Śpieszmy się kochać tanie tokeny.
Mam teorię, że Ci którzy wykorzystują ten hype na AI teraz, wygrają ekonomicznie nad konkurencją w przyszłości, mając znacznie tańsze narzędzia do budowowania, audytowania, automatyzowania.
Maintain jest tańszy niż budowanie
@WojewodzkiUrzad@MSWiA_GOV_PL@MSWiA_OLiOC_GOV@AZabska@kwpspwroclaw@DPolicja A dacie radę Państwo odebrać w końcu telefon w BOK? Czy 2 dni i kilkanaście prób to za mało? Albo odpisać na maila? Albo odpisać na sygnalizację przez e-doręczenia?
Będę wdzięczny, bo okres nadzorczy Wojewody w sprawie, której pisze mija 27.09 (28.09). @AZabska
@jedfrankowski@whiggerHQ Pan tak serio? Wrzuca Pan SS związany z problemem pracoholizmu i pośrednio uzależnienia behawioralnego w erze AI. Komentuje w tym obszarze i podrzucam paper Schultza, który świetnie wyjaśnia wspomniany problem.
PS Nic Pan nie musi robić.
@jedfrankowski@whiggerHQ Dla Pana widocznie nic, ale osobiście nie bagatelizuje problemu uzależnień behawioralnych, który powyżej opisałem, a który bezpośrednio odnosi się do treści wklejonego screena bez względu czy to bait, czy nie.
@wsamraz Panie Marcinie, a czy historycznie w Jarosławiu dochodziło do setek mordów UPA, które są potwierdzone? Nie udawajmy, że kontekst historyczny jest bez znaczenia.
https://t.co/j64wseyy3C
Dzisiejsze morderstwo w Jarosławiu niesie ogromny ładunek historyczny.
Jarosław był w latach 1943–1947 miastem-schronieniem. Uciekali tu ludzie ze spalonych wiosek Kresów z tym, co zdołali ze sobą zabrać. W tym samym czasie UPA mordowała w tych samych okolicach. Część ofiar zginęła za zmianę obrządku z greckokatolickiego na rzymskokatolicki. Dosłownie za kościół.
684 napady. 470 zabitych w powiecie jarosławskim w niespełna rok.
Ale to nie zaczęło się w XX wieku.
Opactwo Benedyktynek — przy którym doszło do dzisiejszego ataku — powstało w 1611 roku. Zbudowano je z murami obronnymi, basztami i strzelnicami. Nie dla estetyki.
Przez kolejne stulecia siostry wielokrotnie uciekały przed Tatarami i Kozakami, wracały do ograbionego klasztoru i zaczynały od zera. Potop szwedzki — to samo. Kasata austriacka — kościół zamieniony w magazyn wojskowy. I wojna światowa — front wschodni przechodził przez Galicję kilka razy, budynki poważnie zniszczone. II wojna — kościół jako stajnia, reszta jako więzienie i miejsce straceń.
To miasto przez czterysta lat było linią styku — kultur, religii, armii.
Dzisiaj historia zatacza kolejne koło.
Dzisiejsze morderstwo w Jarosławiu niesie ogromny ładunek historyczny.
Jarosław był w latach 1943–1947 miastem-schronieniem. Uciekali tu ludzie ze spalonych wiosek Kresów z tym, co zdołali ze sobą zabrać. W tym samym czasie UPA mordowała w tych samych okolicach. Część ofiar zginęła za zmianę obrządku z greckokatolickiego na rzymskokatolicki. Dosłownie za kościół.
684 napady. 470 zabitych w powiecie jarosławskim w niespełna rok.
Ale to nie zaczęło się w XX wieku.
Opactwo Benedyktynek — przy którym doszło do dzisiejszego ataku — powstało w 1611 roku. Zbudowano je z murami obronnymi, basztami i strzelnicami. Nie dla estetyki.
Przez kolejne stulecia siostry wielokrotnie uciekały przed Tatarami i Kozakami, wracały do ograbionego klasztoru i zaczynały od zera. Potop szwedzki — to samo. Kasata austriacka — kościół zamieniony w magazyn wojskowy. I wojna światowa — front wschodni przechodził przez Galicję kilka razy, budynki poważnie zniszczone. II wojna — kościół jako stajnia, reszta jako więzienie i miejsce straceń.
To miasto przez czterysta lat było linią styku — kultur, religii, armii.
Dzisiaj historia zatacza kolejne koło.
Jak już wjeżdzą ad hominem to wiadomo, że dyskusja nie ma merytorycznego końca :) Chciałbym więc ją zakończyć — ale zanim to zrobię, kilka rzeczy wymaga nazwania.
W tej wymianie pojawiły się techniki, które mają konkretne nazwy: ad hominem przez autorytet (kwestionowanie prawa do argumentu zamiast samego argumentu), moving goalposts (zmiana pozycji po każdym obaleniu — od kary, przez egzekucję, po faunę), fałszywa ekwiwalencja (drobna kradzież = nocna turystyka), bare assertion (bufor dla dzikiego życia — bez danych, gatunków, badań), cherry-picking (sporadyczne patrole, przy ignorowaniu systemowej niespójności narracji instytucjonalnej). Każdy z tych mechanizmów pełni tę samą funkcję: uniemożliwia merytoryczne zamknięcie.
Mój argument był jeden i pozostaje nienaruszony. Ayres i Braithwaite w Responsive Regulation wykazali, że skuteczna regulacja wymaga piramidy egzekucji — od edukacji, przez ostrzeżenie, po sankcję. Przepis oparty wyłącznie na zakazie bez mechanizmów pośrednich jest wadliwy projektowo — niezależnie od tego, czy akurat brakuje zasobów do egzekucji. Brak egzekucji to nie tylko kwestia wakatów — to symptom strukturalnej sprzeczności między normą a rzeczywistością społeczną, którą Eugen Ehrlich opisał jako rozjazd między prawem formalnym a żywym prawem.
Tom Tyler (Why People Obey the Law) wykazał empirycznie, że compliance zależy od postrzeganej legitymizacji prawa — a ta spada, gdy norma jest stosowana niekonsekwentnie. Nieciągła egzekucja (akcje kilka razy w roku) jest, zgodnie z teorią perspektywy Kahnemana i Tversky'ego, behawioralnie nieskuteczna — rzadkie zdarzenia są systematycznie niedoszacowywane, nawet przy wysokich karach.
Co do buforu nocnego dla dzikiego życia — przyjmuję, że nocna aktywność na szlakach może realnie zakłócać zwierzynę. To poważna kwestia. Właśnie dlatego właściwym instrumentem jest zonowanie przestrzenno-czasowe: zamknięcie konkretnych szlaków o wysokiej aktywności faunistycznej w wrażliwych godzinach, z wyznaczeniem tras alternatywnych. To standard w zarządzaniu parkami w Europie Zachodniej (z resztą - niech Pan zerknie na przepisy w USA, UK, Szkocji, Norwegii, Szwecji czy nawet w Alpach albo o wielowiekowej tradycji wschodu słońca oglądanego z Fuji w Japonii). KPN stosuje zamiast tego instrument binarny — całkowity zakaz nocny na całym obszarze, bez różnicowania stref. To regulacja, która problem deklaruje, lecz go nie adresuje. Skutek jest odwrotny do zamierzonego: zakaz powszechnie ignorowany chroni faunę gorzej niż przemyślane zonowanie.
Co do parkowania na chodniku — Pan sam podał najlepszy kontrargument do własnej tezy. Problem nie rozwiązały zakazy ani egzekucja, lecz przeprojektowanie infrastruktury: strefy, zatoczki, organizacja ruchu. To dokładnie teza, którą postawiłem od początku. Ocena skuteczności regulacji nie wymaga dyplomu przyrodniczego. Wymaga znajomości mechanizmów projektowania prawa — co jest domeną nauk społecznych i polityki publicznej. Pytanie „czy ten instrument osiąga swój cel?" jest pytaniem regulacyjnym, nie przyrodniczym.
Nie nawołuję do łamania przepisów. Wskazuję, że instrument jest wadliwy. To różnica, którą warto zachować w pamięci przy kolejnej dyskusji.
Pozdrawiam
Parkowanie nie jest bezwzględnie zabronione i bezwzględnie szkodliwe. Przepis mówi o zachowaniu 1.5 m. Wiec jest to zakaz warunkowy. Przykład nie do końca trafiony. Ale rozumiem tok rozumowania.
Ja rozumiem przepis, ale wbrew fanom legalizmu, wiele przepisów jest zwyczajnie wadliwych względem tego, jak wygląda rzeczywista aktywność czlowieka.
Nie można przepisem zabronić ludziom chodzenia po górach nocą. Kary są kontrproduktywne (co z resztą obrazują opinie na załączonym przez Pana wpisie o mandatach).
Więc gwarantuje Panu, że metoda nie leży w przepisie. To dokładnie jak z chodnikami i parkowaniem bez zachowania 1.5 m, co przyznaję, że jest szkodliwe, ale praktyka - zabronisz ludziom, nawet ukarzesz, a problemu nie wyelimnujesz, bo zwyczajnie zaprojektowana warstwa legislacyjna nie odpowiada wytworzonym w przeszłości aktywnosciom czlowieka. Takie konflikty kończą się regularnymi tarciami i niechęcią do siebie różnych grup referencyjnych w społeczeństwie.
Jest jeszcze dualizm narracji, która mowi: rób, bez patrzenia sie na przepisy. Instytucje kulturowe, medialne, a nawet środowisko - mówią "idź na wschód słońca na Śnieżkę, nie pożałujesz". KPN mówi "to nielegalne" i w 99% nic z tym nie robi, czyli przyzwala.
Takich przykładów można mnożyć wiele. Zakaz chodzenia po wałach przeciwpowodziowych, mimo że cześć z nich jest oddalona o kilometr od nurtu rzeki i stanowią realny ciag komunikacyjny dla niezmotoryzowanych. Czy zakaz wstępu do lasu podczas covid. Itd. Prędzej czy później przepis spada z rowerka. Albo jego egzekwowanie.
To na pewno nie jest łatwy temat i nie chodzi mi o zachęcanie do łamania przepisów per se, a raczej o potrzebę trzeźwego kreowania nie tylko przepisów, ale metod i infrastruktury.
@JMuchorowski@mrginden@PatrykSlowik Rozumiem, że łatwiej porównywać niż analizować, ale DNA mierzy fakt biologiczy, AI detection mierzy podobieństwo do wzorca językowego. To inna klasa narzędzi.
„0,01% false positive" brzmi świetnie dla Pangrama. Dla człowieka oskarżonego na tej podstawie — to 100% błąd. Statystyka broni narzędzia, nie osoby.
Wynikające z tego podejście, że nawet dana mówiąca o obecności AI na poziomie do kilku procent w miejscu, gdzie literalnie nie mogło być wykorzystane to przyznanie wadliwości narzędzia.
Samo false positive, które niszczy życia jednostek, znane jest z historii, choćby poligrafów, które opierały się o "accuracy". Floyd Fey, Peter Reilly.
Sam zakład o taki case, to szczeniacka zabawa - albo jakiś kryptomarketing. Proszę szukać szczęścia gdzie indziej.