@PolaMatysiak A tak na luzie to jeśli Pani Poseł lubi komiksy to rzecz jasna całe serie „Asterixa”, „Iznoguda” czy np „Lucky Luke” ;) do tej pory lubię wracać!
@PolaMatysiak „Lenin” Ossendowskiego? „Kłamstwa Lucke’a Lamory” Lyncha? „Uczta” lub trylogia „Dobry”, „Konkwista”, „Najlepszy” Łysiaka, „Warto Żyć” Sheena? Dla mnie jako fana heavy metalu kapitalne było „Głośno jak w piekle” ;) Duchowo poleciłbym „Życie duchowe” Lefebvre’a!
🥹🥹🥹 Kamil Stoch 🇵🇱 has just made his last World Cup jump... 😢
🥇🥇🥇 Olympic Games
🥇🥈 World Championships
🥈 Ski Flying World Championships
🔮🔮 World Cup Overall
🦅🦅🦅 Four Hills Tournament
THANK YOU KAMIL! 🙏🏻
#fisskijumping#worldcupplanica
Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Zespołu Downa.
Przy tej okazji warto zatrzymać się przy pięknej historii, związanej z II Wojną Światową.
Wiecie już z moich wpisów, jak postrzegano w latach 30. i 40. dzieci, które urodziły się z zespołem Downa. W Niemczech nazywano je „Schmarotzer” - „pasożyty”. Podlegały upiornej akcji „Vernichtung lebensunwerten Lebens”. „Unicestwienia życia niegodnego życia”. Akcji T4.
Obłąkana III Rzesza, niczym sztuczna inteligencja z futurystycznych horrorów, chłodną i bezduszną logiką wykalkulowała, że w ich wizji „aryjskiego Lebensraumu” nie ma miejsca dla „pasożytów”. Że łatwiej będzie usunąć „pasożyty” z ich świata, niż się nim dzielić. Że „pasożyty” niegodne są podstawowego prawa. Prawa do życia.
Obłąkańczą akcję hitlerowskich ludobójców powstrzymał bohaterski katolicki biskup Klemens von Galen, zwany „Lwem z Münster”. Osobiście wygłosił kazanie, w którym potępił eksterminację chorych. Odważył się nawet złożyć oficjalne doniesienie na Gestapo w związku z możliwością popełnienia przestępstwa. Naziści mu tego nie zapomnieli, ale nie mieli tyle odwagi, by zabić niezwykle popularnego duchownego. Dopiero w 1944 roku go aresztowali i zamknęli w Sachsenhausen.
Dziś też zajrzymy do Niemiec. Ale nie do niemieckiej historii.
A konkretnie do Trewiru 1 stycznia 1928 roku, gdzie urodziła się Anna.
Anna urodziła się z zespołem Downa. W latach 20. dzieci z tym zespołem nazywano „mongoloidami” i często porzucano po urodzeniu, albo poddawano aborcji. Rodziny mające takie dzieci doświadczały wyśmiewania, albo innych uszczypliwości. Porzucały je więc w szpitalach, skąd trafiały do sierocińców, gdzie wychowywano je z dala od społeczeństwa. By nie „raziły” swoim widokiem „normalnych”.
Ale tata Ani - oficer francuskiej armii, okupującej niemiecką Nadrenię - był inny. Nigdy nie wyrzekł się córki. Odmówił wysłania jej do ośrodka. Powiedział: „Bóg dał ją nam. Musimy wziąć za nią odpowiedzialność, kimkolwiek ona będzie i cokolwiek z nią się stanie”. Co więcej, rodzinie, służbie i otoczeniu zabronił traktowania Anny inaczej, niż kogokolwiek innego. Nie ukrywał jej przed światem. Była dla niego powodem do dumy.
Choć nie był zbyt wylewny, choć nieraz był szorstki w obyciu, to przy Ani dawał całe swoje ciepło. Nazywał ją swoją dumą i radością. Dbał, by niczego jej nigdy nie brakowało. Spacerował z nią pod rączkę po swej posiadłości w Colombey, pokazując coś i mówiąc do niej cichym głosem. Często sam udawał przy niej dziecko. Rysował razem z nią, tańczył dla niej, umilał jej czas piosenkami i pantomimami. Jako żarliwy katolik - wspólnie się z nią modlił. Starał się wszędzie ją zabierać. Nawet gdy został skierowany do francuskich Syrii i Libanu, zwanych wówczas Lewantem. Także i później, podczas II Wojny Światowej, towarzyszyła mu wszędzie, gdzie był.
Ania mając pięć lat umiała powiedzieć tylko jedno słowo. „Tata”.
Szorstki, zdyscyplinowany oficer, wielokrotnie raniony na polu bitwy, którego rozkazy wykonywały tysiące żołnierzy, nielękający się ani ostrzału, ani bombardowań, prowadzący swoje czołgi osobiście na wroga - zawsze zmieniał się gdy Anna była obok niego.
By pomóc dziewczętom z niepełnosprawnościami, pozbawionym środków do życia, w 1945 roku wraz z żoną Yvonne kupili pałac Château de Vert-Cœur, dając początek istniejącej do dzisiaj fundacji imienia Anny.
W 1948 roku, miesiąc po swoich 20. urodzinach, Anna zachorowała na zapalenie płuc. Od urodzenia miała problemy z oddychaniem. Dzisiaj pewnie udałoby się ją uratować. Ojciec tulił ją w ramionach do samego końca. Bardzo przeżył śmierć ukochanej córki. Po jej pogrzebie zalał się łzami i powiedział: „Teraz jest taka, jak inni”.
22 sierpnia 1962 roku, gdy był już prezydentem Republiki Francuskiej, przeżył zamach na swoje życie. Zamachowcy z OAS wystrzelili 187 kul. Jedna z nich utkwiła w ramce fotografii, którą prezydent zawsze nosił przy sobie. Tego dnia położył ją na tylnej półce auta. Do końca życia powtarzał, że Anna ocaliła go jeszcze jeden raz.
Gdy umierał 9 listopada 1970 roku, jego życzeniem było spocząć na cmentarzu w Colombey, w grobie obok ukochanej córki. Jego żona spoczęła obok nich.
Francuskim oficerem, którego serce zdobyła krucha istota z zespołem Downa, był generał Charles de Gaulle. Którego krytykowałem wielokrotnie w swoich wpisach jako polityka, a który jako człowiek - był istotnie wielki.
Dobrego dnia Państwu życzę.
Trzeba ratować mObywatela
Niestety: pomysł @CYFRA_GOV_PL na wdrożenie europejskiego węzła cyfrowej tożsamości będzie jak cofnięcie się o rok w cyfrowym rozwoju.
O co chodzi? Na rządowych stronach ukazał się projekt ustawy dotyczący wdrożenia w Polsce EIDAS 2.0. To nowe przepisy tworzące jednolity system tożsamości na poziomie Europy. Oprócz możliwości korzystania zagranicą to także nowe możliwości - będzie nam łatwiej udostępniać informacje na swój temat - np. o posiadanym wykształceniu czy kategorii prawa jazdy. System będzie rozproszony, przez co odejdziemy od silosów danych zawierających wszystko na nasz temat w jednym miejscu - to dobry kierunek także z punktu widzenia prywatności.
Niestety przy okazji tego wdrożenia, aby było "łatwiej", Ministerstwo Cyfryzacji postanowiło stopniowo wygasić mObywatela, a nowy cyfrowy dokument tożsamości uruchomić w nowej apce. Ten ruch to spuszczenie w sedesie ponad 11 milionowej bazy użytkowników mozolnie budowanej przez ostatnie 2,5 roku. To także wybór między złem a złem: albo odejście od obecnej marki (w której promocję włożono miliony złotych), albo chaos w którym w trwającym wiele miesięcy okresie przejściowym Polacy poproszeni o mObywatela będą jeszcze musieli dopytać - którego?
Oczywiście prawdą jest, że utrzymanie jednej apki będzie wymagało pewnego wysiłku programistycznego. Ale ten czas i pieniądze będą doskonale wydane, bo pozwolą na utrzymanie gigantycznego sukcesu jakim jest mObywatel. Pewnie nie wszyscy o tym wiedzą, ale w kwestii cyfrowej tożsamości jesteśmy przed Estonią i resztą państw bałtyckich, nie mówiąc o krajach zachodu Europy. Od roku do Warszawy zjeżdżają delegacje zdumionych urzędników z całej Unii po to, aby oglądać jak wygląda i jak powstał mObywatel.
Jak zatem powinno wygladać docelowe rozwiązanie? Do aplikacji mObywatel należy po prostu dodać możliwość przejścia na nową wersję tożsamości i wygenerować użytkownikom posiadane przez nich dokumenty (np. mPrawo Jazdy) w nowej formie zgodnej z EIDAS. Ponieważ portfel europejski wymagać będzie wykorzystania cyfrowej warstwy dowodu osobistego (to też dobre - podnosi bezpieczeństwo) warto już teraz zainteresować się tym, dla ilu Polaków może to się okazać trudnością. Będzie sporo pracy, ale nic nie do zrobienia. Jakby ktoś był zainteresowany - chętnie pomogę 😉
Tu nie ma polityki, to po prostu troska o to, abyśmy jednym niemądrym ruchem nie zaprzepaścili paru lat sukcesów. Jeśli pójdziemy ścieżką zaproponowaną przez Ministerstwo Cyfryzacji, zupełnie niepotrzebnie cofniemy się na start wyścigu o budowę cyfrowego państwa. Nie warto i dlatego zachęcam do udostępniania tego wpisu. Razem uratujemy mObywatela 🙂
A może teraz „Newsweek” zrobi okładkę o Kubie Wojewódzkim, który nie kontrował Anny Muchy, która mówiła, że praca czyni wolnym. Czy to było tylko dla Bogdana Rymanowskiego, za to że za dobrze mu idzie kanał?
Nie wątpię, że Pan @dawidmysior w naszym rozumieniu da radę, niemniej przy okazji tego komentarza pozwolę sobie na mały wywód z wątkiem osobistym.
Moim zdaniem, zderzenie człowieka myślącego w sposób niemodernistyczny z modernistycznym typem myślenia par excellence, przy dzisiejszych paradygmatach, z góry skazuje tego pierwszego na przegraną w sensie dalszej recepcji rozmowy i konsekwencji publicznych.
Dlatego na gruncie prywatnym (w sensie w rozmowach prywatnych w realu) sam zrezygnowałem z wchodzenia w tego rodzaju debaty. Skupiam się raczej na ukazywaniu, jak jest, a nie na bezpośrednim wykazywaniu błędów. Gdy już chcę kogoś doprowadzić do refleksji nad niekonsekwencją jego myślenia, stosuję raczej metodę sokratejską tj. stawiam pytania, które jak sądzę pozwolą rozmówcy samemu zmierzyć się z własną głupotą. Nie wskazuję błędu wprost, ponieważ wówczas maleje szansa na rzeczywiste poznanie prawdy. Prosta sprawa: człowiek odruchowo się broni i zamyka. Na miejscu Pana Dawida w tej „debacie” poszedłbym właśnie tą drogą. Dla mnie jedynym sensownym rozwiązaniem jest pozytywnie ukazywać prawdę w całej pełni, zadawać dobre pytania i czekać z nadzieją, że prędzej czy później coś przebije się do modernistycznych umysłów. Debaty z modernistami są często pozbawione sensu, ponieważ istotą debaty jest zwykle pewna konfrontacja, a tam, gdzie prawda zostaje zastąpiona emocją lub opinią, konfrontacja ta traci jakikolwiek poznawczy i duchowy sens.
I właśnie to stanowi największą trudność oraz zasadniczą przeszkodę w dialogu z modernistami: inny poziom i sposób myślenia, co przecież tak trafnie opisał św. Pius X.
Zapowiada się ciekawie, ale łatwo ta debata może się okazać takim ostatnim Legia - Lech, czyli debatą bez historii i do zapomnienia. Wystarczy, że jedna ze stron zamiast oprzeć się na prawdzie i faktach (które są logiczne i pociągają za sobą konkretne konsekwencje), będzie bazować na opiniach i uczuciach. Wtedy obawiam się, że skończy się tylko na dwugodzinnym wodolejstwie. I żeby było jasne - nie mam tu na myśli Pana @dawidmysior :)
"Życie bez Wiary, bez dziedzictwa, którego się broni, bez podtrzymywania Prawdy w nieustannej walce, to jest nie życie, lecz wegetacja. My nigdy nie powinniśmy wegetować, lecz żyć!"
Św Pier Giorgio Frassati
Zwyczajowo honorując zmarłych zapala im się znicze...
...my ponownie rozpalmy po całym portalu ognie sygnałowe by uhonorować tego, który od dekad rozpala w nas nadzieję i przekonanie, że jest na tym świecie dobro o które warto walczyć.
Naprzód! I nie bójcie się ciemności!
Kontynuuję moją myśl o bohaterskiej walce z problemami, które sami w Kościele stwarzamy:
- Chcesz zachować wiarę w wiernych, ale zamiast umacniać ich w depozycie Objawienia, uczysz, że wiara to jedynie „uczucie religijne”, zależne od nastroju i psychologii.
- Pragniesz, by ludzie przyjęli Jezusa Chrystusa jako jedynego Zbawiciela, a głosisz, że wszystkie religie są sobie równe i wszystkie prowadzą do tego samego celu.
- Martwisz się o powołania kapłańskie i zakonne, a wychowujesz dzieci i młodzież w duchu naturalizmu, bez odniesienia do łaski i do życia nadprzyrodzonego.
- Chcesz, by liturgia karmiła wiernych wiarą i duchem modlitwy, a sprawiasz, że staje się widowiskiem i psychologiczną terapią, w której człowiek jest w centrum, a Bóg zostaje na marginesie.
- Zależy Ci na moralnej sile rodzin, a w duszpasterstwie systematycznie pomijasz temat łaski uświęcającej, sakramentu pokuty i Eucharystii jako źródła życia rodzinnego.
- Pragniesz jedności Kościoła, a podważasz autorytet Tradycji i Magisterium, otwierając drogę do afirmacji schizm i herezji
- Chcesz, by katecheza formowała chrześcijan, a zamieniasz ją w ogólne zajęcia o wartościach, w których znika Osoba Chrystusa i tajemnica zbawienia.
- Chcesz, aby wierni karmili się Słowem Bożym, a zamiast prowadzić ich do Pisma i Tradycji, podsuwasz im modne teorie psychologiczne albo humanistyczne opowieści bez mocy Ewangelii.
- Pragniesz, aby Kościół był solą ziemi i światłem świata, a zamiast kształtować świętość, dostosowujesz nauczanie do mentalności świata, rozmywając wymagania Ewangelii.
- Chcesz, by ludzie trwali w łasce, a zamiast ukazywać wielkość sakramentu pokuty, unikasz tematu grzechu i zbawienia, sprowadzając wszystko do „samopoczucia religijnego”.
- Martwisz się o kryzys rodziny, a pomijasz katechezę o nierozerwalności małżeństwa i o sakramentalnym charakterze związku, zastępując ją językiem socjologicznym i psychologicznym.
- Chcesz, aby wierni odnajdowali siłę w Eucharystii, a sam pozbawiasz liturgię sacrum, redukując ją do wspólnego spotkania towarzyskiego.
- Pragniesz, by młodzież odkrywała piękno czystości i ideałów ewangelicznych, a prowadzisz formację, w której unikasz wymagających tematów, by nie „zrazić” słuchaczy.
- Chcesz, aby kapłani byli gorliwymi pasterzami, a w formacji seminaryjnej rezygnujesz z ascezy, modlitwy i klasycznej duchowości, zastępując je technikami komunikacji i psychologii…
Nie tylko CAŁY NOWY sprzęt jaki Polacy widzą na na defiladzie jest wynegocjowany i zakupiony przez rządy PiS.
Eksperci tutaj chwalą Wojska Obrony Cyperprzestrzeni.
Powołanie tego komponentu Wojska Polskiego to zasługa PiS i Błaszczaka w 2022 roku.
Wyśmiewano, tak jak WOT.
Szef KPRP Bogucki vs Adamek TVN.
Bogucki: "Ta ustawa miała być wilczym dołem na Pana Prezydenta.
Prezydent po nim PRZEJEDZIE i dojedzie do niższych cen energii dla Polaków.
Założymy się?"
Adamek: "Ja się nie zakładam".
Bogucki: "Szkoda, wszystkie zakłady w kampanii wygrałem".
Drażni mnie, gdy modlitwa powszechna staje się scenicznym występem z elementami pobożności, zamiast być rzeczywistą modlitwą wspólnoty Kościoła. To jeden z wielu punktów Novus Ordo Missae, który bywa wykorzystywany w sposób antropocentryczny – jako kolejna okazja do autoprezentacji. Widać to w spojrzeniach, przesadnie dopracowanych akcentach, nadmiernym przywiązaniu do poprawności językowej (ą, ę), rozbudowanych, wielokrotnie złożonych zdaniach, uśmiechach i często sztucznie wykreowanym, patetycznym stylu.
„22 osoby”… „część nigdy nie wróciła do domu”…, „2 promile tych sił”…
Boże, dlaczego tak musi być, że życie ludzkie - moich rodaków - staje się aptekarską wyliczanką państwowej instytucji za którą kryje się relatywizm i pogarda dla… życia, które brutalnie zabrał okupant - Sowiet i jego agenci z LWP! Zabrał też ciało, grób, imię i odmówił pogrzebu!
Nawet jeśli zginąłby „tylko” JEDEN, to tak jakby zginęła cała Polska, bo zginął za Polskę!
Jak być elitą za Tuska? Połącz moralność Giertycha z dystynkcją Lisa, wyrafinowaniem Hołdysa, erudycją Maleńczuka, klasą „Babci K…”, manierami Lempart, profesjonalizmem dr Kontka, intelektem Jachiry, wdziękiem Środy, umiarkowaniem Hartmana i autorytetem Michnika oraz Wałęsy 😇