Parę miesięcy chodziłam, potem znowu parę nie, bo raz się znalazły na to pieniądze, raz nie. „Czemu dziś nie idziesz na obiad?” Nie wiedziałam jak odpowiedzieć koleżankom, że znów mam niezapłacone. Wstyd i głód. Poczucie bycia gorszym.
Ogarnięte państwo pierwszego świata poznaje się po tym, jak traktuje swoje dzieci. A darmowe posiłki w szkole to podstawa ku zapewnienia dzieciom poczucia równości. Przecież to tylko obiad. Nie rozmawiamy o darmowych mac bookach
"Jak opodatkujemy bogatych, to wyjadą!" Nie wyjadą. Przykłady ze Stanów Zjednoczonych dowodzą, że bogaci przeprowadzają się RZADZIEJ niż reszta. Massachusetts podniosło podatek dla najbogatszych o 4 pp, wpływy podwoiły się, milionerów PRZYBYŁO. Ten argument jest martwy.
Nie mogę odnieść się do treści listu napisanego przez Panią Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej Martę Wachowicz, ponieważ go nie otrzymałem. Na podstawie doniesień prasowych, odbieram jednak żądanie dla mnie zakazu wypowiedzi przez Prezes POLSA jako próbę cenzury, marginalizowania i uciszania głosów krytycznych wobec braku strategicznych kompetencji i zaniechań Prezes POLSA, które mogą osłabiać pozycję Polski w sektorze kosmicznym.
Z przykrością stwierdzam, że mój komentarz dot. programu IRIS2 został przez Prezes POLSA wyjęty z kontekstu i źle przedstawiony. Moja wypowiedź dotyczyła tego, że większość środków przeznaczonych na program IRIS2 trafi do firm spoza Polski, gdzie głównymi beneficjentami będą firmy z Niemiec i Francji, z powodu braku wystarczających możliwości technologicznych polskich firm w budowie satelitów telekomunikacyjnych. Mam nadzieję, że wraz z rozwojem polskich kompetencji w tym zakresie, w przyszłości to się zmieni. Na codzień pracuje w strukturach europejskich i w oczywisty sposób wspieram każdą współpracę europejską w tym również na rzecz bezpieczeństwa, także rozwój programu IRIS2, którego celem jest zapewnienie bezpiecznej łączności satelitarnej dla Europy.
Podczas wspomnianego posiedzenia Rady POLSA zadałem Prezes POLSA szereg pytań dot. braku działań Agencji w 2025 i 2026 r. W mojej ocenie negatywnie wpływa to na rozwój polskiego sektora kosmicznego oraz obrazu polskiej misji IGNIS i budzi wątpliwości co do realizacji ustawowych zadań POLSA.
Pytałem https://t.co/UUrP4pUkC5.: czy prawdą jest, że w 2025 r. POLSA wydatkowała mniej niż 38% środków przeznaczonych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, a także czy prawdą jest, że Agencja nie wystąpiła o dotacje celowe na działalność merytoryczną na rok 2026. Zwróciłem się również o wyjaśnienie decyzji dot. likwidacji Departamentu Informacji i Promocji, w tym zwolnienia Rzeczniczki POLSA na dwa tygodnie przed startem polskiej misji technologiczno-naukowej na ISS, mimo że Rzeczniczka została wyznaczona przez MRiT do koordynacji komunikacji tej misji. Zapytałem również o to czy, a jeśli tak to jakie programy edukacyjne zostały zrealizowane przez POLSA i udostępnione polskim szkołom, w tym ile z 212 tysięcy zdjęć i materiałów video zrobionych przeze mnie i innych astronautów misji Axiom-4 zostało upublicznione Polkom i Polakom, biorąc pod uwagę, że POLSA miała wyłączność na wszystkie materiały audiowizualne do końca 2025 roku. Pytałem także o opóźnienia w rozwoju Narodowego Systemu Informacji Satelitarnej, wynikające z braku zamówień na kolejne serwisy, co może skutkować utratą środków z KPO przeznaczonych na ten cel.
Brak merytorycznych odpowiedzi Prezes POLSA na te pytania budzi poważny niepokój. To sytuacja niekorzystna dla polskich firm i instytucji, które mogą napotykać trudności w realizacji swoich projektów i planowaniu dalszego rozwoju.
Niepokojące są również sygnały płynące od pracowników POLSA dotyczące możliwych nieprawidłowości w zarządzaniu Agencją, w tym doniesienia o zbiorowych skargach dot. naruszania praw pracowniczych.
Wielokrotnie, działając pro publico bono, oferowałem POLSA swoje wsparcie, doświadczenie i ekspertyzę w zakresie strategicznych kierunków rozwoju polskiego sektora kosmicznego. Chcę również podkreślić, że nie reprezentuję POLSA i nie mam ambicji występowania w imieniu Agencji. Jako polski astronauta wspieram całym sercem polski sektor kosmiczny, spotykając się z instytucjami publicznymi - polskimi jak i europejskimi, związkami pracodawców i przedstawicielami środowiska kosmicznego.
Mam ogromny szacunek dla dokonań polskich naukowców, przedsiębiorców i edukatorów, którzy swoją pracą budują przyszłe możliwości Polski, osadzone we współpracy międzynarodowej. Jeżeli mogę być ambasadorem ich spraw, problemów i aspiracji, to staram się pomagać. Wierzę, że jesteśmy w momencie wyjątkowych szans dla polskiego sektora kosmicznego. Tym bardziej potrzebne jest strategiczne zarządzanie i pełne wykorzystanie tych możliwości.
Krzysztof Bosak założył rodzinę w wieku 38 lat, po tym jak jako poseł, zaczął zarabiać 18tyś.
Dzisiaj ma czelność twierdzić że brak pieniędzy i stabilności to tylko wymówka a do posiadania dzieci wystarczą same chęci
Coś się popsuło i nie było mnie słychać, więc powtórzę jeszcze raz.
Nie damy Wam popchnąć kolejnego pompowania deweloperki. Obojętnie czy to nazwiecie dopłatami dla rodzin, ulgami, odpisami, fiksowaniem marży czy inaczej.
Po prostu nie. Będzie po tym pojazd i memy. Starczy.
Co znajdziemy u polskiego posła w oświadczeniu majątkowym po 20 latach służby publicznej.
Oczekiwania: jakieś akcje Orlenu, Azotów, CDR czy obligacje skarbu państwa
Rzeczywistość: dwie działki, kawałek lasu, dom, 3 kawalerki, kredyt na czwartą
Rada Miejska Wrocławia odrzuciła projekt @RazemWroclaw wprowadzenia podatku od martwych mieszkań. Chodziło o to, by pustostan inwestycyjny, niesprzedane mieszkanie deweloperskie, czy czyjaś inwestycja w 6 mieszkań nie korzystała z preferencyjnej stawki podatkowej.
Pustostany to we Wrocławiu 42 tys. lokali, prawie 12 % naszego zasobu mieszkaniowego. Obecność tych mieszkań we Wrocławiu tworzy martwą przestrzeń, ubogą w relacje sąsiedzkie, ale przede wszystkim powoduje rozlewanie się miasta, wypychanie osób, które chcą tu zamieszkać nawet poza obszar gminy Wrocław, ze względu na koszt zamieszkania w naszym mieście. Zwiększa to koszt utrzymania miasta, wodociągów, kanalizacji, transportu publicznego, sieci szkół.
Dalsze stosowanie preferencyjnej stawki podatku od nieruchomości dla pustostanów inwestycyjnych jest nieakceptowalnym społecznie marnotrawieniem zasobu mieszkań. Mieszkań, które mogłyby być zamieszkanie, ale nie są.
Projekt wyrażał jedynie intencję, by prezydent podjął analizę stanu prawnego nieruchomości po wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z października 2024 r. To pozwalałoby prezydentowi działać teraz, na podstawie istniejących przepisów. Tak jak robi to już Kraków, tak jak robią to Katowice. Kraków wszczął już postępowanie o ustalenie wyższej stawki podatku od dwóch pustostanów inwestycyjnych we wrześniu ubiegłego roku. Prezydent Katowic podjął w marcu tego roku decyzję by nałożyć wyższy podatek na 17 lokali inwestycyjnych należących do jednej fundacji rodzinnej.
W imieniu młodego pokolenia, którego nie stać na kredyt, którego ledwo stać na najem mieszkania ubolewam, że Wrocław nieprędko podąży tym śladem i nieprędko zajmie się walką z pustostanami inwestycyjnymi.
Długo rozmawialiśmy z @mmzawisza. Najpierw o tym, co się działo w jej życiu, gdy miała 13 lat i dowiedziała się, że ma raka kości.
Potem o tym, co się działo w jej życiu, gdy skończyła studia i rak wrócił.
Następnie o tym, jak zbudować system ochrony zdrowia, żeby ludziom w najtrudniejszych życiowych sytuacjach pomagać, a nie zostawiać ich samymi.
„Sprawdzałaś kiedyś, ile kosztowało twoje leczenie?
Próbowałam to sumować, ale nie udało mi się dokładnie policzyć. Natomiast to na pewno była zawrotna suma, zupełnie nieosiągalna dla mnie i moich rodziców. Spotykam osoby, które mówią, że całe życie płacą składkę zdrowotną i nie chorowali. Są źli, że muszą płacić.
Wkurzasz się na nich?
Nie. Dziękuję im. Oni całe życie płacą i nie chorowali, a ja nie płaciłam, bo miałam przecież 13 lat, i zachorowałam. Szybko „wykorzystałam” pulę finansową za kilkanaście, a może i kilkadziesiąt osób.
Dlatego jestem wdzięczna ludziom, dzięki którym mogłam przeżyć. A jednocześnie będę walczyła, ile mam sił, by ten system solidarnościowy funkcjonował. Ostatecznie bowiem nie chodzi przecież tylko o mnie, lecz także o czyjąś babcię, która miała wylew. Czyjegoś tatę, który miał zawał. Czyjąś mamę, która miała raka piersi”.
Miała 13 lat, gdy po raz pierwszy zachorowała na raka. Posłanka @mmzawisza w wywiadzie dla @portalzeropl opowiada o swojej walce z chorobą i tym, dlaczego potrzebujemy publicznego systemu ochrony zdrowia. Rozmawiał @PatrykSlowik. https://t.co/yGDtZQbwaq
Cel Razem:
Silna Polska z atomu, stali i krzemu – kraj, w którym nikt nie zostaje za burtą, a każdy żyje tak, jak chce. Gdzie państwo nie staje po stronie milionerów, lecz po stronie milionów.
Cel KO: Polska bez Kaczyńskiego.
Cel PiS: Polska bez Tuska.
Think of the rivers of blood spilled by all those generals and emperors so that, in glory and triumph, they could become the momentary masters of a fraction of a dot - Carl Sagan
A jednak się kręci!
Krótki wpis o tym o co bardzo często pytają nas zainteresowani sektorem kosmicznym. Jak to jest, że jeden (lub kilka) satelitów może zrobić zdjęcia całej planety?
Odpowiedź jest prosta: satelita krąży po elipsie (w miarę) sztywno umocowanej w układzie Ziemia-satelita. To Ziemia obraca się "pod" satelitą, co powoduje, że z każdą kolejną orbitą satelita może zobrazować zupełnie inny pasek planety.
Oczywiście, jeśli satelita ma możliwość skanowania tylko wąskiego paska powierzchni pod sobą (parametr opisujący tą szerokość nazywamy swath lub pokos), to nie jest w stanie zobrazować planety w ciągu jednej doby. Ale jeśli satelitów umieścimy kilka - tak jak w przypadku załączonej animacji trzy - wtedy szanse na takie pokrycie planety rosną.
Kluczowe pytanie, które zadają sobie twórcy konstelacji do obserwacji Ziemi - jaki będzie czas rewizyty, czyli co jaki czas konstelacja jest w stanie zobrazować to samo miejsce. To już zależy od połączenia swathu (pokosu), liczby satelitów, trybu obserwacji (czy można odchylać satelitę na boki trasy), wysokości orbity i jeszcze paru "drobnostek".
Także następnym razem gdy ktoś Wam powie, że satelita wielkości pudełka po butach może zrobić zdjęcie całej planety to już wiecie, że to prawda. Tak też jest w przypadku operowanego przez @Scanway_SA satelity STAR VIBE, który dał takie możliwości (no poza biegunami) jako pierwszy w polskim sektorze kosmicznym.
Vid: NASA + USGS